Co robi analityk kryptowalut? Co to jest blockchain? Wywiad ze specjalistą od kryptowaluty!

2 godzin temu

Kryptowaluta – słowo, które wzbudza emocje choćby wśród ludzi, którzy go nie rozumieją. W ramach cyklu „Branża IT dla laików” rozmawiam z Michałem Królikiem, specjalistą od kryptowalut. Na czym polega stanowisko Senior Cryptocurrency Analyst? Co to jest kryptowaluta i blockchain? Czy praca związana z kryptowalutami to bardziej praca w IT, czy w finansach? Tego i wiele więcej o kryptowalutach dowiesz się z mojej rozmowy z Michałem Królikiem.

Zapraszam też do lektury innych rozmów z cyklu „Branża IT dla laików”.

Sylwia Błach: Kryptowaluta – słowo, które rozbudza wyobraźnię, a jednak niewielu je rozumie. Zacznijmy więc od podstaw: co to jest?

Michał Królik: Jakże bliskie jest mi to pytanie! Kiedy temat kryptowalut zaczął robić się głośny, to za każdym razem, gdy byłem u kogoś z mojej rodziny dostawałem podobne pytanie: czym ty się w ogóle zajmujesz. I to choćby jeszcze jak pracowałem w CBZC. Do tego oczywiście pytanie „co to są te kryptowaluty?”. Podczas swoich szkoleń tłumaczę ten temat najprościej jak się da, np. technologię blockchain wyjaśniam na przykładzie popularnej gry Eurobiznes. Dopiero po przełożeniu trudnego tematu na coś powszechnie znanego mogę usłyszeć od odbiorcy „no dobra, teraz to rozumiem”.

Na szkoleniach mam więcej czasu oraz dysponuję tablicami, więc jest łatwiej, ale jak miałbym to powiedzieć najprościej, to kryptowaluta jest pieniądzem w wersji internetowej lub cyfrowej, ale takim, który nie należy do żadnego banku ani państwa. To bardzo ważne, ponieważ jest to jedno z pierwotnych założeń, jakie przyświecały stworzeniu Bitcoina – brak organu nadzorczego, kogoś, kto nam może w każdej chwili zablokować środki lub w inny sposób nimi zarządzać.

Przełóżmy to trochę na życie codzienne i zwykłe pieniądze, które mamy na koncie – są one tylko zapisem w systemie bankowym. My tak naprawdę widzimy tylko liczbę w aplikacji bankowej, w serwisie internetowym czy na bankomacie, nie mamy przypisanych do siebie banknotów, które wpłaciliśmy do banku i one nie czekają na nas, żebyśmy je wydali. Bank zarządza pieniędzmi wszystkich swoich klientów. Bank wie, ile mamy środków, może je zablokować, cofnąć przelew albo poprawić błąd. W przypadku kryptowalut nie ma jednego centralnego właściciela systemu. Zamiast banku jest sieć komputerów na całym świecie, które wspólnie pilnują, żeby wszystko się zgadzało.

Czytaj też: Przestępstwa w metawersum, czyli metaverse crime

SB: A związane z kryptowalutami, równie tajemnicze słowo: blockchain?

Sercem kryptowalut jest technologia zwana blockchainem. Blockchain najlepiej wyobrazić sobie jako ogromną, publiczną księgę rachunkową, do której każdy może zajrzeć, ale nikt nie może jej po cichu zmienić. Każda transakcja, kto komu i ile wysłał, jest zapisywana w tej księdze i zostaje tam już na zawsze. Nie ma opcji „cofnij przelew” ani „pomyłka systemu”. Sama technologia jest bezpieczna między innymi właśnie przez to, iż nie opiera się na jednym serwerze ani jednym centrum dowodzenia, tylko działa jednocześnie na tysiącach, a często milionach komputerów na całym świecie. Żeby coś sfałszować albo podmienić, trzeba by było oszukać większość tej sieci naraz, co w praktyce jest niewykonalne.

Do tego każda nowa transakcja jest matematycznie powiązana z poprzednimi. jeżeli ktoś próbowałby zmienić choćby jedną operację sprzed lat, cała reszta przestałaby się zgadzać i sieć od razu by to odrzuciła. To trochę tak, jakby próbować wyjąć jedną kartkę z książki, która jest jednocześnie sprawdzana przez tysiące czytelników – ktoś zawsze zauważy, iż coś się nie zgadza.

Można to też ująć tak, iż bezpieczeństwo nie zależy od tego, czy ktoś siedzi i pilnuje systemu. Nie ma zespołu ludzi, który manualnie sprawdza każdą transakcję albo podejmuje decyzję, czy coś jest w porządku. Robi to sama sieć, automatycznie, według jasno określonych zasad.

Czytaj też: Dotyk Midasa, czyli jak Elon Musk huśta Dogedoinem i Bitcoinem

SB: W tradycyjnych systemach zawsze na końcu jest człowiek…

Dokładnie tak: pracownik banku, administrator, ktoś, kto może się pomylić, zaspać, kliknąć nie to, co trzeba albo po prostu nadużyć uprawnień. W kryptowalutach ten ciężar został zdjęty z ludzi i przeniesiony na matematykę i algorytmy.

W uproszczeniu: tu nie trzeba nikomu ufać, iż dobrze wykona swoją pracę, bo system sam sprawdza, czy wszystko się zgadza. Jeśli transakcja nie spełnia zasad – po prostu nie przechodzi. Bez dyskusji, wyjątków i „załatwimy to później”.

Czytaj też: Republika Bitcoinowa. Prezydent Salwadoru wprowadza bitcoin do obiegu

SB: A skąd wzięło się słowo kryptowaluta?

Sama nazwa „kryptowaluta” wzięła się z kryptografii, czyli matematycznych zabezpieczeń. To one sprawiają, iż tylko właściciel danego portfela może wydać swoje środki, a podszycie się pod kogoś innego jest ekstremalnie trudne. Nie mówimy tutaj o przekazaniu dostępu do konta podstępnym zabiegiem socjologicznym używanym przez przestępców lub przejęciu dostępu do naszych urządzeń poprzez szkodliwe oprogramowania. Można o tym pisać i mówić bez końca, a niestety ludzie przez cały czas padają ofiarami oszustw w podobne sposoby i tracą swoje środki nie tylko kryptowalutowe, ale również zwykłe pieniądze ze swoich kont, czy swoje dane osobowe…

Czytaj też: Zdecentralizowane Sieci Społecznościowe – czy to odpowiedź na…

SB: To jednym zdaniem: co to są kryptowaluty?

Dla jednych są cyfrowym odpowiednikiem gotówki, dla drugich formą inwestycji, a dla jeszcze innych narzędziem do szybkich międzynarodowych przelewów bez pośredników. W mojej pracy patrzę na nie jako na ślad cyfrowy, który mimo pozornej anonimowości bardzo często pozwala odtworzyć historię działań konkretnych osób.

Czytaj też: Handel międzynarodowy przed wyzwaniem cyfryzacji

SB: Zajmujesz się analityką kryptowalut, czyli adekwatnie czym?

MK: Śledzeniem kryptowalut. Świat idzie na przód i co chwilę dochodzą nowe dowody, ślady, które pozostawiają po sobie ludzie – także przestępcy. Mnie interesuje nie tyle sama technologia, ile to, jak ludzie z niej korzystają i jakie ślady po sobie zostawiają.

Każda transakcja w blockchainie jest zapisana na stałe. To oznacza, iż choćby jeżeli nie widzimy imienia i nazwiska, to widzimy cały ruch środków: skąd przyszły, dokąd poszły, przez ile adresów przeszły, czy były dzielone, łączone, mieszane albo przerzucane między różnymi kryptowalutami. Moja praca polega na tym, żeby z tych pozornie chaotycznych danych ułożyć logiczną historię.

Pracuję w głównej mierze na danych, które są publicznie dostępne w tej „księdze” – blockchainie, tyle iż dla większości osób są one kompletnie nieczytelne. Moim zadaniem jest sprawić, żeby zaczęły mieć sens czy to w formie analizy, gotowego raportu czy podczas szkoleń.

Żeby to lepiej zobrazować, podam prosty przykład. Osoba X w jakiś sposób traci swoje kryptowaluty. Przestępca przerzuca te środki przez kilka różnych portfeli, tak jakby przekładał gotówką z portfela do portfela albo przelewał pieniądze między różnymi kontami bankowymi, aż w końcu zamienia je, na przykład, na złotówki.

Praca analityka kryptowalut polega na tym, żeby cofnąć się do punktu wyjścia i krok po kroku udowodnić, iż te środki finalnie trafiły do konkretnej osoby lub miejsca. Bez zgadywania, bez „wydaje mi się”, tylko na podstawie danych.

Czytaj też: Blockchain – przełomowa technologia cyfrowa

SB: Analityka kryptowalut brzmi bardzo ciekawie! Czy Twoja praca bardziej przypomina analizę finansową, czy pracę w IT – a może jedno i drugie?

MK: To jest jedno i drugie, ale tak naprawdę jeszcze coś innego.

Z jednej strony bardzo mocno przypomina to analizę finansową, bo cały czas pracuję na przepływach pieniędzy. Patrzę, skąd środki pochodzą, dokąd trafiają, w jakich kwotach, jak są dzielone, łączone i w jakim tempie się przemieszczają. Wiele pytań, które sobie zadaję, brzmi bardzo finansowo: czy ten ruch ma sens, czy jest naturalny, czy może wygląda na próbę ukrycia pochodzenia środków.

Z drugiej strony, to zdecydowanie praca z pogranicza IT, bo bez technologii nie dałoby się tego robić w praktyce. Korzystam ze specjalistycznych narzędzi analitycznych, pracuję na dużych zbiorach danych, wykresach, mapach powiązań i algorytmach, które pomagają wychwycić wzorce niewidoczne gołym okiem. Trzeba rozumieć, jak działa blockchain, portfele, giełdy czy inne zagadnienia z obszaru kryptowalut, bo bez tego łatwo wyciągnąć błędne wnioski.

Ale pozostało ten trzeci element, który często ludzi zaskakuje. Bardzo duża część mojej pracy to myślenie śledcze i analityczne. Tutaj ogromną rolę odegrały doświadczenia wyniesione z pracy w CBZC oraz kooperacja z bardziej doświadczonymi kolegami i koleżankami. Przez lata wymienialiśmy się wiedzą i sposobami myślenia typowymi dla pracy śledczej. Jak współczesny Sherlock Holmes łączę fakty, sprawdzam różne scenariusze, szukam powiązań i zastanawiam się, dlaczego ktoś zrobił coś w określony sposób.

W praktyce wygląda to tak, iż jednego dnia analizuję liczby i wykresy, innego próbuję zrozumieć zachowanie człowieka po drugiej stronie ekranu. I właśnie to połączenie finansów, technologii i analizy ludzkich decyzji sprawia, iż ta praca jest tak interesująca i trudna jednocześnie.

Kiedyś w jednym z podcastów powiedziałem zdanie, które dobrze to podsumowuje: „analiza transakcji, to nie jest tylko strzałka na grafie, iż to jest coś więcej. To jest cała historia czynności jakiegoś użytkownika. Trzeba zrozumieć jego zachowania i umieć to wszystko czytać.”

Czytaj też: Załamanie złotego? Nie, to błąd Google. Dwa wnioski

SB: Umiejętności śledcze są niezbędne w pracy analityka kryptowalut – odhaczone! Jakie jeszcze umiejętności są absolutnie podstawowe, żeby zacząć w tej branży?

MK: Na początku wiele osób zakłada, iż trzeba być świetnym programistą albo matematykiem, a to nie do końca prawda. Najważniejsze umiejętności leżą trochę gdzie indziej.

Podstawą jest analityczne myślenie i ciekawość. Trzeba lubić zadawać pytania w stylu: „dlaczego coś wygląda właśnie tak?, czy ten ruch ma sens? albo gdyby ktoś próbował coś ukryć, jak by to zrobił?”. Bez tej naturalnej ciekawości bardzo trudno jest wytrwać w analizie, która czasem bywa żmudna i wymaga cierpliwości.

Drugą kluczową umiejętnością jest logiczne łączenie faktów. Dane, z którymi pracujemy, rzadko układają się same w czytelną historię. Trzeba potrafić wyłapać drobne szczegóły, zapamiętać je i połączyć z innymi informacjami, czasem pozornie niezwiązanymi ze sobą. Pełna analiza kryminalna polega na łączeniu ze sobą danych z różnych źródeł. Tak samo jest kiedy mówimy o kryptowalutach. Często same dane z blockchaina łączy się z danymi OSINT-owymi, niejednokrotnie z innymi analizami kryminalnymi czy analizą miejsc na mapie w korelacji z czasem.

Bardzo ważna jest też cierpliwość i dokładność. Jedna źle zinterpretowana transakcja albo pochopny wniosek potrafi popsuć całą analizę. To praca, w której liczy się uważność i sprawdzanie rzeczy dwa razy, a nie szybkie „na oko”.

Czytaj też: Jak rozwój sztucznej inteligencji wpływa na fintech? Co zmienia AI?

SB: A co z wiedzą technologiczną?

Dopiero na kolejnym etapie pojawia się technologia. Warto rozumieć podstawy tego, jak działa blockchain, portfele, giełdy czy różne typy transakcji, ale tutaj nie jest niezbędna wiedza o programowaniu. Początkowe etapy opierają się raczej na zrozumieniu jak coś działa żeby potrafić odtworzyć jakąś czynność lub potrafić ją wychwycić.

Czytaj też: Stablecoiny – czy mogą kreować ryzyka

SB: Coś jeszcze jest niezbędne, by być dobrym analitykiem kryptowalut?

Tak, coś, o czym rzadko się mówi, a co jest absolutnie kluczowe: umiejętność tłumaczenia skomplikowanych rzeczy prostym językiem. Analiza nie kończy się na wykresie czy raporcie, na końcu ktoś jeszcze musi zrozumieć wnioski. Często są to osoby spoza świata IT a tym bardziej kryptowalut, więc jeżeli nie potrafimy jasno opowiedzieć, co się wydarzyło i dlaczego to ma znaczenie, to choćby najlepsza analiza traci swoją wartość. Pewnego razu broniąc analizy na sali sądowej poprosiłem panią sędzię o 5-10 min, żebym mógł wytłumaczyć podstawy zanim wrócimy do pytań od stron postępowania. Po zaledwie paru minutach pani sędzia powiedziała: „Da się to wytłumaczyć prostym językiem, jak dziecku? Da się! Bardzo Panu dziękuję. Czy strony mają jakieś pytania?”. Na tym praktycznie przesłuchanie się zakończyło, a nasze materiały dowodowe zostały podtrzymane dzięki profesjonalizmowi funkcjonariuszy prowadzących tą sprawę.

Czytaj też: Pracuj jako Business Intelligence Engineer – zawody branży IT

SB: Czy osoba bez wiedzy o finansach może wejść w świat kryptowalut i analizy śledczej przepływów? I na odwrót: czy brak wiedzy technologicznej stanowi poważne utrudnienie?

MK: Podkreślmy to raz jeszcze: nie mówimy tutaj o analizie rynku w sensie inwestycyjnym, przewidywaniu kursów czy zarabianiu na kryptowalutach, tylko o analizie śledczej przepływów. Brak wiedzy finansowej czy technologicznej na starcie nie jest przeszkodą, o ile ktoś rozumie logikę przepływu pieniędzy i potrafi analitycznie myśleć. W tej pracy ważniejsze od „finansów” i „IT” jest umiejętne czytanie danych i wyciąganie wniosków z zachowań użytkowników.

Czytaj też: Nowe twarze starych oszustw: jak rozpoznać współczesny scam?

SB: Gdy interesuje mnie jakiś zawód w IT, lubię wiedzieć, co dokładnie będę robić. To pytanie zadaję w każdym wywiadzie z cyklu Branża IT dla laików: jak wygląda Twój typowy dzień pracy – od czego zaczynasz, co monitorujesz, co raportujesz?

MK: Dziś moje stanowisko jest szersze niż tylko rola analityka. Oprócz prowadzenia analiz zajmuję się też wymyślaniem, przygotowywaniem i prowadzeniem szkoleń z zakresu analizy transakcji kryptowalutowych, wyszukuję i testuję narzędzia, które mogą wspierać ten proces, śledzę zmiany prawne dotyczące obrotu kryptowalutami oraz kilka mniej interesujących elementów. Dlatego faktycznie trudno narysować jeden, sztywny plan dnia.

Czytaj też: Kryptowaluty, czyli nie tylko bitcoin. Czym są i skąd się wzięły?

SB: Tak, ta odpowiedź najczęściej pada! Skupmy się na pracy stricte analitycznej.

MK: Mam swój schemat. Załóżmy iż mówimy o już rozpoczętej analizie. Zawsze zaczynam od przeczytania notatek z poprzedniego dnia. Wyrobiłem w sobie ten nawyk, bo analizy potrafią bardzo wciągać i czasem trudno się od nich oderwać. A ponieważ każdy ma też życie poza pracą, przerwanie analizy oznacza wyrwanie się z pewnego toku myślenia. Notatki pozwalają mi dokładnie wrócić do tego, na czym skończyłem, co już sprawdziłem, co zauważyłem i jakie kolejne kroki planowałem.

Po takim powrocie do historii sprawdzam, czy od momentu zamknięcia komputera nie pojawiły się nowe transakcje lub ruchy na analizowanych portfelach. Czasem jeden nowy transfer potrafi całkowicie zmienić kierunek dalszych ruchów. Potem zaczyna się już adekwatna praca: dalsza analiza, łączenie faktów, testowanie hipotez i sprawdzanie, czy dana historia przez cały czas się logicznie spina.

Raportowanie zostawiam zwykle na końcu. Najpierw chcę dobrze zrozumieć całość, a dopiero potem, na podstawie roboczych notatek i zapisanych grafów, składam wszystko w spójny raport końcowy. Dzięki temu opisuję nie tylko same transakcje, ale też sens i kontekst całej historii, którą one opowiadają.

Czytaj też: Kryptowaluty jako nowy amber gold – czy warto bać się bitcoina

SB: Jakie narzędzia i platformy są dla ciebie niezbędne?

MK: W tej pracy nie ma jednego, uniwersalnego zestawu narzędzi, który pasowałby do każdego przypadku. Analiza kryptowalut opiera się zarówno na narzędziach komercyjnych, jak i rozwiązaniach open source, a najważniejsze jest umiejętne dobranie ich do konkretnego zadania.

W pracy bardzo często staram się dobrać odpowiednie narzędzia do rodzaju sprawy, zarówno na potrzeby własnej analizy, jak i pod konkretnego klienta czy instytucję. Każde narzędzie ma swoje mocne i słabe strony, dlatego ważniejsze od samej listy programów jest zrozumienie, czego tak naprawdę szukamy i jaki problem chcemy rozwiązać.

Czytaj też: Czy twoja inteligentna lodówka kopie dla kogoś bitcoiny? Bardzo możliwe

SB: Jak odróżnić rzetelny projekt kryptowalutowy od potencjalnego oszustwa?

MK: Niestety w obecnych czasach robi się to coraz trudniejsze i nie dotyczy to tylko kryptowalut. Przestępcy cały czas się uczą, a w dobie narzędzi opartych o AI stworzenie bardzo wiarygodnie wyglądającego projektu czy strony internetowej nie stanowi już większego problemu. Mimo to istnieje kilka zasad, które uważam za dość uniwersalne.

Po pierwsze: jeżeli czegoś nie rozumiem, nie angażuję w to całych oszczędności. Brak zrozumienia bardzo często bywa mylony z „innowacyjnością”, a to jeden z najczęstszych mechanizmów wykorzystywanych w oszustwach. „Nic nie szkodzi iż się Pan/Pani nie znają. Podam program który Pan/Pani zainstaluje a nasz pracownik wykona za Pana/Panią cała robotę.”

Po drugie: historia ma znaczenie. jeżeli projekt pojawił się nagle, nie ma żadnej przeszłości, wcześniejszych działań ani wiarygodnych odniesień, warto się zatrzymać i zadać sobie pytanie, czy to nie jest próba szybkiego wyłudzenia.

Po trzecie: warto sprawdzić, kto stoi za projektem. Czy da się znaleźć konkretne osoby lub firmy, ich wcześniejsze doświadczenia, realną obecność w branży? Anonimowość sama w sobie nie musi oznaczać oszustwa, ale brak jakichkolwiek wiarygodnych informacji powinien zapalić czerwoną lampkę.

I wreszcie po czwarte: zachowanie wokół projektu. Presja czasu, obietnice szybkich i pewnych zysków, agresywny marketing i hasła w stylu „to ostatnia szansa” bardzo często idą w parze z próbą oszustwa. Rzetelne projekty nie muszą nikogo poganiać. Im więcej pośpiechu, obietnic i niedopowiedzeń, tym większa ostrożność powinna się pojawić. Zdrowy sceptycyzm to w świecie kryptowalut jedna z najważniejszych umiejętności.

Czytaj też: kryptoaktywa

SB: Mam nadzieję, iż czytelnicy Homodigital wezmą sobie te rady do serca i będą tylko bezpiecznie inwestować w kryptowaluty. A jakie są największe mity o pracy analityka kryptowalut, które chciałbyś obalić?

MK: Jest kilka takich mitów i większość z nich bierze się z filmów, nagłówków w mediach i ogólnego niezrozumienia tego, jak ten świat naprawdę działa.

Pierwszy i chyba najczęstszy mit to przekonanie, iż kryptowaluty są całkowicie anonimowe, więc niczego nie da się ustalić. To bardzo popularne uproszczenie. W praktyce blockchain zostawia ogromną ilość śladów, a im więcej ktoś wykonuje transakcji, tym więcej informacji o sobie ujawnia. Paradoksalnie to właśnie brak możliwości zatarcia śladów sprawia, iż wiele analiz w ogóle jest możliwych.

Drugi mit to wyobrażenie, iż ta praca polega głównie na patrzeniu w wykresy i automatycznych raportach z narzędzi. Narzędzia są tylko pomocą. Najważniejsze jest myślenie, zadawanie adekwatnych pytań i rozumienie kontekstu. Bez tego choćby najlepsze wykresy kilka znaczą.

Często spotykam się też z przekonaniem, iż jako analityk kryptowalut zajmuje się też inwestowaniem albo przewidywaniem kursów. To zupełnie inny obszar. Moja praca nie polega na zarabianiu na zmianach cen, tylko na analizie przepływów i zachowań użytkowników, często w kontekście śledczym lub prawnym. W sprawach inwestycyjnych należy udać się do doradcy finansowego.

I wreszcie ostatni mit: iż to praca szybka, efektowna i zawsze kończąca się jednoznaczną odpowiedzią. W rzeczywistości to często długie godziny żmudnej analizy, sprawdzania hipotez i akceptowania tego, iż nie na każde pytanie da się odpowiedzieć w 100%. Przeważnie są to w pewnym sensie prawdopodobne założenia, które dopiero w połączeniu z innymi analizami czy dowodami kryminalnymi mogą dać 100% pewności.

Czytaj też: Europa staje sie centrum kryptowalut

SB: Co poradziłbyś komuś, kto chce zacząć analizować rynek kryptowalut w kontekście śledczym, ale nie tylko, też szerzej? Od czego zacząć?

MK: Na początek przede wszystkim ustalić, o jakiej analizie mówimy. jeżeli ktoś myśli o analizie rynku w kontekście inwestycyjnym, to jest zupełnie inna ścieżka. Ja mówię o analizie śledczej kryptowalut, czyli o rozumieniu przepływów i zachowań użytkowników, a nie o przewidywaniu cen. o ile o inwestowanie chodzi to zacząłbym od nauki analizy zwykłego runku giełdowego, a dopiero po choćby wstępnym zrozumieniu jak to działa poszukałbym kanałów z wiedzą o inwestowaniu w kryptowaluty.

Jeżeli chodzi o analizę przepływów to powiem to, co podkreślam na moich szkoleniach: najważniejsze to zacząć od zrozumienia podstaw, a nie od narzędzi. Warto poświęcić czas na zrozumienie, czym jest transakcja, adres, portfel, jak środki się przemieszczają i co tak naprawdę zapisuje blockchain. Bez tego choćby najlepsze narzędzie analityczne kilka pomoże.

Jest wiele spraw, którymi chwalą się czy to organy ścigania ze świata, czy dostawcy narzędzi do takich analiz. W takich materiałach można znaleźć opisy i grafy. Można zacząć próbować prześledzić samodzielnie te przykłady, oczywiście nie wzorując się na gotowym rozwiązaniu, a na spisaniu tylko samego początku i dopiero na koniec porównać wyniki. Dopiero samodzielne przejście kilku prostych przypadków pokazuje, jak to działa w praktyce. choćby śledzenie własnych, testowych transakcji potrafi bardzo dużo nauczyć.

Trzecia rada to cierpliwość i pokora. Na początku wiele rzeczy będzie niejasnych i to jest zupełnie normalne. W tej branży nie da się wszystkiego zrozumieć w tydzień czy miesiąc, to proces. A do tego mówimy o technologii która stale się rozwija i zmienia. Trzeba być gotowym na stałą naukę i dociekliwość.

Myślę też, iż nie należy bać się zadawania pytań i uczenia się od innych. Społeczność analityków kryptowalut jest stosunkowo niewielka, ale bardzo merytoryczna. Wymiana doświadczeń często daje więcej niż kolejny artykuł. Praktyka i praktycy to klucz do sukcesu.

Czytaj też: Jak działają cyberzagrożenia?

SB: Dziękuję za fascynującą rozmowę!

Michał Królik – Prowadzący i twórca programu szkoleń z serii Kryptowaluty i analiza blockchain w Mediarecovery. Były funkcjonariusz Zarządu w Krakowie CBZC. Posiada międzynarodowe certyfikaty (m.in. TRM, Chainalysis, Europol, FBI), a w swojej karierze przeszkolił setki funkcjonariuszy i prokuratorów. Ponadto jest współtwórcą procedur zabezpieczania kryptowalut w Polsce i Europolu. Od 2017 roku kształtuje krajową praktykę analizy blockchain i wspiera rozwój kompetencji śledczych.

Źródło zdjęcia: Michał Królik, archiwum prywatne, fot. Joanna Nowicka

Idź do oryginalnego materiału