9 stycznia protest rolników. Przykład chleba, czyli jak Mercosur ograbi polski budżet

20 godzin temu

9 stycznia protest rolników ponownie wyprowadzi ciągniki na drogi, ponieważ stawka jest wyjątkowo wysoka. Tym razem nie chodzi o listę postulatów, ale o jeden cel. Rolnicy chcą zablokować umowę UE–Mercosur, zanim 12 stycznia podpisze ją Ursula von der Leyen.

Rolnicy zapowiadają zdecydowane działania, ponieważ czas na reakcję gwałtownie się kończy. W centrum wydarzeń znajdzie się 9 stycznia protest rolników, który ma przerodzić się w „marsz” na Warszawę. Celem jest jeden postulat — powstrzymanie podpisania umowy UE–Mercosur, zanim zapadną nieodwracalne decyzje.

O co dokładnie chodzi w proteście rolników przeciwko Mercosur?

9 stycznia protest rolników dotyczy wyłącznie umowy handlowej UE–Mercosur. Organizatorzy podkreślają to wyraźnie, ponieważ inne problemy rolnictwa schodzą teraz na dalszy plan. Nie chodzi o ceny, dopłaty ani Zielony Ład jako całość.

Dla nas głównym problemem na teraz jest tylko i wyłącznie Mercosur. Oczywiście jest wiele innych problemów w rolnictwie, ale te będziemy załatwiać później” — mówi w rozmowie z naszym portalem Dariusz Domagalski z Oddolnego Ogólnopolskiego Protestu Rolników.

Rolnicy chcą działać teraz, ponieważ czas ma decydujące znaczenie.

9 stycznia protest rolników i presja czasu

Protest zaplanowano na 9 stycznia 2026, ponieważ kilka dni później może zapaść decyzja o podpisaniu umowy.

Teraz chodzi o to, aby 12 stycznia Ursula von der Leyen nie podpisała umowy handlowej z Ameryką Południową” — podkreślają organizatorzy wydarzenia.

Rolnicy zapowiadają dojazd do Warszawy ciągnikami. Liczą się jednak z ograniczeniami.

„Dla nas sukcesem choćby nie będzie sam wjazd pod KPRM czy Sejm. Ale z całą pewnością do rogatek Warszawy przyjedziemy ciągnikami” — mówi Domagalski.

9 stycznia protest rolników w Warszawie – celem jest zablokowanie podpisania umowy UE–Mercosur

fot. OOPR

Przykład chleba, który wyjaśnia wszystko o co walczy polski chłop

Domagalski wyjaśniając co nam grozi w związku z tą umową sięga po prosty przykład. W ten sposób chce dotrzeć nie tylko do wsi.

Cena pszenicy konsumpcyjnej to dzisiaj około 80 groszy za kilogram. Żeby wytworzyć kilogramowy bochenek chleba, potrzeba pszenicy o wartości około 1 zł”.

Tymczasem bochenek chleba kosztuje dzisiaj od 6 do 10 zł, a choćby więcej.

Udział rolnika w tej cenie to tylko 1 zł. Pozostałe koszty to transport, przetwórstwo, energia, praca ludzka i podatki. I właśnie te podatki są niezwykle ważne” — uświadamia Domagalski.

Podatki zostają w Polsce albo wypływają

Produkcja żywności w kraju oznacza, iż pieniądz krąży w gospodarce. Rolnik kupuje środki produkcji. Przetwórca zatrudnia ludzi. Pracownicy płacą podatki i składki do budżetu kraju. Następnie państwo z tych podatków finansuje edukację, szpitale, emerytury, opłaca służby mundurowe, inwestuje w rozwój kraju i jego bezpieczeństwo.

Tymi pięcioma złotymi powyżej ceny pszenicy utrzymujemy siebie i nasze państwo. Opłacamy szpitale, szkolnictwo, policję, wojsko, administrację, emerytów. Umowa Mercosur ten mechanizm przerywa!” — tłumaczy polski rolnik.

Mercosur to eksport podatków!

Import żywności z Ameryki Południowej oznacza, iż znaczna część wartości dodanej wypływa poza Unię Europejską.

Ten import wyprowadzi poza Polskę i poza strefę euro te 5 zł” — ostrzega Domagalski.

Rolnicy zwracają uwagę na już znane powszechne praktyki sieci handlowych. Marki zarejestrowane za granicą płacą podatki poza Polską. W kraju zostają niewielkie kwoty. Dlatego pytanie brzmi:

Z czego po podpisaniu tej umowy UE-Mercosur i załamaniu produkcji polskiej żywności sfinansujemy rozwój i bezpieczeństwo?

Bezpieczeństwo żywnościowe i ślad węglowy

Rolnicy mówią także o bezpieczeństwie żywnościowym. Produkcja na miejscu skraca łańcuch dostaw. Ogranicza transport. Zmniejsza ślad węglowy. Jednocześnie zwiększa kontrolę nad jakością żywności.

Jednak choćby ten argument ustępuje miejsca finansom publicznym. Bez podatków nie da się utrzymać państwa.

9 stycznia protest rolników — o co naprawdę chodzi?

9 stycznia protest rolników nie powinien być protestem jednej branży. To sprzeciw wobec decyzji, która może trwale osłabić gospodarkę. Rolnicy nie walczą o wyższy udział w cenie chleba.

Nie narzekamy, iż chcemy 2 zł. Chodzi o to, żeby te pieniądze nie wypływały poza naszą strefę gospodarczą” — podkreśla Domagalski.

9 stycznia protest rolników ma jeden cel: zablokować umowę UE–Mercosur. Przykład chleba pokazuje, iż stawką są podatki. W efekcie — bezpieczeństwo i stabilność państwa. To dlatego rolnicy wychodzą na drogi teraz, a inne problemy odkładają na później.

Idź do oryginalnego materiału