Instytucja doradcza światowych banków centralnych ostrzega przed pochopnym zaostrzaniem polityki monetarnej w odpowiedzi na wzrost cen energii. Rynki finansowe mają jednak na ten temat zupełnie inne zdanie – i zdążyły już przeszacować oczekiwania co do stóp procentowych na obu stronach Atlantyku.
W poniedziałek, na progu tygodnia, który może przejść do historii jako jeden z najważniejszych dla globalnej polityki pieniężnej w tej dekadzie, Bank Rozrachunków Międzynarodowych (BIS) opublikował swój kwartalny raport. Jego główny przekaz jest jednoznaczny: banki centralne nie powinny reagować podwyżkami stóp na obecny skok cen ropy i gazu, o ile szok okaże się przejściowy.
To stanowisko prezentowane jest w momencie, gdy do jednego stołu – w odstępie zaledwie kilkudziesięciu godzin – zasiądą decydenci z Rezerwy Federalnej, Europejskiego Banku Centralnego, Banku Anglii i Banku Japonii. Wszystkie te instytucje spotykają się w tym tygodniu po raz pierwszy od wybuchu konfliktu zbrojnego z Iranem pod koniec lutego. Do tego grona dołączył już we wtorek rano Reserve Bank of Australia, podnosząc stopy o 25 punktów bazowych do 4,10 proc. – drugą podwyżką w tym roku, przy rozłożeniu głosów 5:4. Decyzja ta, motywowana właśnie presją ze strony cen energii, stanowi wymowny kontrast wobec apelu BIS.
Podręcznikowy szok, podręcznikowa odpowiedź?
Hyun Song Shin, główny doradca ekonomiczny BIS i szef departamentu monetarnego tej instytucji, nie owijał w bawełnę. Jego zdaniem obecna sytuacja na rynku surowców energetycznych to „podręcznikowy przykład szoku podażowego, przez który polityka monetarna powinna przejść obojętnie”. Warunek jest jeden: szok musi być krótkotrwały. jeżeli konflikt się przedłuży, karta się odwraca – wtedy wyższe ceny energii zaczną realnie hamować wzrost gospodarczy i pogarszać bilanse fiskalne rządów, które i tak borykają się z rekordowymi poziomami zadłużenia.
Skala obecnego wstrząsu jest trudna do zignorowania. Od wybuchu działań zbrojnych 28 lutego ceny ropy Brent poszybowały w górę o blisko 47 proc. – z okolic 70 dolarów za baryłkę do ponad 103 dolarów we wtorek rano. Ceny hurtowe gazu wzrosły jeszcze bardziej gwałtownie, o blisko 60 proc. w ciągu niecałych trzech tygodni. To porównania, które natychmiast przywołują na myśl rok 2022 i rosyjską inwazję na Ukrainę – i właśnie dlatego rynki reagują tak nerwowo.
Rynki nie czekają na BIS
Shin otwarcie przyznał, iż szybkość, z jaką rynki pieniężne przeszacowały trajektorię stóp procentowych, ma cechy „reakcji odruchowej”, napędzanej świeżą pamięcią o błędach sprzed czterech lat. Wówczas Fed i EBC zbyt długo utrzymywały tezę o „przejściowości” inflacji – a gdy w końcu zaczęły podnosić stopy, musiały to robić agresywnie, do poziomów najwyższych od dekad.
Dziś rynki postanowiły nie dać się zaskoczyć po raz drugi. Kontrakty terminowe na stopę funduszy federalnych wyceniają w tej chwili co najwyżej jedną obniżkę w całym 2026 roku – jeszcze kilka tygodni temu zakładano dwie lub trzy. Prawdopodobieństwo utrzymania stóp na obecnym poziomie 3,50–3,75 proc. po środowym posiedzeniu Fed wynosi aż 99,1 proc., według CME FedWatch. Jednocześnie rynki europejskie wykonały zwrot o 180 stopni – w pełni wyceniając podwyżkę stóp EBC do lipca i z 85-procentowym prawdopodobieństwem drugą do końca roku. Jeszcze pod koniec lutego istotna część rynku liczyła na dalsze luzowanie w strefie euro.
Podwójne zagrożenie: stagflacja w tle
BIS zwrócił uwagę na ryzyko, które trudno bagatelizować. o ile wyższe ceny energii utrzymają się dostatecznie długo, ich oddziaływanie na gospodarkę realną stanie się znacznie poważniejsze. Z jednej strony podsycona zostanie inflacja konsumencka – już i tak wciąż powyżej celu w wielu gospodarkach. Z drugiej – droższy import surowcowy działa jak podatek hamujący konsumpcję i inwestycje. To klasyczny scenariusz stagflacyjny, w którym banki centralne stają przed nierozwiązywalnym dylematem: podnosić stopy, by walczyć z inflacją, czy ciąć, by chronić wzrost.
Problem jest o tyle poważny, iż Cieśnina Ormuz – którą normalnie przepływa około jednej piątej światowych dostaw ropy – pozostaje w znacznym stopniu zablokowana. W poniedziałek sojusznicy Stanów Zjednoczonych, w tym Japonia i Australia, odmówili wysłania okrętów wojennych do eskorty tankowców, o co prosił prezydent Trump. Tymczasem Iran – co paradoksalne – przez cały czas eksportuje własną ropę przez ten szlak, jednocześnie odmawiając ponownego otwarcia go dla okrętów amerykańskich i sojuszniczych.
Frank Smets o rynku private credit i AI
Oprócz kwestii energetycznych, raport BIS poruszył także temat epizodów zmienności, które w ostatnich tygodniach dotknęły sektor technologiczny i rynek prywatnego kredytu. Frank Smets, zastępca szefa departamentu monetarnego BIS, stwierdził, iż instytucja monitoruje te zjawiska, ale na chwilę obecną nie dostrzega poważnych zakłóceń systemowych. To ostrożne, ale ważne sygnalizowanie, iż radary bazylejskiej instytucji obejmują nie tylko surowce.
Tydzień, który zdefiniuje resztę roku
Dla inwestorów najważniejsze pytanie brzmi nie tyle, czy banki centralne utrzymają stopy w tym tygodniu – bo to jest niemal przesądzone (z wyjątkiem RBA, który już podniósł) – ile jaki ton przyjmą na konferencjach prasowych i w komunikatach. Czy pójdą za rekomendacją BIS i zasugerują spokojne „przeczekanie” szoku? Czy raczej, jak Australia, zaczną sygnalizować gotowość do działania?
Jerome Powell, który prowadzi jedno ze swoich ostatnich posiedzeń w roli szefa Fed (jego kadencja wygasa w maju), stanie przed szczególnie delikatnym zadaniem. Z jednej strony nie może dać się wciągnąć w spekulacje o długości konfliktu. Z drugiej – milczenie w kwestii inflacyjnych ryzyk związanych z ropą powyżej 100 dolarów za baryłkę byłoby odczytane jako powtórzenie błędu z 2021 roku.
BIS daje bankom centralnym alibi do wstrzemięźliwości. Pytanie, czy którykolwiek z nich z niego skorzysta – czy raczej będą woleli, wzorem Australii, dmuchać na zimne.
Źródła: BIS, Reuters, CNN

2 godzin temu





