
Jeśli w ciągu najbliższych dni nie zostanie uruchomiony najważniejszy dla eksportu saudyjskiej ropy rurociąg prowadzący do Morza Czerwonego to rynek surowców energetycznych czeka wielki kryzys, bowiem tą drogą trafiało do klientów 4% światowych dostaw ropy.
Rzecz jednak nie w tym, iż wypadnie 4% światowych dostaw – zauważają analitycy rynku – ale w tym, iż ich brak pogłębi istniejący globalny niedobór podaży, który już doprowadził do rekordowych cen paliw na świecie, napędził inflację i wywindował rentowność amerykańskich obligacji do najwyższych poziomów od czasu kryzysu finansowego z 2008 roku.
11 września siły Houthi, szyickiej milicji walczącej w Jemenie z rządem wspieranym przez Arabię Saudyjską, zaatakowały dronami ogromny ropociąg biegnący ze wschodu na zachód Arabii Saudyjskiej. Rijad do tej pory udziela bardzo mglistych informacji na temat skali uszkodzeń ani przewidywanego czasu wyłączenia magistrali z eksploatacji.
Według informacji Reutersa naprawa może potrwać od pięciu do sześciu tygodni, ale są też i informacje, iż uszkodzenia choć istotne „nie są krytyczne” i można będzie doprowadzić do częściowego wznowienia przesyłu jeszcze w trakcie prac naprawczych.
Wstrzymanie pracy rurociągu – zdolnego do przesyłu około 7 mln baryłek ropy dziennie do saudyjskiego terminalu w Janbu nad Morzem Czerwonym – pozbawia Arabię Saudyjską najważniejszej alternatywnej drogi transportu wykorzystywanej od czasu, gdy wojna z Iranem zablokowała eksport z Zatoki Perskiej. Rurociąg ten przecinający pustynię Półwyspu Arabskiego od 6 miesięcy chronił Arabię Saudyjską przez najgorszymi skutkami wojny amerykańsko-irańskiej, czyli zamknięciem Cieśniny Ormuz, co spowodowało praktycznie paraliż eksportu ropy z państw znad Zatoki Perskiej.
Królestwo, będące największym na świecie eksporterem, wykorzystywało tę magistralę do kierowania mniejszej ilości niż maksymalna, bo około 4 mln baryłek ropy dziennie – co stanowi ok. 4% światowej podaży – do portu Janbu. Jednak mimo kluczowego znaczenia tej magistrali i wiadomego od dawna zagrożenia atakami dronowymi, według źródeł rosyjskich, nie wyposażono kluczowych stacji przepompowni w żadne systemy przeciwlotnicze. Atakujący mieli więc ułatwione zadanie.
Według informacji Reutersa i Bloomberga po wyłączeniu pracy rurociągu zapasy w Janbu wystarczą na utrzymanie eksportu jedynie przez pięć do siedmiu dni. Arabia Saudyjska ma jeszcze dodatkowe zapasy pozwalające na realizację dostaw dla klientów przez kilka dni z egipskich portów: Ain Suchna nad Morzem Czerwonym oraz Sidi Kerir nad Morzem Śródziemnym.
Przy tym wszystkim pojemność magazynowa w Janbu wynosi około 35 mln baryłek, podczas gdy obiekty w Ain Sukhna i Sidi Kerir mogą pomieścić odpowiednio 18 i 20 mln baryłek. Jednak te zbiorniki nie są pełne i jeżeli rurociąg Wschód-Zachód gwałtownie nie przywróci działania zostaną gwałtownie opróżnione.
Jak poinformowała 11 września Międzynarodowa Agencja Energetyczna (IEA), w sierpniu dostawy saudyjskiej ropy spadły do najniższego poziomu od ponad trzech dekad w wyniku ograniczenia przepływu przez cieśninę Ormuz i Morze Czerwone.
Zajmująca się koordynacją polityki surowcowej na rzecz państw zachodnich IEA przewiduje, iż w tym roku światowa podaż ropy spadnie o 5,7 mln baryłek dziennie, czyli o około 6%. Sytuacja przy tym może się jeszcze pogorszyć, bowiem Houthi przejęli wyspę u wejścia na Morze Czerwone, choć nie wiadomo, czy zdołają się na niej utrzymać.
Przed wojną amerykańsko-irańską cały Bliski Wschód dostarczał około 22 mln baryłek ropy dziennie, duża część z tej ropy przepływała przez Cieśninę Ormuz. w tej chwili przepływ przez tę cieśninę spadł do poziomu zaledwie 6-9 mln baryłek dziennie.
Na początku września Arabia Saudyjska poinformowała OPEC, iż jej wydobycie ropy spadło z 10,9 mln baryłek ropy dziennie w lutym br. do zaledwie 6,2 mln baryłek dziennie w sierpniu. Po faktycznym zamknięciu ropociągu Wschód-Zachód notowania ropy Brent wzrosły o około 5% zbliżając się do poziomu 110 dolarów za baryłkę, później spadły do 108 dolarów, przez cały czas są jednak powyżej 100 dolarów.
Na razie traderzy stawiają, iż ropociąg Wschód-Zachód pozostanie nieczynny przez kilka tygodni. Rząd Arabii Saudyjskiej i spółka Saudi Aramco milczą na temat przewidywanego czasu trwania jego napraw, choć amerykański sekretarz ds. energii Chris Wright oświadczył 14 września, iż spodziewa się, iż saudyjski rurociąg zostanie uruchomiony „bardzo wkrótce”.
Analitycy zapytywani przez AFP twierdzą, iż w tej chwili ceny baryłki ropy będą zależały od tego, ile ropy znajduje się w magazynach w Janbu, jak długo potrwa naprawa ropociągu oraz jaką część saudyjskiego wydobycia uda się skierować inną drogą transportując ją przez cieśninę Ormuz.
„Wszystko sprowadza się do czasu trwania przestoju. jeżeli przepływ zostanie gwałtownie wznowiony, skutki powinny być ograniczone, gdyż możliwe będzie wykorzystanie zapasów zgromadzonych w Yanbu – zachodnim punkcie końcowym rurociągu. Długotrwałe wstrzymanie pracy może jednak wymusić ograniczenie wydobycia” – stwierdziła w wypowiedzi dla Bloomberg June Goh, starsza analityczka rynku ropy w firmie Sparta Commodities.
Ale jak zauważają analitycy Bloomberg Economics, ceny ropy rosły jeszcze przed atakiem, bo cena baryłki Brent na początku września po raz pierwszy od lipca przekroczyła poziom 100 dolarów. Był to, jak tłumaczono, efekt zwiększenia zakupów przed Chiny i spadku zapasów na rynku. w tej chwili licząc od początku roku cena ropy Brent wzrosła o ponad 75%. Zaczyna się już szok inflacyjny w światowej gospodarce, gdyż gwałtownie rosną również ceny gazu ziemnego i paliw. Prawdopodobne jest podniesienie stóp procentowych jednocześnie przez Europejski Bank Centralny i Rezerwę Federalną, zwłaszcza iż dane z USA wykazały przyspieszenie wzrostu cen konsumpcyjnych w sierpniu, a w tej chwili przez cały czas one rosną.
Tymczasem kontrakty terminowe na olej napędowy wyceniane są na około 200 dolarów za baryłkę. Rosja nie jest w stanie wejść na ten rynek, gdzie była tradycyjnym dostawcą, po tym, jak ukraińskie ataki dronowe wyłączyły z użycia ponad 30% jej mocy przerobowych w rafineriach. Prezydent USA Donald Trump wystąpił choćby z zadziwiającym apelem do prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego, by Kijów zaprzestał ataków na rosyjskie rafinerie, bo cena oleju napędowego w USA i na rynkach światowych zbyt gwałtownie rośnie. Wątpliwe, by Ukraińcy posłuchali tego apelu.
Faktem jednak jest, iż rafinerie płacą wysokie premie, aby zapewnić sobie dostawy ropy, podczas gdy koszty sprzedaży paliw gwałtownie rosną. Stawki za transport morski surowca zbliżają się do rekordowych, zwłaszcza iż dostępność statków jest niezwykle ograniczona. To samo dzieje się z gazem, ponieważ w Zatoce Perskiej została uwięziona około 1/3 światowej floty gazowców.
Iranowi nie bardzo przy tym zależy na odblokowaniu Cieśniny Ormuz – przełożono spotkanie negocjatorów tego kraju z kilkoma arabskimi państwami Zatoki Perskiej dotyczące tymczasowego szlaku żeglugowego przez ten akwen.
Mimo tego sekretarz ds. energii Chris Wright wyraził przekonanie, iż w nadchodzących tygodniach wielkość transportu przez cieśninę Ormuz wzrośnie, zauważając, iż w nocy z 13 na 14 września przez ten najważniejszy punkt przesłano ponad 12 mln baryłek ropy. Jednak państwa Zatoki Perskiej nie potwierdzają tej informacji, zaś jak stwierdził w Bloomberg TV Suvro Sarkar, szef działu analiz rynku energetycznego w DBS Bank, zapasy zgromadzone przez Arabię Saudyjską w terminalu w Janbu mogłyby wystarczyć na utrzymanie eksportu przez okres od pięciu do siedmiu dni.
„Dłuższa przerwa w pracy rurociągu spowodowałaby ogromne zakłócenia” – zauważył, dodając, iż krótkoterminowe prognozy wskazują na możliwość przetestowania poziomu cen rzędu 120 dolarów za baryłkę do czasu, kiedy będzie wiadomo, jak długo potrwają naprawy saudyjskiego rurociągu.

1 godzina temu













