Bank Japonii (BOJ) podniósł w piątek 18 września główną stopę procentową o 25 punktów bazowych – do poziomu 1,25%. To najwyższy poziom kosztu pieniądza w Japonii od 31 lat, a zarazem najszybsze tempo podwyżek stóp od 1990 roku, kiedy Japonia była jeszcze postrzegana jako rywal Stanów Zjednoczonych w wyścigu o globalną dominację gospodarczą. Decyzja, choć powszechnie oczekiwana przez rynki, niesie ze sobą konsekwencje wykraczające daleko poza granice trzeciej gospodarki świata.
Decyzja i głosowanie
Dwudniowe posiedzenie Rady Polityki Pieniężnej BOJ zakończyło się decyzją podjętą stosunkiem głosów 7:2. Przeciwko podwyżce zagłosowali członkowie zarządu Toichiro Asada i Ayano Sato – oboje uważani za zwolenników reflacyjnej polityki, mianowani na stanowiska przez premier Sanae Takaichi na początku tego roku. Asada argumentował, iż bazowa inflacja poniżej 2% nie daje podstaw do dalszego zacieśniania. Sato wskazywała z kolei, iż sytuacja gospodarcza nie uległa istotnej poprawie w porównaniu z poprzednimi miesiącami.
W komunikacie po posiedzeniu BOJ uzasadnił ruch ryzykiem, iż inflacja może „odchylić się w górę” ponad cel 2%. Bank podkreślił jednocześnie, iż dąży do stabilizacji bazowej inflacji „w okolicach 2%”, tak aby wzrost cen nie wymknął się spod kontroli i nie zaszkodził japońskiej gospodarce w dłuższym horyzoncie.
Droga od ujemnych stóp do 1,25%
Aby w pełni zrozumieć wagę piątkowej decyzji, warto przypomnieć, jak wyglądała ścieżka normalizacji polityki monetarnej w Japonii. Bank Japonii utrzymywał ujemne stopy procentowe (-0,1%) przez osiem lat – od stycznia 2016 roku. Pierwsza podwyżka nastąpiła w marcu 2024 roku, kończąc erę ujemnych stóp. Kolejne kroki to lipiec 2024 (do 0,25%), styczeń 2025 (do 0,50%), grudzień 2025 (do 0,75%), czerwiec 2026 (do 1,0%) i wreszcie wrzesień 2026 (do 1,25%).
Trzy podwyżki w niecałe dziesięć miesięcy – od grudnia 2025 do września 2026 – to tempo, jakiego Japonia nie widziała od ponad trzech dekad. Dla porównania: w 1989 i 1990 roku BOJ podniósł stopy czterokrotnie w niespełna rok, z 2,5% do 6%. Tamten cykl zakończył się katastrofą – pęknięciem bańki na rynku nieruchomości i akcji, a następnie „straconą dekadą” stagnacji. Dziś sytuacja jest fundamentalnie inna, ale historyczne skojarzenia pozostają żywe w pamięci inwestorów.
Dlaczego teraz? Trzy filary decyzji
Piątkowa podwyżka opiera się na trzech głównych przesłankach.
- Po pierwsze – inflacja. Roczna dynamika CPI w Japonii utrzymywała się w sierpniu na poziomie 1,9%, najwyższym od grudnia 2025 roku. Choć inflacja bazowa (core CPI) była nieco niższa – 1,7% w sierpniu – to BOJ wyraźnie obawia się presji cenowej w kolejnych kwartałach. Tegoroczne negocjacje płacowe shuntō przyniosły średni wzrost wynagrodzeń o 5,26% – najwyższy od 33 lat. To trzeci z rzędu rok, w którym japońskie firmy zgodziły się na podwyżki przekraczające 5%. Rosnące płace tworzą warunki do trwałej presji inflacyjnej – czyli dokładnie tego, czego BOJ szukał przez lata, a czego teraz zaczyna się obawiać.
- Po drugie – chroniczna słabość jena. Japońska waluta pozostaje pod silną presją. Para USD/JPY oscylowała w okolicach 156,64 bezpośrednio po ogłoszeniu decyzji. Jen osłabił się o 0,45% w reakcji na komunikat – paradoksalnie, bo rynek najwyraźniej liczył na bardziej jastrzębi ton forward guidance. Dla kontekstu: na początku września kurs USD/JPY sięgał 160,16 – poziomu, który wcześniej prowokował interwencje walutowe. Między lipcem a sierpniem 2026 roku japońskie władze wydały rekordowe 15,39 biliona jenów (ok. 96,5 mld dolarów) na zakup własnej waluty – największą pojedynczą rundę interwencji w historii.
- Po trzecie – bezprecedensowa presja ze strony Waszyngtonu. Sekretarz Skarbu USA Scott Bessent publicznie wezwał gubernatora Uedę do podjęcia „zdecydowanych kroków monetarnych” podczas spotkania na szczycie G20 na początku września. Bessent stwierdził wręcz, iż oczekuje od szefa BOJ, iż ten „zrobi adekwatną rzecz”. To niezwykle rzadki – i kontrowersyjny – przykład jawnego nacisku jednego rządu na bank centralny innego państwa. Bessent sygnalizował również „koniec Abenomiki” – doktryny ultra-luźnej polityki monetarnej i fiskalnej, która definiowała japońską ekonomię przez ostatnią dekadę.
Reakcja rynków
Jen osłabił się względem dolara po decyzji, co sugeruje, iż część graczy liczyła na bardziej agresywny sygnał dalszego zacieśniania. Rentowność 10-letnich japońskich obligacji skarbowych (JGB) spadła o 4,9 pb do 2,947% – co może wskazywać, iż rynek obligacji odczytał komunikat BOJ jako względnie ostrożny w kwestii kolejnych kroków.
Fed podniósł stopy zaledwie dwa dni wcześniej – 16 września – również o 25 pb. Oznacza to, iż różnica w stopach procentowych między USA a Japonią pozostaje szeroka, a spread na dwuletnim papierze sięga blisko 281 punktów bazowych. To przez cały czas zachęca do carry trade kosztem jena.
Neutralna stopa i co dalej
Podwyżka do 1,25% ma szczególne znaczenie, ponieważ oznacza wejście stopy BOJ w szacowany przez sam bank przedział neutralnej stopy procentowej, wynoszący 1,1-2,5%. Stopa neutralna to teoretyczny poziom, przy którym polityka monetarna nie stymuluje ani nie hamuje gospodarki. Przekroczenie dolnej granicy tego przedziału oznacza, iż każda kolejna podwyżka będzie miała coraz wyraźniejszy efekt restrykcyjny.
Rynki wyceniają prawdopodobieństwo kolejnej podwyżki – do 1,5% – w grudniu 2026 lub na początku 2027 roku. Wiele zależy od tego, jak zachowa się inflacja w nadchodzących miesiącach i czy dynamika płac z tegorocznych negocjacji shuntō rzeczywiście przełoży się na trwałą presję cenową, czy też będzie zjawiskiem przejściowym.
Lekcja z 1990 roku
Porównania z rokiem 1990 są nieuniknione, ale nie do końca zasadne. Wówczas BOJ zacieśniał politykę w środowisku przegrzanej gospodarki, bańki spekulacyjnej na nieruchomościach i euforycznego rynku akcji. Indeks Nikkei 225 osiągnął szczyt blisko 39 000 punktów tuż przed serią podwyżek, by następnie stracić ponad 60% wartości w ciągu trzech lat.
Dzisiejsza Japonia jest w zupełnie innym miejscu. Wzrost PKB jest umiarkowany, rynek nieruchomości nie wykazuje oznak bańki, a sektor bankowy jest znacznie lepiej dokapitalizowany. Ryzyko leży raczej po stronie rynku obligacji – przy ogromnym zadłużeniu publicznym (ponad 260% PKB) choćby umiarkowane podwyżki stóp znacząco zwiększają koszt obsługi długu. Jest też ryzyko walutowe: jeżeli podwyżki nie wystarczą do trwałego umocnienia jena, Japonia może znaleźć się w sytuacji, gdzie zacieśnia politykę monetarną bez osiągnięcia głównego celu na rynku walutowym.
Piątkowa decyzja Banku Japonii to więcej niż rutynowa podwyżka o 25 punktów bazowych. To symboliczny moment – zamknięcie ery ultra-luźnej polityki, która definiowała Japonię przez ponad dekadę. Tempo trzech podwyżek w niecałe dziesięć miesięcy, dysydenci mianowani przez premier Takaichi głosujący przeciw, jawna presja Waszyngtonu – wszystko to składa się na obraz banku centralnego, który normalizuje politykę w warunkach znacznie bardziej skomplikowanych niż zwykły cykl koniunkturalny.

1 godzina temu







