Andrea Unger – czterokrotny mistrz świata w tradingu i jego systemowe podejście do rynków

2 godzin temu

W historii World Cup Trading Championships – konkursu organizowanego od 1983 roku i należącego do najbardziej rozpoznawalnych zawodów tradingowych na świecie – tylko jeden trader zapisał na swoim koncie cztery zwycięstwa. Nie był absolwentem Wall Street ani wychowankiem funduszu hedgingowego. Andrea Unger to włoski inżynier mechanik, który zaczął handlować już jako dorosły człowiek, a swoją przewagę budował tak, jak projektuje się maszynę: przez precyzyjne reguły, testowanie, pomiar i ciągłe poprawianie procesu.

Historia Ungera jest interesująca nie tylko dlatego, iż osiągał spektakularne wyniki. Znacznie ważniejsza jest droga, która doprowadziła go od intuicyjnego tradingu i pierwszych dużych strat do mechanicznych systemów transakcyjnych, automatyzacji i portfela wielu nieskorelowanych strategii. To właśnie ten proces mówi najwięcej o jego podejściu do rynku.

Kim jest Andrea Unger?

Andrea Unger urodził się w 1966 roku w Tuttlingen w Niemczech, w rodzinie o włoskich korzeniach. Studiował na Politecnico di Milano, gdzie ukończył z wyróżnieniem inżynierię mechaniczną. Jest również członkiem Mensy. Po studiach pracował w przemyśle, jednak z czasem coraz mocniej interesował się rynkami finansowymi.

Pierwsze akcje kupił pod koniec lat 90. i – jak sam później opisywał – początkowo nie rozumiał choćby mechanizmu składania zlecenia z limitem ceny. Pierwsze transakcje, oparte w dużej mierze na rekomendacjach i zasłyszanych pomysłach, działały do czasu, aż zmieniło się otoczenie rynkowe. Unger nie stosował wówczas stop lossów, a pierwsza poważniejsza przecena zakończyła się bolesną stratą części kapitału.

To doświadczenie stało się punktem zwrotnym. Zamiast szukać kolejnej wskazówki czy „pewnego” setupu, zaczął zadawać pytanie, które później stało się podstawą jego całego podejścia: skąd adekwatnie wiadomo, iż dana metoda rzeczywiście ma przewagę?

Droga przez porażki – analiza techniczna i discretionary trading

Unger przeszedł ścieżkę dobrze znaną wielu inwestorom detalicznym. Uczył się analizy fundamentalnej, średnich kroczących, formacji cenowych i klasycznej analizy technicznej. Problem nie polegał jednak na tym, iż każde z tych narzędzi uznał za bezwartościowe. Znacznie bardziej przeszkadzała mu trudność w obiektywnym sprawdzeniu, czy sposób interpretacji wykresu rzeczywiście daje powtarzalną przewagę.

W tradingu uznaniowym decyzja może zależeć od kontekstu, doświadczenia i subiektywnej oceny. Dwie osoby patrzące na ten sam wykres mogą dojść do zupełnie innych wniosków, a po fakcie łatwo dopasować uzasadnienie do tego, co faktycznie zrobił rynek. Dla Ungera – z jego inżynierskim sposobem myślenia – był to zasadniczy problem.

Nie odszedł więc od discretionary tradingu z powodów ideologicznych. Odszedł od niego dlatego, iż chciał zbudować proces, który da się jednoznacznie zapisać, odtworzyć i przetestować na danych historycznych.

Przejście do tradingu mechanicznego

Na przełomie lat 90. i 2000. Unger zaczął przekładać obserwacje rynkowe na ścisłe reguły. Zamiast pytać, czy wykres „wygląda dobrze”, definiował warunek wejścia, warunek wyjścia, poziom ryzyka i sposób ustalania wielkości pozycji, a następnie sprawdzał zachowanie strategii na danych historycznych. Z czasem jego głównym rynkiem stały się kontrakty futures, które pozwalały mu budować systemy na indeksach, walutach, obligacjach, surowcach czy metalach.

Istotnym etapem w jego rozwoju była również lektura książki Ryana Jonesa „Trading Game: Playing by the Numbers to Make Millions”, która skierowała jego uwagę w stronę money managementu i wielkości pozycji. Sama strategia wejścia przestała być centrum całego procesu. Równie ważne stało się pytanie, ile kapitału powinno być wystawione na ryzyko i jak różne systemy wpływają na siebie w ramach jednego portfela.

Do połowy pierwszej dekady XXI wieku Unger miał już rozwinięty proces budowania strategii systemowych. Publicznym potwierdzeniem skuteczności tego podejścia stał się jednak dopiero udział w World Cup Trading Championships.

Cztery zwycięstwa – fakty i liczby

Oficjalne historyczne wyniki World Cup Trading Championships potwierdzają trzy kolejne zwycięstwa Ungera w latach 2008-2010 oraz czwarte zwycięstwo w kwartalnej edycji Q4 w 2012 roku.

  • 2008 – pierwsze miejsce z wynikiem +671,9%. Było to jego pierwsze zwycięstwo w konkursie i wynik, który natychmiast zwrócił na niego uwagę środowiska tradingowego.
  • 2009 – ponowne zwycięstwo, tym razem ze stopą zwrotu +115,4%.
  • 2010 – trzecia wygrana z rzędu i rezultat +239,6%.
  • 2012 – czwarte zwycięstwo, tym razem w kwartalnej edycji World Cup Trading Championship Q4, z wynikiem +82,8%.

Warto zrobić tu ważne zastrzeżenie. Czwarta wygrana nie była pełnoroczną edycją głównego konkursu, ale zawodami kwartalnymi. Nie zmienia to faktu, iż sam organizator oraz branżowe źródła konsekwentnie określają Ungera jako jedynego czterokrotnego zwycięzcę World Cup Trading Championships. Trzy kolejne zwycięstwa w latach 2008-2010 pozostają przy tym osiągnięciem wyjątkowym także bez uwzględniania 2012 roku.

Dlaczego wyniki konkursowe to nie to samo co normalny trading?

Same procenty wymagają kontekstu. Unger nigdy nie ukrywał, iż parametry ryzyka wykorzystywane podczas konkursu były nieporównywalne z tym, co uważa za rozsądne w normalnym zarządzaniu kapitałem. W obszernym wywiadzie dla Better System Trader przyznawał, iż w niektórych fazach zawodów ryzyko na pojedynczą transakcję mogło sięgać choćby około 20% kapitału. W jednym z momentów jego drawdown zbliżył się do 50%.

To fundamentalnie zmienia sposób interpretacji wyniku +671,9%. Nie oznacza on, iż Unger generował podobne stopy zwrotu rok po roku na swoim podstawowym kapitale. Konkurs premiuje agresywność – celem jest uzyskanie najwyższej stopy zwrotu w konkretnym okresie, a nie maksymalizacja prawdopodobieństwa przetrwania portfela przez kolejne dekady.

W normalnym tradingu Unger stosował znacznie niższy poziom ryzyka i mocniej opierał się na dywersyfikacji. To rozróżnienie jest najważniejsze również dla inwestora detalicznego. Odpowiednie zarządzanie ryzykiem jest czymś zupełnie innym niż maksymalizacja wyniku w zawodach, w których drugie miejsce nie daje tego samego efektu co pierwsze.

Jak Unger buduje i testuje systemy?

Podejście Ungera zaczyna się od prostego pomysłu posiadającego logiczne uzasadnienie rynkowe. Może to być na przykład wybicie z zakresu pierwszych godzin sesji, reakcja po okresie niskiej zmienności albo zachowanie rynku po określonej sekwencji ruchów. Dopiero później pojawia się kod i test historyczny.

To istotna różnica. System nie powinien powstawać przez przypadkowe przeszukiwanie tysięcy kombinacji parametrów aż do znalezienia pięknej krzywej kapitału. Najpierw ma istnieć hipoteza dotycząca zachowania rynku, a następnie próba jej weryfikacji.

Unger nie zakłada również, iż jedna logika będzie działała wszędzie. Niektóre rynki mogą lepiej reagować na trend following, inne na mean reversion czy strategie breakout. Zamiast szukać „świętego Graala”, próbuje dopasować rodzaj systemu do charakterystyki konkretnego rynku.

Backtesting, overfitting i optymalizacja

Największym zagrożeniem dla systemowego tradera jest stworzenie strategii, która perfekcyjnie tłumaczy przeszłość, ale nie posiada rzeczywistej przewagi. To właśnie overfitting.

Unger podkreśla, iż celem optymalizacji nie powinno być znalezienie zestawu parametrów generującego najwyższy historyczny zysk. Chodzi raczej o sprawdzenie, czy strategia zachowuje się stabilnie w pewnym zakresie parametrów i czy niewielka zmiana ustawień nie powoduje gwałtownego załamania wyników. Szerzej opisuje ten problem w materiale o unikaniu overfittingu w tradingu systemowym.

Stosuje rozdzielenie danych in-sample i out-of-sample oraz testy stabilności, ale tradycyjną walk-forward analysis traktuje bardziej selektywnie. Wynika to z charakteru jego strategii, które często opierają się na dyskretnych wzorcach rynkowych, a nie na ciągłym optymalizowaniu parametrów wskaźników. Sam Unger wyjaśnia swoje zastrzeżenia do walk-forward analysis, wskazując jednocześnie, iż każda metoda walidacji ma sens tylko wtedy, gdy odpowiada konstrukcji konkretnego systemu.

W praktyce najważniejsza pozostaje odporność. Strategia, która działa wyłącznie przy jednym idealnym ustawieniu parametrów, jest dla niego znacznie mniej wiarygodna niż system generujący nieco gorsze, ale stabilne rezultaty w szerokim zakresie ustawień.

Dywersyfikacja – jeden system to za mało

Z czasem podejście Ungera przestało opierać się na pojedynczych strategiach. Jego portfel obejmuje różne rynki futures oraz kilka rodzajów logiki – trend following, counter-trend, swing trading, strategie breakout czy systemy wykorzystujące sezonowość i zależności międzyrynkowe.

Dywersyfikacja działa tu na kilku poziomach jednocześnie. Różnią się instrumenty, interwały czasowe i same mechanizmy generowania sygnałów. Chodzi o to, aby słabszy okres jednej grupy systemów nie oznaczał automatycznie słabego okresu całego portfela.

To także ważna różnica między tradingiem systemowym a popularnym poszukiwaniem jednej „najlepszej strategii”. Unger nie próbuje zbudować systemu, który ma rację w każdych warunkach. Próbuje zbudować portfel, w którym różne strategie mają swoje momenty przewagi.

Zarządzanie kapitałem i wielkością pozycji

W podejściu Ungera wielkość pozycji nie jest dodatkiem do strategii – jest jej integralną częścią. W praktyce uwzględnia między innymi dolarową zmienność rynku i to, ile innych systemów posiada w danym momencie ekspozycję na ten sam instrument. jeżeli kilka strategii otwiera pozycje na jednym rynku, ekspozycja pojedynczego systemu powinna odpowiednio maleć.

Podobnie traktuje modele takie jak Optimal F czy kryterium Kelly’ego. Matematycznie mogą wskazywać poziom ryzyka maksymalizujący długoterminowy wzrost kapitału, ale dla Ungera są raczej granicą niż celem, do którego trader powinien bezwarunkowo dążyć. Przekroczenie matematycznie optymalnego poziomu ekspozycji nie zwiększa już oczekiwanej efektywności – zwiększa natomiast ryzyko katastrofalnego obsunięcia.

To podejście dobrze pokazuje, dlaczego sama strategia wejścia jest tylko fragmentem układanki. Dwa rachunki stosujące identyczny system mogą zakończyć rok z zupełnie innymi wynikami, jeżeli różnią się wielkością pozycji i całkowitą ekspozycją portfela.

Psychologia tradingu według Ungera

Unger nie sprowadza sukcesu w tradingu wyłącznie do psychologii. Traktuje ją jako jeden z elementów obok jakości systemu, money managementu, egzekucji oraz infrastruktury. Jego podejście jest pod tym względem charakterystycznie pragmatyczne – jeżeli realna pozycja wywołuje zbyt duży stres, rozwiązaniem nie jest przekonywanie siebie, iż „trzeba mieć silniejszą psychikę”, ale zmniejszenie pozycji.

To dobrze współgra z szerszym problemem psychologii tradingu i relacji pomiędzy pewnością a ryzykiem. Im większa ekspozycja finansowa, tym trudniej zachować obiektywizm i wykonywać choćby poprawnie zaprojektowany plan.

Za szczególnie destrukcyjny wzorzec Unger uważa ciągłe przeskakiwanie między strategiami. Trader zaczyna od price action, po kilku stratach przechodzi do wskaźników, następnie do fal Elliotta, a potem buduje automat. Problem może nie leżeć w żadnym z tych podejść, ale w tym, iż żadne nie dostało wystarczająco dużo czasu i danych, by można było je uczciwie ocenić.

Najtrudniejsza umiejętność – wiedzieć, kiedy system przestał działać

Jednym z najbardziej interesujących elementów filozofii Ungera jest przekonanie, iż zadaniem systemowego tradera nie jest bezwarunkowe wykonywanie jednego algorytmu przez całe życie. Rynki ewoluują, a przewagi mogą słabnąć albo całkowicie zanikać.

Problem polega na odróżnieniu normalnego drawdownu od rzeczywistej degradacji systemu. Reagowanie na każdą serię strat prowadzi do chaosu i ciągłego zmieniania metod. Ignorowanie trwałego pogorszenia wyników może natomiast oznaczać handel strategią, której przewaga już zniknęła.

Unger porównuje więc bieżące rezultaty systemów z oczekiwaniami wynikającymi z backtestów i szuka odchyleń, które mają znaczenie statystyczne, a nie tylko emocjonalne. Z czasem przeszedł również w stronę automatyzacji egzekucji, ograniczając wpływ manualnych decyzji na realizację strategii. Sam proces pozostaje jednak aktywnie zarządzany – systemy są monitorowane, a te, które przestają spełniać założenia, mogą zostać wycofane i zastąpione innymi.

Czy sukces Ungera jest argumentem przeciwko klasycznej analizie technicznej?

Nie. Przynajmniej nie w prostym znaczeniu.

Historia Ungera nie dowodzi, iż analiza techniczna „nie działa”. Pokazuje natomiast problem związany z subiektywną interpretacją wykresu. o ile reguły wejścia i wyjścia nie są jednoznaczne, bardzo trudno ocenić, czy trader posiada powtarzalny edge, czy po prostu dobrze tłumaczy swoje decyzje po fakcie.

Trading systemowy częściowo rozwiązuje ten problem. Reguły można zapisać, przetestować i porównać z danymi, a także sprawdzić ich odporność na zmianę parametrów czy inne okresy historyczne. Nie oznacza to, iż każdy system mechaniczny zarabia. Przeciwnie – większość pomysłów prawdopodobnie nie przejdzie odpowiednio rygorystycznej walidacji.

Największa lekcja płynąca z historii Ungera jest więc bardziej uniwersalna niż spór „analiza techniczna kontra algorytmy”. Niezależnie od tego, czy trader handluje mechanicznie, czy uznaniowo, powinien być w stanie odpowiedzieć na pytanie: dlaczego wierzę, iż moja metoda posiada przewagę i jakie dane faktycznie to potwierdzają?

Cztery zwycięstwa Ungera w World Cup Trading Championships nie dowodzą, iż jego sposób handlu jest jedyną adekwatną drogą. Pokazują jednak, iż konsekwentny, mierzalny i testowalny proces może dawać wyniki również w bardzo różnych warunkach rynkowych. I właśnie ta lekcja – bardziej niż same 671,9% z 2008 roku – wydaje się dziś najcenniejsza dla tradera detalicznego.

Idź do oryginalnego materiału