Nowy raport OMFIF pokazuje bezprecedensowy odwrót od amerykańskiej waluty w rezerwach. Złoto przejmuje pałeczkę, a dolar – choć wciąż silny na rynku – traci coś cenniejszego niż kurs: zaufanie.
Trzydziesty czerwca 2026 roku. Ostatni dzień pierwszego półrocza, ostatni dzień kwartału – i jak na zamówienie, idealny moment na bilans. Londyński think tank OMFIF publikuje właśnie trzynastą edycję swojego flagowego raportu „Global Public Investor” i jest w nim coś, czego w dwunastu poprzednich edycjach nie było nigdy. Po raz pierwszy odkąd prowadzone jest to badanie, więcej banków centralnych deklaruje chęć zmniejszenia udziału dolara w portfelu rezerwowym niż jego zwiększenia. Horyzont: najbliższa dekada.
Niby wszyscy wiedzieli, iż ten moment nadejdzie. Ale jedno to przeczucie, a drugie – twarde dane z ankiety obejmującej 90 instytucji zarządzających łącznie dziesięcioma bilionami dolarów. To nie felieton ekonomisty-wizjonera. To konkrety od ludzi, którzy codziennie podejmują decyzje o alokacji rezerw.
Dlaczego teraz?
Odpowiedź jest wielowarstwowa, ale daje się sprowadzić do jednego słowa: ryzyko. Tyle iż nie rynkowe, ale polityczne. Respondenci wskazują na nieprzewidywalność amerykańskiej polityki fiskalnej, narastające napięcia geopolityczne (konflikt z Iranem trwa od marca i wciąż daje się we znaki rynkom), wreszcie – na ogólną erozję instytucjonalnej wiarygodności Stanów Zjednoczonych.
Aż 79 procent banków centralnych uczestniczących w badaniu uważa, iż globalny system walutowy zmierza ku wielobiegunowości. Sześćdziesiąt procent funduszy publicznych podziela tę opinię. To nie jest margines – to przytłaczająca większość.
I nie jest to odosobniony głos. Badanie Invesco opublikowane wcześniej w tym roku pokazało, iż 61 procent zarządzających rezerwami postrzega rosnące zadłużenie USA jako czynnik osłabiający dolarowy status rezerwowy. Dla porównania: w 2024 roku tak uważało zaledwie 20 procent. Skok jest wręcz niesamowity. Z kolei ankieta World Gold Council wśród 76 banków centralnych wykazała, iż trzy czwarte z nich spodziewa się spadku udziału dolara w globalnych rezerwach w perspektywie pięciu lat.
Dane MFW potwierdzają, iż to nie jest kwestia przyszłości – proces trwa od lat. Udział dolara w zidentyfikowanych rezerwach świata spadł do około 57 procent. Na początku tysiąclecia wynosił ponad 70 procent. Powoli, ale konsekwentnie, globalny system finansowy się przebudowuje.
Złoto wraca na piedestał
Jeśli dolar traci, to co zyskuje? Przede wszystkim złoto. Raport OMFIF stwierdza wprost, iż kruszec „przesunął się do centrum strategii zarządzania rezerwami”. Trzydzieści procent netto respondentów zamierza zwiększyć alokację w złoto w horyzoncie roku do dwóch lat. To najwyższy wynik spośród wszystkich klas aktywów objętych badaniem.
Liczby potwierdzają deklaracje. Banki centralne kupują średnio tysiąc ton złota rocznie od czterech lat z rzędu – dwukrotnie więcej niż średnia z poprzedniej dekady. W samym pierwszym kwartale 2026 roku nabyły 244 tony, bijąc pięcioletnią średnią kwartalną. Osiemdziesiąt dwa procent banków centralnych ma dziś złoto w portfelu, a 89 procent ankietowanych przez World Gold Council spodziewa się dalszego wzrostu globalnych rezerw kruszcowych w ciągu roku.
Dlaczego akurat złoto? Bo jest apolityczne. Nie zależy od żadnego rządu, żadnej polityki fiskalnej, żadnego banku centralnego. W świecie, gdzie sankcje, zamrożenie aktywów czy konfiskaty rezerw (jak w przypadku Rosji w 2022 roku) stały się elementem arsenału geopolitycznego, ta cecha jest bezcenna.
Paradoks silnego dolara
Tu dochodzimy do najbardziej intrygującego elementu układanki. Bo dolar – na rynku spot – ma się świetnie. Indeks DXY zyskał w tym roku około 3 procent. Jen japoński właśnie dziś spadł do najniższego poziomu od czterdziestu lat, testując 162,27 za dolara. Bank of America prognozuje trzy podwyżki stóp Fed jeszcze w tym roku. Pieniądz płynie do Ameryki szerokim strumieniem.
Jak pogodzić ten obraz z deklaracjami o odwrocie od dolara? Otóż krótkookresowa siła waluty i długoterminowe zaufanie systemowe to dwie zupełnie różne kategorie. Dolar jest dziś silny, bo stopy w USA są wysokie, bo wojna na Bliskim Wschodzie generuje popyt na bezpieczne przystanie, bo amerykańska gospodarka wciąż przyciąga kapitał. Ale banki centralne myślą w dekadach, nie w kwartałach. I w tej perspektywie mówią: mniej dolara, więcej dywersyfikacji.
A co zamiast?
I tu sprawa się komplikuje, bo jednoznacznego następcy nie ma. Respondenci deklarują zainteresowanie euro i juanem, ale od razu przyznają, iż obie waluty mają poważne ograniczenia strukturalne. Euro cierpi na fragmentację rynku obligacji w strefie euro. Juan – na kontrolę przepływów kapitałowych i ograniczoną wymienialność.
Ciekawe jest natomiast, iż rosną portfelowe udziały walut z drugiego i trzeciego szeregu – korony norweskiej, dolara nowozelandzkiego, funta szterlinga. To nie rewolucja, tylko rozproszenie. System nie przechodzi od jednego hegemona do drugiego. On się po prostu rozszczelnia.
Sztuczna inteligencja w bankach centralnych
Na marginesie głównego wątku – ale marginesie wartym uwagi – raport OMFIF przynosi jeszcze jedną informację: ponad 66 procent banków centralnych planuje zwiększyć wykorzystanie sztucznej inteligencji w zarządzaniu rezerwami. Co ciekawe, ani jedna instytucja z grupy gospodarek rozwiniętych nie uznała obecnego poziomu wdrożenia AI za wystarczający. Banki centralne zaczynają traktować zmienność jako permanentną cechę otoczenia, a nie przejściową anomalię – i szukają narzędzi, które pomogą się w niej odnaleźć.
Co to oznacza dla inwestora
Dla kogoś, kto dziś patrzy na rynki, raport OMFIF nie jest sygnałem do natychmiastowej sprzedaży dolarów. Krótkoterminowe siły – różnica stóp procentowych, popyt safe haven, jastrzębi Fed – wciąż działają na korzyść amerykańskiej waluty.
Ale w dłuższej perspektywie to ważna informacja strukturalna. Zarządzający największymi pulami kapitału na świecie systematycznie przebudowują swoje portfele. Złoto kupują w rekordowym tempie. Waluty dywersyfikują. Na dolara patrzą coraz bardziej podejrzliwie.
Historia rynków finansowych zna wiele przypadków, gdy długoterminowe trendy strukturalne przez lata pozostawały niewidoczne w cenach spot – a potem korygowały się gwałtownie i boleśnie. Pierwszy dzień drugiego półrocza 2026 roku to dobry moment, żeby o tym pamiętać.
Źródła: OMFIF, Reuters, CNBC

2 godzin temu







