Czy Polska powinna przyjąć euro?

2 miesięcy temu

Nie jestem zwolennikiem przyjęcia euro w Polsce. Na wprowadzeniu wspólnej waluty realnie zyskały przede wszystkim Niemcy, natomiast Holandia na tym nie straciła. Chciałbym szerzej odnieść się do tego zagadnienia na przykładzie Włoch, ponieważ uważam, iż ich sytuacja była pod wieloma względami zbliżona do potencjalnej sytuacji Polski – mówił Cezary Bachański, eksper WEI, w programie „Punkt widzenia Jankowskiego”. – Przed przyjęciem euro Włochy były bardzo silnym krajem eksportowym. Ich konkurencyjność w dużej mierze opierała się na możliwości deprecjacji własnej waluty, dzięki czemu włoskie towary – maszyny, odzież – były bardziej atrakcyjne cenowo na rynkach zagranicznych. W latach 90. Włochy należały do największych eksporterów na świecie.

Problem pojawił się na etapie ustalania kursu lira włoskiego wobec koszyka walut, który posłużył do wejścia do strefy euro. Pod silnymi wpływami niemiecko-holenderskimi kurs ten został zawyżony. Było to we Włoszech przedmiotem bardzo intensywnej debaty – zarówno wśród ekonomistów, przedsiębiorców, jak i związków zawodowych. Nie jest prawdą, iż panowała w tej sprawie powszechna zgoda. Po przyjęciu euro Włochy, które wcześniej notowały znaczące nadwyżki handlowe – choć same nadwyżki i deficyty nie są jedynym miarodajnym wskaźnikiem – stopniowo stały się krajem importowym. Utraciły znaczną część swojej konkurencyjności, ponieważ nie mogły już prowadzić własnej polityki walutowej. W praktyce odbyło się to z korzyścią dla Niemiec, które na rozszerzeniu strefy euro wyraźnie zyskały. Ostatecznie presja polityczna okazała się silniejsza niż argumenty gospodarcze i euro zostało przyjęte po kursie, który dla włoskiej gospodarki okazał się niekorzystne.

Gdybyśmy w Polsce przyjęli euro, stracilibyśmy suwerenność monetarną, która jest niezwykle istotna dla stabilnego funkcjonowania gospodarki. Dzięki własnej walucie możemy dostosowywać jej kurs do aktualnej sytuacji ekonomicznej kraju, a także samodzielnie ustalać poziom stóp procentowych, czyli realny koszt kredytu w gospodarce. Posłużę się tutaj konkretnym przykładem. Przed wielkim kryzysem finansowym z lat 2007–2008 Europejski Bank Centralny przez długi czas utrzymywał bardzo niskie stopy procentowe. Było to podyktowane sytuacją Niemiec, które na początku XXI wieku zmagały się z recesją oraz długotrwałym zastojem gospodarczym. Jednocześnie w innych krajach strefy euro, takich jak Irlandia, gdzie narastała bańka na rynku nieruchomości, taniość kredytu tylko pogłębiała problemy. Pokazało to wyraźnie, iż mechanizm jednolitych stóp procentowych oraz jednakowego kosztu kredytu dla wszystkich państw strefy euro – mimo ogromnych różnic strukturalnych między tymi gospodarkami – może być skrajnie nieefektywny i prowadzić do poważnych zaburzeń – podsumowuje Bachański.

Cała rozmowa dostępna jest TUTAJ.

Idź do oryginalnego materiału