Afera Zondacrypto: prokuratura, zaginione klucze i 350 mln zł szkody

2 godzin temu

Dwa tygodnie temu pisaliśmy o „problemach z wypłatami” i zadawaliśmy pytanie, czy Zondacrypto jest wypłacalne. Dziś to pytanie brzmi już inaczej. Prokuratura Regionalna w Katowicach prowadzi śledztwo pod kątem oszustwa na wielką skalę i prania pieniędzy. Szacowane szkody to minimum 350 mln złotych. Prezes giełdy ujawnił adres portfela z 4500 bitcoinami wartymi 330 mln dolarów – po czym przyznał, iż klucze do niego ma człowiek, który zaginął ponad cztery lata temu. Cała rada nadzorcza spółki-matki złożyła rezygnację. Pracownicy nie otrzymali wypłat. A Sejm – mimo wszystko – nie zdołał odrzucić prezydenckiego weta do ustawy, która mogłaby dać polskim klientom choć cień ochrony.

Zbieramy fakty. Chronologicznie, bez spekulacji.

Artykuł jest kolejną aktualizacją naszego cyklu o problemach zondacrypto. Pierwszą analizę opublikowaliśmy 7 kwietnia, aktualizację 8 kwietnia. Od tego czasu sprawy przybrały obrót, którego nie przewidywał prawdopodobnie nikt – włącznie z samym prezesem giełdy.

Co się wydarzyło od 8 kwietnia

Tempo eskalacji jest bezprecedensowe na polskim rynku kryptowalut. W ciągu zaledwie dwóch tygodni sprawa przeszła od „przejściowych problemów technicznych” do pełnowymiarowej afery z wątkami kryminalnymi i politycznymi.

  • 10 kwietnia – „Fakt” cytuje ekspertów, którzy jednogłośnie stwierdzają: bez niezależnego audytu nie da się ocenić, czy problemy giełdy mają podłoże czysto techniczne, czy finansowe. Zondacrypto przez cały czas nie publikuje Proof of Reserves. Jednocześnie mijają zadeklarowane przez Krala „5-6 dni” na przywrócenie normalnych wypłat. Nic się nie normalizuje.
  • 15 kwietniamoney.pl i Wirtualna Polska publikują drugi duży materiał śledczy. Ujawniają, iż dzień po ich pierwszym artykule – 7 kwietnia – na gorący portfel zondacrypto wpłynęły dwie duże wpaty o łącznej wartości 4,2 mln złotych. Problem w tym, iż zanim trafiły na konto giełdy, przeszły przez osiem jednorazowych adresów pośredniczących – klasyczny schemat „warstwowania” opisany przez FATF jako czerwona flaga w analizie antyprania pieniędzy. Co więcej, 67% tej kwoty (ok. 2,8 mln zł) trafiło nie do czekających klientów, ale na ten sam adres depozytowy na giełdzie Kraken, na który wcześniej odpłynęło z Zondy ponad 76 mln zł. Zondacrypto nie odpowiedziała na pytania dziennikarzy w tej sprawie.
  • 15-16 kwietniaBankier.pl i Fakt.pl ujawniają kolejną bombę. Ze sprawozdania finansowego BB Trade Estonia OÜ za 2024 rok wynika, iż giełda udzieliła pożyczki w kryptowalutach klientów na kwotę 75 mln euro – bez zabezpieczenia, ze zmiennym oprocentowaniem. Regulamin giełdy nie przewiduje takiej możliwości. Innymi słowy, jeżeli te ustalenia się potwierdzą, giełda mogła obracać środkami klientów wbrew własnym zasadom.
  • 16 kwietnia – prezes Kral publikuje nagranie, w którym ujawnia adres portfela bitcoinowego (16aEn4p6hK4FMpLtJGpoQZMZ946sDg1Z6n) zawierającego 4500 BTC o wartości około 330 mln dolarów. Ma to uciąć spekulacje o niewypłacalności. Ale w tym samym oświadczeniu pada informacja, która zmienia wszystko.

Zaginiony klucz do 330 milionów dolarów

Tu następuje interesujący zwrot akcji. Kral przyznaje, iż klucze prywatne do portfela z 4500 BTC posiada Sylwester Suszek – współzałożyciel giełdy (wtedy BitBay), który zaginął 10 marca 2022 roku. Według nieoficjalnych ustaleń prokuratury został uprowadzony. Do dziś nie wiadomo, czy żyje.

Reporter „Superwizjera” TVN Michał Fuja wskazuje na fundamentalną niespójność tej narracji. Suszek ustąpił z fotela prezesa w maju 2021 roku – niemal rok przed swoim zaginięciem. Przez ten rok nikt nie zadbał o przejęcie kluczy do portfela wartego setki milionów dolarów? Wszystkie większe transakcje na tym adresie miały miejsce w 2016 roku, a od zaginięcia Suszka portfel jest całkowicie nieaktywny.

Jak ujawniła Prokuratura Regionalna w Katowicach w komunikacie z 17 kwietnia – sam właściciel giełdy potwierdził, iż od 2022 roku firma nie posiada dostępu do zimnego portfela. Tę informację zatajono przed klientami. Przez cztery lata ludzie wpłacali pieniądze na giełdę, która nie miała dostępu do deklarowanych rezerw.

Prokuratura wszczyna śledztwo – szkody co najmniej 350 mln zł

17 kwietnia Prokuratura Regionalna w Katowicach oficjalnie wszczęła śledztwo w sprawie zondacrypto. Postępowanie obejmuje dwa główne wątki. Pierwszy to podejrzenie oszustwa z art. 286 § 1 k.k. w związku z art. 294 § 1 k.k. – wprowadzenie w błąd wielu osób co do możliwości dokonywania zakupów oraz przechowywania walut fiat i kryptowalut, skutkujące niekorzystnym rozporządzeniem mieniem. Drugi to podejrzenie prania pieniędzy z art. 299 § 1 i 5 k.k. Zakres czasowy śledztwa sięga 2022 roku i obejmuje terytorium całego kraju.

Śledztwo powierzono Zarządowi we Wrocławiu Centralnego Biura Zwalczania Cyberprzestępczości. Według prokuratury na dzień wszczęcia postępowania wysokość szkody wynosi nie mniej niż 350 mln złotych. Liczba poszkodowanych to kilkaset osób i stale rośnie – prokuratura apeluje do kolejnych pokrzywdzonych o zgłaszanie się.

Warto podkreślić: to nie są te same śledztwa, które wcześniej prowadzono i umarzano na podstawie donosów UKNF. Tamte dotyczyły legalności działalności giełdy i kończyły się niczym. Obecne postępowanie dotyczy konkretnych czynów – potencjalnego oszustwa i prania pieniędzy – i opiera się na zupełnie innych podstawach: zgłoszeniach poszkodowanych klientów, ustaleniach medialnych i analizie przepływów finansowych.

Rada nadzorcza ucieka ze statku

19 kwietnia media donoszą o kolejnym przełomowym wydarzeniu: wszyscy członkowie rady nadzorczej BB Trade Estonia OÜ – spółki operującej giełdą zondacrypto – złożyli rezygnacje. Oficjalnie uzasadniono to „podważonym zaufaniem”. W praktyce jest to jeden z najpoważniejszych sygnałów ostrzegawczych w świecie korporacyjnym. Kiedy osoby odpowiedzialne za nadzór nad spółką rezygnują en masse w trakcie kryzysu, oznacza to albo brak wpływu na sytuację, albo niechęć do ponoszenia odpowiedzialności za to, co może nastąpić.

Tego samego tygodnia Michał Fuja z „Superwizjera” informuje, iż zondacrypto wstrzymała wypłaty wynagrodzeń pracownikom, a CEO Przemysław Kral nie pojawia się na cotygodniowych spotkaniach online z zespołem. Kral zlikwidował również swój profil na LinkedIn.

Wymiar polityczny – Tusk, Sejm i weto

Sprawa zondacrypto stała się jednym z głównych tematów polskiej polityki w drugim tygodniu kwietnia. Premier Donald Tusk ujawnił w Sejmie ustalenia ABW dotyczące wpłat prezesa Krala na fundacje powiązane z politykami prawicy. Mówił o „pieniądzach rosyjskiej mafii” u źródeł powstania giełdy. Strona rządowa argumentowała, iż ustawa o kryptoaktywach – dwukrotnie wetowana przez prezydenta Nawrockiego – dałaby KNF narzędzia nadzorcze, które mogłyby zapobiec tragedii tysięcy klientów.

18 kwietnia Sejm ponownie głosował nad odrzuceniem prezydenckiego weta. Wynik: 243 głosy za odrzuceniem przy wymaganych 263. Zabrakło 20 głosów. Polska przez cały czas nie ma ustawy implementującej rozporządzenie MiCA. Klienci giełd kryptowalut przez cały czas nie mają żadnej porównywalnej ochrony prawnej. A 1 lipca 2026 roku kończy się unijny okres przejściowy.

Niezależnie od politycznych rozgrywek, dla poszkodowanych klientów zmiana prawa na tym etapie i tak kilka by zmieniła. Zondacrypto działa na estońskiej licencji, a choćby gdyby polska ustawa obowiązywała, nadzór nad spółką pozostałby po stronie estońskiego regulatora. Jak trafnie zauważa Sławomir Mentzen – na tym etapie edukacja jest ważniejsza od regulacji. Giełdy kryptowalut służą do handlu, nie do przechowywania środków.

Olimpijczycy czekają na pieniądze

Osobnym, bolesnym wątkiem jest sytuacja polskich olimpijczyków. Zondacrypto jako sponsor generalny PKOl obiecała nagrody kryptowalutowe medalistom z Zimowych Igrzysk w Mediolanie. Łączna wartość to 1,35 mln złotych. Damian Żurek – dwukrotnie czwarty panczenista – czeka na 100 tys. złotych. W rozmowie z WP SportoweFakty przyznaje, iż za te pieniądze chciał kupić swoje pierwsze mieszkanie. „Staem tam i marzyłem, iż gdy wrócę z medalem, będę mógł kupić mieszkanie” – mówi zawodnik, któremu środki widnieją na koncie zondacrypto ze statusem „w transferze”, ale na jego konto bankowe wciąż nie dotarły.

Ostrzeżenie przed „patokancelariami” – głos z branży

Na sytuację poszkodowanych klientów zwrócił uwagę Damian Dejewski, specjalista ds. oszustw inwestycyjnych prowadzący m.in. Polski Instytut Badań Oszustw Inwestycyjnych (PIBOI). W wpisie na LinkedIn ostrzegł przed falą podmiotów, które oferują „szybkie odzyskanie środków” za wysokie opłaty. Jego przekaz jest jednoznaczny: na obecnym etapie tego typu usługi są we wszystkich przypadkach zbędne i generują niepotrzebne koszty.

Postępowanie sprawdzające prowadzi Prokuratura Regionalna w Katowicach i to tam koncentrują się działania organów ścigania. Żaden prywatny podmiot nie ma dziś realnego wpływu na jego przebieg. Dejewski radzi, aby poszkodowani samodzielnie złożyli zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa, najlepiej bezpośrednio na policji, przygotowali pełną dokumentację (potwierdzenia wpłat, historię transakcji, korespondencję z supportem, próby wypłat) i precyzyjnie opisali przebieg sprawy. To najważniejsze dla organów ścigania i nie wymaga wynajmowania kancelarii.

To istotny głos, bo kryzys tego typu zawsze przyciąga drapieżników żerujących na desperacji poszkodowanych. Historia upadku giełdy FTX czy polskiej afery z Amber Gold pokazuje, iż po krachach zawsze pojawia się druga fala strat – wynikająca z opłat za pozorne „odzyskiwanie środków”.

Pożyczka za 75 mln euro – giełda obracała środkami klientów?

Jednym z najpoważniejszych ustaleń ostatnich dni jest analiza sprawozdań finansowych BB Trade Estonia OÜ, przeprowadzona przez Bankier.pl. Ze sprawozdania za 2024 rok wynika, iż giełda wykazała pożyczkę w kryptowalutach na kwotę 75 mln euro – bez zabezpieczenia, ze zmiennym oprocentowaniem. Regulamin zondacrypto nie przewiduje możliwości pożyczania środków klientów podmiotom trzecim.

Jeśli te ustalenia się potwierdzą, oznaczałoby to, iż giełda działała wbrew własnym regułom, obracając depozytami klientów bez ich wiedzy i zgody. To schemat dobrze znany z historii upadku FTX, gdzie środki klientów były potajemnie transferowane do powiązanej firmy Alameda Research. Oczywiście skala jest nieporównywalna, ale mechanizm niepokojąco podobny.

Gdzie jesteśmy dziś – 21 kwietnia

Podsumowując stan na dziś rano, obraz wygląda następująco. Prokuratura Regionalna w Katowicach prowadzi śledztwo pod kątem oszustwa i prania pieniędzy ze szkodą nie mniejszą niż 350 mln złotych. Śledztwo realizuje CBZC – służba wyspecjalizowana w cyberprzestępczości. Liczba poszkodowanych to kilkaset osób i rośnie. Cała rada nadzorcza BB Trade Estonia OÜ zrezygnowała. Giełda przyznała, iż od 2022 roku nie ma dostępu do portfela z 4500 BTC (330 mln $), bo klucze ma zaginiony Suszek. Sprawozdania wskazują na pożyczkę 75 mln euro ze środków klientów. Pracownicy nie otrzymują pensji. Sejm nie zdołał odrzucić prezydenckiego weta, Polska przez cały czas nie ma ustawy o kryptoaktywach.

Co powinien zrobić poszkodowany klient

Jeśli masz środki zablokowane na zondacrypto, podejmij następujące kroki. Po pierwsze, złóż zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa – najprościej na najbliższym komisariacie policji. Wszystkie zgłoszenia z całego kraju trafiają do Prokuratury Regionalnej w Katowicach. Po drugie, przygotuj kompletną dokumentację: potwierdzenia wpłat i prób wypłat, historię transakcji (zrzuty ekranu z aplikacji), korespondencję z supportem giełdy, dane konta (adres e-mail, ewentualnie numer użytkownika). Po trzecie, nie płać nikomu za „odzyskanie środków” na tym etapie – jak podkreśla Damian Dejewski z PIBOI, żaden prywatny podmiot nie przyspieszy działań prokuratury. Po czwarte, jeżeli masz jeszcze możliwość logowania do serwisu – dokumentuj wszystko, rób zrzuty ekranu historii transakcji i salda.

Lekcja, której nie powinniśmy zapomnieć

Niezależnie od tego, jak zakończy się sprawa zondacrypto, jedna lekcja pozostanie aktualna: giełda kryptowalut nie jest sejfem. Jest narzędziem do handlu. Środki kryptowalutowe powinny być przechowywane na własnych portfelach sprzętowych (Ledger, Trezor, Tangem), gdzie użytkownik kontroluje klucze prywatne. Stare powiedzenie branżowe „not your keys, not your coins” – jeżeli nie masz kluczy, nie masz tokenów – nigdy nie brzmiało boleśniej niż w kontekście zondacrypto, gdzie dosłownie klucze do setek milionów dolarów posiada człowiek, który zaginął cztery lata temu.


Artykuł opracowano na podstawie komunikatu Prokuratury Regionalnej w Katowicach z 17.04.2026, ustaleń money.pl/Wirtualnej Polski, TVN24, Bankier.pl, Business Insider Polska, Fakt.pl, RMF24 oraz postu Damiana Dejewskiego na LinkedIn.

Idź do oryginalnego materiału