Chcesz kupić miniładowarkę? Przeczytaj, zanim kupisz, podpowiadamy jak wybrać najlepszą

2 godzin temu

Czy warto zainteresować się zakupem miniładowarki sterowanej burtowo? A o ile tak, to jak ją wybrać? Jak to działa i na co zwrócić uwagę? Na te pytania oraz wszystkie aspekty związane z miniładowarkami odpowiadamy i doradzamy. Oto miniporadnik zakupu miniładowarek.

Miniładowarki o sterowaniu burtowym czy to na podwoziu kołowym, czy gąsienicowym, to ostatnimi czasy temat, który zyskuje na popularności. Choć początkowo maszyny te wzbudzały raczej uśmiech na twarzy – w końcu gdyby nie rozkładana półeczka, to dla operatora nie byłoby miejsca – to w tej chwili coraz więcej osób patrzy na te konstrukcje i zamiast się uśmiechać, na poważnie rozważa zakup. Dla kogo taka miniładowarka może okazać się użyteczna? Na co zwrócić uwagę? Jak wybrać model dopasowany do potrzeb? Na te pytania postaraliśmy się zebrać odpowiedzi w niniejszym mini poradniku.

Miniładowarka, ale czy z mini możliwościami?

Nazywane miniładowarkami, czasem choćby mikroładowarkami, bo przecież pozostało grupa maszyn o mocy około 24KM z kabiną, bez względu na nomenklaturę, wszyscy wiemy o jakie maszyny chodzi. Jest to grupa ładowarek pozbawiona tradycyjnej kabiny. Operator stoi na podeście za maszyną, ale zasada pracy jest zbliżona do klasycznych ładowarek o sterowaniu burtowym, których sztandarowym przykładem są oczywiście maszyny firmy Bobcat, która była jednym z pionierów w segmencie.

Miniłądowarki są szczególnie popularne za oceanem, choć i u nas zyskują na popularności, fot. GS

Miniładowarki, choć często nie przekraczają 1-1,2 tony masy własnej, potrafią zadziwić. Naturalnie wszystko zależy od poziomu wyposażenia i wybranych opcji, jednak już podstawowa maszyna umożliwia pracę z łyżkami, widłami do palet, łyżkami z chwytem, pługami do śniegu czy chociażby narzędziami z napędem jak szczotki, wiertnice czy młoty hydrauliczne. To sprawia, iż są to maszyny dość wszechstronne, a dzięki prostej konstrukcji i stosunkowo niskiej cenie coraz częściej znajdują nabywców, którzy chcą zastąpić pracę mięśni pracą maszyny.

Ile kosztują miniładowarki?

Jeżeli coś jest “mini”, to zwykle spodziewamy się również nie za wysokiej ceny. W przypadku miniładowarek rynek jest nasycony markami, modelami i stwarza dużo możliwości wyboru. Głównie dzięki firmom z Chin, których oferta jest naprawdę potężna. Moda na te maszyny przyszła zza Oceanu, gdzie w USA czy Kanadzie najprostsze maszyny potrafią kosztować 2,5-4 tys. dolarów, co czyni je dostępnymi także dla odbiorcy prywatnego.

Stolik dla palących czy niepalących? Dla stojących. A dlaczego? Dlatego, iż tu nie ma miejsca na siedzenie; trzeba się przyzwyczaić, ale maszyny tego typu są bardzo przyjemne w pracy. Wszystko doskonale widać, a i nie ma większych problemów z zachowaniem równowagi, fot. GS

W Europie liczba marek oferujących takie maszyny rośnie, a co za tym idzie, zagęszcza się konkurencja. To dobrze, bowiem tego typu maszyny znanych producentów to wydatek rzędu 80-120 tys. zł jak chociażby GIANT GS900 SKID, kosztujący 80 tys. zł netto za fabrycznie nowy model z 1 mth, czy wariant gąsienicowy GS950T za 88 tys. zł netto za nówkę. Innym przykładem może być chociażby Bobcat MT100; za dobrze wyposażony model trzeba dać 125-140 tys. zł netto.

Na drugim końcu skali mamy maszyny chińskie jak kosztujący 38 tys. zł netto GG04G czy Jansen KL-200 za 32 tys. zł albo Lumag MT250 za 24,3 tys. zł netto. Ofert maszyn chińskich jest mnóstwo, a ceny robią się tym atrakcyjniejsze im mniej znana jest marka. Naturalnie można samodzielnie sprowadzić taką maszynę w skrzyni poprzez znane portale aukcyjne z chin, ale to wymaga poradzenia sobie z papirologią, spedycją oraz przede wszystkim znalezieniem rzetelnego sprzedawcy, a to materiał na inną opowieść. Tymczasem jak wybrać maszynę dla siebie w gąszczu klonów i przy rozstrzale cen od 25 do 125 tys. zł?

Miniładowarka o sterowaniu burtowym. Jaka maszyna dla kogo?

To jest podstawowe i najważniejsze pytanie, które definiuje cały proces wyboru. My jako naród mamy w genach zapisaną zarówno chęć maksymalnego zaoszczędzenia lub wyrwania jak najlepszej okazji, a jednocześnie lubimy brać „coś z zapasem”. To połączenie łatwo może nas wpędzić w wydatek, którego później będziemy żałowali. Zarówno o ile zboczymy na ścieżkę oszczędzania, jak i przeinwestowania.

Naturalnie i w przypadku tych maszyn znajdą się warianty elektryczne, jednak póki co jest ich mało, choć połączenie małej ładowarki z prądem może być ciekawą alternatywą, fot. GS

Dlatego warto jest określić potrzeby na starcie. o ile szukana maszyna ma być używana w celach wyłącznie zarobkowych, a w planach jest korzystanie z bardziej zaawansowanych narzędzi wymagających większego przepływu oleju, większej ilości wyjść, a całość ma się spiąć ekonomicznie, to tu warto skierować wzrok na maszyny z górnej części przedziału cenowego znanych producentów. Oferują one wydajniejsze pompy, zaawansowaną hydraulikę, a sami producenci często mają bogatą paletę osprzętu pasującego plug & play, czyli bez stresu i przeróbek.

Małe maszyny tworzą już całe ekosystemy składające się z różnych dobrze do siebie pasujących urządzeń, fot. GS

Jeżeli natomiast szukacie kompana do pracy, bo planujcie budowę domu, macie gospodarstwo czy po prostu większy kawałek ziemi i przydałoby się od czasu do czasu popracować nie niszcząc zbyt intensywnie kręgosłupa, to w zupełności wystarczy maszyna zza wielkiego muru. Nie będzie ona tak komfortowa, przemyślana czy wydajna, ale po pierwsze spełni pokładane w niej nadzieje, będzie bardzo prosta w obsłudze, a koszt utrzymania nie zrujnuje budżetu domowego bardziej niż chociażby samojezdna kosiarka.

Kołowa czy gąsienicowa?

Segment miniładowarek o sterowaniu burtowym można podzielić na dwa sposoby. Pierwszy to spojrzenie na maszyny pod względem podwozia: kołowe i gąsienicowe. Maszyny na kołach są z reguły nieco tańsze, mają nieco wyższe prędkości maksymalne jazdy i wydają się mniej kosztowne w utrzymaniu. Jest to trochę mylne przekonanie, bowiem zarówno maszyny kołowe jak i gąsienicowe są napędzane hydrostatycznie z reguły przez silniki z wbudowaną redukcją lub wolnoobrotowe. Różnica polega na tym, iż koła muszą być dodatkowo spięte łańcuchem, który z reguły nie jest niczym osłonięty w przeciwieństwie do pełnowymiarowych „skidów”, gdzie ma on obudowę i jest w kąpieli olejowej lub jest smarowany.

Warianty kołowe są zwykle szybsze, dobrze się sprawują na twardym podłożu, ale bywają mniej stabilne. W przypadku tego modelu warto także zwrócić uwagę na mocowanie sworzni wysięgnika i siłownika; wzmocnienie pomiędzy punktami daje szanse na znacznie dłuższy okres eksploatacji, podobnie jak obecność kalamitek, fot. mat prasowe

To może prowadzić do problemów i wydatków z uwagi na wpływ środowiska, wilgoci i brudu. Poza tym komplet opon industrialnych lub terenowych do kołowej wersji będzie kosztował praktycznie tyle samo, co para gąsienic. Natomiast warto zauważyć, iż znacznie łatwiej będzie wymienić koła (opony) na inne o ile nagle zapragnie się mieć maszynę na twarde podłoże lub wręcz przeciwnie, na bardzo grząski teren. Na korzyść podwozia gąsienicowego, które nie daje takiej elastyczności, przemawia natomiast lepsza stateczność, punkt wywrotu, który zwykle jest bardziej wysunięty do przodu przez co maszyna albo może więcej podnieść, albo ma mniejszą tendencję do przechyłów. Dlatego też maszyny z gąsienicami są w przewadze w ofercie producentów. Dodatkowym pytaniem jest więc, jaki typ podwozia gąsienicowego wybrać? Płaskie, deltę czy kombinowane?

Jaki typ gąsienicy?

Gąsienica typu „delta” cechuje się wysoko umieszczonym silnikiem napędowym z kołem napędowym oraz dwoma dużymi kołami w rogach: napinającym i prowadzącym. Do tego dochodzą oczywiście rolki jezdne, czasem także koło podtrzymujące w największych modelach. Plusem takiego układu jest wysokie umieszczenie silnika, przez co można głębiej wjeżdżać w błoto, potencjalnie większy prześwit, ale za cenę ciaśniej upakowanych elementów w pobliżu silnika oraz często problemów z łożyskiem wspomnianego tylnego koła prowadzącego, gdyż wywierane jest nań największe naprężenie. Dlatego decydując się na ten typ, warto zwrócić uwagę na łożyskowanie koła napinającego oraz tylnego, a także regulację napięcia gąsienicy. Zwykle najmniej problemów sprawia regulacja śrubowa.

Klasyczna delta, czyli silnik napędowy wraz z kołem napędowym wysoko w górze. W tym przypadku producent zastosował trzy rolki jezdne, z czego ostatnia pełni rolę koła prowadzącego, natomiast wątpliwości budzi sposób napinania „na ścisk” śrubą, fot. mat prasowe

Gąsienice płaskie, czyli takie jak w koparkach. Ten typ jest najprostszy, najtańszy, wymaga najmniejszych gąsienic, ale motor napędowy jest umieszczony w linii z kołem napinającym, dość nisko. To rozwiązanie jest spotykane rzadziej, stosują je zwłaszcza ci producenci, którzy zaczynali od gąsienicowych miniwozideł lub koparek, gdyż używają przerobionych podwozi, które już mają. W tego typu podwoziu znacznie rzadziej powinniśmy doświadczyć zsuwających się gąsienic, wymaga ono także nieco mniej uwagi oraz odpadają problemy ze zużywającym się tylnym kołem prowadzącym.

Gąsienica płaska, klasyczna, koparkowa, prześwit jest niższy, za to budowa prosta. Łatwiej jest wyprowadzić końcówkę wydechu, jest też więcej miejsca wewnątrz maszyny, fot. mat prasowe
8 Wariant kombinowany; niby prosty, ale z dużym kołem napędowym. Złoty środek? Fot. GS

Podwozie kombinowane, czyli układ bazuje na gąsienicy płaskiej, ale ze znacznie większą średnicą koła napędowego. o ile kojarzycie ciągniki Challenger, to już wiecie, o co chodzi. Ten typ łączy plusy prostej konstrukcji płaskiej gąsienicy z nieco większym prześwitem, wyższym umieszczeniem silnika napędowego oraz nieco większą prędkością jazdy. Wiąże się z tym oczywiście większy rozmiar gąsienicy, a co za tym idzie, wyższa jej cena w przypadku konieczności wymiany.

Wariant kombinowany; niby prosty, ale z dużym kołem napędowym. Złoty środek? Fot. GS

Diesel czy benzyna? No i ile cylindrów?

Odpowiedź na to pytanie w zasadzie decyduje o tym, ile pieniędzy trzeba przeznaczyć na zakup oraz jak wydajna i wszechstronna będzie maszyna. Miniładowarki to maszyny do bólu proste, prostsze są chyba tylko miniwozidła, czy jak kto woli spalinowe taczki. A zatem jednym z komponentów, które decydują o hierarchii w segmencie jest silnik. Maszyny, które otwierają ofertę są napędzane jednocylindrowymi silnikami benzynowymi o mocy od 8 do około 15-18 koni mechanicznych. Królują chińskie kopie silników Hondy (seria GX), w modelach bardziej „premium” może się trafić Honda we własnej osobie lub też Briggs & Stratton, Predator, Lifan czy Loncin, które choć chińskie, to powoli wyrabiają sobie markę.

Co można powiedzieć o takich ładowarkach? Są najtańsze, ale wcale nie są złe, może za wyjątkiem maszyn o mocy poniżej 10 KM. Te mogą naprawdę rozczarować. Te powyżej to wybór wart zastanowienia, zwłaszcza dla kogoś, kto nigdy nie miał do czynienia z żadną maszyną. Koszt utrzymania to w zasadzie paliwo plus normalia jak dla większej kosiarki. Serwis? W praktycznie każdym punkcie, gdzie naprawiane są narzędzia ogrodnicze.

Pulpit prosty z kilkoma zegarami – wskaźnik temperatury oleju hydraulicznego to rzecz najważniejsza. o ile chodzi o sterowanie, to zwykle w prostych maszynach są dwa dżojstiki – każdy do jednej gąsienicy i jednej funkcji. Bardziej zaawansowane maszyny (jak ta na zdjęciu) mają jazdę z jednej strony i sterowanie osprzętem z drugiej, fot. mat prasowe

Oczko wyżej plasują się ładowarki napędzane dwucylindrowymi silnikami benzynowymi. Tutaj cena będzie wyższa, bo i same silniki są zwykle 2-3 razy droższe od jednostek jednocylindrowych. Zakres mocy od 18 do 30 KM, choć o ile ktoś ma doświadczenie z tymi silnikami to wie, iż bardzo łatwo wykrzesać kilka dodatkowych koni tanim kosztem. Te maszyny mogą być wyposażone w potrójne pompy, w odróżnieniu od słabszych maszyn, które zwykle mają dwie. Zaletą takiego rozwiązania jest to, iż trzecia pompa odpowiada za wydatek na dodatkowej sekcji, a zatem można jechać i pracować narzędziem napędzanym hydraulicznie np. glebogryzarką czy kosiarką. O czym trzeba wiedzieć, to w przypadku tych silników często występują problemy z układem paliwowym. Zbiorniki paliwa zwykle znajdują się poniżej gaźnika, a elektryczne pompki miewają problem z podawaniem paliwa. Również gaźniki przy dwóch cylindrach wymagają więcej troski.

Silnik dwucylindrowy – więcej mocy, więcej możliwości, ale także znacznie większe spalanie, droższy serwis, cena zakupu i nieco więcej problemów technicznych i obsługowych, fot. mat. prasowe

Zwieńczeniem oferty są oczywiście maszyny z silnikami o zapłonie samoczynnym. Diesle występują w dwóch odmianach – jednocylindrowe oraz wielocylindrowe. Przykładem z tej pierwszej grupy są silniki Weima lub Koop. Plusy? Symboliczne spalanie, nieporównywalne z jakimikolwiek silnikami benzynowymi. Minusy? Bardziej wymagająca obsługa techniczna oraz niemiłosierny hałas i wibracje. o ile więc ma być Diesel, to raczej co najmniej dwucylindrowy. Tutaj królem jest bezapelacyjnie Kubota z motorami serii D722 i D902. Moc oczywiście do 24 KM, aby uniknąć konieczności stosowania DPF-a. Te jednostki znajdziemy nie tylko u zachodnich producentów, ale także w modelach wieńczących oferty chińskich firm.

O co chodzi z tymi pompami? Na co zwrócić uwagę?

Chodzi o to, iż układ w miniładowarce jest prosty. Głównym odbiorcą wydatku oleju są silniki napędzające gąsienice lub koła, a prosty układ hydrauliczny zachowuje się podobnie jak koła spięte mechanizmem różnicowym bez blokady. o ile na jedną stronę działają znaczne opory, to cały olej popłynie tam, gdzie będzie miał lżej przepłynąć. W związku z tym w tych maszynach mamy zwykle co najmniej dwie pompy zębate, po jednej na każdą stronę (silnik). Dodatkowo każda pompa odpowiada za jakąś funkcję układu roboczego – jedna za siłowniki wysięgnika, druga zaś za siłownik łyżki i dodatkowe wyjście hydrauliki.

W przypadku układu z trzema pompami, trzecia pompa jest zwykle przeznaczona na wspomnianą trzecią funkcję po to, aby można było używać jazdy i tej funkcji bez strat w wydatku na żadnej z tych sekcji. Najbardziej zaawansowane maszyny mają pompy wielotłoczkowe oraz kompensatory, a co za tym idzie, hydraulika działa płynniej i nie odczuwamy strat podczas łączenia funkcji. To jednak wiąże się i z ceną i ze stopniem skomplikowania.

Na potrzeby prostych zadań i używania od czasu do czasu w zupełności wystarcza układ z dwiema pompami, no chyba iż planujemy często pracować np. z czymś co wymaga stałego podawania oleju jak szczotka albo frez czy trencher. Wówczas trzecia pompa to pozycja obowiązkowa. Warto, aby nasza maszyna miała wkomponowaną w układ chłodnicę oleju. Idealnie gdy do tego pozostało zamontowany elektryczny wentylator. Natomiast absolutnym „must-have” będzie filtr w zbiorniku oleju hydraulicznego. Często najtańsze maszyny mają jedynie duży plastikowy korek oraz miejsce na ten filtr, ale filtr nie jest zainstalowany. Dlaczego to ważne? Bo proces produkcji, zwłaszcza maszyn tanich i chińskich, często pomija etap płukania po wykonaniu zbiornika czy montażu ostatecznym oraz kontroli jakości. A zatarta przez opiłki pompa to nie jest coś, z czym chcielibyśmy się zmierzyć po paru godzinach pracy.

Podsumowanie: czy warto kupić miniładowarkę?

Jeżeli tylko macie w głowie ułożoną listę zadań, w jakich taka maszyna mogłaby wam pomóc oraz potencjalne narzędzia, które mogłyby zwiększyć efektywność niektórych prac lub poszukujecie czegoś nowego do oferty waszej wypożyczalni czy cierpicie na braki pracowników w firmie budowlanej bądź ogrodniczej, to odpowiedź jest chyba oczywista. Tego typu maszyny, są w tej chwili w natarciu i należy spodziewać się ich coraz większego udziału w rynku. Za oceanem to jest prawdziwy hit. Nie ma się co dziwić, oferta jest przystępna zarówno dla amatorów jak i profesjonalistów.

Maszyny tego typu mogą pracować z niemal taką samą ilością narzędzi co klasyczne ładowarki burtowe z kabiną, oczywiście odpowiednio mniejszych. To naprawdę pożyteczne małe urządzenia, które zwiększają naszą siłę, nie męcząc ciała, fot. GS

Co naszym zdaniem zasługuje na szczególną uwagę? O ile profesjonaliści raczej skupią się na maszynach wydajnych i markowych o tyle wszystkim, którzy potrzebują dodatkowej pary rąk do pracy, a mogą liczyć tylko na własne dwie, polecamy zainteresować się modelami, które otwierają cenniki, ale nie są najtańsze. Naszym zdaniem maszyny w okolicy 0,8-1 tony masy własnej napędzane jednocylindrowym benzynowym silnikiem o mocy 13-16 KM z podwójną pompą, ale także chłodnicą oleju i instalacją elektryczną to wybór najbardziej optymalny, przysłowiowy złoty środek. W dodatku w tej części segmentu miniładowarek mamy największy wybór i stale rosnącą konkurencję.

Idź do oryginalnego materiału