Od szczytu z 6 października indeks Nasdaq 100 spadał w pewnym momencie o ponad 8 proc., schodząc 22 października poniżej 29 000 punktów. W tym samym czasie cena bitcoina spadała o 6 proc., a więc mniej niż Nasdaq 100, choć zwykle zmienność BTC bywała większa niż zmienność popularnego indeksu z USA. Co więcej, w skali trzech miesięcy technologiczny Nasdaq 100 wyrażony w USD ma stopę zwrotu bliską zeru procent, przy jednoczesnej stopie zwrotu z bitcoina wynoszącej +23,6 proc. w tym samym okresie.
Wydawałoby się, iż środowisko zacieśniania polityki monetarnej przez główne banki centralne świata, takie jak Fed, EBC czy Bank Japonii, wysokie rentowności obligacji czy silny dolar, a także zacieśnianie warunków finansowych przez wzrost spreadów kredytowych mogłyby uderzyć w bitcoina z dość dużą siłą. Tymczasem tak się nie dzieje i choćby na tę chwilę ETF-y na BTC charakteryzują się w tym tygodniu napływem netto wynoszącym ponad 430 mln USD, zaś w skali miesiąca odpływ w danych do 22 października wynosi zaledwie -175,6 mln USD, przy wcześniejszych dwóch miesiącach solidnego napływu kapitału: ponad 3,5 mld USD w sierpniu oraz ponad 2,6 mld USD we wrześniu.

Z tej perspektywy notowania bitcoina pozostają relatywnie stabilne zarówno na tle wydarzeń makro, jak i wydarzeń dotyczących samych spółek technologicznych. Być może bitcoin zaczyna przyciągać kapitał, który inwestorzy indywidualni wcześniej skierowali do tych spółek.
Co więcej, mamy październik, czyli jesteśmy rok po szczycie notowań bitcoina z 2025 r. Według osób patrzących na „kalendarz” to właśnie teraz powinien się tworzyć roczny dołek ceny BTC, którego przynajmniej na tę chwilę nie widać. Dołki pojawiły się w lutym oraz w wakacje i być może część spekulantów będzie musiała podjąć decyzję: co teraz? Czy czekać na „cykliczny” dołek, czy stwierdzić, iż dołek już był, i przejść do możliwych zakupów, z którymi czekali do października? Ta psychologiczna rozgrywka może być aktualnie na rynku bitcoina najciekawsza.

1 godzina temu







