Analiza ISBiznes.pl: Co pokazuje rajd Ch-101 nad Polską

1 godzina temu

Wskutek rosyjskiego ataku na Ukrainę rakieta skrzydlata o zdolności manewrowania Ch-101 uderzyła w ziemię w Polsce miejscowości Tarnowa-Kolonia na południe od Lublina. Pocisk nie spowodował szkód materialnych, ale całe wydarzenie pokazało dość dokładnie luki w polskiej obronie powietrznej.

„Rajd” rosyjskiej rakiety został spowodowany atakiem na Ukrainę. Rosjanie wystrzelili na jej miasta i obiekty infrastruktury 9 rakiet balistycznych Iskander, 4 przeciwokrętowe rakiety P-800 wystrzeliwane z wyrzutni mobilnych prawdopodobnie z Obwodu Kurskiego, 284 drony Gieran-2, wabiki i rozpoznania Gerbera oraz Parodia, w tym około 30 dronów z silnikami odrzutowymi Gieran-3 oraz 61 rakiet skrzydlatych posiadających zdolności manewrowania. Były to 3M14 Kalibr odpalone z okrętów Floty Czarnomorskiej w regionie Noworosyjska oraz właśnie Ch-101 odpalone z bombowców strategicznych Tu-95MS z punktu odpalania nad Morzem Kaspijskim. Z tych 61 Ukraińcy zestrzelili 54, jeden z 7 pozostałych dostał się nad Polskę.

Ch-101 jest pociskiem o długości 7,24 m, wyposażonym w silnik turboodrzutowy z możliwością lotu korygowanego przez bezwładnościowy układ nawigacyjny z teoretyczną dokładnością 50 m (praktyczna według informacji nieoficjalnych wynosi bliżej 100 m) Otblesk-U1 z zainstalowanym radiowysokościomierzem, głowicą optoelektroniczną sterowaną komputerem pokładowym. Rezerwowym układem korekcji, często używanym, jeżeli potrzebna jest dokładność trafienia, stanowi system korekcji poprzez namierzanie satelitarne GPS/Glonass/Baidoo korzystający ze wszystkich rozbudowanych platform nawigacji satelitarnej. Leci na wysokości 50-200 m z prędkością do 924 km/h choć wartości marszowe wynoszą według danych nieoficjalnych około 200 km/h mniej. Głowica ma wagę 400 kg, z czego połowa to materiał wybuchowy dużej siły; można montować też mniejsze głowice zwiększając zasięg, który tym sposobem może wzrosnąć do maksymalnie 2000 km.

Jeden z Ch-101 prawdopodobnie o godz. 3.34 wleciał nad teren Polski. O 3.40 dokonano jego wykrycia w systemie obserwacji przestrzeni powietrznej. Jest to dość trudne – leciał na wysokości kilkudziesięciu metrów, zaś średni zasięg wykrycia obiektu lecącego na wysokości 100 m to 35 km, co zależne jest od wysokości posadowienia anteny radaru i krzywizny Ziemi.

Ponieważ, jak to jest przewidziane procedurami, przy każdym ataku rakietowym na zachodnią Ukrainę w powietrze poderwano parę F-16 z 32. Bazy Lotnictwa Taktycznego z Łasku, następną parę tym razem MiG-29 z 22. Bazy Lotnictwa Taktycznego z Malborku, zaś prawdopodobnie współpracowała z nimi para niemieckich EF-200 Taifun z Taktisches Luftwaffengeschwader 31 „Boelcke” korzystająca z NATO-wskiego powietrznego tankowca A-330. Kiedy rakieta weszła nad Polskę wydano rozkaz przechwycenia. Jak się później okazało za rakietą gonił ukraiński MiG-29, jednak nie zdążył wejść na rubież odpalenia pocisków rakietowych i musiał wykonać zwrot, by nie przekroczyć granicy polskiej przestrzeni powietrznej.

Jednak o 3:46 przed samym potwierdzeniem identyfikacji obiekt zniknął z ekranów radarów, kilka później rozbijając się w miejscowości Tarnowa-Kolonia. Głowica wybuchła wyrywając lej o promieniu 10 m. Oznaczało to, iż w czasie 6 minut Ch-101 pokonała odległość 93 km lecąc z szybkością 925 km/h. Jak wyjaśnił później dowódca operacyjny gen. dyw. Ireneusz Nowak, pocisk był śledzony niemal do końca i w przypadku zagrożenia byłby zestrzelony. Oznacza to, iż w ostatniej fazie lotu zaobserwowano niestabilność pocisku mogącą oznaczać natychmiastowe nurkowanie i upadek.

„Byliśmy gotowi do zestrzelenia rakiety, gdyby kontynuowała swój lot. Wszystko wskazuje na to, iż był to rosyjski pocisk manewrujący Ch-101” – powiedział później premier RP Donald Tusk. Do sprawy pocisku odniósł się też minister MSZ Ukrainy Andrii Sybiha.

„Pocisk manewrujący Ch-101 przekroczył granicę Polski w ramach masowego uderzenia Rosji na Ukrainę naruszając przestrzeń powietrzną NATO. To kolejna wyraźna demonstracja, iż wzmocnienie obrony przeciwlotniczej Ukrainy jest teraz pilne i stanowi gwarancję ochrony całej euroatlantyckiej społeczności” – napisał na swoim koncie w sieci społecznościowej X.

Profil i trasa lotu pocisku wskazują wyraźniej na jedną z dwóch przyczyn wejścia nad Polskę – awarię bezwładnościowego systemu nawigacyjnego lub efekt działania ukraińskiego systemu walki radioelektronicznej albo połączenie tych dwóch czynników. Mimo sugerowanej przez niektóre konta ukraińskie premedytacji i świadomej rosyjskiej prowokacji są one mało prawdopodobne. Rosji nie zależy bowiem, by Polska gwałtownie zorientowała się w swoich brakach obrony przeciwlotniczej, które lot Ch-101 dość wyraźnie ujawnił.

Pierwszym czynnikiem, który wyszedł na jaw jest faktyczna „ślepota” polskiej obrony przeciwlotniczej, jeżeli obiekt porusza się na wysokości mniejszej niż 300 metrów, co oznacza późne jego wykrycie. Już przy poruszających się z szybkością 280 km/h Gieraniach-2 które weszły nad Polskę nocą z 9 na 10 września 2025 roku był to problem. Obecny Ch-101, jako poruszający się z prędkością poddźwiękową, obnażył ten problem całkowicie, bo im większa prędkość obiektu to przy późnym jego wykryciu mniej czasu w identyfikację i zestrzelenie.

Owej ślepocie na niskim pułapie usiłuje się zaradzić.

Na zeszłorocznym Międzynarodowym Salonie Przemysłu Obronnego w Kielcach na początku września podpisano umowę na dostawę Radarów Pasywnej Lokacji (RPL) dla przeciwlotniczych i przeciwrakietowych zestawów rakietowych krótkiego zasięgu Narew. Ma to być 46 stacji RPL, w tym 28 stacji w zamówieniu gwarantowanym, zaś reszta w opcji. Maksymalnie dawałoby to 11 zestawów Systemów Pasywnej Lokacji – SPL, minimalnie – 7 takich SPL. Są one jednak przywiązane do zestawów Narew, jest ich za mało, a w dodatku dostawy miałyby się rozpocząć od 2030 roku i potrwać do lata 2038.

Drugim elementem monitorowania przestrzeni powietrznej do wysokości 300 m są aerostaty Barbara. Podpisano na nie umowę w maju tego roku, zaś obejmuje ona 4 aerostaty z radarem obserwacji dalekiej przestrzeni powietrznej praktycznie od elewacji 0 nad powierzchnią ziemi, bo jest on szczególnie przydatny do wykrywania nisko lecących obiektów jak śmigłowce, rakiety skrzydlate i manewrujące, lekkie samoloty oraz drony, maszyny wsparcia pola walki oraz jednostki nawodne na morzach. Pierwszy z tych aerostatów pojawi się już w I kw. 2027 roku, ale platforma uzyska pełny zakres działania około 2030 roku.

Co istotne, drugim problemem jest ewidentnie słabe pokrycie radarowe Polski Wschodniej i temu też umowa na aerostaty Barbara miałaby zaradzić. Ale ona nie wystarczy. Być może warto tu pójść tropem Ukraińców, którzy kupują w dużych ilościach polskie radary FIELDctrl 3D MIMO spółki Advanced Protection Systems. Te radary mają dobre parametry, są tanie i mogą długo nieprzerwanie pracować. Są główną częścią mobilnego systemu obserwacji niskiego pułapu przestrzeni powietrznej służąc do wykrywania Shaheedów, Gerberów, Gierani i właśnie Ch-101. Posadowienie takich mobilnych posterunków radarowych na cięższych maszynach terenowych mogłoby w warunkach polskich pokryć całą przestrzeń Polski i to nie tylko Wschodniej, choć do tego celu potrzeba by było ponad 100 tego typu mobilnych posterunków radarowych. Nie byłaby to jednak tak droga inwestycja, jak stanowiąca alternatywę para: areostaty Barbara oraz AWACS, który nie może operować przez cały czas i jednocześnie sam wymaga ochrony.

Co więcej, personelem takich mobilnych posterunków nie musieliby być żołnierze Wojsk Operacyjnych, bowiem przeciwlotników jest wśród nich zbyt mało w stosunku do zadań jakie przed nimi stoją, a przeszkoleni żołnierze WOT. Ale oznaczałoby to konieczność zmiany charakteru tej formacji, która z braku obrony cywilnej i przeciążeniem jej zadaniami Państwowej Straży Pożarnej sama staje się uzbrojoną obroną cywilną, co całkowicie podważa sens jej istnienia.

Co istotne, lot Ch-101 pokazał, iż choćby przy obecnej rozbudowanie obrony przeciwlotniczej bardzo niskiego i niskiego pułapu jest jej przez cały czas zbyt mało w stosunku do potrzeb, a programy Pilica+ i Narew nie są w stanie zaspokoić potrzeb obrony przestrzeni powietrznej RP, choćby w ujęciu strefowym, czyli punktowym, a zwłaszcza obszarowym.

Tymczasem tego typu „rajdy” rosyjskich pocisków manewrujących czy dronów nad Polskę będą się powtarzały. Warto wiece zapobiec najgorszym ich skutkom zanim ktoś rzeczywiście zginie i to już nie przypadkiem jak w Przewodowie, ale na skutek zaniechania.

Idź do oryginalnego materiału