Bój Trumpa z Kongresem i Sądem Najwyższym o cła dopiero się zaczyna

4 godzin temu

Prezydent Donald Trump zapowiedział podniesienie globalnej taryfy celnej do 15%, dzień wcześniej stwierdzając, iż będzie ona wynosiła 10%. Jest to kolejny ruch prezydenta USA w wojnie z Sądem Najwyższym i zarazem kolejna próba zdobycia całkowitej kontroli nad Kongresem, który coraz głośniej zaczyna wyrażać swój sprzeciw wobec takiej polityki gospodarczej.

Zapowiedzi podniesienia ceł globalnych z 10% do 15% wywołało spore zamieszanie na giełdzie i spadek praktycznie wszystkich indeksów mimo dobrych wyników sesji.

„Ja, jako prezydent Stanów Zjednoczonych Ameryki, ze skutkiem natychmiastowym podniosę 10% taryfę celną na kraje, z których wiele od dziesięcioleci „okradało” Stany Zjednoczone bezkarnie (dopóki się nie pojawiłem!), do w pełni dozwolonego i prawnie przetestowanego poziomu 15%” – napisał Trump w sobotę w mediach społecznościowych. Jak dodał spodziewa się, iż nowa stawka bazowa wejdzie w życie „za trzy dni”.

Prezydent USA wyraźnie spieszy się z realizacją swojej agendy gospodarczej po tym, jak Sąd Najwyższy orzekł, iż nie ma on prawa do stosowania regulacji o uprawnieniach nadzwyczajnych do nakładania tzw. wzajemnych taryf celnych na całym świecie i wykorzystywaniu podatków jako środka do szantażowania państw, które sprzeciwiają się jego polityce. Kilka godzin po tym orzeczeniu Trump początkowo nałożył 10% globalne cło na wszystkie towary pochodzące poza USA. Stwierdził też, iż cła są najważniejsze dla „utrzymania potęgi Ameryki” i bezpieczeństwa narodowego. Stwierdził też, iż „wszystko, co dziś powiedziałem jest gwarantem pewności”, ale już po 24 godzinach zmienił zdanie, zauważając, iż 10% jest zbyt mało i powiększył cła do 15%.

Jak dodał, zleci przeprowadzenie szeregu dochodzeń handlowych, które powinny pozwolić mu na wprowadzenie bardziej stałych ceł o różnej wysokości.

Stało się to już po pełnej buntu i niemalże wściekłości konferencji prasowej w Białym Domu po ogłoszeniu decyzji Sądu Najwyższego, kiedy Trump stwierdził, iż cła mają być teraz stałym elementem amerykańskiej polityki gospodarczej, bo jego system celny oznacza wielkie inwestycje w USA i zapobiega „konfliktom na świecie”. Jednocześnie określił wyrok jako „głęboko rozczarowujący” i „absurdalny”, dodając, iż jest mu „absolutnie wstyd” za sześciu sędziów Sądu Najwyższego, którzy wydali wyroki przeciwko niemu, „bo nie mieli odwagi zrobić tego, co słuszne dla naszego kraju”.

„Oni po prostu zachowują się jak głupcy i pieski na usługach RINO i radykalnie lewicowych Demokratów. Są bardzo niepatriotyczni i nielojalni wobec naszej Konstytucji” – powiedział Trump o większości w Sądzie Najwyższym mówiąc o sędziach i kongresmanach, iż są „republikanami tylko z nazwy”. Obiecał też ominąć Kongres i samodzielnie wprowadzić nowe cła zgodnie z obowiązującym prawem. Co ciekawe, mimo obietnic nowych paktów handlowych i ceł przyznał, iż jego pozycja jako samodzielnie regulującego gospodarkę została osłabiona.

„Sąd Najwyższy nie uchylił ceł, jedynie uchylił konkretne zastosowanie ceł IEEPA. Teraz pójdę w innym kierunku, prawdopodobnie w kierunku, w którym powinienem był pójść za pierwszym razem” – powiedział Trump na konferencji prasowej odnosząc się do przepisów nadzwyczajnych, które Sąd Najwyższy uznał za nielegalne. Jak dodał, w tej chwili będzie dążył do nakładania ceł bazowych na podstawie art. 122 ustawy o handlu z 1974 r., który przyznaje prezydentowi jednostronne prawo do nakładania ceł. Ale ten artykuł nakłada 150-dniowy limit na okres obowiązywania ceł.

Jeszcze przed orzeczeniem Sądu Najwyższego, w trakcie przemówienia w firmie stalowej Coosa Steel z Georgii, prezydent użył słowa „cło” 28 razy. Zarząd firmy przy tym przyznał, iż ​​cła importowe zwiększają konkurencyjność jej produktów w porównaniu z towarami z Chin.

„Bez ceł ten kraj miałby teraz ogromne kłopoty. Muszę czekać na tę decyzję. Czekałem wiecznie, wiecznie, a sformułowanie jasno wskazuje, iż jako prezydent mam do tego prawo. Mam prawo nakładać cła ze względów bezpieczeństwa narodowego, na kraje, które oszukują nas od lat” – powiedział Trump.

Trump nazywający cła swoim „ulubionym słowem w słowniku” stwierdził, iż są one podstawą ekonomii i zauważył, iż to właśnie ich podniesienie spowodowało, iż fabryki zaczęły być przenoszone z zagranicy przynosząc ze sobą miejsca pracy. Ostrzegł jednocześnie, iż zniesienie ceł może pogrążyć Stany Zjednoczone w głębokiej recesji.

Nieoficjalnie podczas spotkania z kilkoma gubernatorami z Partii Republikańskiej miał tego samego dnia powiedzieć, iż „trzeba coś zrobić z tymi sądami”. Stwierdził też, iż nie trzeba się martwić tym czy administracja musi zwrócić miliardy dolarów z tytułu ceł, które już zapłaciły inne kraje, bo „spory w sądach będą trwały lata i skończą się na niczym”, ponieważ „wszyscy chcą handlować ze Stanami Zjednoczonymi”.

Tymczasem polityka celna obecnej administracji staje się coraz bardziej niepopularna wśród wyborców. Według sondażu AP-NORC ze stycznia około 6 na 10 Amerykanów uważa, iż ​​Trump posunął się za daleko nakładając nowe cła na inne kraje. Co gorsza, Trump obiecał przecież niższe ceny dla Amerykanów w czasie swojej kampanii wyborczej, tymczasem jeszcze wiosną ubiegłego roku 76% ankietowanych stwierdziło, iż polityka celna Trumpa zwiększa koszty dóbr konsumpcyjnych w USA. w tej chwili ten procent może być jeszcze wyższy.

Polityki celnej nie bardzo chcą też bronić kongresmeni, choćby z GOP, bo w istocie sprowadza się ona do podwyżek podatków dla amerykańskiego społeczeństwa i przedsiębiorstw. Stała grupa niechętnych tej polityce senatorów liczy 6 osób, ale naprawdę sygnałem alarmowym dla tej ekipy stało się, iż w ciągu miesiąca sześciu republikanów z Izby Reprezentantów przyłączyło się do Demokratów, aby zagłosować za rezolucją przeciwko cłom Trumpa na Kanadę. Według francuskich analityków zapytywanych przez agencję AFP, Trump liczy na to, iż większość jego oponentów odejdzie, tj. nie będzie już się starać o reelekcję. Podobnie uważa polski specjalista prawa konstytucyjnego USA Rafał Michalski. Jednak nie jest wcale pewne czy na ich miejsce wejdą do Kongresu „betonowi” zwolennicy trumpizmu, bo tylko takich w tej chwili prezydentowi potrzeba.

Obecnie zaś senator stanu Kentucky, Mitch McConnell, „stary” Republikanin, nie dość, iż pochwalił Sąd Najwyższy to jeszcze określił twierdzenie Trumpa, iż ​​może on ominąć Kongres w celu wprowadzenia ceł, jako „nielegalne”.

„Rola Kongresu w polityce handlowej, jak wielokrotnie ostrzegałem, nie jest niedogodnością, której należy unikać. jeżeli władza wykonawcza chce uchwalić politykę handlową, która ma wpływ na amerykańskich producentów i konsumentów, droga do tego jest jasna: przekonać ich przedstawicieli na mocy Artykułu 1 Konstytucji” – powiedział były czołowy republikanin w Senacie.

Z kolei były wiceprezydent Mike Pence, który sprawował urząd w czasie pierwszej kadencji Trumpa, nazwał wyrok Sądu zwycięstwem zapisanego w Konstytucji podziału władzy i wolnego handlu.

„Amerykańskie rodziny i amerykańskie firmy płacą amerykańskie cła, a nie cła zagraniczne. Dzięki tej decyzji amerykańskie rodziny i firmy mogą odetchnąć z ulgą” – napisał Pence w mediach społecznościowych.

Demokraci oczywiście nie byli tak oszczędni w słowach. Demokratka z Waszyngtonu, kongresmenka Suzan DelBene, stwierdziła, iż ​​Trump „nie jest królem”, a jego „cła zawsze były nielegalne”.

„Republikanie w Kongresie mogliby z łatwością zakończyć ten kryzys gospodarczy stając w obronie swoich społeczności. Zamiast tego postanowili ugiąć kolana przed Trumpem, podczas gdy rodziny, małe firmy i rolnicy cierpieli z powodu wyższych cen” – powiedziała DelBene, przewodnicząca Demokratycznego Komitetu Kampanii Kongresowej.

W zasadzie wszyscy krytycy Trumpa mogą teraz twierdzić, iż złamał on prawo, a w rezultacie ucierpiały rodziny z klasy średniej. Jednak prezydent nadal, mimo dowodów, iż cła płacą ostatecznie Amerykanie, twierdzi, iż rządy zagraniczne będą je płacić a dochody wystarczą na spłatę długu publicznego i wypłatę dywidendy podatnikom. Rzeczywistość wygląda w tej chwili tak, iż badania zamówione przez jeden z największych amerykańskich banków wykazały, iż cła płacone przez średniej wielkości amerykańskie firmy potroiły się w ciągu ostatniego roku. Oznacza to, iż firmy zatrudniające łącznie 48 mln osób w USA, czyli małe i średnie przedsiębiorstwa, które Trump w czasie swojej kampanii obiecał wspierać, muszą znaleźć sposoby na pokrycie nowych kosztów przerzucając je na klientów w postaci wyższych cen, zatrudniania mniejszej liczby pracowników lub akceptowania niższych zysków.

Nałożone przez Trumpa cła, według Biura Budżetowego Kongresu USA miały wygenerować 3 bln dolarów dochodu w ciągu 10 lat. Pytanie, ile z nich zostanie i ile, kiedy i jakie sumy z nich trzeba będzie po orzeczeniu Sądu Najwyższego zwracać.

Idź do oryginalnego materiału