Co naprawdę steruje ceną Bitcoina? To nie cykle ani halving.

2 dni temu

Największy mit o Bitcoinie jest taki, iż jego cenę ustala kalendarzyk i magiczne cykle, wpisy w social mediach, albo wiara w „cyfrowe złoto”.

Szum robi swoje, ale gdy dzieją się naprawdę duże ruchy, źródło zwykle jest dużo mniej romantyczne. To nie jest kolejna kartka w kalendarzu. To banki centralne, rynki kredytowe i to, ile pieniądza oraz finansowania krąży w całym systemie.

Bitcoin wyjątkowo mocno reaguje na to, czy pieniądz jest tani czy drogi i czy kredyt krąży swobodnie, czy zaczyna się kurczyć. Nie dlatego, iż jest magiczny, tylko dlatego, iż jest jednym z najbardziej wrażliwych aktywów na zmiany płynności.

W tym materiale pokażę, jak działa globalna płynność, jak przechodzi przez system finansowy i dlaczego patrzenie na Bitcoina w ten sposób pozwala zrozumieć jego ruchy dużo lepiej niż narracje o cyklach i emocjach rynku.

Co naprawdę steruje ceną Bitcoina? To nie cykle ani halving.

Inwestuj z Kraken! Załóż konto, wpłać 100 euro i zyskaj bonus do 15 euro. Jedna z największych giełd kryptowalut na świecie – bezpiecznie i prosto.

Załóż konto na:
https://kraken.pxf.io/c/6628352/3300416/10583

Dwie płynności: sprzedaż aktywa vs „łatwość pieniądza”

Płynność w świecie finansowym najczęściej kojarzy się z wam z możliwością i łatwością szybkiej sprzedaży czegoś. Masz akcje dużej spółki, możesz je sprzedać w sekundę, więc są… płynne. Masz mieszkanie, sprzedajesz je miesiącami, więc jest mniej płynne. My dzisiaj jednak mówimy o czymś innym. Mówimy o płynności jako o dostępności pieniądza i łatwości kredytowania w gospodarce oraz w systemie finansowym.

Najprościej patrząc globalna płynność to warunki, w których pieniądz jest łatwy albo trudny do zdobycia. Różnica między światem, w którym banki chętnie pożyczają, inwestorzy chętnie ryzykują i finansowanie jest tanie, a światem, w którym pieniądz ma wyższą cenę, kredyt jest selektywny, a każdy zaczyna liczyć ryzyko dwa razy, zanim komuś pożyczy pieniądze lub w coś zainwestuje.

I teraz kluczowa kwestia, którą trzeba dobrze poczuć. W nowoczesnej gospodarce większość pieniądza nie powstaje w mennicy, ani w choćby w banku centralnym, chociaż do tego wrócimy. Powstaje w bankach komercyjnych. To nie jest żadna magia tylko czysta księgowość. Kiedy bank udziela Ci kredytu, nie przelewa Ci pieniędzy innego klienta. On po prostu wpisuje na Twoje konto nowe cyfry, tworząc pieniądz, którego sekundę wcześniej nie było. Oczywiście to nie tak, iż bank może w ten sposób udzielać tyle kredytów, ile chcę. Ograniczają go różne regulacje i wymogi, ale co do zasady tak to działa.

Dwie warstwy płynności: baza banku centralnego i szeroki pieniądz (M2)

Dlatego w rozmowie o płynności zawsze jest kilka warstw.

Bazowa warstwa to pieniądze banku centralnego. Fundament systemu. To, czym banki rozliczają się między sobą, to jest baza, od której zaczyna się wszystko. Pieniądze „stworzone” przez bank centralny, które trafiają głównie do banków komercyjnych. Służą one jako płynność międzybankowa i rezerwy, ale technicznie są „zamknięte” w sektorze finansowym. To paliwo dla systemu bankowego, a nie środki, którymi płacisz w sklepie.

Druga warstwa to pieniądz wykreowany i obsługiwany przez banki komercyjne, czyli depozyty i kredyt. To jest to, co ludzie i firmy widzą na kontach, to jest to, czym obraca gospodarka na co dzień. To realna siła nabywcza w gospodarce, która rośnie głównie wtedy, gdy banki komercyjne wykorzystują swoje rezerwy, aby udzielić kredytów klientom, tworząc w ten sposób nowy pieniądz w obiegu.

Gdy media finansowe odnoszą się do słynnej podaży pieniądza, to mówią o pewnym przybliżeniu tej warstwy. Na przykład dzięki agregatu pieniądza M2, który zwykle obejmuje gotówkę w obiegu oraz depozyty i inne zobowiązania do 2 lat włącznie.

Nawet jeżeli taka płynność rośnie, to nie musi od razu pójść do sklepów i podnieść ceny chleba. Bardzo często najpierw idzie na rynki finansowe. Zanim pieniądz trafi do realnej gospodarki, przechodzi przez decyzje banków, funduszy i firm. Oni mają swoje preferencje. jeżeli pieniądz jest tani, jeżeli realne oprocentowanie jest niskie, jeżeli można pożyczyć i liczyć na wzrost cen różnych aktywów (na przykład akcji), to kapitał zaczyna szukać zwrotu w miejscach, które reagują najmocniej.

Tu wchodzimy w hydraulikę systemu. Skąd w ogóle bierze się ten strumień pieniądza i kto odkręca kran, skoro to banki komercyjne go w większości kreują?

Hydraulika: bank centralny reguluje „ciśnienie” stóp i bilansem

Wyobraź sobie, iż globalny system finansowy to sieć rur. Rury łączą banki centralne, banki komercyjne, fundusze, firmy, gospodarstwa domowe i rynki finansowe, a woda w tych rurach to pieniądz i kredyt.

Bank centralny nie jest jedynym źródłem tej wody, ale jest najważniejszym regulatorem ciśnienia. Robi to na dwa główne sposoby.

Pierwszy sposób to stopy procentowe. To jest cena pieniądza. jeżeli stopa jest wyższa, pieniądz jest droższy, kredyt mniej opłacalny, a wyceny aktywów i akcji dostają matematyczny cios, bo przyszłe przepływy pieniężne dyskontuje się mocniej. jeżeli stopa jest niższa, pieniądz jest tańszy, kredyt bardziej opłacalny, a system ma większą skłonność do ryzyka. Przynajmniej w teorii.

Drugi sposób to operacje na bilansie banku centralnego, czyli to, co wielu ludzi kojarzy jako luzowanie ilościowe i zacieśnianie ilościowe. Możesz to traktować jak zmianę ilości pieniądza w systemie lub ilości samej wody, jeżeli odnosimy się do naszej analogii z hydrauliką. Gdy bank centralny kupuje z rynku aktywa za wykreowane przez siebie pieniądze, to zwiększa swój bilans i w efekcie w systemie finansowym zwykle robi się luźniej, pieniądza jest więcej i wszyscy bardziej ochoczo go pożyczają oraz inwestują.

Gdy bank centralny zmniejsza bilans, czyli wyprzedaje aktywa i zbiera w zamian gotówkę z systemu, to często robi się ciaśniej, a pożyczki i inwestycje stają się bardziej wybiórcze i selektywne.

Transmisja i „warunki”: collateral, finansowanie krótkie, selektywność kredytu

To jednak przez cały czas nie jest koniec. choćby jeżeli bank centralny coś zrobi, to pieniądz nie teleportuje się automatycznie do portfeli ludzi ani na wykres Bitcoina. pozostało mechanizm transmisji, czyli droga, jaką ten impuls przechodzi przez system.

Najprościej wygląda to tak. Bank centralny zmienia warunki. Stopy, bilans, dostępność rezerw, ogólny poziom restrykcyjności.

Banki komercyjne reagują. jeżeli finansowanie jest tanie i ryzyko wygląda na kontrolowane, banki chętniej udzielają kredytów i na korzystniejszych warunkach. jeżeli finansowanie jest droższe, a ryzyko rośnie, banki robią się wybredne. Kredyt staje się trudniejszy, a ponieważ kredyt jest jednym z głównych generatorów szerokiego pieniądza, to cała gospodarka zaczyna odczuwać taką zmianę.

Rynki finansowe reagują tu często najszybciej. jeżeli warunki kredytowe robią się luźniejsze, to rośnie apetyt na ryzyko, a kapitał przesuwa się z bezpiecznych aktywów w stronę bardziej ryzykownych. jeżeli warunki robią się ostrzejsze, dzieje się odwrotnie.

I teraz dochodzimy do detalu, który jest mało widowiskowy, ale ma ogromne znaczenie. Płynność to nie tylko „ile jest pieniędzy”, ale też „jak łatwo można je pożyczyć” i „na jakich warunkach”. W świecie finansów liczy się collateral, liczy się koszt zabezpieczenia, liczy się dostęp do finansowania krótkoterminowego. jeżeli system ma dużo wody, ale ktoś zakręci zawór na rynku finansowania, to dla aktywów ryzykownych robi się sucho mimo pozornej obfitości.

Wiele kranów naraz: globalna płynność to suma kilku polityk

Do tego dochodzi fakt, iż globalny system nie ma jednego banku centralnego. To nie jest jeden kran. To jest kilka wielkich kranów naraz. Polityka monetarna w USA, w strefie euro, w Japonii, w Chinach, w innych ważnych gospodarkach, a do tego jeszcze przepływy walutowe i rola dolara w finansowaniu międzynarodowym. Czasem te strumienie się sumują, a czasem jeden kran odkręca, a drugi zakręca i wtedy obraz na rynkach jest bardziej chaotyczny. Tak, amerykański Fed jest tutaj najważniejszy i często wyznacza kierunek, ale dalej jest jedyny. Zakręcenie kurka w USA można zrównoważyć odkręceniem innych.

W tym momencie warto zadać pytanie, które brzmi banalnie, ale jest sednem całej historii. jeżeli w systemie pojawia się nadmiar pieniądza i kredytu, to gdzie on idzie. Bo przecież nie znika. Szuka ujścia, a to ujście często ma postać różnych aktywów: obligacji, akcji, czy Bitcoina, który został określony gąbką na płynność.

Metafora „gąbki” działa dobrze, bo jest intuicyjna. Kiedy wody przybywa, gąbka chłonie. Kiedy wody ubywa, gąbka wysycha.

Zastanówmy się, dlaczego w ogóle nadmiarowa płynność „musi” gdzieś pójść. To nie jest jakaś moralna konieczność, iż pieniądz ma koniecznie wpaść w Bitcoina. To jest ekonomiczna konsekwencja różnych bodźców.

Jeśli realna stopa zwrotu z bezpiecznych instrumentów jest mało atrakcyjna, albo jeżeli inwestorzy czują, iż trzymanie gotówki to powolna utrata siły nabywczej, to pojawia się presja, żeby znaleźć aktywa, które mają szansę utrzymać wartość lub ją zwiększyć. jeżeli do tego finansowanie jest tanie, a rynek jest w trybie „spokojnie, jakoś to będzie”, to rośnie skłonność inwestorów do ryzyka.

Wtedy kapitał robi to, co zawsze robi. Płynie tam, gdzie może osiągnąć najwyższą stopę zwrotu przy akceptowalnym ryzyku, albo przynajmniej tam, gdzie ludzie wierzą, iż to ryzyko jest akceptowalne. To psychologia i ekonomia w jednym.

Kiedy w systemie macie mało pieniądza i wysokie stopy procentowe, to możecie kupić obligacje USA, które zapłacą relatywnie duże oprocentowanie.

Jeśli macie nadmiar pieniądza i niskie stopy, to po pierwsze obligacje są mało atrakcyjne, bo ich oprocentowanie przy niskich stopach jest mizerne, a na dodatek mamy nadmiar samego pieniądza, co jeszcze bardziej winduje ceny tych bezpiecznych aktywów. Idealna sytuacja na szukanie bardziej ryzykownych inwestycji.

Dołącz do nas na Twitterze oraz YouTube i bądź na bieżąco!

Dlaczego BTC bywa „chłonny”: globalność, sztywna podaż, narracja

Bitcoin ma kilka cech, które sprawiają, iż w takich warunkach potrafi być wyjątkowo „chłonny”.

Po pierwsze, jest globalny. Nie jest przypisany do jednej giełdy, jednego kraju, jednego systemu. Można go kupować i sprzedawać praktycznie bez przerwy, a to sprawia, iż jest naturalnym instrumentem do szybkiego wyrażania apetytu na ryzyko.

Po drugie, ma bardzo sztywną podaż w krótkim terminie. Niezależnie od tego, czy uważasz to za zaletę czy nie, mechanicznie oznacza to tyle, iż gdy pojawia się dodatkowy popyt, cena ma tendencję do silniejszej reakcji. Dla porównania rynek akcji jest olbrzymi i głęboki, a Bitcoin jest relatywnie malutki i bardziej wrażliwy na przepływy, w efekcie impuls płynnościowy potrafi się w nim „odbić” znacznie mocniej.

Po trzecie, Bitcoin jest aktywem narracyjnym. To brzmi jak zarzut, ale to po prostu fakt. Ludzie nie kupują aktywów tylko dlatego, iż są matematycznie atrakcyjne. Kupują też dlatego, iż wierzą w historię, a historia Bitcoina jako alternatywy wobec systemu fiducjarnego powraca szczególnie wtedy, gdy system produkuje dużo pieniądza.

Antydogmat: płynność to istotny kontekst, nie religia predykcyjna

Teraz ważne doprecyzowanie. Mówienie „Bitcoin rośnie, bo płynność rośnie” to skrót, który łatwo zamienia się w dogmat. Za łatwo. My nie robimy tu religii. Metafora gąbki nie oznacza, iż Bitcoin zawsze urośnie, gdy tylko płynność wzrośnie i zawsze spadnie, gdy tylko płynność spadnie.

Oznacza, iż Bitcoin często jest bardziej wrażliwy na zmiany tych warunków niż inne aktywa. Czasem reaguje wcześniej, czasem później, czasem jest zagłuszany przez inne wydarzenia, ale jako element układanki płynność bywa bardzo tu bardzo użyteczna analitycznie.

W praktyce można myśleć o BTC jako o aktywie, które po prostu mocniej reaguje na płynność. Gdy system jest w trybie łatwego pieniądza, rośnie skłonność do kupowania ryzyka, a BTC często łapie ten wiatr znacznie mocniej niż inne ryzykowne aktywa. Gdy system przechodzi w tryb restrykcyjny, ryzyko jest redukowane, a wtedy BTC często dostaje po twarzy jako pierwszy, bo inwestorzy w pierwszej kolejności rezygnują z tych najbardziej ryzykownych aktywów.

Praktyka dla inwestora: panel kontrolny i 3 wnioski o zarządzaniu ryzykiem

Przechodzimy do praktyczniejszej części. Co to wszystko oznacza dla inwestora, który chce mieć ekspozycję na BTC, ale nie chce być prowadzony na smyczy przez emocje rynku.

Pierwsza zmiana jest mentalna. Zamiast pytać „co zrobi Bitcoin”, naucz się pytać „w jakim miejscu jest globalna płynność”, bo Bitcoin jest w tej opowieści bardziej termometrem niż lekarstwem. Pokazuje temperaturę systemu, a temperatura zależy od tego, jak działa świat klasycznego pieniądza.

Druga zmiana dotyczy tego, na co patrzysz. jeżeli przyjmujesz, iż BTC jest wrażliwy na płynność, to zaczynasz budować prosty panel kontrolny. Nie po to, żeby przewidzieć każdy ruch i jego timing, bo to się nie uda. Robisz to po to, żeby lepiej rozumieć tło.

Co może wchodzić do takiego panelu?

Jedni dorzucają sobie jako element Global M2, traktowane jako przybliżenie szerokiego pieniądza na świecie. Nie jako żaden Święty Graal, tylko jako sygnał, czy ogólnie pieniądza przybywa czy ubywa.

Drugim elementem są warunki finansowe, czyli połączenie stóp, dostępności kredytu i ogólnej restrykcyjności. Można to obserwować przez pryzmat decyzji banków centralnych, ale też przez zachowanie rynku długu, bo rynek długu często szybciej pokazuje, czy pieniądz jest tani czy drogi.

Trzecim elementem są realne stopy procentowe, czyli oprocentowanie skorygowane o oczekiwaną inflację. Dlaczego to jest ważne. Bo jeżeli realna stopa jest atrakcyjna, to bezpieczne instrumenty zyskują konkurencyjność. jeżeli realna stopa jest niska lub ujemna, rynek ma większą motywację, żeby uciekać w aktywa, które mogą chronić przed utratą siły nabywczej. To jest jeden z powodów, dla których narracja o BTC jako zabezpieczeniu przed dewaluacją walut wraca falami.

Czwartym elementem jest stres na rynku finansowym. jeżeli w systemie rośnie napięcie, banki i instytucje zaczynają chronić własną płynność i pojawiają się jakieś newsy o problemach systemu finansowego, to zwykle nie sprzyja aktywom, które są „na końcu łańcucha ryzyka”.

I teraz najważniejsze pytanie. Jak to wykorzystać w praktyce, bez udawania, iż masz kryształową kulę.

Moim zdaniem sensowne są trzy wnioski.

Wniosek pierwszy: BTC ma dwa życia. Jedno długoterminowe i jedno cykliczne. Długoterminowo można grać po prostu pod to, iż Bitcoin zbyt mocno zakotwiczył się już w systemie finansowym, żeby upaść, więc będzie funkcjonował jako taki produkt uboczny świata finansów i będzie utrzymywany w wielu portfelach inwestycyjnych, a dzięki swojej ograniczonej podaży jego cena będzie rosła.

Cyklicznie natomiast BTC zachowuje się jak aktywo o wysokiej wrażliwości na płynność i apetyt na ryzyko. jeżeli pomylisz te dwa życia, to będziesz podejmować decyzje spekulacyjne na podstawie tezy długoterminowej albo odwrotnie, a to często kończy się frustracją. Dlatego zanim zainwestujesz w Bitcoina zastanów się w jaką grasz grę. jeżeli lepiej zrozumiesz własne motywacje, to unikniesz błędów i nerwów.

Wniosek drugi: patrzenie na płynność pomaga odróżnić „rynek rośnie, bo jest paliwo” od „rynek rośnie, bo jest euforia”. To nie są tożsame rzeczy. Euforia potrafi trwać, ale bez paliwa jest bardziej krucha. jeżeli widzisz, iż warunki finansowe się zacieśniają, a rynek przez cały czas rośnie tylko siłą narracji, to przynajmniej wiesz, iż stoisz na cieńszym lodzie, a jeżeli widzisz, iż warunki się luzują, to wiesz, iż rynek ma wiatr w plecy, choćby jeżeli chwilowo go nie wykorzystuje.

Po tej zajawce niczym ostrzeżenie nadchodzi wniosek trzeci: BTC jako barometr płynności jest bardziej narzędziem do zarządzania ryzykiem niż do szukania magicznych sygnałów wejścia. To subtelna, ale ważna różnica.

Zarządzanie ryzykiem to decyzja o tym, jak duża ekspozycja ma sens w danym środowisku, jak rozkładasz zakupy w czasie, jaką akceptujesz zmienność, czy budujesz pozycję stopniowo, czy grasz all in. To jeden z wielu sygnałów, który może zwiększyć lub zmniejszyć przekonanie do inwestycji, ale nie magiczny artefakt, który pozwoli Ci oszukać rynek i wstrzelić się idealnie w dołek.

Patrzenie na globalną płynność działa jak prognoza pogody. Prognoza nie powie Ci, czy o 14:07 spadnie deszcz na Twoją ulicę. Powie Ci, czy jest na to większa czy mniejsza szansa między 14:00 i 15:00. Czy idzie chmura, czy powinno świecić słońce. To i tak ogromna przewaga wiedzy nad tymi, którzy wychodzą na zewnątrz na ślepo.

Jeśli miałbym zostawić was z jedną myślą po tym materiale, to byłaby ona bardzo prosta.
Bitcoin nie jest magiczną monetą, która rośnie, bo „tak”. Nie jest też chaotycznym kasynem oderwanym od świata finansów.

On funkcjonuje wewnątrz tego samego systemu, który tworzy kredyt, ustala cenę pieniądza i decyduje o tym, czy w obiegu jest nadmiar, czy niedobór płynności. Różnica polega na tym, iż reaguje szybciej i gwałtowniej niż większość aktywów.

Patrzenie na BTC przez pryzmat globalnej płynności nie jest magicznym sposobem na idealne punktów wejścia i wyjścia, ale daje coś znacznie cenniejszego: kontekst. Pozwala odróżnić środowisko, w którym ryzyko ma wiatr w plecy, od takiego, w którym rynek jedzie już tylko na narracji.

Jeśli traktujesz Bitcoina jak barometr, a nie jak wyrocznię, to zaczynasz podejmować decyzje spokojniej, z mniejszą presją emocji i z większym naciskiem na zarządzanie ryzykiem, a w świecie, w którym pieniądz raz płynie szerokim strumieniem, a raz znika szybciej, niż się pojawił, to właśnie taka perspektywa daje inwestorowi największą przewagę.

Inwestuj z Kraken! Załóż konto, wpłać 100 euro i zyskaj bonus do 15 euro. Jedna z największych giełd kryptowalut na świecie – bezpiecznie i prosto.

Załóż konto na:
https://kraken.pxf.io/c/6628352/3300416/10583

Do zarobienia!
Piotr Cymcyk

Porcja informacji o rynku prosto na Twoją skrzynkę w każdą niedzielę o 19:00
67
5
Idź do oryginalnego materiału