Ceny paliwa lotniczego wystrzeliły o niemal 83 proc. w ciągu miesiąca

2 godzin temu

Wojna na Bliskim Wschodzie sparaliżowała globalne łańcuchy dostaw ropy i produktów rafineryjnych. Paliwo do odrzutowców podrożało w tempie, jakiego świat nie widział od dekad. Linie lotnicze podnoszą ceny biletów, odwołują tysiące lotów i zawieszają prognozy finansowe. Dla pasażerów oznacza to jedno – nadchodzące miesiące będą droższe.

Dane opublikowane przez Międzynarodowe Zrzeszenie Przewoźników Powietrznych (IATA) w najnowszym raporcie Jet Fuel Price Monitor nie pozostawiają złudzeń. Średnia globalna cena paliwa lotniczego wzrosła o 82,8 proc. w ujęciu miesięcznym, osiągając poziom 175 dolarów za baryłkę. W skali tygodniowej wzrost wyniósł 11,2 proc., a w ujęciu rocznym ceny są wyższe o 94,4 proc. To jeden z najbardziej gwałtownych skoków w historii współczesnego lotnictwa cywilnego.

Jeszcze dobitniej sytuację obrazują dane S&P Global Platts. Cena referencyjna paliwa lotniczego w Europie Północno-Zachodniej (jet CIF NWE) pobiła historyczny rekord, osiągając 16 marca poziom 1 698 dolarów za tonę metryczną. Dla porównania – zaledwie 27 lutego ten sam wskaźnik wynosił 831 dolarów. W Singapurze, kluczowym hubie azjatyckim, ceny jet fuel również ustanowiły nowe maksima wszech czasów. Na amerykańskim rynku galon paliwa do odrzutowców kosztuje w tej chwili ok. 3,93 dolara wobec 2,50 dolara tuż przed wybuchem konfliktu – podaje Argus Media.

Wykres cen paliwa lotniczego. Źródło: Bloomberg

Cieśnina Ormuz jako epicentrum kryzysu

Bezpośrednią przyczyną szoku cenowego jest wojna, która rozgorzała 28 lutego 2026 roku po uderzeniach amerykańsko-izraelskich na Iran. Odpowiedź Teheranu okazała się natychmiastowa i dotkliwa przede wszystkim dla globalnych rynków energetycznych. Od 4 marca irańskie siły zbrojne de facto sparaliżowały żeglugę przez Cieśninę Ormuz – wąski przesmyk, przez który w normalnych warunkach przepływa około jednej piątej światowych dostaw ropy naftowej i gazu skroplonego. Ruch tankowców niemal całkowicie zamarł, a kilka państw Zatoki Perskiej ogłosiło klauzulę siły wyższej (force majeure) na kontrakty paliwowe.

Międzynarodowa Agencja Energetyczna (IEA) określiła sytuację jednoznacznie – to największe zakłócenie podaży ropy w historii światowych rynków energetycznych, szacowane na co najmniej 10 milionów baryłek dziennie. Aby częściowo zamortyzować szok, państwa członkowskie IEA podjęły decyzję o uwolnieniu 400 milionów baryłek z rezerw strategicznych. Mimo to ceny ropy Brent, które przed konfliktem oscylowały w okolicach 68–69 dolarów za baryłkę, w szczycie skoczyły do 119,50 dolara, by ostatnio ustabilizować się w przedziale 100–106 dolarów.

Linie lotnicze reagują – drożej, mniej lotów, więcej niewiadomych

Paliwo stanowi zwykle od 20 do choćby 40 proc. kosztów operacyjnych przewoźników, co oznacza, iż tak dramatyczny wzrost cen musi przełożyć się na portfele pasażerów. Reakcja branży lotniczej przyszła błyskawicznie.

Air France-KLM ogłosiło podwyżkę cen biletów dalekodystansowych o 50 euro za lot w obie strony. Air New Zealand jako jeden z pierwszych przewoźników podniósł taryfy i jednocześnie zawiesił prognozę wyników finansowych na rok obrotowy 2026, odwołując przy tym ok. 1 100 rejsów między połową marca a początkiem maja – co dotknie około 44 tysięcy pasażerów. Cathay Pacific od 18 marca wprowadza podwyższone dopłaty paliwowe na wszystkich trasach, po tym jak koszty paliwa podwoiły się w ciągu dwóch tygodni. SAS ogłosił „tymczasową korektę cenową”, Thai Airways zapowiedział podwyżki rzędu 10–15 proc., a Qantas zróżnicował skalę podwyżek w zależności od trasy.

Na rynku europejskim linie z grupy Lufthansa, KLM, Finnair, ITA Airways czy Wizz Air zawiesiły lub ograniczyły połączenia do Dubaju, Tel Awiwu, Dohy i innych destynacji bliskowschodnich. Wizz Air wstrzymał loty do Izraela, Dubaju, Abu Zabi, Ammanu i Dżuddy z europejskich baz aż do połowy września. Zamknięcie przestrzeni powietrznej nad Iranem, Irakiem i Syrią wymusza kosztowne zmiany tras przelotu, co dodatkowo winduje koszty operacyjne choćby tych rejsów, które nie zmierzają bezpośrednio na Bliski Wschód.

Amerykańscy giganci – póki co spokojni, ale czujni

Na corocznej konferencji J.P. Morgan Industrials (17 marca) szefowie trzech największych amerykańskich linii – Delta Air Lines, American Airlines i United Airlines – zaprezentowali zaskakująco optymistyczny ton. Ed Bastian, prezes Delty, przyznał, iż dodatkowe koszty paliwa sięgnęły już ok. 400 milionów dolarów, ale jednocześnie podkreślił, iż osiem z dziesięciu rekordowych dni sprzedażowych przewoźnika przypadło na bieżący rok, a pięć z nich – już po wybuchu wojny. United odnotował najlepsze dziesięć tygodni sprzedaży biletów w historii firmy. American Airlines raportuje podobne wyniki.

Analitycy interpretują to zjawisko jako efekt wyprzedzających zakupów – pasażerowie rezerwują bilety teraz, zanim ceny wzrosną jeszcze bardziej w szczycie sezonu letniego. Pytanie nie brzmi więc, czy bilety podrożeją, ale o ile i na jak długo.

Co dalej – sezon letni pod znakiem zapytania

IATA w osobnym komentarzu analitycznym zwróciła uwagę, iż nagłe skoki cen paliwa są dla branży lotniczej znacznie groźniejsze niż utrzymujące się przez dłuższy czas wysokie ceny. Przewoźnicy potrzebują czasu, by dostosować taryfy, pojemności i strategie zakupowe. Przy obecnym tempie zmian – przypomnijmy, jeszcze tydzień wcześniej wzrost miesięczny wynosił „jedynie” 58,4 proc. – pole manewru jest minimalne.

Jeśli sytuacja wokół Cieśniny Ormuz nie ulegnie poprawie, a ostatnie sygnały sugerują co najwyżej ostrożne odmrażanie ruchu tankowców, sezon letni 2026 może okazać się najdroższym w historii lotnictwa pasażerskiego. Szczególnie odczują to trasy dalekodystansowe, które spalają nieproporcjonalnie dużo paliwa. Eksperci wskazują, iż na połączeniach międzykontynentalnych bilety mogą podrożeć choćby o 100–200 dolarów w jedną stronę.

Dla polskich podróżnych oznacza to wyższe ceny na trasach obsługiwanych zarówno przez przewoźników tradycyjnych, jak i niskokosztowych. Wizz Air, najważniejszy gracz na polskim rynku, i tak boryka się z konsekwencjami zawieszenia tras bliskowschodnich. Ryanair i Lufthansa, choć częściowo chronione przez hedging paliwowy, sygnalizują, iż przy obecnych poziomach cen zabezpieczenia pokrywają jedynie część zapotrzebowania.

Świat lotnictwa wstrzymuje oddech. A taksometr na dystrybutorach paliwa lotniczego bije dalej.


Źródła: IATA, Reuters, Associated Press, S&P Global Platts

Idź do oryginalnego materiału