Chiny chcą uniemożliwić przejmowanie tamtejszych biotechów

1 godzina temu

Szereg udanych transakcji największych koncernów farmaceutycznych z chińskimi startupami medycznymi i biotechami wzbudziła zaniepokojenie chińskiego kierownictwa partyjno-państwowego. Chcą położyć temu tamę aktem urzędowym, praktycznie uniemożliwiając takie przejęcia leków, forsując politykę ściśle określonych licencji.

22 października koncern Gilead poinformował, iż przejmie program leków doustnych na stany zapalne, w tym eksperymentalną terapię chorób jelit, rozwijany przez chiński biotech PepStar Therapeutics. Kwota transakcji wyniesie 1,275 mld dolarów w gotówce i nie jest związana ściśle z przejęciem, ale z partnerstwem, które może zaowocować w ciągu kilku lat wchłonięciem chińskiej firmy.

Dzięki tej transakcji do portfolio Gilead trafi HCXT-2001, eksperymentalny lek doustny przeznaczony do leczenia nieswoistych zapaleń jelit, oddziałujący na szlak interleukiny IL-23, który jest uznanym celem terapeutycznym w leczeniu chorób zapalnych. w tej chwili HCXT-2001 znajduje się na wczesnym etapie badań klinicznych.

Na początku października Novartis zawarł dużą umowę z innym chińskim biotechem – Abogen Biosciences – płacąc 7,8 mld dolarów za eksperymentalną terapię opartą na technologii mRNA przeznaczoną do leczenia chorób autoimmunologicznych. Jej zasady są podobne do umowy Gilead z PepStar Therapeutics – Abogen Biosciences będzie partnerem Novartis w dalszych pracach nad lekami na schorzenia autoimmunologiczne.

Tydzień później Novo Nordisk poinformował o podobnej umowie z Jiangsu Hengrui Pharmaceuticals. Duński koncern zapłaci 2,6 mld dolarów w zamian za prawa do eksperymentalnego leku na otyłość przyjmowanego raz w tygodniu. Płatność początkowa to aż 300 mln dolarów, mimo iż lek nie przeszedł jeszcze badań z udziałem ludzi.

Międzynarodowe koncerny farmaceutyczne, takie jak AstraZeneca czy Pfizer, coraz częściej zawierają globalne umowy licencyjne dotyczące eksperymentalnych leków opracowanych przez chińskie firmy. Według rządowych statystyk w pierwszej połowie 2026 roku zawarto 81 takich umów o wartości sięgającej 110 mld dolarów. jeżeli ten trend się utrzyma, obecny rok będzie pod względem zawartych umów rekordowy.

Taki obrót sprawy wzbudził duże zaniepokojenie chińskiego kierownictwa partyjno-państwowego. Według komunikatu Ministerstwa Handlu, Pekin w tej chwili chce włączenia pięciu technologii biomedycznych do wykazu towarów objętych kontrolą eksportu. Opublikowany w zeszłym tygodniu projekt obejmuje m.in. małe interferujące cząsteczki RNA (siRNA), zdolne do wyciszania genów wywołujących choroby, a także terapie komórkowe i genowe, które mogą być stosowane w leczeniu schorzeń od nowotworów po choroby rzadkie. Restrykcje dotyczą również badań i technologii związanych z drobnoustrojami chorobotwórczymi. W dokumencie stwierdza się, iż ograniczenia mają nie dotyczyć udzielania licencji, partnerstw ani usług badawczych na zlecenie, które obejmują te technologie. Jednak w przypadku tych ostatnich wyniki mogą być przekazywane poza Chiny, ale nie całkowite prawa do nich i ich wykorzystania.

Teoretycznie utrzymanie możliwości zawierania umów licencyjnych jest furtką dla branży, bowiem koncerny Big Pharma i choćby firmy średnie z USA i Europy zauważają, iż duża liczba kandydatów na leki wytwarzana w Chinach stanowi o możliwości dostępu do większej liczby innowacyjnych preparatów o dużym potencjale sprzedażowym. Dla chińskich biotechów i startupów oznacza to zastrzyk gotówki i jeszcze jeden krok do pozycji lidera w dziedzinie badań biomedycznych.

Analitycy rynku biomedycznego twierdzą, iż do 2030 roku chińskie firmy farmaceutyczne wejdą szturmem na światowy rynek leków, a ich sprzedaż będzie rosła w tempie 20% rocznie. Sami Chińczycy stawiają sobie za cel opracowanie co najmniej 25% światowych leków typu „first-in-class” – czyli preparatów innowacyjnych działających w zupełnie nowy sposób. Chcą także stworzyć co najmniej pięć przełomowych terapii, z których każda przyniesie roczną sprzedaż przekraczającą miliard dolarów.

„Te regulacje stanowią swoisty moment »wyjścia z cienia« świadczący o pewności Chin co do tego, jak innowacyjny i konkurencyjny w skali globalnej stał się ich sektor biomedyczny. Chiński sektor biotechnologiczny będzie otwarty na współpracę biznesową, ale jednocześnie zabezpieczony przed niekontrolowanym odpływem technologii” – stwierdził Ryan Etzcorn, starszy dyrektor w firmie doradczej Ankura China Advisors.

Nie wszyscy jednak są tak zadowoleni z proponowanych chińskich regulacji. Pierwsze alarmy podniosły działy prawne samych światowych koncernów farmaceutycznych. Ich zdaniem chińskie regulacje sprowadzą firmy Big Pharma do roli dostarczycieli kapitału dla chińskich biotechów i medtechów, co pozwoli im na nieskrępowane badania, wyposaży w ich wyniki, dzięki którym będą same mogły rozwijać produkcję innowacyjnych leków lub sprowadzi koncerny Big Pharma do roli centrów produkcyjnych dla chińskich przedsiębiorstw.

Przeciwni wszystkim dalej idącym umowom z chińskimi firmami są także amerykańscy kongresmani i inwestorzy, którzy domagają się zaostrzenia ograniczeń dotyczących tego typu transakcji, aby chronić amerykański przemysł biotechnologiczny. Powołują się przy tym na dane analityków z Wall Street, według których w ciągu tylko ostatnich pięciu lat wartość zagranicznych umów licencyjnych na leki wzrosła ponad dziesięciokrotnie osiągając rekordowy poziom 134 mld dolarów.

Prawdopodobnie jeszcze w obecnym roku Departament Skarbu USA wprowadzi nowe przepisy, na mocy których umowy licencyjne w sektorze biotechnologii mogą zostać objęte takimi samymi mechanizmami kontroli inwestycji zagranicznych, jakie stosuje się już wobec sektora półprzewodników czy systemów sztucznej inteligencji.

Idź do oryginalnego materiału