Chiny grożą UE odwetem. Pekin ostrzega przed europejską „sekcją 301” tuż przed rozmowami handlowymi

1 godzina temu

Tydzień przed kluczową rundą rozmów handlowych w Pekinie chińskie Ministerstwo Handlu (MOFCOM) wysłało Brukseli wyraźny sygnał. jeżeli Unia Europejska przyjmie szerokie cła i ograniczenia wobec chińskich firm na wzór amerykańskiej sekcji 301, Chiny „stanowczo odpowiedzą”. Według Pekinu takie działania w trakcie trwających negocjacji podważą zaufanie i mogą je wykoleić.

Oświadczenie opublikowano późnym wieczorem we wtorek 29 września. Jak podaje Bloomberg, było ono reakcją na doniesienia o francusko-niemieckiej inicjatywie, która ma dać Komisji Europejskiej nowe, bardzo silne narzędzie do ograniczania chińskiego importu. To kolejny moment, w którym relacje Chiny-UE i sprawa ceł zbliżają się do punktu krytycznego.

Co dokładnie powiedział Pekin

Rzecznik MOFCOM nazwał rozważane przez Europę narzędzie „protekcjonistycznym i unilateralnym”. Ostrzegł też, iż zaburzyłoby ono handel między Chinami a UE oraz globalne łańcuchy dostaw. Najmocniej wybrzmiał fragment o czasie, w jakim pojawiła się inicjatywa:

„Jeśli UE z jednej strony prowadzi dialog i konsultacje z Chinami, a z drugiej zwiększa presję na Chiny, poważnie podważy to wzajemne zaufanie, zakłóci cały proces konsultacji i wpłynie na ogólny obraz współpracy gospodarczej i handlowej Chin i UE”.

Pekin nie odmówił sobie także przytyku. W oświadczeniu cytowanym przez South China Morning Postresort przypomniał, iż Unia sama padła ofiarą podobnych narzędzi w relacjach z USA:

„Nie czyń drugiemu, co tobie niemiłe”.

Ministerstwo zaznaczyło jednocześnie, iż obie strony przez cały czas rozmawiają w ramach mechanizmu konsultacji handlowych i inwestycyjnych. Każde rozwiązanie powinno według niego być zgodne z zasadami WTO i uwzględniać interesy przemysłu po obu stronach. Chiński dziennik Global Times, powołując się na miejscowego eksperta, wskazał w środę możliwe środki odwetowe z „silnego zestawu narzędzi politycznych”. Są wśród nich dochodzenia antydyskryminacyjne, postępowania dotyczące bezpieczeństwa łańcuchów dostaw oraz badanie wpływu zagranicznych subsydiów.

Francusko-niemiecki plan: odciąć Chiny „w ciągu 24 godzin”

Bezpośrednim powodem ostrej reakcji Pekinu jest tekst Noaha Barkina z Rhodium Group. Z jego październikowego przeglądu „Watching China in Europe” wynika, iż Berlin i Paryż kończą wspólny dokument. Wzywa on Komisję Europejską do przyspieszenia prac nad instrumentem, który pozwoliłby mocno ograniczyć Chinom dostęp do rynku UE. Dokument ma zostać zatwierdzony przez prezydenta Emmanuela Macrona i kanclerza Friedricha Merza, a potem trafić do Ursuli von der Leyen. Jeden z europejskich urzędników opisał jego sens bez dyplomatycznych ogródek:

„Instrument, o który zabiegamy, pozwoliłby nam odciąć Chiny od europejskiego rynku w ciągu 24 godzin”.

Szczegóły techniczne miałyby należeć do Komisji. Jedną z opcji jest przebudowa istniejącego instrumentu antyprzymusowego (Anti-Coercion Instrument, ACI). Obowiązuje od blisko trzech lat, ale nie został jeszcze ani razu użyty, bo jego uruchomienie wymaga poparcia kwalifikowanej większości państw członkowskich. Niemcy i Francja chcą odwrócić tę logikę. Narzędzie działałoby wtedy, dopóki kwalifikowana większość go nie zablokuje. Taka zmiana utrudniłaby Pekinowi dzielenie państw członkowskich obietnicami inwestycji albo groźbami gospodarczymi.

Warto przypomnieć, czym jest sekcja 301. To przepis amerykańskiej ustawy handlowej z 1974 r. Pozwala Biuru Przedstawiciela Handlowego USA badać praktyki handlowe uznane za nieuczciwe i nakładać w odpowiedzi cła. Waszyngton oparł na nim w 2018 r. szerokie taryfy na chińskie towary. Unia przez lata krytykowała jednostronne działania tego typu, więc europejska „sekcja 301” byłaby dużą zmianą filozofii w polityce handlowej UE. Barkin zwraca jednak uwagę, iż choćby przy szybkich pracach nowe narzędzie nie byłoby gotowe wcześniej niż w przyszłym roku. Do tego czasu Unia pozostaje narażona na chiński odwet.

Deficyt „miliard euro dziennie”

Presja w Brukseli wynika z liczb. Deficyt UE w handlu towarami z Chinami wzrósł z 306 mld euro w 2024 r. do ok. 360 mld euro w 2025 r. W samym II kwartale 2026 r. wyniósł według Eurostatu 103 mld euro. Z analizy German Marshall Fund wynika, iż w całym roku może sięgnąć choćby 400 mld euro. Ursula von der Leyen ujęła to w orędziu o stanie Unii 16 września tak:

„Nasz deficyt handlowy z Chinami wynosi dziś miliard euro dziennie. Osiągnął punkt krytyczny (…) prowadzi do deindustrializacji w przemysłowych sercach Europy. To jest nie do utrzymania”.

Przewodnicząca KE zapowiedziała, iż Unia „użyje wszystkich narzędzi”, by przywrócić równowagę w relacjach. Jednocześnie trwa dialog. Uwzględniając usługi, Unia pozostaje największym partnerem handlowym Chin, a łączna wymiana wyniosła w ubiegłym roku ok. 880 mld euro.

Problem najmocniej odczuwa branża motoryzacyjna. Po nałożeniu w 2024 r. ceł wyrównawczych na chińskie auta elektryczne chińscy producenci przestawili eksport na hybrydy plug-in, które podlegają jedynie standardowemu 10-procentowemu cłu. Z tego powodu Bruksela zażądała od Pekinu dobrowolnego ograniczenia eksportu aut hybrydowych do poziomu ok. 15% udziału w rynku. Klimat polityczny zmieniły też złe wiadomości z przemysłu. Najgłośniejszą był plan Volkswagena, który zakłada likwidację do 100 tys. miejsc pracy. Niemcy, przez lata najostrożniejsze wobec Pekinu, dziś same naciskają na twardszy kurs.

Październik – miesiąc prawdy

Kalendarz jest napięty. 29 czerwca komisarz ds. handlu Maroš Šefčovič i chiński minister handlu Wang Wentao uruchomili nowy format, czyli Konsultacje Handlowe i Inwestycyjne (TIC). Przywódcy UE dali Komisji czas do października na przedstawienie namacalnych efektów w sprawie deficytu i chińskiej nadprodukcji. Na najbliższe dwa tygodnie przypadają trzy ważne terminy:

  • 7 października: Parlament Europejski ma przyjąć krytyczną rezolucję w sprawie relacji z Chinami. Wzywa ona do zdecydowanego ograniczania ryzyka w sektorach strategicznych, od surowców krytycznych po półprzewodniki.
  • 8-9 października: druga runda TIC w Pekinie z udziałem Šefčoviča. Tematem będzie zarządzanie chińskim eksportem do Europy, dostęp europejskich firm do rynku chińskiego oraz chińskie kontrole eksportu metali ziem rzadkich.
  • 15-16 października: szczyt Rady Europejskiej, na którym przywódcy ocenią wyniki rozmów i zdecydują o dalszym kursie.

Šefčovič od tygodni podkreśla, iż Bruksela nie przyjmie gestów bez treści. W wywiadzie dla Euronews mówił:

„Te negocjacje muszą przynieść nam bardzo konkretne rezultaty. W przeciwnym razie pojawi się silny ruch polityczny na rzecz, powiedziałbym, ostrzejszych środków”.

Komisarz przyznał jednocześnie, iż pełne otwarcie chińskiego rynku zajmie więcej czasu. Do października Unia potrzebuje przede wszystkim „dowodu koncepcji”, czyli zarysu porozumienia i pilotażowego rozwiązania dla wrażliwych sektorów, takich jak motoryzacja, wyroby medyczne i żywność.

Dlaczego Pekin reaguje tak nerwowo

Ostry ton MOFCOM nie jest zaskoczeniem, ale jest wymowny. Chińska gospodarka coraz mocniej zależy od eksportu. Popyt krajowy pozostaje słaby, inwestycje w nieruchomości w pierwszych ośmiu miesiącach 2026 r. spadły o blisko 20%, a eksport w sierpniu wzrósł rok do roku o 25%. Rynek unijny jest dla Pekinu zbyt ważny, żeby ryzykować jego częściowe zamknięcie, zwłaszcza przy nieprzewidywalnej polityce handlowej USA. Analitycy Atlantic Council zauważają, iż już same ostrzeżenia Pekinu pokazują, iż nowe europejskie narzędzia mogłyby być dla Chin naprawdę kosztowne.

Chiny mają też swoje powody, by nie ustępować. Gdyby zgodziły się dobrowolnie ograniczyć eksport do UE, stworzyłyby precedens, po który gwałtownie sięgnęliby inni partnerzy handlowi. Autor analizy GMF ocenia, iż szanse na coś więcej niż symboliczne ustępstwa są niewielkie. Kierunki 15. planu pięcioletniego stawiają na samowystarczalność technologiczną i przesuwanie się w górę łańcucha wartości, a o globalnej nierównowadze handlowej nie ma w nich mowy.

Pekin pokazał już, jak wygląda jego odpowiedź. Po unijnych cłach na samochody elektryczne wszczął postępowania wobec europejskiej brandy, wieprzowiny i nabiału. Ostatecznie nałożone w lutym 2026 r. cła na nabiał z UE (7,4-11,7%) były wprawdzie niższe od stawek tymczasowych, ale sygnał był czytelny. Chiny szukają wrażliwych punktów, które uderzają w konkretne państwa członkowskie, zwłaszcza w eksporterów rolnych, i w ten sposób próbują dzielić Unię.

Między porozumieniem a wojną handlową

Obie strony stoją przed trudnym wyborem. Bruksela może przyjąć ograniczone, dobrowolne zobowiązania Pekinu, które kilka zmienią w bilansie handlowym, albo sięgnąć po jednostronne środki i zaakceptować ryzyko odwetu. Pekin z kolei może pójść na realne ustępstwa, żeby utrzymać dostęp do kluczowego rynku, albo liczyć na podziały wśród 27 państw członkowskich. Ta druga strategia przez lata działała, ale wspólny front Paryża i Berlina wyraźnie ją osłabia.

Część ekspertów uważa, iż właśnie groźba nowego instrumentu może być najskuteczniejszym argumentem w negocjacjach. Chiny będą bardziej skłonne do ustępstw, jeżeli uwierzą, iż Europa naprawdę jest gotowa działać. Widać już przesunięcie w myśleniu Brukseli. Coraz częściej zamiast procedur antydumpingowych, dotyczących pojedynczych produktów i ciągnących się miesiącami, rozważa się sektorowe środki ochronne, instrument dywersyfikacji dostaw oraz preferencje dla europejskich firm w zamówieniach publicznych.

Dla rynków najbliższe tygodnie oznaczają podwyższoną wrażliwość na nagłówki. Najbardziej narażone są europejskie spółki motoryzacyjne, chemiczne i maszynowe, a także firmy mocno obecne w Chinach, od producentów aut premium po sektor dóbr luksusowych. Niepewność jest tym większa, iż relacje handlowe USA i Chin też wciąż się zmieniają, o czym pisaliśmy przy okazji kolejnych etapów wojny handlowej USA-Chiny. Szerzej, spór wpisuje się w proces decouplingu, czyli stopniowego rozluźniania więzi gospodarczych między Chinami a Zachodem.

Rozstrzygnięcie może zapaść w ciągu kilkunastu dni. Wizyta Šefčoviča w Pekinie pokaże, czy Chiny traktują ostrzeżenia z Brukseli poważnie, a szczyt Rady Europejskiej w połowie października, czy Unia jest gotowa przejść od słów do czynów. Od tego, co wydarzy się między 8 a 16 października, zależy, czy relacje gospodarcze warte prawie bilion dolarów rocznie wejdą w fazę porozumienia, czy otwartego konfliktu.

Idź do oryginalnego materiału