A potem ropą poleję. Oficer SOP chce zabić Piotra Nisztora

9 godzin temu

Gdy oficer państwowej służby ochrony z zimną krwią opowiada, jak połamie dziennikarzowi nogi, zakatuje go w garażu i spali jego ciało, nie mam mowy o „napięciu wokół mediów”. To jest wyrok na wolne dziennikarstwo – wyrok, który już zbyt wiele razy został wykonany…

Publiczne nagrania z rozmów funkcjonariusza Służby Ochrony Państwa (SOP) ujawnione przez Telewizję Republika pokazują, iż dziennikarzowi śledczemu Piotrowi Nisztorowi grożono torturami, zabójstwem i spaleniem zwłok – to jest realne, konkretne zagrożenie życia, a nie abstrakcyjne ryzyko zawodu. W połączeniu z globalnymi statystykami zabójstw dziennikarzy ten przypadek nie jest incydentem, ale wpisuje się w rosnący, śmiertelnie niebezpieczny trend.

Plan zemsty

Z opublikowanego materiału wynika, iż podpułkownik SOP Wojciech B., odpowiedzialny za ochronę najważniejszych osób w państwie, w prywatnej rozmowie roztacza szczegółowy „plan zemsty” na Nisztorze za jego publikacje. Na nagraniach grozi dziennikarzowi m.in. „połamaniem nóg batonem”, przetrzymywaniem i torturowaniem w garażu, a następnie zabiciem, ukryciem zwłok i polaniem ich ropą, oraz rozjechaniem samochodem jego dwóch psów.

„Ja mu nogi połamię batonem i tyle. Ja jestem wiesz… Pan Bóg nie rychliwy, ale sprawiedliwy […] Poleży trochę, żeby ucichło… A potem ropą poleję” – mówi na nagraniu Wojciech B.

Sam Nisztor w wylicza, iż są to groźby pobicia, uwięzienia, torturowania i zabójstwa, a szokuje go fakt, iż wypowiada je człowiek, który do niedawna chronił czołowych polityków – od Radosława Sikorskiego po Zbigniewa Ziobrę.

Według relacji dziennikarza, mimo wcześniejszych pytań wysłanych przez redakcję do SOP i MSWiA, służby nie udzieliły odpowiedzi przed emisją materiału, zamiast tego w zaprzyjaźnionych mediach zaczęły pojawiać się wzmianki o „czystkach” i cichym odejściu funkcjonariusza.

To rodzi uzasadnione pytania o próbę zamiecenia sprawy pod dywan oraz o to, czy państwo jest gotowe realnie bronić śledczego dziennikarza przed funkcjonariuszem własnych służb?

Od słów do kul

Z danych organizacji takich jak Komitet Ochrony Dziennikarzy (CPJ) wynika, iż rok 2024 był jednym z najtragiczniejszych w historii – na świecie zginęło 124 dziennikarzy w 18 krajach, z czego 103 zgony miały bezpośredni związek z wykonywaną pracą. CPJ wskazuje, iż to więcej niż w „rekordowym” dotąd 2007 roku, a największa liczba ofiar pochodziła z jednego kraju, gdzie działania militarnych władz odpowiadały za około 70 procent zabitych.

UNESCO podaje, iż w ciągu dwóch ostatnich lat zginęło łącznie ponad 160 dziennikarzy, a około 85 procent zabójstw dziennikarzy na świecie pozostaje bezkarnych, co czyni przemoc wobec mediów de facto skutecznym narzędziem cenzury. Raporty tych organizacji podkreślają, iż coraz więcej ofiar to reporterzy śledczy i korespondenci w strefach konfliktu, a znacząca część zabójstw to precyzyjne, osobiste zamachy, a nie „kolateralne” skutki wojny.

W takim świecie groźby śmierci kierowane przez oficera państwowej służby ochrony wobec konkretnego dziennikarza nie są fanaberią sfrustrowanego funkcjonariusza, ale elementem dobrze opisanego, globalnego wzorca eskalacji – od słów do kul.

Od śledztwa do zbrodni

Historie dziennikarskich śmierci, jak chociażby Daphne Caruany Galizii na Malcie i Jána Kuciaka na Słowacji pokazują, jak wygląda ścieżka od śledztw dziennikarskich do morderstwa. Caruana Galizia – znana z tekstów o korupcji i powiązaniach polityków z przestępczością – została wysadzona w powietrze bombą podłożoną w jej samochodzie po latach gróźb i kampanii nienawiści.

Kuciak, badający powiązania słowackich elit politycznych z włoską mafią, został zastrzelony w domu razem z narzeczoną, a śledztwo wykazało, iż zleceniodawcą był biznesmen z politycznymi koneksjami.

To nie są odosobnione przypadki. Jamal Khashoggi, publicysta „Washington Post”, po serii ostrych tekstów o władzach Arabii Saudyjskiej został zwabiony do konsulatu w Stambule i zamordowany, a raporty ONZ i śledztwa międzynarodowe wskazały na udział aparatu państwa.

Kolejne głośne sprawy – zabójstwo greckiego reportera kryminalnego Giorgosa Karaivaza czy śmiertelny zamach na holenderskiego dziennikarza śledczego Petera R. de Vriesa – pokazują, iż mafie i struktury powiązane z polityką nie wahają się przed fizyczną eliminacją głosu krytycznego, choćby w państwach UE.

W każdym z tych przypadków poprzedzały to groźby, próby zastraszania, kampanie oszczerstw – dokładnie ten sam mechanizm, którego słownym etapem są dziś nagrania z groźbami wobec Piotra Nisztora.

O bezpieczeństwie dziennikarzy w Polsce

Analizy mediów europejskich zwracają uwagę, iż także w Unii Europejskiej dziennikarze są coraz częściej celem nie tylko pozwów, ale też fizycznych ataków, a w wielu krajach brakuje spójnego, państwowego systemu ochrony dla dziennikarzy zagrożonych przemocą. Przypadek Nisztora jest szczególnie niebezpiecznym sygnałem: agresorem nie jest anonimowy „hejter” czy gangster z półświatka, ale oficer SOP – formacji powołanej do ochrony życia najważniejszych osób w państwie.

Jeśli wobec takich, publicznie udokumentowanych gróźb, reakcja instytucji jest spóźniona, nieprzejrzysta lub ogranicza się do cichego odsunięcia funkcjonariusza, komunikat dla potencjalnych sprawców jest prosty: można grozić dziennikarzowi śmiercią i liczyć co najwyżej na kosmetyczne konsekwencje.

W kontekście globalnych statystyk – 124 zabitych dziennikarzy w jednym roku, ponad 80 procent zabójstw bez kary – Polska staje przed wyborem, czy potraktować groźby wobec Nisztora jako emblematyczny test, czy jako kolejną „aferkę”, którą za kilka dni przykryje inny skandal. jeżeli państwo nie zademonstruje, iż jest gotowe chronić choćby najbardziej niewygodnych śledczych, następny raport CPJ lub UNESCO może już zawierać polskie nazwisko nie w rubryce „groźby”, ale „zabici”.

WUS/BA

Idź do oryginalnego materiału