Zbliża się koniec roku. Dla wielu moment, gdy z przerażeniem dowiadują się, ile w rzeczywistości zapłacą podatków. I zaczyna się panika. Inni z kolei (jak ja), chcą z tych poświęconych sum sporo odzyskać. Skutek identyczny.
Ponieważ od lat staram się unikać zbędnych wydatków (przewalania kasy na 32% obciążenia PIT-em), opracowałem system, gwarantujący przynajmniej częściowe ulgi. Trzy wiodą prym.
- IKZE. Tegoroczny limit 10 407,60 zł, a dla prowadzących JDG limit wynosi 15 611,40 zł. W przypadku małżeństwa (etat+firma) = 26.019 zł. Odzyskamy w 2-gim progu – 8326,08 zł. Kupa forsy – 1,5 miesięczną pensję mojej żony. Co zrobić? Znaleźć instytucję, założyć konto, przelać kasę. Koniec. Mnie zajęło to 1,5 godziny, a w każdym kolejnym roku 5 minut.
- Ulga na dzieci. W tym punkcie, pomyśleć trzeba było wcześniej. Pomimo najszczerszych chęci nie dorobimy choćby jednego, myśląc o tym 20 grudnia. Natomiast już posiadając, wystarczy po prostu odliczyć. Oto wyniki:
a) jedno dziecko – 1112,04 zł/rok,
b) dwoje dzieci – 2224,08 zł/rok,
c) troje dzieci – 4224,12 zł/rok.
Inaczej niż w 800+, „dziecko” oznacza także studenta/ucznia do 25 r.ż.
Żeby jednak nie było tak pięknie – przy pierwszym dziecku obowiązuje limit dochodu (112 tys. zł), więc nie ma opcji, żeby równocześnie wejść w drugi próg i odliczyć. Przy dwójce już nie, stąd ja dysponując na stanie 24-letnim studentem i nastolatkiem odliczam 2224,08 zł.
3. Wspólne rozliczenie się z małżonkiem. W tym celu posiadamy żonę/męża niepracującego lub zarabiającego poniżej 2-go progu podatkowego. Wtedy sumujemy dochody i nagle okazuje się, iż pod ten próg zeszliśmy. Doskonała metoda, bo nie trzeba (jak w przypadku IKZE i dzieci) nic wydawać. Wystarczy trwać w małżeństwie (bez rozdzielności majątkowej). To taki ukłon w stronę konserwatystów. A potencjalne zyski? Kupa kasy. Wyobraźmy sobie tradycyjną rodzinę – żona w domu, mąż gania do roboty (chociaż może być też jak u Kiepskich – żona pielęgniarka, a mąż nierób). Pracujące przynosi 300k/rok. Odejmujemy składki społeczne i zostaje ok. 264k podstawy. Singiel zapłaciłby gigantyczny podatek (10.800 zł + 32% od 144k) ca. 57k. A małżonkowie? Sporo mniej. Nieco ponad 29k (2 x 10.800 +32%od 24k). W kieszeni zostaje prawie 50%, a liczbowo ok. 28k.
Niestety ten model nie wygląda tak różowo, gdy oboje małżonkowie pracują. Gdy żona zarabia 80k, oszczędność wynosi „tylko” 8 k, bo (32% -12%) x (120k-80k) = 20% x 40k. I tak przedstawia się to w mojej rodzinie.
Istnieje jeszcze jedna opcja – rozliczenie się z dzieckiem. Mogą tego jednak dokonać wyłącznie samotni rodzice (czyli odpada wtedy małżeństwo), a w przypadku rozwodników, opieka naprzemienna wyłącza taką optymalizację. No i rozliczyć możemy się z jednym dzieckiem (czyli wdowiec z trójką dzieci przez cały czas odliczy prawie 28k, o ile zarabia pow. 240 tys. zł + składki społeczne.
Moje oszczędności. Dość proste wyliczenie, wystarczy podsumować:
- IKZE -ok. 8300 zł (z żoną),
- Ulga na dzieci – ok.2200 zł (bo mam dwójkę),
- Wspólne rozliczenie – 8000 zł.
Razem oszczędności podatkowe: 18.500 zł. Można je dalej odkładać. Liczbę tę dedykuję wszystkim, którzy opowiadają, iż w klasie średniej nie da się oszczędzać.









