AI komplikuje prostą definicję bessy na rynku technologicznym

2 godzin temu
Zdjęcie: Nasdaq


Boom na sztuczną inteligencję sprawił, iż 20-procentowy spadek indeksu nie musi już oznaczać tego samego, co na szerokim rynku.

Philadelphia Semiconductor Index (SOX) i południowokoreański KOSPI w lipcu formalnie weszły w bessę, tracąc ponad 20 proc. od szczytów. Problem w tym, iż choćby na lokalnych minimach pozostawały odpowiednio 46 proc. i 25 proc. powyżej poziomów z początku roku.

Sytuacja szczególnie dobrze widoczna jest w półprzewodnikach. Na początku września SOX przez cały czas zyskiwał około 60 proc. od początku roku, mimo iż od czerwcowego rekordu pozostawał ponad 20 proc. niżej. Klasyczna definicja bessy opisuje więc jednocześnie rynek, który w ciągu ośmiu miesięcy przyniósł inwestorom bardzo wysoką stopę zwrotu.

Źródłem tej anomalii jest skala wcześniejszego wzrostu. AI przyciągnęła ogromny kapitał do producentów chipów, pamięci i infrastruktury, podnosząc zarówno wyceny, jak i zmienność. Jednocześnie fundamenty sektora pozostają mocne: według danych LSEG zyski grupy producentów półprzewodników i sprzętu w S&P 500 mają w tym roku wzrosnąć o co najmniej 114,7 proc.

Nie oznacza to, iż ryzyko zniknęło. Lipcowa korekta pokazała, jak gwałtownie może zostać zamknięta zatłoczona pozycja na AI. Coraz większego znaczenia może jednak nabierać nie sam próg spadku, ale jego długość, historyczna zmienność indeksu i kondycja gospodarki.

W praktyce AI nie tyle zmienia definicję bessy, ile pokazuje ograniczenia miary stworzonej dla znacznie mniej dynamicznego rynku.

Idź do oryginalnego materiału