Czy czeka nas powrót ery „dolara po 5 złotych”? [Komentarz walutowy]

4 godzin temu

Siła dolara na rynkach światowych w towarzystwie rosnących rentowności obligacji skarbowych stała się jednym z głównych tematów dla światowych rynków a inwestorom nad Wisłą trudno przejść nad tą kwestią obojętnie. Kurs USD/PLN wzrósł bowiem do 3,91 wobec 3,60 obserwowanych jeszcze w połowie 2026 roku. To istotna zmiana, choć należy podkreślić, iż to nie „wina” złotego i samej słabości polskiej waluty a ogólnoświatowych trendów na rynku długu, wspartych dodatkowo obniżeniem ratingu przez Moody’s, trudną sytuacja fiskalną Polski a pośrednio również geopolitycznymi roszadami.

Na początku należałoby przyznać, iż kilka lat ogromnej siły złotego było pośrednio efektem wzrostu polskiej gospodarki (zarówno na tle Europy jak i USA), przewidywalnej oraz odpowiedniej polityki NBP oraz „pływów” na światowych rynkach, które „kazały” wątpić w amerykańską walutę, kierując uwagę na ceny złota, tak chętnie akumulowanego przez NBP po dziś dzień. Okres ten jednak był na tle historycznych zmian kursu złotego „anomalią” i niewykluczone, iż wracamy właśnie do „zmiennej” ery. w tej chwili wzrost PKB Polski na tle Europy czy USA nie wygląda już tak imponująco, jak miało to miejsce rok czy dwa lata temu. Zachodnie gospodarki z trudem ale jednak odzyskują grunt. Poza tym duży kapitał może „wyprzedawać” złotego wobec pogorszenia relacji na linii NATO – Rosja.

Europejski Bank Centralny podniósł w tym roku stopy procentowe dwukrotnie, podczas gdy NBP obniżył je w marcu i sygnalizuje prawdopodobny brak decyzji w tej sprawie, w tym roku. Fed podniósł stopy raz; zrobił to we wrześniu pierwszy raz od lipca 2023 roku, ale wszystko wskazuje na to, iż zrobi to ponownie w tym roku. Trudno oczekiwać, by w takim środowisku kurs dolara czy euro do złotego pozostał w miejscu, gdy stopy w największych gospodarkach zaczynają znowu rosnąć, podczas gdy te w Polsce nie ruszyły z miejsca od września 2022 roku. Ogólne ryzyko geopolityczne i ciasny rynek ropy stanowią kolejny „ciężar” dla polskiej waluty, która zaczęła znów zachowywać się jak eurodolar „na sterydach”. Ruchy złotego w relacji do dolara mogą być w najbliższych miesiącach dynamiczniejsze i bardziej szarpane, niż w przypadku euro i spodziewać należy się, iż działać może to w obie strony.

Słabość nie jest długoterminowo przesądzona, ale trend jest jasny – ze złotym nie dzieje się najlepiej i nie widać dziś perspektyw na szybką stabilizację tej sytuacji. NBP oczekuje spowolnienia dynamiki PKB w 2027 roku, pośrednio z powodu „wyparowania” efektu środków z KPO, a kurs EUR/PLN przekroczył szczyty z ostatnich lat, sugerując trwalsze odwrócenie trendu na polskiej walucie. W skrajnym scenariuszu napędzanym np. gwałtownym wzrostem cen ropy z i tak już wysokich poziomów i tąpnięcia na obligacjach należałoby oczekiwać, iż jeszcze w 2026 roku za euro płacić możemy choćby 4,50, a za dolara ponad 4 złote. Tu warto podkreślić, iż powrót dolara do 5 złotych wymagałby naprwadę „kryzysowych” warunków, których dziś nie obserwujemy.

O godzinie 16:00 za dolara płacimy 3,90, za euro 4,37, za franka 4,70 a za funta szterlinga 5,17.


Autor: Eryk Szmyd, Analityk rynków finansowych XTB
Idź do oryginalnego materiału