
Katar wstrzymał wydobycie i produkcję gazu ziemnego po irańskich atakach na instalacje gazowe. Największa saudyjska rafineria ropy Ras Tanura także była czasowo nieczynna z powodu ataków. Według analityków władze Iranu chcą, by „państwa Zatoki zapłaciły za poparcie Amerykanów w wojnie”, nie rozumiejąc jednak, iż takie działania spowodują kolejny konflikt sunnicko-szyicki w regionie.
Katar wstrzymał 2 marca produkcję skroplonego gazu ziemnego wskutek ataków na instalacje gazowe emiratu przez drony irańskie. Zaatakowały one obiekty w rozległym kompleksie Ras Laffan. Kompleks mieści katarskie ciągi gazowe – wielkie jednostki przetwórcze, które schładzają gaz ziemny do postaci ciekłej w celu eksportu drogą morską. Atak objął również strefę przemysłową Mesaieed na południu Kataru, położoną z dala od złóż gazu, ale mieszczącą zakłady petrochemiczne i produkcyjne.
Katar opiera się na sprzedaży węglowodorów, głównie LNG, co stanowi około 60% jego PKB. Shell, ExxonMobil, TotalEnergies i ConocoPhillips są inwestorami w katarskie instalacje LNG. Produkcja LNG w Katarze odpowiada za około 20% globalnej podaży. Pełni rolę równoważnika popytu na rynkach azjatyckich i europejskich. Po atakach państwowa firma emiratu QatarEnergy, największa na świecie firma LNG, której około 82% klientów stanowią państwa azjatyckie zdecydowała się na bezprecedensowy krok, jakim stało się ogłoszenie o czasowym wstrzymaniu produkcji w związku ze „stanem siły wyższej”, czyli wojną. Oznacza to, po za wstrzymaniem produkcji, także całkowite wstrzymanie dostaw.
„Wstrzymanie produkcji zagroziłoby każdemu regionowi, ponieważ QatarEnergy dostarcza kluczową energię do ponad 120 krajów” – powiedział „Financial Times” jeden z katarskich urzędników rządowych, dodając, iż nastąpiłaby wtedy „kaskada szkód gospodarczych”.
W ogłoszeniu katarskiego koncernu nie podano terminu powtórnego uruchomienia i przywrócenia dostaw LNG, co tak zaniepokoiło inwestorów w Europie i Azji, iż powstała panika wokół groźby nowego kryzysu gazowego.
Z kolei rząd Izraela nakazał amerykańskiemu koncernowi paliwowemu Chervon tymczasowe zamknięcie wielkiego złoża gazu Lewiatan, które jest w trakcie zwiększania wydajności do około 21 mld metrów sześciennych rocznie w ramach wartej 35 mld dolarów umowy eksportowej z Egiptem. Rzecznik Chevron, który również eksploatuje złoże gazu Tamar u wybrzeży Izraela, poinformował, iż jego obiekty są bezpieczne, ale nie odniósł się do informacji o „czasowym zamknięciu” wydobycia. Terminal pływający firmy Energean obsługujący mniejsze izraelskie złoża gazu także został zamknięty. Przyczyną wszystkich tych zamknięć działania instalacji są falowe ataki dronów irańskich na Izrael – dobowo Iran wysyła ich od 200 do 300.
W efekcie europejski benchmark gazowy, TTF, wzrósł o prawie 50% do 47,80 euro za MWh, co stanowi największą dzienną zmianę od ponad czterech lat. Później cena wynosiła około 44,70 euro za MWh, ale przez cały czas z lekką tendencją wzrostową. Traderzy zwracają uwagę na „chwiejność” rynku gazowego, zwłaszcza w Europie, bowiem wciąż odbudowuje się po kryzysie energetycznym wywołanym przez Rosję w 2022 roku.
Od 28 lutego Iran praktycznie przez cały czas kontynuuje ataki na kraje Zatoki Perskiej w odwecie za ataki Izraela i USA, co już doprowadziło także do prewencyjnych zamknięć obiektów naftowych na całym Bliskim Wschodzie – zawieszenia działania największej krajowej rafinerii ropy naftowej w Arabii Saudyjskiej po ataku dronów, wstrzymania większości produkcji ropy w irackim Kurdystanie oraz kilku izraelskich złóż ropy i gazu, co ograniczyło eksport do Egiptu.
Ceny ropy wyniosły 3 marca 82,14 dolara za baryłkę przy dziennym wzroście o 13% z tendencją wzrostową, co stanowi najwyższą cenę od stycznia 2025 roku. Przyczyną takiego wzrostu stało się czasowe zamknięcie 2 marca przez Arabię Saudyjską jednej z największych rafinerii koncernu kraju – Ras Tanura po ataku dronowym Iranu. Ali Shihabi, saudyjski komentator bliski dworowi królewskiemu, ostrzegł, iż to „ogromna eskalacja” konfliktu.
„Arabia Saudyjska, która chciała trzymać się z dala od wojny, będzie musiała zdecydować, jak zareagować” – powiedział Shihabi.
Według oficjalnego komunikatu, rafineria Ras Tanura o wydajności 550 tys. baryłek dziennie (bpd) należąca do państwowego koncernu Saudi Aramco, będąca częścią kompleksu energetycznego na wybrzeżu Zatoki Perskiej, który służy również jako najważniejszy terminal eksportowy dla saudyjskiej ropy naftowej, została zamknięta ze względów bezpieczeństwa. Jednak już po godzinie 17 wydano kolejny komunikat, iż sytuacja w rafinerii jest pod kontrolą, aczkolwiek nie sprecyzowano, kiedy rafineria odzyska pełne zdolności produkcyjne.
Rzecznik saudyjskiego ministerstwa obrony poinformował w telewizji Al Arabiya, iż na terenie obiektu przechwycono dwa drony, a ich odłamki oraz samych rakiet spowodowały niewielki pożar, dodając, iż nikt nie został ranny. Według filmów nakręconych telefonami przez przejeżdżających pobliską autostradą kierowców, pożar jednak nie był niewielki. Mimo tego, jak poinformowała saudyjska państwowa agencja prasowa SPA, według tamtejszego resortu energii „dostawy ropy naftowej i jej pochodnych na rynki lokalne nie zostały zakłócone”, a sytuacją opanowano. Analitycy natychmiast zauważyli, iż nie wspomniano nic o eksporcie, nieoficjalne informacje z dnia dzisiejszego mówią o tym, iż irańskie ataki niewielkimi kluczami dronów przez cały czas trwają, zaś nad rafinerią aktywna jest obrona przeciwlotnicza i samoloty saudyjskich Sił Powietrznych.
„To teraz tak będzie wyglądało. Iran będzie wysyłał po kilka, kilkanaście dronów dobowo nad obiekty infrastruktury krytycznej państw Zatoki Perskiej, głównie rafinerie i terminale, na zasadzie „pewnie je zestrzelą, ale może w coś trafią”, zaś tamtejsze koncerny będą umniejszać zniszczenia i twierdzić, iż nic się nie stało, by nie wywoływać paniki wśród inwestorów i na rynku. To tania wojna i może się w dłuższym horyzoncie czasowym militarnie Iranowi opłacić, a przynajmniej tak zakłada jego kierownictwo polityczno-wojskowe” – powiedział ISBiznes.pl polski analityk wojskowy.
Przypomniał on, iż nie jest to pierwszy tego typu atak. Bronione przez stanowiska obrony przeciwlotniczej rafinerie i pola wydobywcze Arabii Saudyjskiej były już wcześniej celem ataków, szczególnie we wrześniu 2019 roku, kiedy ataki dronów i rakiet na zakłady Abqaiq i Khurais tymczasowo wstrzymały ponad połowę produkcji ropy naftowej w Arabii Saudyjskiej. W 2021 roku jemeńska milicja Houti, powiązana z Iranem, zaatakowała Ras Tanura uzyskując trafienia, jako iż wtedy był to obiekt zupełnie nie broniony.
„Atak na rafinerię Ras Tanura w Arabii Saudyjskiej oznacza znaczną eskalację konfliktu, a infrastruktura energetyczna Zatoki Perskiej znalazła się teraz w centrum uwagi Iranu. Atak prawdopodobnie przybliży również Arabię Saudyjską i sąsiednie państwa Zatoki Perskiej do przyłączenia się do operacji wojskowych USA i Izraela przeciwko Iranowi” – powiedział Reuters Torbjorn Soltvedt, główny analityk ds. Bliskiego Wschodu w firmie Verisk Maplecroft, zajmującej się wywiadem ryzyka.
Podobne problemy wystąpiły w irackim Kurdystanie, gdzie w lutym eksportowano 200 tys. baryłek ropy dziennie (bpd) rurociągiem do tureckiego portu Ceyhan. Tamtejsze firmy wydobywcze – DNO, Gulf Keystone Petroleum, Dana Gas i HKN Energy wstrzymały wydobycie ze swoich złóż w ramach środków ostrożności, nie zgłaszając żadnych ataków ani spowodowanych nimi szkód. Pewną poszlaką jest, iż takie ataki zapowiedziały szyickie, proirackie milicje działające w Iraku, które już zaatakowały bazy amerykańskie w tym kraju – także dronami.
Problemy ma także Iran. Co prawda, kraj jest objęty sankcjami, ale jako trzeci co do wielkości producent w Organizacji Państw Eksporterów Ropy Naftowej (OPEC), wydobywający około 4,5% światowych dostaw ropy naftowej, radził sobie dość dobrze przy pomocy floty cieni transportującej ropę głownie do Chin. Obecne Wydobycie w Iranie wynosi około 3,3 mln baryłek ropy dziennie, plus 1,3 mln baryłek kondensatu i innych rafinatów. Znając tę sytuację izraelskie lotnictwo zaatakowało terminale na wyspie Kharg, która przetwarza 90% irańskiego eksportu ropy naftowej. Efekty tego ataku są do tej pory nieznane, aczkolwiek w rosyjskiej sieci znalazły się nagrania kolumn dymu i płomieni widocznych dala z terminalu.
Na razie, w efekcie tych ataków ceny w Europie pozostają znacznie poniżej szczytu z 2022 roku, kiedy to wzrosły prawie dziesięciokrotnie po tym, jak na rozkaz prezydenta Rosji Władimira Putina Gazprom wstrzymał większość rosyjskich dostaw, to jednak tempo tego wzrostu zaczyna być niepokojące dla banków centralnych i polityków.
Konsumenci i inwestorzy wciąż odczuwają skutki szoku inflacyjnego, który rozpoczął się cztery lata temu i doprowadził do pierwszego długotrwałego wzrostu stóp procentowych od czasu kryzysu finansowego w 2008 roku. Nic wiec dziwnego, iż analitycy zaczynają snuć czarne prognozy.
„Globalne rynki gazu mogą stanąć w obliczu kryzysu znacznie wykraczającego poza skalę rynków ropy naftowej. Europa walczy z nietypowo niskimi zapasami po zimie, a znaczna część nowego wzrostu podaży w USA jeszcze się nie rozpoczęła” – powiedział Bloomberg Saul Kavonic, analityk MST Financial.
Jak ostrzegają analitycy zapytywani przez „Financial Times”, przedłużająca się utrata dostaw gazu ziemnego z Bliskiego Wschodu może sięgnąć 120 mld metrów sześciennych rocznie, czyli więcej niż całkowita strata Europy, która została spowodowana zamknięciem rurociągów przez Rosję przy próbie manipulowania światowym rynkiem paliw po inwazji na Ukrainę. Izrael również zamknął dwa duże złoża gazu.
„Spadek dostaw gazu ziemnego z Rosji w 2022 roku wyniósł około 80 mld metrów sześciennych i to w szybkim tempie. To większa ilość (niż obecnie), ale co najważniejsze, zależy to oczywiście od tego, jak długo to potrwa” – powiedziała Anne-Sophie Corbeau z Centrum Globalnej Polityki Energetycznej Uniwersytetu Columbia.
Jak zauważają analitycy firmy zajmującej się danymi energetycznymi Kpler, jednym z największych odbiorców LNG są Indie, przy czym w 45% zależą od Kataru, dla Chin 30% importu gazu pochodzi z tego państwa Zatoki Perskiej. W tym momencie utrata katarskich dostaw zmusi ten kraj i innych azjatyckich klientów emiratu do konkurowania z Europą o ładunki LNG, od których oba regiony stają się coraz bardziej uzależnione, aby zastąpić dostawy rosyjskie.
Tymczasem Iran prowadzi ataki dronowe nie tylko na infrastrukturę energetyczną w Zatoce Perskiej, ale i kolejne kraje, w których znajdują się bazy amerykańskie, izraelskie i państw zachodnich w tym Liban, a choćby Cypr, gdzie drony zaatakowały Akotiri – brytyjską bazę lotniczą RAF.
Jak zauważyli analitycy zapytywani przez AFP, próby podminowania przez Iran rynku energetycznego Zachodu i państw Azji poprzez ataki na najważniejsze instalacje nad Zatoką Perską zawierają w sobie wyraźnie pewien błąd logiczny – atakowane kraje wszystkie są krajami muzułmańskimi, gdzie panuje islam odmiany sunnickiej. Iran zaś i organizacje przezeń wspierane, jak Houti czy milicje w Iraku, to szyici. Iran ryzykuje więc „odgrzanie” koalicji sunnickiej sprzed niemal dwóch dekad, która mimo wszystkich zastrzeżeń wobec polityki USA w sprawie Iranu przyłączy się do Amerykanów.
„Konsekwencje tego konfliktu dla światowej gospodarki zależą od przepływu ropy i gazu przez Cieśninę Ormuz. Scenariuszem, którego najbardziej się trzeba obawiać nie jest jego zamknięcie, ale poważne uszkodzenie kluczowej infrastruktury naftowej i gazowej regionu” – powiedział Norbert Rücker, dyrektor ds. ekonomicznych w Julius Baer.
Tymczasem żegluga w Cieśninie Ormuz, kluczowej dla eksportu gazu i ropy w regionie, została całkowicie sparaliżowana po tym, jak ubezpieczyciele zaczęli wycofywać się z ubezpieczeń z powodu „siły wyższej” czyli wojny, a 1 marca zaatakowano szereg statków, w tym tankowiec wyczarterowany przez firmę naftową Saudi Aramco, który przewoził 500 tys. baryłek benzyny.
Mimo wszystko rynek zareagował, według inwestorów, w sposób „umiarkowany”. Indeks S&P 500 i technologiczny Nasdaq spadły o 0,6% na początku sesji na Wall Street. Z powodu spadków akcji linii lotniczych, sieci hotelowych i producentów samochodów, bardziej, bo o 1,8% spadł Stoxx Europe 600, europejski indeks referencyjny.
Notowania złota wzrosły o 0,2% do 5283 dolarów za uncję, o 1,1% zyskał też dolar w stosunku do euro, ale nie w stosunku do jena, który pozostał najsilniejsza walutą azjatycką.

2 godzin temu






