Debata o kobietach i finansach zbyt często koncentruje się na pytaniu, czy instytucje finansowe celowo traktują je gorzej niż mężczyzn.
To jednak mylący trop, jak dalej pisze Ireneusz Kubies, dyr. ds. rozwoju rynku w Polsce w zajmującej się cyfrową usługą długoterminowego inwestowania czeskiej firmie Direct Fondee. – W codziennej praktyce bankowej rzadko mamy do czynienia ze świadomą dyskryminacją – problem jest subtelniejszy i przez to trudny do uchwycenia. Tkwi nie w intencjach, ale w architekturze usług finansowych: w sposobie, w jaki zostały zaprojektowane i kryteriach, w jakich oceniają swoich potencjalnych klientów – zauważa.
Pewne grupy – w tym kobiety – natrafiają na bariery już na progu systemu inwestycyjnego
Jego zdaniem to właśnie ów mechanizm sprawia, iż pewne grupy – w tym kobiety – natrafiają na bariery już na progu systemu inwestycyjnego. Nie jest to kwestia ich kompetencji ani gotowości, tylko tego kogo projektant produktu miał w głowie, gdy stawiał wymagania wejściowe.
Poduszka finansowa, która wciąż jest za cienka
Badanie przeprowadzone przez Direct Fondee we współpracy z Ipsos w 2025 r. na rynku czeskim ujawnia niepokojący obraz: co 5 kobieta deklaruje całkowitą zależność finansową od partnera lub innej osoby bliskiej, a ponad połowa nie przeżyłaby bez uszczerbku choćby 3 miesięcy po utracie dochodu. Choć badanie dotyczy Czech, trudno przypuszczać, by obraz w pozostałych krajach regionu był zasadniczo inny.
– Co istotne, ta finansowa kruchość nie wynika z braku umiejętności budowania majątku. Analizy zachowań inwestycyjnych przeprowadzone m.in. przez Fidelity oraz Warwick Business School często wskazują, iż kobiety osiągają w długim horyzoncie nieco lepsze wyniki niż mężczyźni. Wynika to przede wszystkim z większej konsekwencji w realizacji strategii i rzadszego reagowania na krótkoterminowe wahania rynkowe – pisze dalej Ireneusz Kubies.
Odzyskanie kontroli nad relacją z klientem
Jego zdaniem na rynku zachodzi tymczasem zmiana, której instytucje finansowe nie mogą lekceważyć. Klienci – w tym rosnąca rzesza kobiet samodzielnie zarządzających finansami – coraz chętniej sięgają po proste, przejrzyste narzędzia inwestycyjne spoza tradycyjnych kanałów bankowych. Fintechowe aplikacje, portfele modelowe czy automatyczne plany oszczędnościowe to nie chwilowa moda, ale odpowiedź na realną potrzebę.
Dla banków oznacza to podwójne ryzyko: odpływ aktywów oraz – co groźniejsze w długiej perspektywie – utratę relacji z klientem na etapie, gdy ten wciąż buduje majątek. Odpowiedzią nie powinno być zamykanie drzwi przed nowymi graczami, ale adaptacja własnej oferty. – Model Investment as a Service pozwala instytucjom na szybkie wdrożenie prostych rozwiązań inwestycyjnych bez konieczności budowania całej infrastruktury od podstaw – obejmuje bowiem technologię, procesy, obsługę transakcji, raportowanie i interfejs użytkownika. To obniżenie złożoności i progów wejścia jest dziś kluczem do realnej inkluzji finansowej – dodaje Kubies.
Model klienta a rzeczywistość rynkowa
Kobiety częściej niż mężczyźni doświadczają przerw w aktywności zawodowej – związanych z macierzyństwem, opieką nad bliskimi czy elastycznymi formami zatrudnienia. Gdy ocena zdolności inwestycyjnej opiera się przede wszystkim na ciągłości i wysokości dochodu, osoby o zmiennym lub nieregularnym zarobku wypadają w niej gorzej – nie dlatego, iż ktoś im to celowo utrudnił.
Nie oznacza to bezpośredniego wykluczenia z usług inwestycyjnych, ale może wpływać na sposób ich dostępności, warunki korzystania lub moment, w którym klient decyduje się rozpocząć inwestowanie. W praktyce oznacza to, iż część potencjalnych inwestorów napotyka większe bariery wejścia niż osoby o bardziej przewidywalnych dochodach.
Inwestowanie jako element powszechnego dostępu
– Inwestowanie nie powinno być przywilejem tych, którzy już osiągnęli określony poziom stabilności finansowej, tylko narzędziem, które tę stabilność buduje. To fundamentalna zmiana perspektywy – i wyzwanie dla sektora finansowego, który zbyt długo projektował swoje produkty z myślą o kliencie idealnym, a nie rzeczywistym – dodaje ekspert.
Jego zdaniem zmiana ta musi oczywiście odbywać się w granicach obowiązujących regulacji i standardów zarządzania ryzykiem. Rola technologii polega nie na ich omijaniu, ale na takim ich wykorzystaniu, aby ocena klienta była bliższa jego sytuacji finansowej, a nie jedynie formalnym parametrom zatrudnienia. To przesunięcie akcentu z historycznej ciągłości dochodów na rzeczywisty potencjał długoterminowego oszczędzania. Dlatego właśnie najważniejsze pytanie brzmi: czy sposób, w jaki zaprojektowany jest system finansowy, nie prowadzi w praktyce do systematycznego, choć niezamierzonego odsuwania kobiet od części usług inwestycyjnych? I – przede wszystkim – co możemy z tym zrobić?

1 godzina temu












