Cena miedzi spada. Wyprzedaż spółek AI odbiera rynkowi apetyt na ryzyko

2 godzin temu

Miedź tanieje razem z resztą metali przemysłowych. W czwartek 22 października 2026 r. inwestorzy wyprzedają spółki związane ze sztuczną inteligencją, a to akurat jeden z głównych powodów tegorocznej hossy na czerwonym metalu. Do tego dochodzi coraz większa niepewność co do amerykańskich ceł, które przez wiele miesięcy podtrzymywały ceny.

Ile kosztuje miedź po czwartkowej przecenie

Na Londyńskiej Giełdzie Metali (LME) trzymiesięczne kontrakty na miedź traciły w czwartek do 0,7 proc. i zeszły do 14 260 USD za tonę. Według Bloomberga miedź staniała przez wyprzedaż spółek związanych z AI. Akcje w Azji poszły w dół, bo wyniki największych firm technologicznych nie przekonały rynku, iż boom na sztuczną inteligencję jest trwały. Miedź korzystała z tego trendu, bo trafia w dużych ilościach do centrów danych i infrastruktury energetycznej.

W Nowym Jorku spadki były wyraźniejsze. Według Trading Economics funt miedzi kosztował w czwartek 6,44 USD, o 1,53 proc. mniej niż dzień wcześniej. Przez ostatni miesiąc metal stracił około 3,5 proc., ale wciąż jest o ponad 27 proc. droższy niż rok temu. Rekord wszech czasów w notowaniach CFD na kontraktach Comex padł we wrześniu na poziomie 6,85 USD za funt. Ostatnie oficjalne zamknięcie trzymiesięcznego kontraktu na LME z 21 października wyniosło 14 356 USD, czyli 0,45 proc. mniej niż sesję wcześniej.

To raczej korekta po rekordach niż załamanie. Gotówkowa miedź na LME ustanowiła rekord 14 822 USD za tonę 12 października. Kilka tygodni wcześniej benchmark zbliżył się do 15 000 USD.

Meta i Tesla nie uspokoiły Wall Street

Bezpośrednią przyczyną czwartkowego spadku były nastroje na rynku akcji. Bloomberg pisze, iż kontrakty na Nasdaq 100 traciły 1,3 proc., a na S&P 500 0,7 proc. Wyniki Tesli i Mety były niejednoznaczne i podważyły wiarę w niedawne odbicie spółek AI. Jednocześnie chińskie akcje zbliżyły się do bessy, a napięcia na Bliskim Wschodzie podbiły ceny ropy.

Same raporty nie były słabe, ale rynek skupił się na innych liczbach. Meta miała w III kwartale 64,6 mld USD przychodów, o 26 proc. więcej niż rok wcześniej, i lepszą od oczekiwań prognozę na IV kwartał. Zawęziła też widełki tegorocznych nakładów inwestycyjnych do 135-145 mld USD i ogłosiła emisję nowej klasy akcji C bez prawa głosu. Spółka tłumaczy, iż chodzi o możliwość finansowania dalszego wzrostu. Dla części inwestorów to sygnał, iż wydatki na AI mogą wymagać nowych źródeł finansowania. Reuters zauważa, iż właśnie ten plan na nowo zwrócił uwagę na skalę inwestycji w sztuczną inteligencję.

Tesla pokazała przychody na poziomie oczekiwań (28,05 mld USD) i skorygowany zysk na akcję 0,48 USD wobec prognozowanych 0,45 USD. Zysk operacyjny spadł jednak o 56 proc. rok do roku, do 718 mln USD, bo wydatki na AI i robota Optimus rosły szybciej niż zysk brutto. Koszty badań i rozwoju wzrosły o 69 proc.

Kyle Rodda z Capital.com tak opisał nastroje w Azji:

„Na rynku jest teraz dużo szumu, a inwestorzy wciąż trawią poranne wyniki. Jesteśmy dopiero na początku najważniejszej części sezonu wyników, a do tego dochodzi niepewność związana z decyzją Fed, ryzykiem geopolitycznym i wyborami połówkowymi w USA”.

Ostrożność widać było na całym rynku. Indeks MSCI dla Azji i Pacyfiku bez Japonii zmierzał do czwartego z rzędu tygodnia spadków, koreańskie akcje traciły ponad 1 proc., a Brent kosztował ponad 110 USD za baryłkę, blisko pięciomiesięcznego szczytu.

Dlaczego miedź tak mocno reaguje na nastroje wokół AI

Przez ostatnie dwa lata miedź stała się w praktyce aktywem powiązanym ze sztuczną inteligencją. Każde nowe centrum danych potrzebuje kabli, transformatorów, systemów chłodzenia i przyłączy do sieci, a nowe moce wytwórcze wymagają rozbudowy sieci przesyłowych. Według FactSet cztery największe firmy chmurowe, czyli Alphabet, Microsoft, Amazon i Meta, zapowiedziały na ten rok łącznie około 730 mld USD nakładów inwestycyjnych. W 2027 r. kwota ta ma się zbliżyć do biliona dolarów.

Działa to jednak w obie strony. Gdy inwestorzy wierzą w AI, miedź zyskuje na tej samej narracji co producenci chipów. Gdy pojawiają się pytania o zwrot z tych inwestycji, metal traci razem z technologią, mimo iż fizyczny popyt nie zmienia się z dnia na dzień. Tak było także 13 października, kiedy według AEGIS Hedging miedź i aluminium potaniały, bo inwestorzy obawiali się przegrzania metalochłonnych wydatków na AI.

Dla rynku najbliższe dni będą ważne. Alphabet i Microsoft opublikują wyniki w przyszłą środę, a Amazon w czwartek. jeżeli zapowiedzi wydatków na infrastrukturę się utrzymają, czwartkowa przecena może się okazać chwilowa. jeżeli nie, presja na metale przemysłowe raczej się utrzyma.

Cła Trumpa, czyli główne źródło niepewności

AI nie jest jedynym czynnikiem. Hossę na miedzi w dużej mierze napędzała polityka handlowa Waszyngtonu. Od kiedy administracja Donalda Trumpa wszczęła postępowanie z sekcji 232 w sprawie importu rafinowanej miedzi, traderzy przewozili metal do USA przed ewentualnym cłem. Kontrakty Comex przez długi czas były droższe od londyńskiego benchmarku, a zapasy poza Stanami gwałtownie się kurczyły.

Teraz ten mechanizm słabnie. Bloomberg pisze, iż byki na rynku miedzi coraz bardziej obawiają się, iż ceny mogą się załamać, jeżeli prezydent nie wprowadzi zapowiadanych ceł. Rynek coraz częściej zakłada, iż administracja odłoży plany celne przed wyborami połówkowymi 3 listopada, biorąc pod uwagę napiętą podaż i uporczywą inflację. To nie są tylko domysły. 9 września Comex ustanowił rekordowe zamknięcie na poziomie 6,89 USD za funt, a dzień później informacja o zastoju w pracach nad cłami obniżyła cenę o ponad 5 proc.

W USA zgromadzono już według różnych szacunków od 1,5 do 2 mln ton miedzi. Na samym Comeksie zapasy przekroczyły w połowie października 713 tys. ton, podczas gdy na LME wynosiły około 229,7 tys. ton. Analitycy Macquarie określają sytuację jako „wielki hazard miedziowy” i piszą:

„Ceny oderwały się od fundamentów i mogą równie dobrze wzrosnąć, jak i spaść, w zależności od wyniku postępowania z sekcji 232″.

Macquarie ocenia, iż decyzja przeciwko cłom oznaczałaby najpewniej załamanie cen na CME, które pociągnęłoby za sobą LME. Nadwyżkowy metal z USA wróciłby wtedy do magazynów giełdy londyńskiej. Gdyby natomiast cło ogłoszono z kilkutygodniowym wyprzedzeniem, do Ameryki trafiłaby ostatnia fala dostaw, a reszta świata zostałaby z bardzo napiętym rynkiem.

Skutki są już widoczne w Europie. Aurubis, największy producent miedzi na kontynencie, zaoferował klientom rekordową premię 347 USD za tonę na dostawy w 2027 r., o 10 proc. wyższą niż w tym roku. Rzecznik spółki powiedział Bloombergowi:

„Wiele materiału przeniesiono do USA, przez co magazyny są w dużej mierze puste”.

Podaż: mniej strajków, ale przez cały czas kłopoty w kopalniach

Po stronie podaży część ryzyka zniknęła w ostatnich dniach z wycen. BHP porozumiało się ze związkiem nadzoru w Escondidzie, największej kopalni miedzi na świecie. Za ofertą zagłosowało 64 proc. członków związku, a nowa umowa obowiązuje 36 miesięcy. Według Reutersa groźba przestoju w Escondidzie wraz z niskimi zapasami na LME podsycała wcześniej obawy o podaż.

Problemy w kopalniach nie zniknęły. W należącej do Antofagasty kopalni Centinela związkowcy dopiero wrócili do rozmów po tygodniowym przestoju. Odkrywka w kopalni El Teniente, należącej do Codelco, pozostaje zamknięta po śmiertelnym osuwisku. Ograniczenia dotyczą też indonezyjskiej kopalni Grasberg i kongijskiej Kamoa-Kakula, które mierzą się ze skutkami incydentów z 2025 r.

ICSG widzi nadwyżkę, banki są podzielone

Dla zwolenników tezy o strukturalnym deficycie miedzi istotne są najnowsze dane Międzynarodowej Grupy Badań nad Miedzią (ICSG). Po spotkaniu w Lizbonie ICSG podniosła prognozę nadwyżki rafinowanej miedzi na 2026 r. do 104 tys. ton i podtrzymała 368 tys. ton na 2027 r. Produkcja kopalniana ma w tym roku wzrosnąć tylko o 1,3 proc., ale w 2027 r. już o 3,1 proc. Popyt na rafinowaną miedź ma rosnąć wolniej, o 1,5 proc. w tym roku i 2,5 proc. w przyszłym. Chiny odpowiadają za 59 proc. światowej konsumpcji.

ICSG zastrzega, iż jej szacunki chińskiego popytu nie uwzględniają zmian w niezgłoszonych zapasach agencji państwowych, producentów i traderów, a te mogą istotnie zmienić bilans. To ważne zastrzeżenie, bo od niego zależy, czy nadwyżka jest realna.

Banki inwestycyjne różnią się w ocenach bardziej niż zwykle. Macquarie spodziewa się w 2027 r. średniej ceny 12 750 USD za tonę i nadwyżek przekraczających średnio 700 tys. ton rocznie. BMO Capital Markets uważa, iż zapasy nie rosną, tylko zmieniają lokalizację: Chiny uszczupliły swoje rezerwy, a USA budowały własne. Bank podniósł długoterminową prognozę do 16 000 USD za tonę w ujęciu realnym, a na 2027 r. zakłada 14 675 USD. Najdalej idzie Deutsche Bank. Daniel Ghali, szef badań nad metalami, widzi w II kwartale 2027 r. możliwość wzrostu do 10 USD za funt, czyli około 22 050 USD za tonę. Argumentuje, iż Chiny i USA mogą do końca roku kontrolować 71 proc. światowych zapasów.

Między prognozą Macquarie a prognozą Deutsche Banku na przyszły rok jest różnica rzędu 9 tys. USD na tonie, co dobrze pokazuje, jak niepewny jest ten rynek. Sami analitycy Macquarie przyznają, iż miedź jest na ich liście preferowanych surowców, ale określają ten wybór jako „bardzo binarny”.

Co to oznacza dla KGHM

Na GPW wahania cen miedzi przekładają się przede wszystkim na kurs KGHM, który przez cały 2026 r. był bardzo zmienny. Już w lutym analitycy kilku domów maklerskich, z Citi na czele, ostrzegali, iż wycena akcji KGHM zakłada ceny miedzi wyraźnie wyższe od rynkowych. Rynek analityczny pozostaje podzielony, a szczegółowe argumenty obu stron opisaliśmy w tekście o tym, czy warto kupić akcje KGHM.

Tegoroczne zwyżki globalnych producentów pokazują, jak mocno rynek postawił na miedź. Southern Copper zyskał od początku roku ponad 44 proc., Glencore prawie 39 proc., BHP 38 proc., a Freeport-McMoRan ponad 37 proc. Według RBC Capital Markets wyceny północnoamerykańskich producentów zakładają jednak cenę miedzi około 5 USD za funt, czyli wyraźnie poniżej obecnych notowań. jeżeli rynek zacznie wyceniać rezygnację z ceł, gwałtownie okaże się, czy ta różnica jest dla spółek zabezpieczeniem, czy tylko złudzeniem.

Najbliższe tygodnie: trzy rzeczy do obserwowania

Krótkoterminowy kierunek ceny miedzi zależy od trzech czynników. Pierwszy to wyniki Alphabetu, Microsoftu i Amazona w przyszłym tygodniu, które pokażą, czy wydatki na infrastrukturę AI utrzymują tempo. Drugi to decyzja Fedu pod koniec października i rentowności amerykańskich obligacji, które w przypadku dziesięciolatek przekraczają 5,1 proc. Trzeci, prawdopodobnie najważniejszy, to wybory połówkowe 3 listopada i to, czy Biały Dom zdecyduje się na cło na rafinowaną miedź. BMO nie spodziewa się decyzji przed wyborami i uważa, iż miedź może do tego czasu „złapać oddech”.

Czwartkowa przecena nie przekreśla długoterminowych argumentów za miedzią, takich jak elektryfikacja, sieci energetyczne, centra danych czy ograniczona podaż z nowych kopalń. Pokazuje natomiast, iż przy cenach powyżej 14 tys. USD za tonę rynek jest dużo bardziej wrażliwy na nastroje wokół AI i na decyzje polityczne.

Idź do oryginalnego materiału