Co czeka Polskę po wprowadzeniu ceł przez USA? Są szacunki dla PKB

1 dzień temu
Zdjęcie: Polsat News


Eksperci Polskiego Instytutu Ekonomicznego prognozują, iż w najgorszym scenariuszu, czyli w przypadku wystąpienia wojny handlowej między Stanami Zjednoczonymi a Unią Europejską PKB Polski spadłby o kilka ponad 0,4 proc. Podkreślają, iż w zależności od zakresu ceł nałożonych przez USA na europejską wspólnotę ich wpływ na polską gospodarkę będzie różny, jednak w każdym przypadku będzie skutkował spadkiem PKB.


W środę podczas spotkania z dziennikarzami eksperci Polskiego Instytutu Ekonomicznego Marek Wąsiński i Aleksandra Sojka zauważyli, iż na tę chwilę jedynymi nałożonymi na UE cłami są te na stal i aluminium. Z kolei 3 kwietnia - zgodnie z zapowiedziami prezydenta USA Donalda Trumpa - wejść w życie mają cła na samochody, a maksymalnie do 3 maja - cła na części samochodowe.
PIE w opublikowanym raporcie ws. wpływu ceł na polską gospodarkę wskazuje, iż USA są w tej chwili ósmym co do wielkości partnerem eksportowym Polski w wymianie towarowej. Reklama


"Wartość polskiego bezpośredniego eksportu do USA w 2024 r. wzrosła do 12,6 mld USD (o 6,3 proc. r/r). Bezpośredni eksport do USA stanowi 3,3 proc. łącznego eksportu towarów z Polski. W eksporcie do USA szczególnie istotne są towary z sektora maszynowego, jak silniki turboodrzutowe i turbośmigłowe. Eksport usług stanowił porównywalną do eksportu towarów część wymiany handlowej - w 2023 r. Polska sprzedała USA usługi o wartości 10,4 mld USD przy eksporcie towarów o wartości 11,8 mld USD" - napisano.


Co zdecyduje Donald Trump ws. ceł?


Wąsiński zwrócił uwagę, iż w tej chwili Polska odnotowuje nadwyżkę handlową ze Stanami Zjednoczonymi. Oznacza to, iż importujemy więcej produktów z USA niż eksportujemy. Polski eksport to głównie maszyny i urządzenia mechaniczne, a import - maszyny i urządzenia elektryczne. "W 2024 r. towary pochodzące z USA stanowiły 5 proc. polskiego importu (19 mld USD, 17 proc. r/r), dzięki czemu USA były 3. największym importerem do Polski" - głosi raport.
Aleksandra Sojka wyjaśniła, iż aby oszacować wpływ amerykańskich ceł na polską gospodarkę przejęto trzy scenariusze. "Scenariusz pierwszy, który nazwałam metalowym, to jest to co mamy dzisiaj, czyli cła na stal i aluminium jeszcze bez sektora motoryzacyjnego" - zaznaczyła. Drugi scenariusz obejmuje nałożenie ceł na sektor motoryzacyjny i podzielony jest na wersję, w którym pojawią się cła odwetowe, i wersję bez tych ceł. W ostatnim scenariuszu eksperci założyli, iż USA wprowadza 25-proc. cła na wszystkie unijne produkty. Ponownie jest on podzielony na dwie wersje, jedną z cłami odwetowymi, a drugą bez.
"Jeśli chodzi o wpływ na PKB Polski, to największy wpływ ma scenariusz ostrej wojny handlowej z odwetem" - zaznaczyła analityczka PIE. Dodała, iż scenariusze odwetowe zawsze "wpływają bardziej negatywnie", choć ogólny wpływ ceł jest "niewielki". W pierwszym scenariuszu PKB Polski miałoby się obniżyć o 0,11 proc. w porównaniu do PKB bez wprowadzonych ceł. W drugim scenariuszu spadek miałby wynieść 0,12 proc., choć w przypadku ceł odwetowych - 0,15 proc. W ostatnim scenariuszu prognozuje się spadek PKB o 0,38 proc. lub 0,43 proc. w przypadku odwetu ze strony UE.


"Według szacunków PIE, polskie PKB może być niższe o ponad 1 proc. PKB w scenariuszu unijno-amerykańskiej wojny celnej. Gdyby USA, poza już obowiązującymi barierami, nałożyły jeszcze dodatkowe cła w wysokości 25 proc. tylko na UE, PKB Polski odczułoby dość silnie negatywne konsekwencje, szczególnie w postaci utraconych dostaw do UE. Obawy przed potencjalnymi konsekwencjami ceł wyraża 40 proc. przedsiębiorców w Polsce badanych przez PIE" - czytamy w raporcie Instytutu.


Wyższe cła nie zredukują deficytu między USA a UE?


Sojka dodała, iż w przypadku pierwszego i drugiego scenariusza eksport najbardziej spadłby w sektorze górnictwa i wydobycia (o 3-4 proc.) "prawdopodobnie ze względu na wykorzystanie węgla koksującego w produkcji stali, na którą nałożono cła". Z kolei w sektorze usług transportowych i motoryzacyjnym spadek wyniósłby 1,5 proc. "Natomiast gdyby doszło do wojny handlowej między UE a USA tutaj wpływ negatywny jest na każdy sektor, który braliśmy pod uwagę" - podkreśliła. Najbardziej odczuje to sektor usług transportowych, produkcja komputerów, branża metali podstawowych oraz maszyn i urządzeń. Spadki wyniosłyby od 0,5 proc. do 4 proc.


W ocenie ekspertów PIE administracja USA wprowadzając cła kieruje się wieloma celami jednocześnie, co może skutkować tym, iż działania te "mogą być mniej skuteczne i gorsze dla sytuacji gospodarczej zarówno w USA, jak i na świecie". Zwrócili uwagę na trzy najważniejsze cele prezydenta Trumpa: redukcję deficytu handlowego, przekierowanie wpływów do budżetu z ceł oraz wzmocnienie pozycji negocjacyjnej USA wobec partnerów.
Według Wąsińskiego próba realizacji któregokolwiek z tych celów dzięki ceł "wydaje się trudna". "Nie można trwale zredukować deficytu w handlu między USA a UE jedynie metodą podwyższania ceł, ponieważ deficyt handlowy USA wynika nie tylko z relacji handlowych" - wyjaśnił. Dodał, iż trudno także oczekiwać, aby cła zwiększyły wpływy budżetowe. Przypomniał, iż w 2024 r. wpływ z ceł osiągnął 1,6 proc. przychodów USA (77 mld dolarów) i 0,3 proc. PKB.
"Nawet po nałożeniu dodatkowych ceł w wysokości 50 proc. na cały import USA, przychody budżetowe mogłyby sięgnąć 780 mld dol., co stanowiłoby tylko 16 proc. przychodów budżetowych USA i mniej niż przekraczająca 1,8 bln dol. dziura budżetowa" - podkreślił ekspert.
PIE podkreśla, iż cele USA jeżeli chodzi o cła nie zostały jasno określone. "Członków amerykańskiej administracji z pewnością łączy chęć wykorzystania ceł w polityce gospodarczej. Nie da się jednak wykluczyć, iż z perspektywy całej administracji nie tworzą one jednej spójnej wizji polityki handlowej USA poza samym celem podwyższenia obowiązujących już teraz ceł. Wówczas z tego mógłby wynikać chaos związany wprowadzaniem i wycofywaniem ceł" - głosi raport.
Idź do oryginalnego materiału