Wystarczy spędzić chwilę na dowolnym forum albo czacie tradingowym, żeby trafić na znajomą wymianę zdań. Ktoś wspomina, iż korzysta z analizy technicznej, a w odpowiedzi dostaje wykres z zaznaczonym poziomem i komentarzem: „Patrz, tutaj twój opór został przebity”. Albo w wersji nieco bardziej wyrafinowanej – „nawet jeżeli poziom zadziałał, i tak wycięłoby cię z pozycji, bo zobacz, jaki tu jest knot”. Dla rozmówcy sprawa jest zamknięta – analiza techniczna nie działa.
Tymczasem taka wymiana nie dowodzi niczego, ani na korzyść analizy technicznej, ani przeciwko niej. Pierwszy argument ocenia metodę probabilistyczną na podstawie jednego przypadku. Drugi dotyczy nie samej analizy, ale sposobu zarządzania pozycją. To dwa zupełnie różne zagadnienia, które zostały ze sobą pomylone.
Podobne błędy w tradingu zdarzają się znacznie częściej, niż mogłoby się wydawać. Traderzy mylą skuteczność strategii z wynikiem pojedynczej transakcji, problemy z psychologią z niewłaściwym zarządzaniem ryzykiem, a trafną analizę rynku z dobrze przeprowadzoną transakcją. W efekcie wyciągają błędne wnioski, które mogą prowadzić do niepotrzebnych zmian w strategii i kolejnych strat. Jak rozpoznawać takie pomyłki i prawidłowo oceniać własne decyzje inwestycyjne?
Po co w ogóle się przejmować jakością rozmowy o tradingu?
Można by machnąć ręką i uznać, iż to tylko kwestia nazewnictwa. Przecież wystarczy rozmawiać, a wnioski przyjdą same. Problem w tym, iż rozmowa bez wspólnych definicji nie jest wymianą poglądów, tylko dwoma monologami prowadzonymi obok siebie. Nikt nikogo nie przekona, bo żadna ze stron nie wie nawet, co musiałoby się wydarzyć, żeby ta druga zmieniła zdanie czy w ogóle mogła przemyśleć to co chcemy jej przekazać. Jest to typowa rozmowa “czapki z daszkiem”.
Idąc dalej, nierzadko błędy z nie ustrukturyzowanej rozmowy z innymi, przekładamy do naszego wewnętrznego monologu, analizując własne transakcje. Rynek naturalnie daje bardzo zaszumioną informację zwrotną, przy pojedynczej obserwacji. Na przykład dobra decyzja może zakończyć się stratą, a zła zyskiem, i w pojedynczym przypadku nie sposób odróżnić jednej od drugiej po samym wyniku.
Jeśli nie określisz poprawnie struktury swojego toku myślenia o transakcji i poszczególnych jej częściach, to prawdopodobnie nie uda Ci się dobrze określić przyczyn Twoich błędów. Może okazać się wówczas, iż zmienisz strategię, choć problemem był zły dobór rozmiaru pozycji, albo zaczniesz pracować nad kontrolowaniem emocji, choć w rzeczywistości brakowało ci jasnych reguł wejścia i wyjścia z pozycji.
Problem ten nabiera szczególnego znaczenia w erze social mediów, zwłaszcza dla traderów czy inwestorów na początku swojej drogi, którzy nierzadko sugerują się internetowymi autorytetami. Łatwo znaleźć influencerów rynkowych, którzy z dużą stanowczością mówią o tym co działa, a co nie działa, podczas gdy w rzeczywistości popełniają oni powyższy błąd w myśleniu. W konsekwencji trader, który ma bardzo małe doświadczenie rynkowe i w gruncie rzeczy jeszcze “nie liznął” rynków, wyrabia sobie opinię, która jest zapożyczona, ignorując wiele potencjalnie lukratywnych strategii czy przydatnych narzędzi analizy.
Elementy transakcji w tradingu
Aby uniknąć powyższego, należy dobrze zdefiniować poszczególne elementy tradingu. Tylko w ten sposób można analizować i rozmawiać o tym co działa, a co nie działa.
Horyzont czasowy
Zacząć trzeba od horyzontu, bo od niego zależą wszystkie pozostałe elementy. Ta sama metoda analizy, ten sam stop i ta sama wielkość pozycji znaczą co innego dla kogoś, kto trzyma pozycję kilka minut, kilka godzin, i dla kogoś, kto trzyma ją kilka lat. Spadek o 15% może być dla inwestora długoterminowego zwykłym wahaniem, a dla tradera porażką, której nie powinien był dopuścić.
Stąd bierze się jedna z najczęstszych rozmów obok siebie. Inwestor mówi, iż spółka jest niedowartościowana, trader odpowiada, iż przecież spada, i obaj mają rację, każdy w swoim horyzoncie. To samo dzieje się na wykresach, gdzie opór przebity na interwale 15-minutowym może pozostać nienaruszony na dziennym zamknięciu. Różne horyzonty to także różne kryteria sukcesu. Inwestor ocenia swoje decyzje po latach i na tle całego rynku, trader po serii transakcji i ich średnim wyniku. Krytykowanie jednego podejścia miarami drugiego prowadzi donikąd.
Metoda analizy
Metoda analizy to sposób, w jaki czytasz rynek. Może to być analiza techniczna, fundamentalna, sezonowość czy ich połączenie. Sama w sobie nie mówi jeszcze, kiedy kupić i kiedy sprzedać. Jest raczej językiem, w którym opisujesz to, co widzisz na rynku.
Najczęściej myli się ją z wynikiem pojedynczych transakcji, jak w przykładzie otwierającym ten artykuł. Działa to na zasadzie, iż “Jeśli przeanalizowałem wykres, zająłem pozycję i zamknąłem ją z zyskiem, to znaczy, iż analiza działa. jeżeli nie, to nie działa.”. Tymczasem sposób analizy, i jej skuteczność, nie gwarantuje zarobku. Teoretyczna analiza, a praktyczna egzekucja i zaksięgowanie zysku na rachunku, to dwie, zupełnie różne rzeczy. Przykładowo, można być bardzo dobrym analitykiem technicznym i z wysoką skutecznością przewidywać następne ruchy ceny na wykresie, a jednocześnie bardzo słabym traderem, przez brak umiejętności zawierania transakcji i zarządzania nimi.
Badając skuteczność danej metody analizy warto zadać sobie pytanie, czy wyciągnąłbym ten sam wniosek o danej metodzie, gdyby ta transakcja zakończyła się odwrotnie?
Również częstą pomyłką jest traktowanie metody analizy jak jednego twierdzenia do sprawdzenia. Zdań „analiza techniczna działa” i „analiza techniczna nie działa” nie da się ani potwierdzić, ani obalić, bo pod tą nazwą kryją się setki podejść, jak gra od poziomów, podążanie za trendem, formacje świecowe, średnie kroczące czy oscylatory. Część z nich może mieć przewagę na określonych rynkach i w określonych warunkach, część na innych.
Strategia
Strategia to konkretne reguły zbudowane na metodzie analizy. „Gram od oporów” to jeszcze nie strategia. Strategią jest dopiero zwięzły opis tego jak transakcja będzie wyglądała od początku, do końca. Przykładowo: krótka pozycja przy oporze wyznaczonym w określony sposób na wykresie godzinowym, wejście po świecy odrzucenia, stop powyżej jej szczytu, wyjście przy najbliższym wsparciu. Taką strategię ocenia się wyłącznie na dużej liczbie transakcji. Zapisuje się wyniki wszystkich sygnałów, na danych historycznych albo w dzienniku handlu prowadzonym na bieżąco, i sprawdza, czy średnia transakcja jest na plusie po odjęciu kosztów.
Strategię najczęściej myli się z ostatnimi wynikami. Kilka zyskownych transakcji z rzędu daje poczucie, iż działa, kilka stratnych, iż przestała. Tymczasem przy kilkunastu czy choćby kilkudziesięciu transakcjach przypadek potrafi całkowicie przykryć to, czy dana strategia rzeczywiście generuje przewagę.
Żeby odróżnić normalną serię strat od strategii, która rzeczywiście przestała działać, warto porównać bieżące obsunięcie z historią. jeżeli mieści się w zakresie, który strategia już przechodziła, to najpewniej zwykła zmienność. Powód do przeglądu pojawia się, gdy wyniki wyraźnie wychodzą poza ten zakres albo gdy zmienił się charakter rynku, na przykład silny trend przeszedł w długą konsolidację. Nawet wtedy nie oznacza to, iż przewagi nigdy nie było, tylko iż działa ona w określonych warunkach.
Warto także podkreślić, aby nie mylić skuteczności z opłacalnością. „Wygrywam 7 transakcji na 10” nic nie znaczy bez informacji, ile wynosi średni zysk, a ile średnia strata. Strategia, która trafia w 35% przypadków, ale zarabia średnio 3 razy więcej, niż traci, daje na stu transakcjach zysk równy 40 jednostkom ryzyka. Strategia trafiająca w 70%, w której jedna strata zjada zysk z trzech wygranych, na tej samej próbie traci 20 jednostek. Warto więc zadać sobie pytanie na ilu transakcjach opieram ocenę i czy patrzę na średni wynik, czy tylko na odsetek trafień.
Egzekucja
Egzekucja to sposób, w jaki konkretna transakcja została przeprowadzona. Określa ona m.in. czy wejście nastąpiło tam, gdzie zakładał plan, czy stop stał w sensownym miejscu, czy zlecenie zrealizowało się po oczekiwanej cenie.
Najczęściej myli się ją jednak z trafnością analizy. To drugi argument z przykładu otwierającego: „i tak wycięłoby cię knotem”. jeżeli cena na chwilę przekroczyła poziom, zrealizowała stop, a potem zawróciła i poszła zgodnie z analizą, to analiza była trafna. Zawiodło miejsce stop lossa, który stał prawdopodobnie tuż za oczywistym poziomem, czyli tam, gdzie zlecenia obronne trzyma wielu uczestników rynku i gdzie cena często zagląda, zanim zawróci.
Przykładowe “wycięcie stopów” na rynku BTC. Źródło: tradingview.comPodobnie jest z popularnym „miałem rację, tylko za wcześnie”. Trafny kierunek bez odpowiedniego momentu wejścia nie daje zysku, bo rachunek odnotowuje zrealizowaną stratę, a nie trafność poglądu. Prognoza mówi, co prawdopodobnie zrobi rynek. Transakcja musi jeszcze określić, gdzie wejść, gdzie przyznać się do błędu i ile ryzykować. Tutaj istotne jest, aby określić, czy rynek ostatecznie zrobił to, co zakładała analiza. jeżeli tak, a transakcja zakończyła się stratą, problem leży właśnie w egzekucji, a nie w samej zasadności danego sposobu analizy rynku.
Zarządzanie ryzykiem
Zarządzanie ryzykiem to przede wszystkim wielkość pozycji. Nie decyduje o tym, czy transakcja zarobi, tylko o tym, ile zarobi lub straci, w zależności od scenariusza, oraz o tym, czy seria strat, która każdej strategii prędzej czy później się przydarzy, nie wyrządzi w rachunku szkód niemożliwych do odrobienia. Liczy się przy tym nie tylko pojedyncza pozycja, ale też łączna ekspozycja. Pięć pozycji w spółkach z tego samego sektora to w praktyce jedna duża pozycja, choćby jeżeli ryzyko każdej z osobna policzono przy zawarciu indywidualnych transakcji.
Ten element jest szczególnie mocno związany z psychologią tradingu. Trader zauważa, iż nerwowo wpatruje się w wykres, przesuwa stopy i zamyka pozycje przy pierwszym ruchu przeciwko jego pozycji, więc uznaje, iż ma problem z emocjami.
Oceniając ten aspekt tradingu warto zadać sobie pytanie, czy zareagowałbym tak samo, gdyby ta pozycja była istotnie mniejsza?
Inna sprawa z tej samej kategorii dotyczy ustawiania stopa według kwoty, którą jest się gotowym stracić, zamiast według miejsca, w którym pomysł na transakcję traci sens. Najpierw wyznacza się poziom, przy którym chcemy zawrzeć transakcję, później poziom, przy którym teza inwestycyjna traci sens, a potem dobiera wielkość pozycji tak, żeby strata przy stopie mieściła się w założonym ryzyku.
Psychologia
Psychologia to w tym ujęciu zdolność do trzymania się własnych reguł. Emocje odczuwa każdy aktywny uczestnik rynku. Pytanie nie brzmi, czy się pojawiły, tylko czy wpłynęły na decyzje.
Poza myleniem jej z wielkością pozycji, pod hasłem „to przez emocje” kryją się jeszcze dwie sytuacje. Pierwsza to brak reguł. jeżeli plan nie przewidywał danej okoliczności, na przykład luki cenowej na otwarciu albo publikacji ważnych danych w trakcie trzymania pozycji, to decyzja i tak musiała zapaść, tylko iż pod wpływem chwili (w ramach zarządzania otwartą pozycją). Wygląda to wówczas na emocjonalną reakcję, szczególnie jeżeli w wyniku owych zmian straciliśmy pieniądze. Tak się czasem jednak dzieje, i nie koniecznie jest to kwestia braku samokontroli emocjonalnej, tylko chociażby kwestia tego, iż nie zabezpieczyliśmy się na wypadek zdarzeń, których nie sposób przewidzieć. Czasem też zwyczajnie brak nam doświadczenia i zamiast czytać kolejną książkę o psychologii inwestowania, może wystarczy opisać całe zajście w dzienniku handlu, wyciągnąć wnioski, i gdy następnym razem przyjdzie nam się zmierzyć z podobną sytuacją, będziemy w stanie już lepiej zareagować.
Inna sprawa o ile to plan jest zły. Trader zrobił dokładnie to, co zakładał, a mimo to wynik jest słaby, bo słaba jest któraś z reguł. Dyscyplina była wtedy bez zarzutu, a zmienić trzeba strategię.
Wynik transakcji
Osobno trzeba wymienić wynik pojedynczej transakcji, choć trochę już ten temat omówiliśmy. Nie jest to element, którym się zarządza, tylko efekt działania wszystkich pozostałych, do którego dochodzą jeszcze warunki rynkowe i zwykły przypadek. Właśnie dlatego jest najczęściej nadinterpretowany i właśnie on stoi za większością opisanych wyżej pomyłek. Z jednego wyniku wyciąga się wnioski o danym elemencie, którego ten wynik w ogóle nie dotyczy.
Wpływ poszczególnych elementów tradingu na siebie wzajemnie
Zbyt duża pozycja utrudnia trzymanie się planu, słaba egzekucja obniża wyniki choćby dobrej transakcji i strategii, a im krótszy horyzont, tym większą część przewagi zjadają koszty. Granice między elementami bywają więc nieostre, a jeden problem potrafi dawać objawy w kilku miejscach naraz.
Właśnie dlatego tak łatwo pomylić przyczynę z objawem, co dobrze widać w omówionych powyżej przykładach. Nerwowość wygląda na problem z emocjami, a wynika z wielkości pozycji. Seria strat wygląda na słabą strategię, a wynika ze złego umiejscowienia stopa.
Rozdzielanie elementów ma przy tym sens tylko wtedy, gdy prowadzi do innego działania. Ostatecznie nie chodzi przecież nikomu o budowanie słownika tradingowego, tylko o to, żeby po stratnej serii albo w trakcie dyskusji z innym traderem wiedzieć (lub prowadząc rozmowę z samym sobą rozważając nad tradingiem), o czym adekwatnie mowa i co ewentualnie trzeba zmienić.
Jak rozmawiać o tradingu, żeby taka rozmowa była owocna?
Z powyższego wynika dość prosta zasada – zanim zacznie się spór, trzeba ustalić, którego elementu on dotyczy. Czy rozmawiamy o tym, czy dana metoda analizy ma sens, czy konkretna strategia zarabia, jak została przeprowadzona jedna transakcja, czy ile na niej ryzykowano? Każda z tych rozmów wymaga innych argumentów. O metodzie i strategii nie da się rozmawiać na pojedynczych wykresach, o egzekucji można rozmawiać właśnie na nich, a o psychologii tylko wtedy, gdy istniał plan, od którego dało się odstąpić.
Wracając do przykładu z analizą techniczną (przyjęliśmy przykład z naszego doświadczenia, ale w gruncie rzeczy mógłby on dotyczyć również analizy fundamentalnej czy jakiejkolwiek innej), uczciwie trzeba przyznać, iż problem nie dotyczy wyłącznie sceptyków. Zwolennicy analizy technicznej równie często pokazują wykresy, na których wszystko zadziałało, a gdy poziom zostaje przebity, dopisują po fakcie, iż było to fałszywe wybicie albo iż liczył się inny poziom. Metodę, której da się bronić w każdej sytuacji, trudno w ogóle sprawdzić. Obie strony argumentują wtedy anegdotami, tylko wybierają inne przykłady.
W ogóle w dyskusji o tradingu (czy w gruncie rzeczy o czymkolwiek) warto zadać rozmówcy i sobie pytanie co musiałoby się wydarzyć, żebyśmy zmienili zdanie na jakiś temat. jeżeli odpowiedź brzmi „nic”, dalsza rozmowa będzie raczej wymianą przekonań niż argumentów.
Błędy w tradingu: Podsumowanie
Horyzont czasowy, metoda analizy, strategia, egzekucja, zarządzanie ryzykiem i psychologia tradingu wpływają na siebie nawzajem i razem składają się na wynik każdej transakcji. Mimo to są różnymi “częściami składowymi” tradingu i ocenia się je na różnych danych
Większość jałowych sporów o trading, a także wiele błędnych wniosków wyciąganych z własnych wyników, bierze się z ich mieszania. Najlepszą odpowiedzią na „patrz, tutaj nie zadziałało” nie jest więc wykres, na którym “zadziałało”, tylko pytanie, o którym elemencie tradingu adekwatnie rozmawiamy. To samo pytanie warto zadać sobie po każdej stratnej serii, zanim zacznie się cokolwiek zmieniać w swoim sposobie gry.

5 godzin temu







