Ceniony geopolityk o Ukrainie i Iranie. Mówi, ile jeszcze potrwają wojny

1 godzina temu

Ile jeszcze potrwają wojny w Ukrainie i na Bliskim Wschodzie? Czy Chiny zaatakują Tajwan? Czy powinniśmy spodziewać się nowego kryzysu finansowego? W rozmowie z Onet.pl m.in. na te pytania odpowiada Marcie Roels doświadczony geopolityk Bruno Maçães, autor wydanej przez Wydawnictwo WEI książki „Twórcy świata. Technologia i nowa geopolityka”. — Nie rozumiemy przede wszystkim, jak kruchy jest obecny system — podkreśla.

Marta Roels: Jak będzie wyglądał świat w 2035 r.? Czy przez cały czas będzie istniał jeden porządek międzynarodowy, czy raczej kilka konkurujących ze sobą „światów”?

Bruno Maçães: Świat będzie całkowicie zmieniony przez technologię. Pandemia COVID-19 była początkiem przyspieszenia technologicznego, choć oczywiście nie była jego jedyną przyczyną. Od około pięciu lat żyjemy w okresie bardzo szybkich zmian, po kilku dekadach względnej stagnacji technologicznej. Najważniejsze procesy dotyczą dziś sztucznej inteligencji i energetyki. Nie wiemy jeszcze, dokąd zaprowadzi nas AI, ale tempo zmian jest ogromne.

Towarzyszyć temu będą poważne napięcia społeczne i prawdopodobnie jeden lub dwa duże kryzysy finansowe. Przyspieszy także rywalizacja między państwami, przede wszystkim Stanami Zjednoczonymi i Chinami, o to, kto będzie wyznaczał standardy technologii przyszłości.

Nie spodziewam się jednak wojny między nimi, ponieważ istotą ich konkurencji jest raczej kontrola nad dominującymi technologiami. Zmiany geopolityczne i technologiczne będą natomiast prowadziły do silnej destabilizacji społecznej. Możliwe są rewolucje i zmiany reżimów choćby w państwach Zachodu. Dlatego najbliższe lata będą jednocześnie czasem technologii, chaosu i ostrej konkurencji geopolitycznej.

Kto naprawdę buduje dziś świat przyszłości — Stany Zjednoczone czy Chiny?

Świat nie przypomina budynku projektowanego przez jednego architekta, ale bardziej przypomina program komputerowy składający się z niezliczonych linii kodu. Niektóre państwa wyznaczają ogólną architekturę systemu — dziś są to przede wszystkim Stany Zjednoczone i Chiny.

Jednocześnie bardzo istotną rolę odgrywają mocarstwa średnie, ponieważ to one współdecydują o szczegółach i o tym, jak duża część systemu pozostanie poza bezpośrednią kontrolą Waszyngtonu i Pekinu. Najbardziej prawdopodobny scenariusz jest więc taki, iż te dwa państwa będą wyznaczały ogólne ramy systemu, natomiast wiele jego elementów będzie kształtowanych przez inne.

Gdzie w tym układzie znajduje się Europa? Czy stanie się jednym z „twórców świata”, czy będzie funkcjonowała w rzeczywistości projektowanej przez Amerykanów i Chińczyków?

Europa może stać się supermocarstwem albo bardzo silnym mocarstwem średnim. Nie podzielam popularnej opinii, iż Stary Kontynent staje się jedynie „muzeum świata”. To określenie wywodzi się w dużej mierze z Doliny Krzemowej i opiera się na amerykańskich kryteriach sukcesu. o ile mierzymy Europę wyłącznie standardami Doliny Krzemowej, rzeczywiście wypada słabo. Nie ma jednak powodu, by przyjmować kryteria stworzone przez innych.

Europejczycy cenią między innymi zdecentralizowane państwa i rozproszenie władzy. USA i Państwo Środka są pod tym względem znacznie bardziej scentralizowane. Europa powinna zatem oceniać się według własnych standardów, a według nich w wielu obszarach radzi sobie całkiem dobrze.

Jak pan przewiduje zakończenie wojny z Iranem?

Pod pewnymi względami sytuacja przypomina tę, w której Rosja znalazła się w Ukrainie. Uważam, iż zarówno Rosja w Ukrainie, jak i Stany Zjednoczone w Iranie nie są w stanie osiągnąć swoich pierwotnych celów. Problem polega na tym, iż przywódcy obu państw mają trudność z zaakceptowaniem porażki i szukają wyjścia, które pozwoliłoby im uniknąć takiego wrażenia.

Dlatego nie spodziewam się szybkiego zakończenia żadnego z tych konfliktów. W mojej ocenie zarówno wojna na Ukrainie, jak i ta z Iranem mogą potrwać jeszcze co najmniej dwa lata.

A jak ocenia pan możliwość rosyjskich ataków hybrydowych na państwa NATO? Czy sabotaż, ataki na infrastrukturę lub inne działania mogą sprowokować pełnoskalową wojnę?

Rozróżniłbym dwie rzeczy. Nie wierzę w otwartą rosyjską inwazję na państwo NATO. Wokół takiego scenariusza narosło zbyt wiele spekulacji, natomiast ataki hybrydowe są jak najbardziej możliwe.

Logika Kremla może być następująca: uderzyć w państwa wspierające Ukrainę i spróbować zastraszyć ich społeczeństwa, tak aby wzrosła presja na ograniczenie pomocy dla Kijowa. Putin może zakładać, iż europejska opinia publiczna nie jest w pełni gotowa ponosić kosztów wojny i iż widoczne skutki sabotażu osłabią poparcie dla Ukrainy. W jednym czy dwóch krajach taka strategia może przynieść częściowy efekt, ale w skali całej Europy raczej nie zadziała.

Rozsądne jest więc przygotowywanie się na działania hybrydowe. Nie uważam natomiast za rozsądne zakładanie, iż Rosja zdecyduje się wypowiedzieć wojnę państwu NATO lub Unii Europejskiej.

Rosja regularnie grozi Europie, ale jednocześnie wydaje się przeceniać własną siłę i nie doceniać potencjału europejskiego. Czy może skończyć podobnie jak Związek Radziecki?

W pewnym sensie ten proces już trwa. Rosyjskie państwo funkcjonuje coraz gorzej, wiele sektorów ulega deindustrializacji, a zależność od Chin jest ogromna. Dziesięć czy piętnaście lat temu Rosja dysponowała znaczącym potencjałem w badaniach nad sztuczną inteligencją. Dziś wypadła z tej konkurencji. Do tego dochodzi katastrofalna sytuacja demograficzna.

Pod wieloma względami współczesna Rosja przypomina państwo w stanie głębokiego rozpadu bardziej niż Związek Radziecki w 1991 r. Nie oznacza to jednak, iż będzie upadała bez końca. W pewnym momencie może się odbudować — na warunkach korzystnych albo niekorzystnych dla Zachodu. Może też stać się niemal gospodarczym zapleczem Chin i częścią szeroko pojętej chińskiej strefy wpływów. Ten proces zależności od Pekinu już się rozpoczął.

Jak interpretuje pan wizytę szefa CIA w Moskwie?

Nie mam w tej sprawie poufnych informacji i sądzę, iż większość komentatorów również ich nie ma. Uważam jednak, iż hipoteza, iż głównym celem wizyty było ostrzeganie Putina przed działaniami w Europie, jest mało prawdopodobna. John Ratcliff jest bezpośrednim nominatem Donalda Trumpa, a prezydent koncentruje się w tej chwili przede wszystkim na Iranie.

Podejrzewam więc, iż znacząca część rozmów dotyczyła rosyjskiego wsparcia dla Iranu. Amerykanie mogli próbować przekonać Moskwę do jego ograniczenia, oferując coś w zamian albo sygnalizując, iż dalsza pomoc dla Teheranu może skutkować zwiększeniem wsparcia dla Ukrainy. Moim zdaniem Iran był znacznie ważniejszym tematem tej wizyty niż Ukraina.

Czy sztuczna inteligencja może zmienić układ sił między państwami równie mocno jak broń jądrowa po 1945 r.?

Moim zdaniem choćby bardziej. Sztuczna inteligencja może być wykorzystywana w wojnie z niszczycielskim skutkiem — zarówno w cyberatakach, jak i w działaniach militarnych. Widzimy już jej zastosowania, choć przez cały czas jesteśmy na bardzo wczesnym etapie.

AI ma jednak również zdolność wpływania na sposób myślenia ludzi, na sferę idei i percepcję społeczną. Broń jądrowa takiej możliwości nie dawała. Dlatego sztuczna inteligencja jest narzędziem bardziej elastycznym, a pod pewnymi względami także potężniejszym. Zmieni niemal wszystkie elementy rywalizacji międzynarodowej.

W książce „Twórcy świata. Technologia i nowa geopolityka” sugeruje pan, iż wojna w Ukrainie może być ostatnią wielką wojną prowadzoną przede wszystkim w świecie fizycznym. Jak będą wyglądały przyszłe wojny?

Nawet wojna ukraińska już się zmieniła. Kiedy pisałem książkę, twierdziłem, iż staje się ona wojną technologiczną. Wtedy wielu obserwatorów opisywało ją jeszcze jako I wojnę światową — jako konflikt okopów i ciężkiej artylerii. Dziś tak już nie jest.

To wojna, w której najważniejsze znaczenie mają sztuczna inteligencja, drony, amunicja precyzyjna i coraz częściej robotyka. Każdy przyszły konflikt będzie w ogromnym stopniu zależał od przewagi w tych dziedzinach. Wchodzimy w epokę armii wykorzystujących systemy autonomiczne i robotyczne. AI, drony i robotyka będą fundamentem wojny przyszłości.

(…)

Cały wywiad dostępny jest TUTAJ.

Idź do oryginalnego materiału