Komisja Europejska, pod przewodnictwem nowej wiceprzewodniczącej wykonawczej Henny Virkkunen, przedstawiła we wtorek projekt nowelizacji ustawy o cyberbezpieczeństwie, który zamienia dotychczasową dobrowolność w twarde wymogi prawne. Dla europejskiego biznesu telekomunikacyjnego i technologicznego oznacza to początek kosztownego wyścigu z czasem. Głównym celem nowych regulacji – choć w dokumencie nie pada żadna nazwa – są chińscy giganci technologiczni, tacy jak Huawei i ZTE.
Bruksela proponuje radykalne poszerzenie definicji infrastruktury krytycznej. Nowe ramy obejmą aż osiemnaście kluczowych obszarów, wykraczając daleko poza samą telekomunikację. Na liście znalazły się między innymi systemy zarządzania energią, infrastrukturą wodną, chmurą obliczeniową, a także sektory wrażliwe, jak urządzenia medyczne, drony czy technologie kosmiczne. Mechanizm działania jest bezwzględny: jeżeli po formalnej ocenie ryzyka, zainicjowanej przez Komisję lub co najmniej trzy państwa członkowskie, dany dostawca zostanie uznany za podmiot „wysokiego ryzyka”, operatorzy telefonii komórkowej otrzymają 36 miesięcy na całkowite usunięcie jego kluczowych komponentów ze swoich sieci.
Dla branży telekomunikacyjnej to sygnał alarmowy. Stowarzyszenie Connect Europe, reprezentujące największych operatorów na kontynencie, już ostrzega przed miliardowymi kosztami dostosowania się do nowych wymogów, które mogą spowolnić inwestycje w nowoczesne sieci. Unijni urzędnicy argumentują jednak, iż cena „suwerenności technologicznej” jest konieczna do zapłacenia w obliczu rosnącej liczby ataków ransomware i zagrożeń szpiegowskich. Europa wyraźnie koryguje swój kurs, zbliżając się do stanowiska Stanów Zjednoczonych, które już w 2022 roku zablokowały możliwość zatwierdzania nowego sprzętu od Huawei i ZTE.
Reakcja Pekinu była natychmiastowa. Rzecznik chińskiego MSZ wezwał UE do porzucenia ścieżki protekcjonizmu, a Huawei w ostrym oświadczeniu zarzucił Komisji naruszanie zasad Światowej Organizacji Handlu (WTO). Chiński koncern podkreśla, iż ocena dostawców powinna opierać się na twardych dowodach technicznych, a nie na kraju pochodzenia. Mimo tych protestów, polityczny klimat w Europie gęstnieje. Niemcy, dotąd powściągliwe, powołały już komisję ekspertów do rewizji relacji handlowych z Chinami i wykluczyły chińskie komponenty z przyszłych sieci 6G.
Przed wejściem w życie, projekt musi przejść przez negocjacje z rządami krajowymi i Parlamentem Europejskim. Biorąc jednak pod uwagę obecną atmosferę geopolityczną, europejski biznes powinien już teraz przygotowywać scenariusze dywersyfikacji swoich łańcuchów dostaw, nie czekając na ostateczny podpis pod ustawą.

2 godzin temu









