Tydzień po największej kradzieży w historii kryptowalut Binance opublikowało wstępny raport. Wynika z niego, iż atak hakerski na Binance był końcem kampanii, którą przygotowywano od czerwca, a nie jednorazowym włamaniem. Hakerzy dostali się do firmy przez dwóch programistów. Jeden pobrał podrobione narzędzie, drugi wziął udział w fałszywej rekrutacji. Następnie przejęli wewnętrzne narzędzie AI giełdy i z jego pomocą uzyskali dostęp do systemu, który zatwierdza transakcje z portfeli. W kulminacyjną noc 29 października giełda wstrzymała wypłaty, a mimo to środki wypływały jeszcze przez prawie cztery godziny.
„To nie powinno było się wydarzyć. Przepraszamy za niepokój, zakłócenia i niepewność, które spowodowało to u naszych użytkowników, partnerów i w całej branży” – napisało Binance w raporcie.
Czerwiec: podrobione narzędzie w reklamie
Według raportu pierwszy krok hakerzy wykonali w czerwcu. Inżynier DevOps z zespołu odpowiedzialnego za infrastrukturę portfeli szukał w wyszukiwarce popularnego narzędzia AI do programowania. Pobrał przy tym spreparowaną wersję Homebrew, czyli menedżera systemu dla komputerów Mac. Osoba znająca sprawę powiedziała Reutersowi, iż fałszywy plik był promowany w płatnej reklamie, więc w wynikach wyszukiwania pojawiał się wyżej niż prawdziwa wersja.
Dział bezpieczeństwa wykrył problem. Wymieniono komputer pracownika i zmieniono jego dane logowania. To jednak nie wystarczyło. Binance przyznaje, iż hakerzy wiedzieli już wtedy, kim jest ten inżynier i z kim pracuje w zespole portfeli. Mieli więc listę kolejnych celów.
Wrzesień: rozmowa o pracę z nieistniejącym CEO
Drugi etap to schemat dobrze znany specjalistom od bezpieczeństwa. We wrześniu z innym programistą Binance, który szukał nowej pracy, skontaktował się rzekomy rekruter. Kontakt nawiązano przez legalną platformę z ofertami pracy. Prawdopodobnie był to LinkedIn. Pierwsza rozmowa, rzekomo z działem kadr, wyglądała profesjonalnie. Oszuści wysłali materiały, które miały budzić zaufanie, a choćby konta w mediach społecznościowych z prywatnymi zdjęciami. W kolejnym etapie programista rozmawiał na wideo z „CEO” fikcyjnej firmy. Na koniec dostał zadanie rekrutacyjne do pobrania.
Repozytorium z kodem zawierało złośliwe oprogramowanie. Było zaciemnione na tyle skutecznie, iż ochrona stacji roboczych niczego nie wykryła. Malware wykorzystywał nieznaną wcześniej lukę i podmieniał element narzędzia programistycznego pyenv.
„Specjaliści od cyberbezpieczeństwa i urzędnicy od lat ostrzegają, iż hakerzy z Korei Północnej używają fałszywych rozmów kwalifikacyjnych, żeby dotrzeć do pracowników interesujących ich firm” – przypomniał w rozmowie z Reutersem Michael Barnhart z firmy DTEX.
Październik: wewnętrzne narzędzie AI jako przepustka
To najbardziej niepokojąca część raportu. 20 października hakerzy wykorzystali zainfekowany komputer programisty z wrześniowej rekrutacji oraz wewnętrzne narzędzie AI giełdy. Dzięki temu przejęli komputery dwóch inżynierów odpowiedzialnych za portfele. Jednym z nich był ten sam pracownik, któremu w czerwcu wymieniono sprzęt. Binance nie podało, jak dokładnie wykorzystano narzędzie AI. Reuters, CNBC i BBC zgodnie potwierdzają jednak, iż to ono umożliwiło hakerom przejście z jednego komputera na kolejne.
Na jednym z przejętych komputerów był token, który pozwalał wdrażać kontenery, czyli wydzielone środowiska do uruchamiania aplikacji. 29 października hakerzy zalogowali się na komputer drugiego inżyniera, użyli danych pierwszego, uruchomili kontener i włączyli złośliwy skrypt. Według raportu zlecali przelewy przez wewnętrzną usługę podpisywania transakcji, z pominięciem normalnej ścieżki wypłat. Giełda przez cały czas twierdzi, iż klucze prywatne nie wyciekły.
Współprezes Richard Teng w rozmowie z CNBC nie zgodził się z opinią, iż zawiódł jeden laptop jednego pracownika.
„Przez miesiące budowali sobie drogę do środka. (…) Stamtąd przeszli przez nasze wewnętrzne narzędzia AI i uzyskali dostęp, który pozwolił im włamać się do systemu autoryzującego transakcje z naszych portfeli” – powiedział Teng.
Raport potwierdza wcześniejszą hipotezę firmy analitycznej TRM Labs. Jej analitycy zwrócili uwagę, iż w ciągu około pół godziny portfele Binance w dziesięciu różnych sieciach, z różnymi typami kluczy i różnymi sposobami podpisu, wysłały środki napastnikowi poprawnie podpisanymi przelewami. Według TRM najbardziej prawdopodobne wyjaśnienie było takie, iż hakerzy nie ukradli kluczy, tylko przejęli system, który decyduje, co te klucze podpisują.
29 października: cztery minuty i cztery godziny
Kradzież zaczęła się o 20:05 UTC, czyli o 21:05 czasu polskiego. Według rekonstrukcji TRM Labs w ciągu czterech minut pięć gorących portfeli giełdy, czyli portfeli podłączonych do sieci i obsługujących bieżące wypłaty, wysłało na jeden adres 233,46 mln XRP. Później hakerzy wyprowadzili SOL i tokeny z sieci Optimism. O 20:20 UTC z portfela bitcoinowego wypłynęło 18 270 BTC, wartych około 1,47 mld USD. W tej samej minucie na Ethereum zaczęła się najważniejsza część operacji.
Hakerzy wykorzystali mechanizm EIP-7702, który wprowadziła w maju 2025 roku aktualizacja Pectra. Pozwala on zwykłemu portfelowi przekazać kontrolę nad swoim działaniem smart kontraktowi. Napastnik wysłał jedną transakcję z 50 wcześniej podpisanymi autoryzacjami, ponieważ każda z nich działała tylko przy określonym numerze kolejnej transakcji portfela, tzw. nonce. Portfel Binance stale realizuje wypłaty, więc ten numer cały czas rośnie. Przygotowanie 50 kolejnych podpisów dawało pewność, iż jeden z nich zadziała. Tak się stało. Trzy minuty później portfel „Binance 14” wysłał napastnikowi 167 464 ETH i 1,615 mld USDT.
Ten mechanizm tłumaczy, dlaczego giełda nie mogła gwałtownie zatrzymać kradzieży. Delegacja była zapisana w samym blockchainie, a nie na serwerach Binance. Wyłączenie wypłat nie odcięło więc kontraktu napastnika od portfela. Kontrakt przejmował każdą nową wpłatę, a TRM odnotowało kolejne transfery o 20:41, 20:59, 21:04, 21:44, 22:39 i 23:56 UTC. Binance przyznało, iż musiało dopiero opracować procedurę odebrania uprawnień. Ostatni nieautoryzowany przelew wyszedł o 23:56 GMT, czyli o 0:56 w Polsce. Delegację usunięto o 1:10 czasu polskiego. Teng przyznał wcześniej, iż przekazanie uprawnień kontraktowi w ogóle nie przeszło przez standardowe procedury zatwierdzania.
57 zatrzymanych prób i jedna, która się udała
W raporcie jest liczba, która dobrze pokazuje skalę zagrożenia. W 2026 roku zespół bezpieczeństwa Binance wykrył i zablokował 57 podejrzanych prób ataku powiązanych z Koreą Północną. Były wśród nich fałszywe oferty pracy, podrobione rozszerzenia przeglądarek i aplikacje do wideokonferencji. Barnhart skomentował to tak, iż giełda jest „po prostu bombardowana”. Wystarczyła jedna udana próba, żeby stracić ponad 6 mld USD.
31 października FBI oficjalnie przypisało atak grupie TraderTraitor, czyli północnokoreańskim hakerom powiązanym z grupą Lazarus. Ta sama jednostka odpowiada według FBI za kradzież 1,5 mld USD z Bybit w lutym 2025 roku. Biuro opublikowało listę kilkuset adresów i zaapelowało do giełd, operatorów węzłów i serwisów DeFi, żeby blokowały powiązane z nimi transakcje. Do tych samych wniosków doszły wcześniej Chainalysis, Elliptic i TRM Labs. Pjongjang zaprzecza. Kim Jo Dzong, siostra Kim Dzong Una, w oświadczeniu przekazanym przez agencję KCNA nazwała oskarżenia „poważną prowokacją polityczną”.
„FBI próbuje przypiąć KRLD łatkę »cyberprzestępczego państwa«” – stwierdziła Kim Jo Dzong, cytowana przez CNBC.
Pranie pieniędzy wciąż trwa. Według Elliptic w pierwszych czterech dniach po ataku hakerzy użyli około 12 tys. portfeli w 11 sieciach i wykonali ponad 40 tys. transakcji, średnio jeden nowy portfel co 25 sekund. Zamrożono lub przejęto około 2,85 mld USD, prawie wyłącznie w stablecoinach. W adresach powiązanych z kradzieżą pozostaje według analizy Elliptic cytowanej przez CNBC około 3,24 mld USD, głównie w bitcoinie i etherze, czyli aktywach, których żaden emitent nie może zablokować. Na razie hakerzy wymienili na gotówkę tylko znikomą część łupu. Elliptic spodziewa się, iż wyprowadzanie pieniędzy przez brokerów OTC i giełdy potrwa miesiące.
Rachunek płaci giełda, klienci wypłacają
Klienci Binance nie powinni stracić pieniędzy. Według Tenga giełda odtworzyła już 98% z 6,34 mld USD skradzionych aktywów. Wykorzystała do tego część funduszu SAFU, nadwyżkę funduszu ubezpieczeniowego kontraktów futures i własne środki. Reszta to mniej płynne tokeny, które Binance wciąż dokupuje. Szczegóły finansowania i pierwszego dnia po wznowieniu wypłat opisywaliśmy w tekście Binance wznawia wypłaty. Odpłynęło z giełdy 3,64 mld USD.
Odpływy nie przerodziły się w run na giełdę, ale były duże. Według danych Tenga w ciągu 46 godzin klienci wypłacili 10,97 mld USD, a wpłacili 5,69 mld USD. Odpływ netto wyniósł więc 5,28 mld USD, czyli nieco ponad 3% aktywów giełdy. 3 listopada godzinowy bilans przepływów znów był dodatni.
Binance zapowiada, iż przebudowało system portfeli w nowym środowisku. Od nowa postawiło też wewnętrzne narzędzie AI i zasady dostępu do niego, wymieniło zainfekowane urządzenia, unieważniło dane logowania i tokeny inżynierów oraz rozszerzyło kontrolę komputerów pracowników. Całość ma sprawdzić niezależny ekspert. Giełda zapowiada też większe inwestycje w wykrywanie zagrożeń z pomocą AI, utworzenie funduszu badań nad bezpieczeństwem i wspólne projekty z firmami AI.
Lekcja dla całej branży i nie tylko
Atak pokazuje, iż firma może mieć dobre zabezpieczenia i przez cały czas przegrać, jeżeli jeden komputer pracownika daje dostęp do zbyt wielu systemów. Żaden komputer programisty ani inżyniera DevOps nie powinien sam móc wdrażać zmian w uprawnieniach portfeli ani ich modyfikować. Każda zmiana delegacji czy uprawnień powinna wymagać kryptograficznej zgody kilku osób. TRM Labs zaleca, żeby systemy podpisujące domyślnie odrzucały autoryzacje EIP-7702. Prośba o serię podpisów dla kolejnych numerów transakcji powinna być traktowana jako sygnał, iż system został przejęty.
Druga lekcja dotyczy każdego, kto szuka pracy w branży technologicznej. Obowiązuje prosta zasada: nie uruchamiaj na służbowym ani prywatnym komputerze niczego, co przysłał rekruter, czy to „zadania”, „aplikacji do wideokonferencji”, czy „czytnika PDF-ów”. Sprawdzenie, czy konto rekrutera wygląda wiarygodnie, kilka daje, bo oszuści często piszą z przejętych prawdziwych profili. Atak na Binance jest najdroższym, ale nie pierwszym przypadkiem tego typu. Ta sama grupa we wrześniu okradła Bitget na ponad 350 mln USD.
Raport ma charakter wstępny i część szczegółów technicznych pozostaje poufna. Nie wiemy nadal, jak dokładnie wykorzystano wewnętrzne narzędzie AI ani dlaczego delegacja EIP-7702 ominęła standardowe zatwierdzanie. Wiemy natomiast, iż hakerzy nie złamali kryptografii. Wystarczyła im cierpliwość, wiarygodna rekrutacja i programista, który chciał zmienić pracę.

2 godzin temu




![USA: demokraci zdobyli większość w obu izbach Kongresu [+GALERIA]](https://misyjne.pl/wp-content/uploads/2026/11/mid-epa13351726.jpg)

