Dokładnie takie pytanie zadano mi wielokrotnie. I równie często udzielałem tytułowej odpowiedzi. Dodając jeszcze „jak najszybciej”.
Prawda 1. 800+ =darmowe pieniądze, których nasi rodzice nie mieli. Dlatego nie księgujmy mentalnie na poziomie „kasy na drobne wydatki” ani nie przepuszczajmy. Taka suma pozwala zbudować dzieciom zupełnie dostatnią przyszłość (o czym dalej), łatwo ją też przepuścić.
Prawda 2. 18 lat =szmat czasu. 800+ wypłaca się od urodzenia do 18-tki. Sporo lat. Prawie dwie dekady. o ile odejmę tę liczbę od mojego obecnego wieku, staje się znowu 32-latkiem, cofam się do 2008 r. (wtedy 800+ nie dawano). Siedzę na podrzędnym biurowym stanowisku, mam dwójkę dzieci. Właśnie przeszedł kryzys finansowy. choćby nie myślę, aby zdać egzamin, który podniósł moją pensje o kilkadziesiąt procent. Mieszkam wraz z rodziną w dwupokojowym mieszkaniu w kamienicy, remontujemy większe poddasze. Ostatnie wakacje spędziłem nad jeziorem, w domku teściów. Mamy z żoną jedno auto – 10-cio letniego Daewoo Lanosa. Tyle zmian na przestrzeni tych 18 lat. Szmat czasu. Niezależnie od naszych działań, on i tak minie.
Prawda 3. 800 zł x 18 lat x 12 miesięcy = kupa kasy. 800 zł nie brzmi imponująco, ale kiedy sobie uświadomimy skalę: 216 miesięcy x 800 zł = 172.800 zł. choćby nominalnie ta suma robi wrażenie, a pomnożona?
Prawda 4. 800 zł zainwestowane przez 18 lat na 8% netto daje prawie 390 tys. zł. A to już ogromna kupa kasy. Kupimy za nią np. mieszkanie dla potomka. Opłacimy mu niezbyt wymagający finansowo sport itd. choćby zmniejszając stopę zwrotu do 5% netto zostaje przez cały czas 280 tys. zł.
Prawda 5. Da się 800+wykorzystać na zakup mieszkania, choćby w BigFive. Cytowałem chyba na blogu badania – 10% dzisiejszych młodych dorosłych otrzymała od rodziców mieszkanie na start. Czy było po dziadkach, czy zaoszczędzili na nie, nie wnikam. Czy w Warszawie, czy w Hrubieszowie? Bez znaczenia. Co dziesiąty. A gdyby tak zaprząc do pracy 800+? Wykorzystujemy 10% oszczędności na wkład własny (30-60k), resztę kredytujemy. Wychodzi nam rata 1600 – 3200 zł. Wynajmujemy za 1500-3000 zł (po podatkach). Nadwyżką (600-700 zł) nadpłacamy kapitał kredytu i w czasie studiów dziecko dostaje własne mieszkanie. Nieźle.
Prawda 6. 18 lat = na rynku akcji da nam zarobić na podobny lokal. Zakładam scenariusz pesymistyczny. Ceny mieszkań zwiększają się o 50%. Zamiast dzisiejszych 600k za mocno używane 2 pokoje w stolicy (40m2 x 15k/m2), płacimy 900k. Inwestując regularnie 800 zł, potrzebujemy średniej stopy zwrotu 15% netto. Dla „uśredniających cenę nabycia” mało realne, dla aktywnych inwestorów – da się zrobić.
Prawda 7. Rynek obligacji Skarbu Państwa da nam „tylko” 253k. Kto nie lubi ryzykować, kupi obligacje. Szansa na kapitał 253k (wart dzisiejsze 120k, o ile inflacja wyniesie ok. 3%). Lepsze 120k realnie, niż nic. Tym sposobem damy dziecku na start, przynajmniej na wkład własny (50% pytanych 30-latków dostało chociaż tyle).
Prawda 8. Inwestycja „w dziecko” może przynieść większy efekt, a może okazać się, iż wtopiliśmy na całej linii. Wielu przedstawicieli klasy średniej powie – lepiej zainwestować, płacąc za zajęcia dodatkowe, języki, korepetycje. No cóż. Gramy na życiowej ruletce. Moje własne doświadczenie i obserwacja uczy, iż albo sporo wygramy, albo stracimy całą kasę. Mój najstarszy syn dostał płatne korki przed maturą, uczył się nieźle, a potem 3 razy rzucał podjęte studia po pierwszym roku. Drugi, poszedł w sport, licencjat zrobił planowo i przez cały czas gra. Wydatki na naukę pierwszego poniosłem znacznie większe. Podobnie w ich otoczeniu. Koledzy z klasy średniej mają studentów medycyny i kierowców Bolta, a ponosili identyczne nakłady. Kumpela poświęcała 3 godziny każdego dnia na ćwiczenia, skończyła konserwatorium, bo tak chciał ojciec-profesor, a dzisiaj pracuje w USA na budowie. Zupełnie utopione koszty. Jej siostra zaś gra w filharmonii. Dzielą je 3 lata.
Prawda 9. Pieniądze są ważne, ale nie kupimy za nie ani długiego życia, ani szczęścia. Im starszy jestem, tym ostrzej widzę tę prawdę. Doskonale powiedział podsumował tę prawdę Halpern w „Ziemi obiecanej” – „Bucholc nie żyje! pan wie?… Miał fabryki, miał miliony, był całym hrabią i nie żyje! A ja nie mam nic i jeszcze na jutro mam protestowane weksle, ale ja żyję! „. Elizabeth Taylor i Marylin Monroe, świetnie zarabiające, miały odpowiednio 7 i 3 mężów, mimo iż ta druga żyła tylko 36 lat. Z drugiej strony, wiele osób żyje sobie znacznie biedniej, ale lepiej. +50k miesięcznej pensji na wysokim stanowisku w korpo kilka w tym względzie zmienia. Obserwuję dyrektorów w mojej firmie, cześć znam od 20 lat, większość przeszła już przynajmniej rozwód, ciężką chorobę swoją lub małżonka, a niektórzy od lat są sami. Przy każdej zmianie zarządu drżą, zrzucając z sań dawnych kumpli. I jadą dalej. Większość prezentuje dziś taki poziom cynizmu, do jakiego dojścia nikomu nie życzę. Postawa ta wynika z poniesionych porażek na różnych polach (głównie osobistych) oraz świadomości, iż lepiej już było. Z dawnego grona świeżych absolwentów, razem zaczynających pracę, jestem chyba ostatnim podgwizdującym sobie, gdy wchodzę do biura. Jak ostatnio powiedziała mi jedna z koleżanek „Jak ty to robisz, iż przez cały czas rano idziesz po ulicy z uśmiechem?”. Odpowiedziałem jej: Nie przejmuję się trudnościami, porażek nie biorę za dramaty i każdego dnia próbuję od nowa, akurat tyle, by mieć poczucie sensu i spełnienia. I właśnie poczucia spełnienia, Wam wszyscy czytelnicy bloga życzę, niezależnie od tego czy posłuchacie moich rad i zainwestujecie 800+.









