Największa giełda kryptowalut na świecie ogłosiła właśnie zestaw nowych regulacji dla emitentów tokenów i dostawców płynności. Binance zakazuje m.in. podziału zysków z animatorami rynku i zapowiada umieszczanie łamiących zasady podmiotów na czarnej liście. Zmian nie byłoby jednak bez październikowej katastrofy, po której giełda musiała wypłacić ok. 600 mln dolarów odszkodowań.
Binance opublikował na swoim blogu nowe wytyczne regulujące relacje między projektami kryptowalutowymi a animatorami rynku (market makers). To podmioty, które w teorii odpowiadają za zapewnianie płynności – składają zlecenia kupna i sprzedaży, dzięki czemu inwestor może sprawnie handlować danym tokenem bez gwałtownych wahań ceny. W praktyce jednak granica między „zapewnianiem płynności” a manipulacją cenową bywa w branży krypto niezwykle cienka.
Nowe zasady nakładają na emitentów tokenów obowiązek pełnego ujawniania Binance informacji o swoich animatorach – ich tożsamości, podmiocie prawnym oraz szczegółowych warunkach kontraktów. Dotychczas te relacje pozostawały w dużej mierze w szarej strefie, niedostępne ani dla giełdy, ani tym bardziej dla zwykłych użytkowników.
Zakaz podziału zysków i gwarantowanych zwrotów
Kluczowa zmiana dotyczy modeli finansowych. Binance zakazał projektom kryptowalutowym stosowania modeli podziału przychodów (revenue-sharing) z animatorami rynku, a także konstrukcji opartych na gwarantowanych zwrotach. Giełda argumentuje, iż tego typu umowy tworzą oczywisty konflikt interesów – animator, zamiast neutralnie dostarczać płynność, zyskuje motywację do sztucznego podbijania lub zaniżania cen tokenów.
Ponadto umowy dotyczące pożyczek tokenów muszą odtąd precyzyjnie określać, w jaki sposób pożyczone aktywa mogą być wykorzystywane. To ukłon w stronę przejrzystości, której do tej pory na rynku animatorów krypto brakowało niemal całkowicie.
Binance wskazał jednocześnie sześć konkretnych sygnałów ostrzegawczych, na które giełda będzie zwracać szczególną uwagę. Wśród nich znalazły się m.in. uporczywe zlecenia sprzedaży bez odpowiadającej aktywności po stronie kupna, skoordynowane operacje na wielu giełdach jednocześnie, a także sztuczne zawyżanie wolumenów obrotu bez naturalnego wpływu na cenę. Wobec podmiotów łamiących zasady giełda zapowiada natychmiastowe sankcje, łącznie z trwałym umieszczeniem na czarnej liście. Uruchomiony został również formalny mechanizm zgłaszania podejrzanych zachowań.
Cień październikowego krachu
Kontekst tych zmian jest trudny do przecenienia. 10 października 2025 roku rynek kryptowalut przeżył największe jednodniowe wydarzenie likwidacyjne w historii. W ciągu około doby zlikwidowane zostały pozycje lewarowane o wartości przekraczającej 19 mld dolarów. Było to zdarzenie dziewięciokrotnie większe niż załamanie z lutego tego samego roku. Bitcoin stracił wtedy ok. 14 proc. wartości, Ethereum spadł o 12 proc., a wiele mniejszych altcoinów zanotowało jeszcze głębsze spadki.
Bezpośrednim impulsem do wyprzedaży były informacje o zaostrzeniu napięć handlowych między USA a Chinami. Jednak to nie geopolityka rozgrzała emocje inwestorów najbardziej. Wielu traderów wprost obwiniło Binance za pogłębienie kryzysu. Użytkownicy raportowali poważne problemy techniczne – rozbieżności cenowe, niemożność zamknięcia pozycji i uzupełnienia depozytów zabezpieczających w najgorszym możliwym momencie, aż do pełnej blokady dostępu do rachunków w trakcie kaskady likwidacji.
Po krachu Binance uruchomił program rekompensat, który ostatecznie objął wypłaty na łączną kwotę ok. 600 mln dolarów w stablecoinie USDC. Poszkodowani mogli otrzymać od 4 do 6 tys. dolarów – w zależności od skali strat. Reakcje były mieszane. Część użytkowników uznała rekompensaty za rażąco nieadekwatne, a program krytykowano jako działanie wizerunkowe.
CZ odrzuca zarzuty
Współzałożyciel Binance Changpeng „CZ” Zhao – ułaskawiony jesienią 2025 r. przez prezydenta Trumpa po odbyciu czteromiesięcznego wyroku za naruszenie amerykańskich przepisów o przeciwdziałaniu praniu pieniędzy – odniósł się do tych oskarżeń publicznie pod koniec stycznia. Zhao określił zarzuty wobec giełdy jako „naciągane” i odrzucił twierdzenia, jakoby Binance poniosło odpowiedzialność za skalę październikowego krachu. Dodał, iż spadki miały podłoże makroekonomiczne, a nie były wynikiem działań giełdy.
Argumenty CZ nie przekonały jednak wszystkich. Formalnie nie pełni on funkcji dyrektora generalnego od listopada 2023 roku, ale w branży powszechnie traktowany jest jako osoba nierozerwalnie kojarzona z Binance i mająca realny wpływ na strategię firmy. Według najnowszego zestawienia 'Forbes World’s Billionaires List’ z marca 2026 r. jego majątek szacowany jest na ok. 110 mld dolarów.
Rynek wciąż daleko od poziomów sprzed krachu
Niemal pół roku po październikowym załamaniu rynek kryptowalut wciąż nie odrobił strat. Bitcoin jest notowany w okolicach 68–71 tys. dolarów – czyli niemal o połowę mniej niż ponad 126 tys. dol. z początku października. Analitycy wskazywali jeszcze w listopadzie 2025 r., iż głębokość ksiąg zleceń dla BTC i ETH pozostaje wyraźnie poniżej poziomu sprzed krachu, co sugeruje trwałe wycofanie się części animatorów rynku.
W tym świetle nowe wytyczne Binance można postrzegać jako próbę odbudowy nadszarpniętego zaufania. Jednocześnie trudno oprzeć się wrażeniu, iż zmiany te przychodzą z wyraźnym opóźnieniem – kilka miesięcy po wydarzeniach, które obnażyły systemowe słabości rynku. najważniejsze pytanie brzmi, czy Binance rzeczywiście będzie egzekwował nowe zasady, czy pozostaną one jedynie deklaracją. jeżeli giełda podejdzie do sprawy poważnie, może to wymusić podobne kroki ze strony konkurencji i przyczynić się do uporządkowania jednego z najbardziej nieprzejrzystych segmentów całej branży kryptowalutowej.
Źródło: Binance

9 godzin temu








