Atak na Ledgera przez resellera. Implant szpiegowski i ponad 86 mln USD strat

1 godzina temu

Na portfele sprzętowe przenosimy kryptowaluty z giełd, żeby nie musieć ufać nikomu poza sobą. Z wydarzeń ostatnich dni wynika, iż trzeba jednak ufać jeszcze jednemu ogniwu, o którym mało kto myśli: sprzedawcy, przez którego ręce urządzenie przeszło po drodze z fabryki. W piątek 9 października setki posiadaczy Ledgerów z Azji Południowo-Wschodniej zobaczyło w portfelach zero. Według analityków on-chain skradziono od 72 do ponad 93 mln USD. Nikt przy tym nie złamał zabezpieczeń Ledgera i nie trzeba było wykorzystywać żadnej luki w oprogramowaniu.

Poniżej opisujemy, co udało się ustalić do dnia dzisiejszego (tj. 12 października). Na portalu X krąży wiele przesadzonych wersji tej historii, dlatego oddzielamy fakty potwierdzone od hipotez.

Piątek: setki wyczyszczonych portfeli

Pierwsze sygnały pojawiły się rano na X i Reddicie. Użytkownicy pisali, iż ich portfele zostały opróżnione, choć niczego nie podpisywali, nie łączyli się z podejrzanymi stronami, a frazę seed trzymali offline. Około południa czasu UTC dwaj niezależni analitycy, tanuki42 i Specter, opublikowali adresy, na które trafiały środki. Specter oszacował straty na ponad 86 mln USD z setek portfeli w sieciach Bitcoin, Ethereum i Tron. Tanuki42 podawał ostrożniejszą kwotę, ponad 72 mln USD.

Najszczegółowszą analizę opublikowała firma Bitquery. W raporcie, aktualizowanym na bieżąco, wylicza 93,2 mln USD skradzione z 315 portfeli w sześciu sieciach. Oprócz trzech wymienionych są to także Solana, BNB Chain i Polygon. Około 70 mln USD stanowiły tokeny USDT w sieci Tron. Z danych wynika, iż wszystkimi kluczami dysponował jeden sprawca. Przez dwa tygodnie przed atakiem testował metodę na drobnych kwotach, a 9 października w niecałą godzinę opróżnił portfele we wszystkich sieciach. W jednym przypadku 25 portfeli w sieci Tron podpisało tę samą zgodę na transfer w ciągu trzech sekund. Takiego wzorca nie da się wytłumaczyć phishingiem, który zbiera podpisy od wielu ofiar przez dłuższy czas. Wskazuje on na oprogramowanie, które już wcześniej znało wszystkie klucze.

Ofiarami nie byli drobni inwestorzy. Serwis Lookonchain opisał portfel, z którego zniknęło 7 mln USDT, i inny, który stracił 80 BTC. Według Bitquery co najmniej jeden z okradzionych adresów należał do firmy.

Odpowiedź Ledgera i trop CryptoBilis

O 13:32 UTC Ledger opublikował komunikat na koncie wsparcia technicznego. Ten sam tekst wciąż widnieje na stronie bieżących incydentów:

Ledger bada zgłoszenia utraty środków przez użytkowników z Azji Południowo-Wschodniej, którzy kupili produkty u sprzedawcy o nazwie CryptoBilis. Zapobiegawczo i do czasu zakończenia dochodzenia poprosiliśmy CryptoBilis o wstrzymanie całej sprzedaży i wysyłki urządzeń Ledger.

Firma zaleciła, żeby osoby, które kupiły u tego sprzedawcy w ciągu ostatnich 90 dni, nie konfigurowały urządzeń. Ci, którzy już to zrobili, powinni przenieść środki na nowy portfel z nową frazą seed. Ledger poinformował też, iż jego własna infrastruktura, systemy i usługi nie zostały naruszone, a nikt nie zgłosił strat z urządzeń kupionych bezpośrednio u producenta.

CryptoBilis to firma z Kuala Lumpur, która sprzedawała Ledgery w Malezji, Indonezji i na Filipinach i figurowała na oficjalnej liście autoryzowanych resellerów. Klienci mieli więc podstawy, żeby jej ufać. W piątek Ledger nie podał przyczyny strat i nie potwierdził ich wysokości. Atak na łańcuch dostaw był wtedy tylko jedną z możliwych hipotez.

Sobota: potwierdzony implant

W sobotę 10 października Ledger przekazał najważniejszą jak dotąd informację:

Ledger może potwierdzić, iż urządzenie jednego z poszkodowanych użytkowników zawierało nieautoryzowany implant sprzętowy.

Tego samego dnia firma poinformowała, iż CryptoBilis wstrzymał sprzedaż wszystkich portfeli sprzętowych, w tym Trezorów i Tangemów. Ledger przypomniał też sprzedawcom, iż zwróconych produktów nigdy nie wolno ponownie wprowadzać do sprzedaży. Według doniesień medialnych CryptoBilis zamknął swoje sklepy stacjonarne i internetowe we wszystkich trzech krajach.

Trzeba zaznaczyć jedną rzecz. Ledger potwierdził implant w jednym urządzeniu. przez cały czas nie wiadomo, czy wszystkie okradzione portfele zostały skonfigurowane na zmodyfikowanym sprzęcie, czy część kluczy wyciekła w inny sposób. Odpowiedź da dopiero analiza kolejnych egzemplarzy.

Jak działa implant

Najwięcej technicznych szczegółów ujawnił Mark Karpelès, były prezes giełdy Mt. Gox, który od tygodni rozbiera podejrzane Ledgery. Według niego implant to niewielki moduł ukryty pod wyświetlaczem: mikrokontroler, antena, eSIM i komponenty LTE. Mikrokontroler podłączono do magistrali SPI, którą procesor przesyła dane do ekranu. Gdy urządzenie przy pierwszym uruchomieniu wyświetla 24 słowa frazy seed, implant je odczytuje i wysyła przez sieć komórkową.

Właściwy chip bezpieczeństwa, czyli secure element, działa przy tym bez zarzutu. Prawidłowo generuje frazę i podpisuje transakcje, a urządzenie przechodzi test autentyczności w aplikacji. Karpelès podkreśla, iż jedynym sposobem wykrycia implantu jest otwarcie obudowy. Zwraca też uwagę, iż sprawca nie musi działać od razu:

Atakujący może zdecydować się ukraść twoje aktywa dziś albo za rok.

Według Karpelèsa implanty wyraźnie ewoluowały w ostatnich miesiącach. Są coraz trudniejsze do zauważenia i łatwiejsze do zamontowania. Warto jednak wiedzieć, iż egzemplarze, które pokazał, pochodziły według dostępnych relacji z przecenionych ofert na Amazonie i innych platformach, a nie bezpośrednio z CryptoBilis. To może oznaczać, iż problem nie dotyczy tylko jednego sklepu, ale nie zostało to potwierdzone.

Zmiana właściciela, o której nikt nie wiedział

W piątek wieczorem na X opublikowano rejestrowe dokumenty spółki. Wynika z nich, iż od 3 sierpnia 100 proc. udziałów w CryptoBilis należy do osoby o imieniu Jiaming, obywatela Chin z adresem w prowincji Heilongjiang. Były prezes i współzałożyciel Arravind Prabu potwierdził, iż transakcja została zamknięta w marcu, a dotychczasowi właściciele odeszli wtedy ze wszystkich funkcji i przekazali dostęp do systemów.

Nie jesteśmy już częścią firmy.

Według Prabu sprzedaży nie ogłoszono, bo założyciele podpisali umowę o zachowaniu poufności. Ma ona wygasnąć 19 października, czyli dziesięć dni po kradzieży. Przez ten czas Ledger wymieniał CryptoBilis jako autoryzowanego partnera, a klienci nie mieli pojęcia, kto naprawdę jest właścicielem sklepu.

W tym miejscu trzeba skorygować wersję, która krąży na X. Popularne wpisy twierdzą, iż „chińska firma kupiła resellera i lutowała chipy szpiegowskie”, a jeden poszkodowany miał stracić 5,3 mln USD. Dokumenty wskazują jednak na osobę fizyczną, a nie firmę. Co ważniejsze, nikt nie przedstawił dowodów, iż nowy właściciel stoi za modyfikacją urządzeń. Zbieżność dat budzi poważne pytania, ale nie jest dowodem. Nie znalazłem też w wiarygodnych źródłach potwierdzenia straty 5,3 mln USD przez jedną osobę.

Gdzie są pieniądze

Tether, emitent USDT, zareagował gwałtownie i w ciągu dwóch godzin od pierwszych publicznych wpisów zablokował 37 adresów. Zamrożono około 10 mln USD. Sprawca jednak równie gwałtownie zaczął zamieniać USDT na stablecoin USDD, którego Tether nie może zablokować. Ether trafiał do miksera Tornado Cash i dalej przez prywatne transakcje w sieci Zcash.

Bitquery twierdzi, iż mikser ukrył niewiele. Kwoty wypłat odpowiadały wpłatom, a środki trafiły do nowych portfeli jako około 5,35 mln USDC, które Circle może zamrozić. Według analityków w niedzielę rano w sieciach blockchain wciąż dało się zlokalizować około 81 mln USD z łupu. Część środków przeszła przez pośredników OTC na adresy depozytowe Binance, co daje organom ścigania konkretny punkt zaczepienia. Zablokowanie środków nie oznacza jednak, iż wrócą do ofiar. Ledger nie zapowiedział dotąd żadnych rekompensat.

Sygnał z Europy

W niedzielę 11 października znany na X użytkownik o pseudonimie Johannes napisał, iż Ledger kupiony kilka tygodni wcześniej w stacjonarnym sklepie oficjalnego europejskiego resellera zawierał podobny implant. Z urządzenia nie wyciekły żadne środki. Karpelès ocenił, iż to wcześniejsza wersja implantu, którą sam bada, co oznaczałoby, iż powstało kilka jego iteracji.

Ledger nie odniósł się do tego publicznie i nie potwierdził przypadków w Europie. Na razie to więc relacja jednej osoby, a nie fakt. jeżeli się potwierdzi, okaże się, iż nie chodzi o jednego nieuczciwego sprzedawcę w Azji, tylko o słabość całego modelu dystrybucji przez pośredników.

Kolejny zły rok dla Ledgera i całej branży

Paryska spółka, założona w 2014 roku, sprzedała według własnych danych ponad 7 mln urządzeń. Na początku roku media pisały o planowanym debiucie na NYSE przy wycenie około 4 mld USD, ale w maju Ledger wstrzymał przygotowania do IPO z powodu złej sytuacji rynkowej. Afera z CryptoBilis wydarzyła się więc w czasie, gdy wiarygodność marki ma szczególne znaczenie.

To nie pierwszy problem Ledgera z otoczeniem jego produktów. W 2020 roku wyciekły dane około 270 tys. klientów, a później część z nich dostała pocztą fałszywe urządzenia z dolutowanymi układami. W grudniu 2023 roku zainfekowana biblioteka Ledger Connect Kit przez kilka godzin przekierowywała transakcje w aplikacjach DeFi. Za każdym razem secure element działał prawidłowo, a zawodziły dane klientów, dostawcy systemu albo kanały dystrybucji. Teraz zawiódł autoryzowany partner handlowy.

Rok 2026 jest pod tym względem wyjątkowo zły dla całego rynku. Latem błąd w generowaniu entropii w urządzeniach Coldcard kosztował użytkowników ponad 100 mln USD. We wrześniu Bitget stracił ponad 350 mln USD z gorących portfeli. Teraz kolejne kilkadziesiąt milionów zniknęło przez sklep. Ani przechowywanie środków na giełdzie, ani samodzielne przechowywanie na urządzeniu nie dają pełnego bezpieczeństwa.

Lekcja: liczy się droga urządzenia od producenta

Z tej sprawy nie wynika, iż portfele sprzętowe przestały mieć sens. przez cały czas są jednym z najlepszych sposobów, żeby samodzielnie przechowywać kryptowaluty. Wynika z niej natomiast, iż urządzenie jest tak bezpieczne jak droga, którą do nas trafiło. Znaczek „authorized reseller” opisuje firmę w chwili podpisania umowy, a nie mówi, kto jest jej właścicielem dziś.

Najpewniej jest kupować bezpośrednio w oficjalnym sklepie producenta. Fraza seed powinna być wygenerowana przez urządzenie przy pierwszym uruchomieniu, a karta z wydrukowanymi słowami lub ustawiony już PIN to sygnał, żeby z urządzenia w ogóle nie korzystać. Podejrzanie tani egzemplarz z marketplace’u i wysyłka z innego kraju niż deklarowany to kolejne powody do ostrożności. Przy większych kwotach warto rozważyć portfel multisig, w którym transakcję muszą zatwierdzić urządzenia różnych producentów. Wtedy jeden zmodyfikowany egzemplarz nie wystarczy do kradzieży. Porównanie dostępnych rozwiązań znajdziecie w naszym przeglądzie najlepszych portfeli kryptowalut.

Popularna rada, żeby przez dwa tygodnie trzymać na nowym urządzeniu małą kwotę i obserwować, co się dzieje, w tym przypadku nie pomaga. Implant zna frazę od pierwszego dnia, a sprawca może poczekać, aż w portfelu pojawią się duże pieniądze.

Ledger zapowiada kolejne komunikaty w miarę postępów dochodzenia. Do wyjaśnienia pozostaje, ile urządzeń zawierało implant i od kiedy trafiały do sprzedaży, czy przypadki z Europy się potwierdzą i dlaczego zmiana właściciela autoryzowanego partnera przez siedem miesięcy pozostała niezauważona. Odpowiedź na to ostatnie pytanie może wymusić zmiany w kontroli partnerów, i to nie tylko w Ledgerze.

Idź do oryginalnego materiału