Czekolada „dubajska” pod lupą. IJHARS wykryła błędy w ponad połowie firm

1 godzina temu

Czekolada różowa, pistacjowa „dubajska” czy tabliczki z turecką watą cukrową podbijają media społecznościowe i sklepowe półki. Kolorowe opakowania, egzotyczne dodatki i modne nazwy przyciągają konsumentów, ale najnowsza kontrola Inspekcji Jakości Handlowej Artykułów Rolno-Spożywczych pokazuje, iż za internetowym trendem nie zawsze idzie rzetelne oznakowanie i zgodność produktu z deklaracją.

Czekolada „dubajska” pod lupą. IJHARS wykryła błędy w ponad połowie firm

IJHARS skontrolowała 72 podmioty – producentów i sklepy – oferujące różnego rodzaju wyroby czekoladowe. Nieprawidłowości wykryto w ponad połowie sprawdzonych miejsc, czyli w 52,8 proc. podmiotów. Problemy dotyczyły przede wszystkim oznakowania, ale inspekcja zakwestionowała również część wyników badań fizykochemicznych.

Nie każda „dubajska” czekolada jest z Dubaju

Najwięcej emocji w ostatnich miesiącach budzi tzw. czekolada dubajska. W praktyce jest to najczęściej czekolada nadziewana kremem pistacjowym, ciastem kadayif lub kataifi oraz pastą tahini. Sama popularna nazwa nie oznacza jednak automatycznie, iż wyrób rzeczywiście pochodzi ze Zjednoczonych Emiratów Arabskich.

IJHARS wykryła przypadki stosowania określenia „Dubaj” w nazwie produktu, mimo iż czekolada została wyprodukowana w Turcji. Taki sposób prezentacji może sugerować konsumentowi inne pochodzenie wyrobu niż rzeczywiste.

Inspekcja przypomina, iż przy tego rodzaju produktach adekwatna nazwa powinna wskazywać przede wszystkim na charakter wyrobu i jego skład, np. „czekolada z nadzieniem pistacjowym”, „czekolada z pistacjami i ciastem kadayif” czy „czekolada z turecką watą cukrową w środku”.

Różowa, dubajska, z „anielskimi włosami” – co naprawdę kupujemy?

Kontrolą objęto także produkty określane jako wiralowe, czyli takie, które zdobyły popularność głównie dzięki internetowi i mediom społecznościowym.

Jednym z nich jest czekolada rubinowa, znana również jako ruby lub różowa. Jej kolor nie wynika z użycia barwników. Powstaje w efekcie specyficznego procesu przetwarzania ziaren kakaowych, w którym pomijany jest etap fermentacji, a następnie ziarno jest zakwaszane. To właśnie ten proces nadaje miazdze kakaowej charakterystyczny różowy odcień.

Na sklepowych półkach pojawiają się też czekolady z turecką watą cukrową, nazywaną również tureckimi włosami chałwowymi lub anielskim włosiem. To nadzienie przygotowywane m.in. z mąki pszennej, masła i cukru, często z dodatkiem wanilii, pistacji albo kakao. Mimo atrakcyjnego wizerunku konsument powinien pamiętać, iż taki produkt może zawierać wiele alergenów, w tym gluten, mleko, sezam oraz orzechy.

Problemy z jakością i składem

Badania IJHARS wykazały, iż 16,2 proc. zakwestionowanych partii miało nieprawidłowości dotyczące parametrów fizykochemicznych. Chodziło przede wszystkim o zaniżoną zawartość beztłuszczowej suchej masy kakaowej, a więc jednego z podstawowych parametrów decydujących o jakości czekolady.

W czekoladach nadziewanych wykrywano również zaniżoną albo zawyżoną zawartość samej czekolady. Nieprawidłowości dotyczyły także deklarowanej wartości odżywczej. Dane podane na etykiecie nie zawsze odpowiadały wynikom badań laboratoryjnych.

Jednocześnie inspekcja nie stwierdziła nieprawidłowości w zakresie cech organoleptycznych. Oznacza to, iż badane produkty nie budziły zastrzeżeń pod względem smaku, zapachu czy wyglądu. Problemem pozostawały jednak skład, parametry i informacje przekazywane klientom.

Etykiety pełne błędów

Najwięcej zastrzeżeń dotyczyło oznakowania. IJHARS zakwestionowała je w 40,8 proc. skontrolowanych partii. Wśród najczęstszych błędów znalazły się nieprawidłowe nazwy produktów.

Przykładowo stosowano określenia „czekolada pistacjowa” czy „czekolada malinowa”, choć zgodnie z przepisami produkt powinien być opisany precyzyjniej, np. jako „czekolada biała pistacjowa” albo „czekolada biała malinowa”. W części przypadków na opakowaniu znajdowała się jedynie fantazyjna nazwa w języku obcym, która nie pozwalała klientowi adekwatnie rozpoznać rodzaju kupowanego wyrobu.

Inspekcja zwracała też uwagę na brak obowiązkowej informacji o procentowej zawartości składnika wyróżnionego w nazwie lub na grafice. Dotyczyło to m.in. pistacji, żurawiny, mango i marakui. o ile producent eksponuje konkretny dodatek, konsument powinien wiedzieć, ile go faktycznie znajduje się w produkcie.

Alergeny muszą być wyraźnie wskazane

Szczególnie istotne są uchybienia dotyczące alergenów. W części wyrobów nie wyróżniono w wykazie składników takich substancji jak soja, mleko w proszku, serwatka czy pistacje.

Dla osób z alergiami lub nietolerancjami pokarmowymi taka informacja nie jest detalem marketingowym, ale elementem decydującym o bezpieczeństwie zakupu. Dlatego oznaczenie alergenów powinno być czytelne i łatwe do znalezienia na etykiecie.

Na co zwrócić uwagę przed zakupem?

Kupując modne wyroby czekoladowe, warto sprawdzić nie tylko atrakcyjną nazwę i zdjęcie nadzienia na opakowaniu. najważniejsze informacje znajdują się w składzie.

Konsument powinien zwrócić uwagę przede wszystkim na prawidłową nazwę środka spożywczego, pełny wykaz składników, wyraźnie oznaczone alergeny oraz procentową zawartość składników podkreślanych w nazwie lub grafice. Ważna jest również informacja o minimalnej zawartości masy kakaowej.

ARiMR zapłaci za studia podyplomowe. Nowy nabór dla doradców rolniczych

W przypadku produktów zawierających inne tłuszcze roślinne niż tłuszcz kakaowy producent powinien umieścić odpowiednią informację. o ile ich udział przekracza 5 proc. masy wyrobu, na opakowaniu powinno znaleźć się stwierdzenie: „oprócz tłuszczu kakaowego zawiera tłuszcze roślinne”.

Kontrola IJHARS pokazuje, iż popularność produktu w internecie nie powinna zastępować zwykłej ostrożności przy zakupie. Modna czekolada może dobrze wyglądać w mediach społecznościowych, ale o jej rzeczywistej jakości przez cały czas decydują skład, parametry i uczciwa informacja na etykiecie.

Idź do oryginalnego materiału