Co roku nowa maszyna i 40 tys. litrów mleka miesięcznie. Tak rozwijają gospodarstwo

1 godzina temu

Lucerna poprawiła paszę i mleczność

Natalia i Adrian Bartosiowie prowadzą gospodarstwo w Woli Mysłowskiej w powiecie łukowskim. Są młodzi, rozwijają produkcję mleka i – jak podkreślają – widzą solidnego partnera w Spółdzielni Mleczarskiej w Rykach, do której sprzedają mleko.

W ostatnich latach mocno postawili na poprawę żywienia krów. Do struktury zasiewów wprowadzili lucernę, z której przygotowują kiszonkę zasobną w białko. Przy stadzie wydajnych krów rasy hf lepsza pasza przełożyła się na wyższą mleczność.

– Lucerna to takie oczko w głowie mojej żony. Tak jak ona dba o tę uprawę, to naprawdę chylę czoła. Dzięki temu otrzymujemy lepszą paszę objętościową, odpowiednią dla wydajnych i wymagających krów rasy hf i mleczność poszła w górę – przyznał Adrian Bartoś.

W gospodarstwie pojawiły się też inne uprawy: mieszanka gorzowska oraz żyto hybrydowe. Rolnicy wdrożyli również program zabiegów fungicydowych w zbożach. Dziś zboża plonują na tyle dobrze, iż mają nadwyżkę, choć wcześniej kupowali ziarno na paszę.

42 hektary i prawie 40 tys. litrów mleka miesięcznie

Natalia i Adrian Bartosiowie gospodarują na 27 ha własnych i 15 ha dzierżaw. Z dzierżaw 6 ha pochodzi od rodziców. Większość gruntów własnych, 24 ha, znajduje się na miejscu, a 3 ha są oddalone o około 100 km, w rodzinnych stronach Adriana, w okolicach Kazimierza Dolnego.

Tam dominują sady i uprawa dyni. Stąd w gospodarstwie wzięła się produkcja tradycyjnych soków tłoczonych z własnych owoców, która uzupełnia główny kierunek, czyli produkcję mleka.

Na potrzeby bydła rolnicy uprawiają 17 ha kukurydzy, 10 ha zbóż, 2 ha lucerny w czystym siewie oraz 10 ha łąk. Utrzymują 110 sztuk bydła: 55 krów, w tym 50 dojnych i 5 zasuszonych, oraz 55 jałówek i cieląt. Miesięcznie dostarczają do SM Ryki prawie 40 tys. litrów mleka.

Co roku jedna nowa maszyna

Zasadę jednej maszyny rocznie podpowiedziała młodym rolnikom mama. Chodzi o systematyczną modernizację parku maszynowego: nie wszystko naraz, ale co roku kolejny krok do przodu.

– Aby nie stać w miejscu, nie cofać się, a iść do przodu, trzeba inwestować w park maszynowy. Nie stać nas, aby na raz wymienić wszystkie maszyny na nowe, dlatego robimy to sukcesywnie, kupując jedną maszynę każdego roku. Dzięki temu modernizujemy park maszynowy, a jednocześnie nie jest to dla nas zbyt dużym obciążeniem finansowym – wyjaśniła Natalia Bartoś.

W poprzednim roku w gospodarstwie pojawiła się kosiarka Kuhn. W 2024 roku kupiono opryskiwacz Krukowiak, w 2023 roku ciągnik John Deere o mocy 145 KM, zakupiony przy wsparciu w ramach modernizacji gospodarstw rolnych, a w 2022 roku przyczepę samozbierającą Strautmann o pojemności 28 m3 oraz sześciorzędowy siewnik do kukurydzy.

Wcześniej, w 2021 roku, Natalia Bartoś skorzystała z premii dla młodego rolnika. Za te środki kupiła zgrabiarkę Krone, rozsiewacz nawozów Amazone, pług, wał do łąk i przyczepę o ładowności 10 ton.

Przyczepa samozbierająca okazała się szczególnie ważna przy paszach objętościowych. Dzięki niej, jak podkreślają rolnicy, poprawiła się jakość i wyrównanie kiszonek z traw.

Gospodarstwo rozwijają z pomocą mamy i doradców

Natalia Bartoś ukończyła zarządzanie i inżynierię produkcji na Politechnice Warszawskiej. Początkowo pracowała w zawodzie, ale zdecydowała się wrócić do rodzinnego gospodarstwa. Dziś razem z mężem rozwija produkcję mleka, a w codziennej pracy dużą rolę odgrywa mama, Ewa Kowalczyk.

– Cały czas się uczymy, zgłębiamy praktyczną i fachową wiedzę, aby wprowadzać pozytywne zmiany w naszym gospodarstwie, zwłaszcza moja żona poświęca na to bardzo dużo czasu. Żyje gospodarstwem i wprowadza jego rozwój. Ja pracuję także zawodowo poza rolnictwem, dlatego na wagę złota jest pomoc mojej teściowej, którą traktuję jak drugą mamę – zaznaczył Adrian Bartoś.

Natalia Bartoś podkreśla, iż wiele nauczyła się właśnie od mamy, zwłaszcza przy doju i zdrowotności wymion. Korzysta też z wiedzy lekarza weterynarii Krzysztofa Grono, który kompleksowo obsługuje stado pod względem zdrowotności, profilaktyki i rozrodu.

– Krowy doję razem z mamą, to ona przekazała mi niezbędne umiejętności i wiedzę dotyczącą zdrowotności wymion. Dużo dały mi także rozmowy z lekarzem weterynarii Krzysztofem Grono, który kompleksowo obsługuje nasze stado zarówno pod względem zdrowotności, profilaktyki, jak i rozrodu – dodała Natalia Bartoś.

Jednym z celów Natalii jest poprawa wyników rozrodu, szczególnie skuteczności krycia. kooperacja z lekarzem weterynarii i doradcą żywieniowym przyniosła już efekty. w tej chwili średni dzień laktacji w stadzie wynosi 165 dni, czyli mieści się w optymalnym przedziale 140-180 dni.

Obora, dój i nowe urządzenia DeLaval

Głównym budynkiem inwentarskim jest obora uwięziowa z 2005 roku. Mieści 50 legowisk dla krów dojnych. Dój odbywa się dojarką przewodową, wyposażoną w tej chwili w 8 aparatów udojowych.

– Obora jest dość funkcjonalna, bo przejazdowa, z szerokim stołem paszowym, co bez problemu pozwoliło wdrożyć dawkę TMR zadawaną z paszowozu. Obornik wypychamy mechanicznie dwa razy dziennie, przed każdym z udojów – powiedziała Natalia Bartoś.

Rolnicy zwiększyli liczbę aparatów udojowych, bo stado krów dojnych wzrosło z 40 do 50 sztuk. Przy pięciu aparatach dój trwał zbyt długo. Nowe aparaty mają opcję masażu, co – jak ocenia Natalia – sprawia, iż krowy lepiej się zdajają, a sam dój trwa krócej.

– Potrzebowaliśmy więcej tych aparatów, ponieważ zwiększyliśmy też ilość krów dojnych z 40 do 50, co znacznie wydłużyło czas doju przy pięciu aparatach udojowych, jakie były pierwotnie. Firma DeLaval właśnie kończy prace związane z montażem nowych urządzeń udojowych – powiedziała Natalia Bartoś.

Mleko trafia do samomyjącego schładzalnika o pojemności 3100 l. Zbiornik kupiono przed rokiem, kiedy produkcja wzrosła i stary schładzalnik okazał się już zbyt mały.

Na liście kolejnych decyzji są cielęta

Na liście kolejnych decyzji są cielęta. Miejsca zaczyna brakować, dlatego Bartosiowie rozważają zimny odchów w budkach typu igloo albo cielętnik.

– Zastanawiamy się nad zimnym odchowem cieląt w budkach typu igloo lub alternatywą, jaką jest cielętnik. Decyzję podejmiemy po rozmowach z innymi hodowcami, będziemy pytać, jak im te systemy się sprawdzają – wyjaśniła Natalia Bartoś.

Od pięciu lat dawka żywieniowa zadawana jest z wozu paszowego Metal-Fach o pojemności 10 m3. W dawce dla krów znajdują się m.in. kiszonka z lucerny, kiszonka z kukurydzy, CCM z rękawa, śruta zbożowa, poekstrakcyjne śruty sojowa i rzepakowa oraz dodatki mineralno-witaminowe. Paszowóz ustawiony jest na 25 l produkcji dziennej, a wydajniejsze krowy są dodatkowo dokarmiane z ręki paszą treściwą.

U Bartosiów rozwój nie dzieje się naraz. W jednym roku maszyna, w kolejnym lepszy dój, teraz decyzja o cielętach. Tak budują gospodarstwo, które już dziś oddaje do SM Ryki prawie 40 tys. litrów mleka miesięcznie.

Idź do oryginalnego materiału