Banki centralne w obliczu nowego szoku naftowego, zwrot w polityce NBP (Komentarz walutowy)

2 godzin temu

W trakcie weekendu doszło do kolejnej eskalacji konfliktu na Bliskim Wschodzie. Po wzajemnych atakach między Iranem a Stanami Zjednoczonymi ceny ropy naftowej gwałtownie wzrosły na otwarciu rynku, a deklaracje ze strony Teheranu wskazują na prawdopodobny powrót do pełnoskalowego konfliktu. Czy ceny surowca wystrzelą w najbliższym czasie i ponownie wywołają obawy o inflację, które przełożą się na podwyżki stóp procentowych? Jak w tej sytuacji poradzi sobie polski złoty po ostatnich, zaskakująco gołębich komentarzach prezesa NBP?


Najważniejsze wnioski:

  • Wzrost napięcia na Bliskim Wschodzie i ryzyko droższej ropy: Ataki na infrastrukturę naftową oraz groźba blokady Cieśniny Ormuz drastycznie ograniczają oficjalny ruch statków, co może wywindować ceny ropy w kierunku 100 dolarów za baryłkę.
  • Jastrzębia reakcja światowych banków centralnych: Powrót obaw o inflację wywołaną szokiem energetycznym sprawia, iż Fed pod wodzą Kevina Warsha, EBC oraz Bank Anglii rozważają podwyżki stóp procentowych pod koniec roku.
  • Gołębi NBP osłabia polskiego złotego: Zapowiedzi profesora Adama Glapińskiego dotyczące możliwych obniżek stóp procentowych stoją w sprzeczności z globalnymi trendami, co w połączeniu z presją surowcową doprowadziło do wyraźnego osłabienia złotówki.

Zaostrzenie konfliktu i sytuacja w Cieśninie Ormuz

W weekend Stany Zjednoczone oraz Iran ponownie wymieniły się serią ataków rakietowych. Tym razem jednak, poza uderzeniami w statki, doszło również do ataków na infrastrukturę naftową. Amerykanie blokują w tej chwili irańskie tankowce, natomiast Iran informuje, iż ponownie zamyka Cieśninę Ormuz. Oficjalna liczba statków przepływających przez ten najważniejszy region spadła do najniższego poziomu od połowy czerwca. Jednocześnie pod osłoną nocy i z wyłączonymi transponderami transport ropy oraz innych produktów jest kontynuowany. Oznacza to, iż całkowita blokada cieśniny raczej nam nie grozi, ale ryzyko powrotu cen do poziomu 100 dolarów za baryłkę pozostaje bardzo wysokie.

Banki centralne w obliczu nowego szoku naftowego

Napięta sytuacja związana z dostępnością ropy i paliw na świecie, po niecałym miesiącu względnego spokoju, sprawia, iż rynki mogą ponownie zacząć obawiać się inflacji. Jest to szczególnie istotne w kontekście planów Rezerwy Federalnej pod wodzą nowego szefa, Kevina Warsha, który od samego początku dał się poznać z bardziej jastrzębiej strony. Należy jednak podkreślić, iż obecna presja inflacyjna ma charakter szokowy i nie wynika bezpośrednio z dotychczasowych działań banków centralnych. Choć inwestorzy mają nadzieję na szybkie rozwiązanie konfliktu, wzrost cen energii może odcisnąć piętno również na cenach innych produktów oraz usług, prowadząc do utrwalenia się inflacji. Właśnie dlatego globalni decydenci rozważają podwyżki stóp procentowych w celu stłumienia szoku energetycznego. Oczekuje się, iż Fed, EBC oraz Bank Anglii zdecydują się na taki krok w czwartym kwartale tego roku.

Zaskakujący zwrot w polityce NBP

Jak na tym tle wypada rodzimy Narodowy Bank Polski? Ostatnia konferencja prasowa z udziałem profesora Adama Glapińskiego przyniosła przekaz całkowicie odmienny od postawy prezentowanej przez zachodnie banki centralne. Podczas wystąpienia padły choćby zapowiedzi potencjalnego wniosku o obniżkę stóp procentowych na pierwszym posiedzeniu po wakacjach. Choć dynamika cen w Polsce nie wzrosła tak mocno, jak niektórzy oczekiwali, to w najbliższych miesiącach inflacja pozostanie wyraźnie podwyższona, głównie ze względu na powrót wyższej stawki VAT na paliwa. Trudno oczekiwać, aby przy inflacji znacząco przewyższającej cel bank centralny zdecydował się na obniżki stóp procentowych, zwłaszcza w obliczu tak niestabilnej sytuacji na Bliskim Wschodzie.

Perspektywy dla polskiego złotego

Polski złoty wyraźnie stracił na wartości w ostatnim czasie, co było reakcją na gołębi zwrot prezesa NBP oraz presję płynącą z rynku surowców energetycznych. o ile jednak nastroje wokół ropy naftowej się uspokoją i ceny zaczną spadać, złoty powinien odrobić straty wobec najważniejszych walut. w tej chwili chwilę po 13 za dolara płacimy 3,7795 zł, za euro 4,3214 zł, za funta 5,0657 zł, a za franka szwajcarskiego 4,6721 zł.

Źródło: Michał Stajniak, CFA

Idź do oryginalnego materiału