Beige Book tuż przed posiedzeniem Fed. Obraz gospodarki USA, który nie daje spokoju

1 dzień temu

Rezerwa Federalna opublikowała wczoraj wieczorem najnowszą edycję Beige Book – cyklicznego raportu o kondycji amerykańskiej gospodarki, opartego na relacjach zbieranych bezpośrednio w terenie: od przedsiębiorców, bankowców, rolników i organizacji pozarządowych. To ostatnia taka publikacja przed posiedzeniem Federalnego Komitetu Otwartego Rynku zaplanowanym na 28-29 kwietnia i zarazem ostatnia szeroka fotografia koniunktury, jaką decydenci dostaną do ręki przed podjęciem decyzji w sprawie stóp procentowych.

Co z niej wynika? Najkrócej: gospodarka rośnie, ale bez przekonania. I niemal każdy rozmówca Fedu, niezależnie od branży i regionu, mówi dziś o tym samym – o wojnie na Bliskim Wschodzie.

Osiem okręgów na plusie, dwa na minusie

Raport przygotował tym razem nowojorski oddział Rezerwy Federalnej na podstawie danych zebranych do 6 kwietnia, czyli jeszcze przed ogłoszeniem rozejmu z Iranem. Osiem z dwunastu okręgów odnotowało lekki lub umiarkowany wzrost aktywności gospodarczej. Dwa nie wykazały zmian. Kolejne dwa – nowojorski i bostoński – zaraportowały spadki. Jeśli porównać to z marcową edycją, w której aż pięć okręgów sygnalizowało stagnację lub kurczenie się, sytuacja wygląda nieco lepiej. Ale „nieco lepiej” to nie jest powód do świętowania.

Produkcja przemysłowa lekko ożyła, sektor bankowy trzyma się stabilnie, popyt na kredyty komercyjne rośnie umiarkowanie. Konsumpcja wzrosła nieznacznie, choć coraz trudniej traktować amerykańskiego konsumenta jako jednorodną grupę.

Wojna, która weszła do każdego biznesplanu

Gdyby szukać jednego słowa podsumowującego ten raport, byłoby nim „niepewność”. Konflikt amerykańsko-irański, trwający od końca lutego, zmienił sposób myślenia firm w Stanach Zjednoczonych. Nie chodzi już tylko o ceny ropy. Chodzi o fundamentalną niezdolność do planowania czegokolwiek. Przedsiębiorcy mówią wprost: odkładamy inwestycje, wstrzymujemy rekrutacje, nie wiemy, jak wyceniać kontrakty na drugie półrocze.

Jeszcze na początku roku w raportach Fedu dominowały cła i polityka handlowa jako główne źródło obaw. Teraz zeszły na dalszy plan. Ich miejsce zajął Bliski Wschód i wszystko, co się z nim wiąże – od blokady Cieśniny Ormuz po ceny nawozów sztucznych, na które producenci odmawiają podawania ofert z wyprzedzeniem, bo sami nie wiedzą, ile będą kosztować surowce w dniu dostawy.

Energia drożeje, marże topnieją

Kanał, którym wojna najsilniej uderza w realną gospodarkę, to energia. Koszty paliw i surowców energetycznych poszły ostro w górę we wszystkich dwunastu okręgach – bez wyjątku. Efekt domina jest widoczny gołym okiem: droższe paliwo to droższy transport, droższy transport to droższe tworzywa sztuczne, nawozy, opakowania i adekwatnie wszystko, co w jakimkolwiek momencie jedzie ciężarówką albo płynie statkiem.

Firmy próbują przerzucać te koszty na odbiorców, ale nie wszystkim się to udaje. Dostawcy wyspecjalizowanych usług dla biznesu mają łatwiej – ich klienci godzą się na dopłaty i podwyżki. Natomiast firmy działające na rynku konsumenckim – sklepy, restauracje, sieci usługowe – raczej zaciskają zęby i obserwują, jak kurczą się ich marże. Wolą to niż ryzyko utraty klientów, którzy i tak stali się wyjątkowo wrażliwi na cenę.

Osobny dramat rozgrywa się w rolnictwie. Część okręgów sygnalizuje, iż koszty produkcji – przede wszystkim nawozów – przekroczyły ceny skupu płodów rolnych. To sytuacja, w której rolnik dopłaca do uprawy, a banki zaczynają nerwowo przeglądać swoje portfele kredytów rolniczych.

Dwa oblicza jednej gospodarki

Najbardziej wymowny fragment nowego Beige Book dotyczy warunków życia zwykłych Amerykanów. Organizacje charytatywne i banki żywności w całym kraju odnotowują skokowy wzrost zapotrzebowania na pomoc. Gospodarstwa domowe o niskich i średnich dochodach coraz częściej sięgają po karty kredytowe, kredyty konsolidacyjne i pożyczki pod zastaw nieruchomości, żeby jakoś domknąć budżet. Rośnie liczba zaległości w spłatach.

Jeden z rozmówców z okręgu Kansas City podsumował sytuację zdaniem, które powinno dać do myślenia: gospodarstwa domowe „nie są w stanie zbilansować budżetu przy niskich płacach, cłach i inflacji”. Ludzie biorą drugie etaty, dorabiają na zleceniach, ograniczają wydatki na jedzenie. W tym samym czasie zamożniejsi Amerykanie napędzają sprzedaż luksusowych nieruchomości, usług zarządzania majątkiem i rezerwują drogie wakacje. Dwa światy, jedna gospodarka – i coraz większa przepaść między nimi.

Rynek pracy: stabilnie, ale bez życia

Zatrudnienie nie spada, co jest dobrą wiadomością. Ale też specjalnie nie rośnie. Firmy rekrutują głównie na zastępstwa – ktoś odchodzi, ktoś przychodzi na jego miejsce. Coraz popularniejsze stają się umowy tymczasowe i kontraktowe, bo pracodawcy nie chcą wiązać się etatami w tak nieprzewidywalnym otoczeniu.

Ciekawym wątkiem jest wpływ sztucznej inteligencji na decyzje kadrowe. Kilka okręgów odnotowało, iż narzędzia oparte na AI, podnoszące wydajność pracy, pozwoliły części firm po prostu nie zatrudniać nowych ludzi. To jeszcze nie masowe zjawisko, ale na tyle widoczne, iż Fed zdecydował się o nim napisać.

Płace rosną umiarkowanie, w granicach 2-4 proc. rocznie, czyli mniej więcej na poziomie sprzed pandemii. Wyjątkiem jest ochrona zdrowia i wykwalifikowane rzemiosło, gdzie konkurencja o pracowników przez cały czas podbija stawki.

Co to oznacza dla stóp procentowych?

Główna stopa Fedu od początku roku stoi w miejscu – w przedziale 3,50-3,75 proc. Rynek wycenia na około 95 proc. szansę, iż na posiedzeniu 28-29 kwietnia nic się nie zmieni. Najnowszy Beige Book nie daje żadnych powodów, by ten konsensus podważać.

Problem w tym, iż Fed utknął. Inflacja podsycana kosztami energii nie zachęca do obniżek. Jednocześnie gospodarka rosnąca w tempie „od lekkiego do umiarkowanego”, z konsumentem pod coraz większą presją, nie uzasadnia podwyżek. Jedyna realna opcja to czekanie i obserwowanie, czy rozejm z Iranem wytrzyma.

A żeby było jeszcze trudniej, nad całą tą układanką wisi dodatkowy znak zapytania. Wczoraj prezydent Trump ponownie zagroził, iż zwolni Jerome’a Powella z Rady Gubernatorów, jeżeli ten nie odejdzie dobrowolnie po zakończeniu kadencji szefa banku centralnego 15 maja. Niezależność Rezerwy Federalnej – fundament, na którym rynki budowały zaufanie do dolara przez dekady – po raz kolejny stała się kartą w politycznej rozgrywce.

Rozejm wygasa za tydzień. I to jest najważniejsze

Beige Book to zawsze fotografia z pewnym opóźnieniem – migawka z początku kwietnia, sprzed zawieszenia broni. Od tamtej pory sporo się zmieniło: giełdy odbiły, indeks S&P 500 wczoraj zamknął się na historycznym szczycie powyżej 7 tys. punktów, ropa nieco potaniała na nadziejach pokojowych. Ale rozejm wygasa 22 kwietnia i nikt nie wie, co będzie potem.

Dla amerykańskiej gospodarki – takiej, jaką właśnie sportretował Fed – przedłużenie negocjacji pokojowych jest dziś ważniejsze niż cokolwiek, co Komitet Otwartego Rynku może postanowić pod koniec miesiąca. Stopy procentowe Fed kontroluje. Cenę ropy w Cieśninie Ormuz – już nie.

Źródło: Federal Reserve Board

Idź do oryginalnego materiału