Biurokratyczny absurd za 166 tysięcy złotych: Toaleta w szczerym polu.

1 dzień temu

Ta toaleta stanęła w szczerym polu, przypominając zalesiony bunkier, a kiedy zaczęto to sprawdzać, okazało się, iż nikt tam od miesięcy nie zaglądał i klucze leżały gdzieś w gminie mówi Przemysław Staciwa, w wywiadzie dla Kanału Zero.

To jest lektura, która daje do myślenia, ale umówmy się: nie chodzi o to, żeby robić burzę w szklance wody. Chcemy po prostu zmotywować naszych włodarzy – od ministrów po wójtów – żeby każdą publiczną złotówkę oglądali z każdej strony, zanim ją wydadzą. To nie ma być 'karząca ręka’ czy puste wyśmiewanie; to ma być lekcja. Chodzi o to, żeby planowanie inwestycji przestało kuleć i żebyśmy przestali budować 'potworki’, które służą tylko biurokracji, a nie ludziom.

Gmina chciała po prostu wyremontować drogę dla mieszkańców i to jest super, tego nie krytykujemy. Ale biurokracja postawiła twardy wymóg: droga musi prowadzić do jakiegoś 'miejsca użyteczności publicznej’, bo inaczej nie będzie dotacji.
Co zrobili włodarze? Wybrali najtańszy możliwy wariant: toaletę. I tak oto w szczerym polu stanął betonowy obiekt przypominający zalesiony bunkier. Efekt? Wywalono 166 tysięcy złotych, klucze od miesięcy leżą w gminie, nikt tam nie zagląda, a mieszkańcy mają darmowy kabaret. Sam sołtys skwitował to krótko: 'Panie, bez połówki tego nie ogarniesz’. I to jest sedno problemu – system projektuje takie absurdy, iż zmusza lokalne władze do tworzenia architektonicznych żartów tylko po to, żeby zmieścić się w urzędniczych widełkach – dodaje.

Cała rozmowa w Kanale Zero dostępna TUTAJ.

Idź do oryginalnego materiału