Biotech +40% w USA, a polski sektor dopiero startuje? Sukcesy Medinice, Selvita i Captor

17 godzin temu

Biotech wraca. Tak, ten polski również. Po trzech latach mrozu, wyprzedaży i totalnego braku sentymentu kapitał znowu zaczyna płynąć do sektora biotechnologicznego. Amerykański ETF XBI +40% w rok. Trend wzrostowy od miesięcy. Obniżki stóp w USA i Europie. Pieniądz znowu robi się tańszy, a to dla biotechnologii prawdziwy tlen.

Podczas gdy za oceanem sentyment się odbudowuje, polskie spółki biotech wciąż są wyceniane tak, jakbyśmy dalej byli w 2023 roku. Dyskonto jest spore, chociaż i tutaj wyceny zaczęły już delikatnie drgać.

Pytanie więc brzmi: czy to sektor do „unikania za wszelką cenę”, czy raczej moment, w którym rynek zaczyna przeliczać ryzyko na nowo?

Przejdziemy przez to chłodno i konkretnie. Dlaczego sektor biotechnologiczny tak mocno dostał po głowie, co zmieniła polityka monetarna i czy ostatnie ruchy Medinice, Captora i Selvity to przypadek… czy może początek większej zmiany.

Zaczynamy.

Biotech +40% w USA, a polski sektor dopiero startuje? Sukcesy Medinice, Selvita i Captor

XTB – choćby gdy nie widzisz okazji na rynku
Twoje wolne środki na rachunku mogą pozostać oprocentowane, gdy czekasz na lepszy moment.
Załóż konto

Dlaczego wyceny spółek biotech mogą mieć przestrzeń do wzrostu

Zacznijmy od tego, iż wyceny polskich spółek biotech mają realną przestrzeń do wzrostu. Pierwszy pozytywny impuls płynie tu z USA. Na amerykańskim rynku widać powrót kapitału do sektora biotechnologicznego, zwłaszcza do mniejszych i średnich firm. Po bardzo długim okresie wyprzedaży inwestorzy ponownie zaczynają zwracać uwagę na jakość projektów, postęp badań i potencjał przyszłych terapii, zamiast koncentrować się wyłącznie na ryzykach.

Potwierdzeniem poprawy sentymentu do sektora biotechnologicznego jest zachowanie amerykańskiego ETF na ten segment rynku, State Street SPDR S&P Biotech ETF (XBI). Ten fundusz, który obejmuje szeroką gamę spółek biotechnologicznych – od małych po średnie – z równym ważeniem ich udziału w portfelu, stał się w praktyce globalnym barometrem nastrojów inwestorów wobec tej branży. Obecna cena ETF-a jest znacznie powyżej minimów z ostatniego roku, a w ciągu ostatnich 12 miesięcy XBI zyskał prawie 40 procent.

Od kwietnia 2025 r. fundusz ten wykazuje niemal nieprzerwany trend wzrostowy. To nie jest krótkoterminowy skok, tylko kilkumiesięczna konsekwencja wejścia kapitału w segment biotech po długich latach słabości. W efekcie kurs XBI powoli zbliża się do historycznych szczytów z 2021 r., kiedy to sektor biotechnologiczny był w fazie boomu, a wyceny spółek były znacznie bardziej optymistyczne. Chociaż przez cały czas nie osiągnięto absolutnych maksimów z tamtego okresu, trajektoria odbicia jest oczywista i systematyczna – coś, czego długo w tym sektorze nie widzieliśmy.

Ta tendencja w funduszu XBI ma znaczenie nie tylko dlatego, iż odzwierciedla optymizm wobec amerykańskich firm biotechnologicznych, ale także dlatego, iż wpływa na globalne wyceny w całym sektorze biotech. Dla inwestorów w polskie spółki biotechnologiczne rosnąca wartość tego ETF-a to sygnał poprawy apetytu na ryzyko i gotowości inwestorów do ponownej wyceny projektów badawczych i ich potencjału wzrostowego. jeżeli kapitał ponownie upatrzył biotech za oceanem, część tej narracji powinna dotrzeć również do mniejszych rynków i lokalnych podmiotów – chociażby ze względu na rosnące dyskonto w wycenach firm zza oceanu względem naszych.

Mimo to polskie spółki biotech pozostają mocno przecenione. Wiele z nich jest dziś wycenianych znacznie niżej niż w okresie boomu z lat 2021–2022, a ich wskaźniki rynkowe znajdują się na relatywnie niskich poziomach względem historii. To tworzy potencjalną przestrzeń do odbicia, jeżeli tylko poprawi się otoczenie rynkowe i wróci większy apetyt na ryzyko inwestorów.

Wyjaśnijmy więc na początku, z czego wynikał taki spadek i jakie czynniki doprowadziły do tak silnego schłodzenia wycen w całym sektorze biotechnologii.

Dlaczego biotechnologia tak silnie reaguje na stopy procentowe

To sektor wyjątkowo wrażliwy na kierunek polityki monetarnej i wysokość stóp procentowych. Biotechnologia bardzo często żyje z cudzego kapitału, a nie z bieżących przepływów pieniężnych. Większość firm przez lata nie generuje zysków, bo pieniądze są pochłaniane przez badania, testy i rozwój projektów klinicznych.

To też główny powód, dla którego w okresie podnoszenia, a potem utrzymywania wysokich stóp procentowych sektor biotech tak bardzo laguje względem całego indeksu S&P 500. To nie są spółki z dużą poduszką finansową, które mogą sobie pozwolić na zaciągnięcie hamulca zadłużenia w razie potrzeby. Nie mają też ugruntowanego i ustrukturyzowanego biznesu, który pozwoli im finansować swoje pomysły z bieżącego cashflow. To firmy, które w dużej mierze funkcjonują na kapitale zewnętrznym, ryzyku i zadłużeniu.

Inwestycje w biotechnologię są więc silnie skorelowane z dostępnością taniego pieniądza. Gdy koszt kapitału jest niski, inwestorzy chętniej finansują ryzykowne, długoterminowe projekty, z których zwrot może pojawić się dopiero za kilka lat. W takich warunkach łatwiej o emisje akcji, dofinansowania prywatne czy rundy finansowania funduszy venture capital. Kiedy pieniądz jest tani, to „szuka wzrostu” i trafia m.in. do spółek pracujących nad nowymi terapiami.

Gdy finansowanie drożeje, a stopy procentowe rosną, sytuacja się odwraca. Kapitał staje się bardziej selektywny, inwestorzy wolą projekty o szybszym zwrocie, a firmy badawcze muszą ciąć koszty lub opóźniać programy kliniczne. Wydatki na badania i rozwój, które wcześniej były naturalnym elementem strategii, zaczynają być analizowane pod kątem przetrwania, a nie ekspansji.

Biotechnologia działa więc trochę jak dział rozwoju w dużej korporacji – tylko w skali całej branży. Gdy pieniądz jest tani, rośnie apetyt na innowacje. Gdy koszt kapitału rośnie, projekty o odległym horyzoncie realizacji tracą pierwszeństwo. Dlatego zmiany w polityce monetarnej często z wyprzedzeniem przekładają się na wyceny spółek biotech, zanim jeszcze pojawią się realne zmiany w ich wynikach finansowych.

Tymczasem na dwóch kluczowych rynkach dla branży biotechnologicznej – w USA i w Europie – trwa już przecież festiwal obniżek stóp procentowych.

A kiedy cykl zaczyna się odwracać, najważniejsze staje się jedno – możliwość reagowania. Biotech to sektor, który potrafi wystrzelić zanim dane finansowe pokażą realną poprawę.

Dlatego przy takich zmianach makro liczy się dostęp do rynku i elastyczność działania. W XTB możesz handlować zarówno polskimi spółkami z GPW, jak i zagranicznymi ETF-ami na cały sektor oraz zagranicznymi firmami biotech w jednym miejscu. Bez prowizji do 100 tys. euro obrotu miesięcznie, co przy bardziej dynamicznych sektorach naprawdę ma znaczenie.

Przy cyklicznych branżach koszt transakcyjny i szybkość reakcji to nie detal, a część strategii. Poza tym, kto lubi przepłacać?

Biotechy też nie bardzo lubią. Zwłaszcza na odsetkach od pożyczek. Dlatego dla sektora biotechnologicznego spadki stóp oznaczają potencjalnie korzystniejsze warunki finansowania i większą dostępność kapitału. Branża, która przez ostatnie lata funkcjonowała w środowisku drogiego pieniądza, może więc istotnie odczuć zmianę kierunku polityki monetarnej. Historycznie to właśnie takie momenty stanowiły punkt zwrotny dla wycen spółek rozwijających nowe terapie i technologie medyczne.

Mimo wszystko wiele wskazuje na to, iż stopy procentowe nie wrócą gwałtownie do tak niskich poziomów, jakie widzieliśmy w ubiegłej dekadzie. I właśnie dlatego spółki biotechnologiczne odstają na przestrzeni ostatnich kilku lat od szerokiego rynku.

Dołącz do nas na X oraz YouTube i bądź na bieżąco!

Globalny wzrost rynku biotechnologii

Warto jednak mieć świadomość, iż w tym sektorze wyceny potrafią zmieniać się skokowo. Wystarczy jeden mocny impuls – dobre dane z badań, partnerstwo z większym graczem czy przejście do kolejnej fazy klinicznej – aby rynek gwałtownie przeliczył potencjał projektu i diametralnie podniósł wycenę spółki. Pod tym względem inwestowanie w biotech często przypomina grę w lotto. Szansa na wygraną jest mała, ale jeżeli już się uda, to wygrana może być naprawdę solidna.

Ewidentnie perspektywa dalszego luzowania monetarnego w przyszłych latach jest także widoczna w raportach branżowych, które przewidują skokowy wzrost globalnego rynku biotechnologii. Według Precedence Research wartość sektora ma przekroczyć 6 bilionów dolarów do 2035 r., co oznacza średnie tempo wzrostu na poziomie ponad 13% rocznie.

Za tą dynamiką stoi jednak kilka równoległych trendów. Mamy rosnącą liczbę chorób przewlekłych i starzenie się społeczeństw, które zwiększają popyt na nowe terapie. Mamy postęp technologiczny – w tym edycję genów, czyli możliwość precyzyjnego „naprawiania” lub modyfikowania fragmentów DNA odpowiedzialnych za rozwój chorób – oraz medycynę precyzyjną, które otwierają zupełnie nowe możliwości leczenia. Coraz większą rolę odgrywa także sztuczna inteligencja, która przyspiesza odkrywanie leków, usprawnia analizę danych biologicznych i obniża koszty całego procesu badawczego.

Algorytmy pomagają precyzyjnie dobierać pacjentów do testów, analizując dane medyczne, genetyczne i historię choroby. Dzięki temu próby kliniczne są lepiej zaprojektowane, krótsze i bardziej wiarygodne, a ryzyko niepowodzenia spada. W praktyce oznacza to szybsze przechodzenie od laboratorium do rynku i krótszy czas oczekiwania na zwrot z inwestycji w przypadku nowych terapii.

Mimo jednak korzystnych perspektyw dla całego sektora inwestowanie w biotechnologię pozostaje wyjątkowo trudne. Statystyczne prawdopodobieństwo doprowadzenia nowego leku do rejestracji, licząc od rozpoczęcia badań klinicznych, wynosi zaledwie kilka do kilkunastu procent – w zależności od obszaru terapeutycznego. To oznacza, iż większość projektów kończy się niepowodzeniem.

Biotechnologia to kapitałochłonny segment, w którym przez lata finansuje się badania bez gwarancji sukcesu. Jednocześnie właśnie ta asymetria ryzyka sprawia, iż potencjalne zyski są ponadprzeciętne. Udane badanie kliniczne, przełomowe dane lub umowa z dużym partnerem potrafią w krótkim czasie wielokrotnie podnieść wycenę spółki. To sektor, w którym można dużo stracić, ale w przypadku sukcesu zwroty bywają spektakularne.

Spółki spalają gotówkę na kolejne fazy badań, a jeden negatywny komunikat potrafi w kilka dni zredukować wycenę o kilkadziesiąt procent. Jaskrawym przykładem takiego scenariusza jest polski Molecure, którego kurs w 2022 r. w ciągu jednego dnia spadł o ponad 40% z powodu informacji o zakończeniu współpracy z firmą Galapagos w sprawie rozwoju cząsteczki spółki.

I tu płynnie przechodzimy do kilku spółek z GPW, które z sektora biotechnologii ostatnio przyciągnęły uwagę inwestorów.

Medinice – przykład skokowej zmiany wyceny

Jednym z najświeższych przykładów skokowej zmiany wyceny jest Medinice. To nie klasyczna spółka biotechnologiczna, ale medtech rozwijający sprzęt medyczny. Mimo to spółka dobrze pokazuje, jak jedno wydarzenie regulacyjne czy partnerstwo potrafi wyraźnie przełożyć się na notowania.

Model Medinice opiera się na rozwijaniu technologii dla kardiologii i kardiochirurgii do etapu, w którym projekt ma zabezpieczoną ochronę patentową, przechodzi najważniejsze testy i uzyskuje zgodę regulatora. W tym momencie technologia zyskuje realną wartość rynkową i może zacząć zarabiać poprzez licencję albo sprzedaż większemu graczowi. To kluczowe, bo spółki z tej branży bardzo często zarabiają na swoich technologiach poprzez ich sprzedaż lub licencjonowanie większym graczom, a nie samodzielną sprzedaż do klienta końcowego.

Dlaczego takie spółki nie wprowadzają produktów samodzielnie na globalny rynek? Bo to zupełnie inna skala biznesu. Duże koncerny mają sieci sprzedaży, relacje ze szpitalami, zaplecze produkcyjne i budżety marketingowe. Mała firma technologiczna ma know-how i innowację, ale nie ma infrastruktury do globalnej dystrybucji i reklamy. Z ich perspektywy sensowne jest doprowadzenie projektu do momentu, w którym największe ryzyka technologiczne i regulacyjne są już za nimi. Wtedy wartość projektu rośnie, a negocjacyjna pozycja wobec dużego partnera jest silniejsza.

To klasyczne uzupełnianie się ról. Mniejsza spółka bierze na siebie wczesne, najbardziej innowacyjne i ryzykowne etapy rozwoju. Duży gracz przejmuje projekt wtedy, gdy może wykorzystać swoją skalę operacyjną, sieć sprzedaży i doświadczenie rynkowe. Dla małej firmy oznacza to ograniczenie ryzyka finansowego i szybszą monetyzację. Dla dużej to dostęp do innowacji bez konieczności budowania jej od zera.

Kluczowym projektem Medinice jest CoolCryo, czyli urządzenie, które pomaga leczyć zaburzenia rytmu serca poprzez precyzyjne zamrażanie niewielkiego fragmentu tkanki odpowiedzialnego za nieprawidłowe impulsy. W lutym 2026 r. spółka poinformowała o uzyskaniu zgody amerykańskiej agencji ds. żywności i leków (FDA), czyli urzędu dopuszczającego wyroby medyczne do sprzedaży w USA. Zgoda została uzyskana w procedurze 510(k).

To oznacza, iż FDA sprawdza, czy nowe urządzenie działa w podobny sposób jak produkt, który jest już sprzedawany w USA. Firma nie musi przechodzić najbardziej wymagającej ścieżki zatwierdzenia, tylko musi pokazać, iż jej rozwiązanie jest porównywalne z istniejącym sprzętem. jeżeli urząd uzna, iż wszystko się zgadza, wydaje zgodę na sprzedaż urządzenia na amerykańskim rynku.

W praktyce jest to decyzja ostateczna w przypadku tej procedury. Produkt może być legalnie sprzedawany w Stanach Zjednoczonych i spełnia wymagania bezpieczeństwa oraz jakości dla swojej klasy ryzyka. To nie jest pozwolenie warunkowe ani etap wstępny – to pełnoprawne dopuszczenie rynkowe, ale oparte na logice porównawczej, a nie na dowodzeniu przełomowości.

Nie oznacza to oczywiście automatycznego sukcesu rynkowego. Zgoda FDA otwiera dostęp do rynku, ale nie gwarantuje, iż szpitale będą chciały kupować urządzenie ani iż spółka gwałtownie zdobędzie silną pozycję wobec konkurencji. Ostateczny rezultat zależy od ceny, warunków refundacji, sprawnej sprzedaży oraz tego, czy rozwiązanie realnie poprawia efekty leczenia. Decyzja FDA pozwala wejść do gry, ale nie przesądza o zwycięstwie.

Podczas kolejnej sesji po publikacji tego ogłoszenia kurs akcji spółki wzrósł o 15%, natomiast od początku roku cena akcji wystrzeliła już o ponad 140% i osiągnęła nowe szczyty.

Captor Therapeutics – biotech pracujący nad lekami na raka

Co najciekawsze, pierwsze sygnały wskazujące na wysokie prawdopodobieństwo zatwierdzenia pojawiły się już w 2025 roku, kiedy CoolCryo otrzymało pozytywny feedback od FDA. Regulator nie zakwestionował istoty technologii, wskazał jedynie na konieczność uzupełnienia wybranych elementów dokumentacji. Oznaczało to, iż proces zmierza w stronę decyzji, a ryzyko odmowy wyraźnie maleje.

Na początku stycznia spółka złożyła formalny wniosek, domykając wymagane uzupełnienia. W połowie lutego FDA wydała clearance, czyli zgodę na wprowadzenie systemu do obrotu w USA. Sekwencja była więc czytelna: pozytywny sygnał regulacyjny, formalne dopięcie dokumentów, decyzja.

Równolegle Medinice podpisało list intencyjny dotyczący potencjalnej sprzedaży projektu CoolCryo, co wskazuje, iż rozmowy z potencjalnym nabywcą toczyły się jeszcze przed uzyskaniem oficjalnej zgody. Zarząd ocenia, iż decyzja FDA istotnie przyspieszy negocjacje i wzmocni pozycję spółki wobec partnerów. Spółka zakłada dopięcie co najmniej jednej transakcji do końca pierwszego półrocza 2026 roku.

Czyli widzimy w praktyce, jak działa ten model. Mały polski medtech rozwija przełomową technologię, a kiedy ta zostaje dopuszczona do sprzedaży, zamiast rozpraszać się jej masową produkcją, dystrybucją i sprzedażą, spółka znajduje dużego partnera, z którym negocjuje warunki odsprzedaży samej technologii. W ten sposób firma może skupić się na core swojego biznesu, czyli badaniach nad kolejnymi przełomami, a nie dbaniem o moce produkcyjne i szukaniem klientów końcowych.

Jednak Medinice to nie jest spółka jednego projektu. CoolCryo jest dziś najbardziej medialne i najbardziej zaawansowane regulacyjnie, ale portfolio firmy obejmuje kilka równoległych inicjatyw z obszaru kardiologii i kardiochirurgii.

Drugim ważnym projektem w portfelu jest PacePress – system wspierający implantację elektrod podczas wszczepiania rozruszników serca. Jego celem jest zwiększenie precyzji zabiegu i ograniczenie ryzyka powikłań mechanicznych. To rynek o dużej skali i stabilnym popycie, co dla spółki oznacza dywersyfikację względem segmentu ablacji, czyli zabiegów polegających na niszczeniu fragmentu tkanki serca odpowiedzialnego za zaburzenia rytmu.

W portfolio znajdują się także inne rozwiązania, takie jak AtriClamp, MiniMax oraz EP Bioptom. Projekty te są związane z kardiochirurgią i elektrofizjologią serca, obejmują narzędzia wspierające zabiegi operacyjne oraz diagnostykę. Część z nich znajduje się na wcześniejszych etapach rozwoju, ale wpisuje się w spójną strategię spółki: budowanie wartości technologii medycznych i ich komercjalizacja we współpracy z większym partnerem branżowym.

Medinice to jednak nie jedyna spółka biotech, która ostatnio wskazuje na odrodzenie sektora. Kolejną, która w ostatnich miesiącach w końcu daje pozytywne sygnały, jest Captor Therapeutics. Skala odbicia jest zauważalna, choć w szerszym ujęciu kurs wciąż ma dystans do historycznych szczytów. W przeszłości akcje były notowane choćby powyżej 200 zł, podczas gdy w tej chwili wycena oscyluje w okolicach 80 zł. Oznacza to, iż mimo poprawy sentymentu rynek przez cały czas nie wrócił do wcześniejszych, bardziej optymistycznych założeń.

Captor Therapeutics to jedna z polskich spółek, które faktycznie próbują tworzyć nowe leki, a nie sprzęt medyczny. Firma koncentruje się przede wszystkim na terapiach onkologicznych – mówiąc wprost, stara się wynaleźć nowe leki na raka.

Captor pracuje nad technologią, która pozwala usuwać z komórek białka odpowiedzialne za rozwój choroby. Zamiast tylko blokować ich działanie, spółka próbuje doprowadzić do ich degradacji. To nowoczesne podejście, nad którym pracują też duże światowe firmy, dlatego jeżeli technologia działa, może znaleźć wielu chętnych do kupna.

Impulsem do wzrostu były informacje z badania klinicznego projektu CT-01. Spółka podała, iż dotychczasowy przebieg fazy I jest pozytywny i nie zaobserwowano istotnych działań niepożądanych. Lek podano czterem pacjentom, a u jednego z nich odnotowano zatrzymanie wzrostu guza. Na wczesnym etapie badań to wystarczy, by rynek uznał, iż projekt ma realne podstawy, a nie jest wyłącznie koncepcją laboratoryjną.

Polub nas na Facebooku!

Znajdziesz tam więcej wartościowych treści o inwestowani, giełdzie i rynkach.

DNA Rynków – merytorycznie o giełdach i gospodarkach

Selvita – barometr kondycji sektora biotech

Drugim czynnikiem jest wyraźne przyspieszenie w obszarze partnerstw i grantów. W październiku ubiegłego roku spółka poinformowała o podpisaniu umowy z Europejską Radą ds. Innowacji oraz Agencją Wykonawczą ds. MŚP na dofinansowanie projektu CT-03, drugiego najbardziej zaawansowanego programu w portfelu.

W przypadku Captora dofinansowania są bardzo istotne, bo firma jest na wczesnym etapie rozwoju i cały czas przepala gotówkę, więc potrzebuje ciągłego dopływu kapitału.

Miesiąc po podpisaniu umowy na dofinansowanie Captor zawarł umowę badawczą z MD Anderson Cancer Center Uniwersytetu Teksańskiego dotyczącą właśnie cząsteczki CT-03 rozwijanej w terapii nowotworów krwi. To wzmocniło wiarygodność projektu na poziomie międzynarodowym.

Równolegle spółka ogłosiła umowę o współpracy badawczej z płatną opcją licencyjną z amerykańską firmą farmaceutyczną w obszarze degraderów NEK7, czyli cząsteczek zaprojektowanych tak, aby usuwać z komórek białko zaangażowane w procesy zapalne i chorobowe. Dla Captora oznacza to przede wszystkim finansowanie badań oraz ograniczenie ryzyka, bo część dalszego rozwoju może przejąć większy partner. Dodatkowo spółka zyskuje zewnętrzne potwierdzenie wartości swojej technologii, a w przypadku sukcesu badań może liczyć na zawarcie umowy licencyjnej i przyszłe przychody z projektu.

Inwestycyjnym wsparciem dla notowań były także zakupy insiderów, które trwały przez znaczną część 2025 r. Rynek zwykle traktuje takie transakcje jako sygnał, iż osoby najlepiej znające projekt wierzą w jego dalszy rozwój.

Medinice i Captor to przykłady spółek, w których w ostatnim czasie – poza zmianami makroekonomicznymi – pojawiło się też wiele pozytywnych informacji dotyczących samych spółek. jeżeli jednak jest na GPW podmiot, którego wyniki w dużej mierze pokazują kondycję całej branży biotechnologicznej, to będzie nim Selvita.

Spółka nie koncentruje się na rozwijaniu własnych leków na dużą skalę, ale świadczy usługi badawczo-rozwojowe dla firm zewnętrznych w modelu outsourcingu. Działa jako CRO (contract research organization), czyli partner realizujący badania na zlecenie innych firm biotechnologicznych i farmaceutycznych.

W praktyce wygląda to tak, iż firmy biotechnologiczne, farmaceutyczne czy chemiczne pracują nad nowymi cząsteczkami i lekami, ale nie zawsze mają własne laboratoria, zaplecze analityczne czy zespoły badawcze o odpowiedniej skali. Zamiast budować kosztowną infrastrukturę, zlecają część prac podmiotowi takiemu jak Selvita, która dysponuje laboratoriami, kadrą i know-how potrzebnym do prowadzenia badań przedklinicznych czy chemicznych.

Dlatego wyniki Selvity można traktować jako wskaźnik popytu na usługi badawcze w Europie i częściowo w USA. jeżeli spółka notuje wzrost zamówień, oznacza to, iż sektor rozwija nowe projekty i inwestuje w pipeline. Gdy zamówień ubywa, zwykle świadczy to o ostrożniejszym podejściu firm do wydatków na badania.

Po bardzo dobrym okresie 2020–2022 spółka weszła w fazę stagnacji przychodów. Dynamika, która wcześniej była wyraźnie dodatnia, zaczęła się wypłaszczać, a kolejne kwartały przynosiły raczej stabilizację niż wzrost. Po rekordowym pod względem zysków 2023 roku firma zaczęła notować straty, co dodatkowo pogorszyło odbiór wyników przez rynek i zmieniło narrację wokół spółki z „historii wzrostowej” na „okres przejściowych trudności”.

Selvita generuje ponad jedną czwartą przychodów na rynku amerykańskim, co czyni USA jej najważniejszym pojedynczym kierunkiem sprzedaży. Istotne znaczenie mają również Wielka Brytania, odpowiadająca za około 11% przychodów oraz Szwajcaria z udziałem rzędu 15%. Dodatkowo klienci z pozostałych państw Unii Europejskiej zapewniają łącznie ponad jedną trzecią sprzedaży.

Taka struktura geograficzna pokazuje, iż spółka jest mocno zorientowana na rynki zagraniczne i w dużym stopniu zależna od kondycji globalnego sektora farmaceutycznego oraz biotechnologicznego. Jednocześnie dywersyfikacja między USA, Europą Zachodnią i pozostałymi krajami UE ogranicza ryzyko nadmiernej koncentracji na jednym rynku, choć sprawia, iż wyniki są silnie powiązane z międzynarodowym cyklem inwestycyjnym w branży life science.

Od dołka z 2025 r. notowania odbiły o ponad 60%, co pokazuje poprawę sentymentu i powrót części kapitału. Mimo tego kurs wciąż pozostaje wyraźnie poniżej historycznych szczytów, a pełne odrobienie strat wymagałoby dalszej poprawy wyników i otoczenia rynkowego.

Czy cykl w sektorze biotechnologicznym się odwraca?

I właśnie dlatego Selvita jest tu tak istotna. Medinice czy Captor pokazują, jak pojedynczy komunikat potrafi wywołać dynamiczny ruch na kursie i trochę udowadniają „z czym się je tę branżę”. Natomiast Selvita pokazuje coś innego – czy w całej branży faktycznie zaczyna się odbudowywać popyt na badania i rozwój.

Jeśli globalne firmy znów zwiększają budżety na pipeline, jeżeli wracają zamówienia i granty, to znaczy, iż cykl w sektorze może się realnie odwracać. A jeżeli cykl się odwraca, to wyceny spółek rozwijających własne projekty przestają być wycenami „na przetrwanie”, a zaczynają być wycenami „na potencjał”. I tu dochodzimy do sedna.

Biotechnologia to sektor skrajnie cykliczny i skrajnie asymetryczny. W latach 2020–2021 wyceniano marzenia. W latach 2022–2024 wyceniano głównie ryzyko i koszt kapitału. Teraz rynek powoli zaczyna znowu patrzeć na projekty, dane kliniczne i partnerstwa.

To nie znaczy, iż wszystko będzie rosło albo iż ryzyko znika. Znaczy jednak, iż narracja się zmienia, a w biotech zmiana narracji często poprzedza zmianę wyników.

To nie jest sektor, który powinien być fundamentem portfeli. Prędzej dodatek wysokiego ryzyka, który może nie wypalić. jeżeli jednak cykl monetarny rzeczywiście się odwraca, a wybrane projekty dowiozą kolejne kamienie milowe, to asymetria może znowu zacząć działać na korzyść inwestora. Wszystko rozbija się o odpowiednie zrozumienie stosunku zysku do ryzyka, a ten zaczyna się wydawać korzystny dla biotechnologii.

XTB – choćby gdy nie widzisz okazji na rynku
Twoje wolne środki na rachunku mogą pozostać oprocentowane, gdy czekasz na lepszy moment.
Załóż konto

Do zarobienia,
Piotr Cymcyk

Porcja informacji o rynku prosto na Twoją skrzynkę w każdą niedzielę o 19:00
Idź do oryginalnego materiału