Amerykańska delegancja do Pekinu warta biliony dolarów – co mogą ugrać CEO oraz Donald Trump?

1 godzina temu

Wraz z Donaldem Trumpem do Pekinu lecą przedstawiciele amerykańskich spółek, których sama giełdowa wartość idzie w dziesiątki bilionów dolarów. Rynek zdaje się jednak nie grać dziś pod jeden wielki traktat handlowy między USA i Chinami, za to bardziej prawdopodobny wydaje się scenariusz mniejszych, ale bardzo konkretnych odblokowań i zgód regulacyjnych, licencji, zakupów, dostępu do rynku i poluzowania wąskich gardeł w łańcuchach dostaw.

Sam skład delegacji wiele mówi o stawce tej wizyty. Obok przedstawicieli Apple, Tesli czy Boeinga są tam także Nvidia, BlackRock, Goldman Sachs, Mastercard, Visa, Qualcomm, Micron czy GE Aerospace. To mieszanka technologii, finansów, płatności, lotnictwa i przemysłu. Taki skład zdaje się wskazywać, iż rozmowa z Pekinem nie dotyczy już wyłącznie ceł. Dotyczy raczej całej infrastruktury prowadzenia biznesu w Chinach od chipów AI i płatności po samoloty, rynek kapitałowy i dostęp do krytycznych dostaw.

Każdy leci po coś konkretnego

Wydaje się, iż przedstawiciele tak potężnych spółek lecą do Pekinu z bardzo konkretnym celem biznesowym albo regulacyjnym. Nvidia przez cały czas walczy o możliwość sprzedaży bardziej zaawansowanych chipów do Chin. Tesla chce przyspieszyć wdrażanie systemu Full Self-Driving i jednocześnie ograniczyć ryzyko zakłóceń po chińskiej stronie łańcucha dostaw. Visa i Mastercard przez cały czas patrzą na słabo otwarty rynek płatności. Citi i Goldman Sachs szukają głębszego wejścia na chiński rynek finansowy. Boeing i Cargill są z kolei najbliżej klasycznej handlowej logiki tej podróży, czyli samoloty, zboża, mięso i większy obrót towarowy.

Chiny pozostają dla amerykańskiego biznesu zbyt dużym rynkiem, by traktować je wyłącznie jako rywala strategicznego. Waszyngton nie chce już wracać do dawnego modelu pełnego otwarcia, ale nie zamierza też zamykać całej relacji. Obie strony zdają się dziś testować, czy da się zbudować bardziej pragmatyczny układ, czyli mniej idei o pełnym resecie, więcej punktowych ustępstw, które pozwolą utrzymać handel i inwestycje.

Duże i ostrożne oczekiwania

Oczekiwania wobec tej wizyty pozostają jednocześnie duże i ostrożne. Dołączenie Jensena Huanga w ostatniej chwili wynosi AI i półprzewodniki do centrum rozmów. Z kolei bardziej sektorowo oczekuje się, iż choćby częściowe odmrożenie chińskiego popytu na samoloty mogłoby być ważnym sygnałem dla Boeinga. Rynek najchętniej zobaczyłby przedłużenie handlowego rozejmu, kilka selektywnych porozumień zakupowych oraz polityczny impuls do szybszych rozmów regulacyjnych. To mogłoby wystarczyć, by poprawić sentyment wokół części spółek technologicznych, przemysłowych i finansowych. Mniej prawdopodobny wydaje się szeroki reset relacji USA-Chiny. Bardziej realne jest to, iż po tej podróży inwestorzy dostaną nie nową architekturę świata, ale kilka dobrze dobranych działań inicjatyw dla biznesu.

Idź do oryginalnego materiału