Dane o sprzedaży detalicznej w Stanach Zjednoczonych rozczarowały, dolar traci

11 godzin temu

Sprzedaż detaliczna w Stanach Zjednoczonych spadła w lipcu o 0,6 proc. w ujęciu miesięcznym, podczas gdy ekonomiści oczekiwali wzrostu o 0,1 proc. Słabsze od prognoz okazały się także miary bazowe. Dane podważają obraz odpornego amerykańskiego konsumenta i zwiększają presję na Rezerwę Federalną, choć jeden miesięczny raport nie przesądza jeszcze o zmianie polityki pieniężnej.

Jak podało w piątek amerykańskie Biuro Spisu Ludności, łączna wartość sprzedaży detalicznej i sprzedaży w lokalach gastronomicznych wyniosła w lipcu – po wyrównaniu sezonowym – 763,6 mld dolarów. To o 0,6 proc. mniej niż w czerwcu, kiedy sprzedaż wzrosła o 0,2 proc. i sięgnęła po rewizji 768,1 mld dolarów.

Spadek był znacznie głębszy od rynkowego konsensusu zakładającego wzrost o 0,1 proc. W ujęciu rocznym sprzedaż pozostawała wprawdzie o 5 proc. wyższa, jednak jej dynamika zwolniła z 6,8 proc. w czerwcu.

Słabo prezentują się również szczegóły raportu:

  • sprzedaż po wyłączeniu samochodów spadła o 0,3 proc., przy oczekiwanym wzroście o 0,2 proc.;
  • sprzedaż bez samochodów i paliw obniżyła się o 0,2 proc.;
  • tzw. grupa kontrolna, wykorzystywana przy szacowaniu konsumpcyjnej części PKB, spadła o 0,4 proc., wobec prognozowanego wzrostu o 0,3 proc.

Samochody i handel internetowy najmocniej ciążyły wynikom

Największym obciążeniem dla lipcowej sprzedaży był handel poza tradycyjnymi sklepami, obejmujący przede wszystkim sprzedaż internetową. Obroty w tej kategorii spadły o 2,2 proc. Sprzedaż u dealerów samochodowych i dostawców części obniżyła się o 1,8 proc., natomiast na stacjach paliw zmalała o 0,9 proc.

Nie można zatem tłumaczyć całego rozczarowania wyłącznie niższymi cenami energii. choćby po wyłączeniu stacji paliw sprzedaż spadła o 0,6 proc.

Pozytywnie wyróżniły się sklepy odzieżowe, gdzie obroty wzrosły o 1,9 proc. Wzrost odnotowano również w placówkach ochrony zdrowia i higieny osobistej oraz w restauracjach i barach. Poprawa w kilku segmentach nie wystarczyła jednak do zrównoważenia słabości największych kategorii.

Dane nominalne wymagają ostrożnej interpretacji

Raport Census Bureau obejmuje wartości nominalne, a więc nie uwzględnia zmian cen. Ma to znaczenie zwłaszcza w przypadku paliw, których ceny konsumpcyjne spadły w lipcu o 2,9 proc. Dane zostały natomiast skorygowane o sezonowość, układ świąt i liczbę dni handlowych.

Wstępne szacunki sprzedaży mogą być również rewidowane. Census Bureau opiera je na próbie około 4,8 tys. przedsiębiorstw, reprezentujących ponad 3 mln firm detalicznych i gastronomicznych. Dlatego pojedynczego słabego miesiąca nie należy jeszcze utożsamiać z trwałym załamaniem konsumpcji.

Mimo tych zastrzeżeń raport jest niepokojący, ponieważ pogorszenie objęło także grupę kontrolną. To właśnie ta część publikacji jest uważnie obserwowana przez ekonomistów oceniających perspektywy wzrostu PKB.

Dolar pod presją, rynek wraca do dyskusji o Fed

Pierwszą reakcją rynku było osłabienie amerykańskiej waluty. Kurs EUR/USD ruszył w górę i znalazł się w rejonie 1,156 dolara za euro. Ruch ten oznacza, iż inwestorzy zaczęli uwzględniać niższe prawdopodobieństwo dalszego zaostrzania polityki pieniężnej w USA.

Słaba sprzedaż wpisuje się w sygnały płynące z rynku pracy. W lipcu zatrudnienie poza rolnictwem spadło o 23 tys., a dane za maj i czerwiec zrewidowano łącznie w dół o 103 tys. etatów. Z drugiej strony inflacja przez cały czas pozostaje powyżej celu Fed: lipcowy CPI wyniósł 3,4 proc. rok do roku, a inflacja bazowa 2,5 proc.

Rezerwa Federalna 29 lipca utrzymała stopę funduszy federalnych w przedziale 3,50-3,75 proc. Co istotne, trzech członków FOMC opowiedziało się wówczas za podwyżką o 25 punktów bazowych. Najnowszy raport osłabia argumenty tego jastrzębiego skrzydła, choć nie przesądza jeszcze o obniżce stóp na posiedzeniu zaplanowanym na 15-16 września.

Odporność konsumenta staje pod znakiem zapytania

Do tej pory jednym z głównych argumentów przemawiających za utrzymaniem solidnego tempa wzrostu amerykańskiej gospodarki była siła konsumpcji. Lipcowy raport wyraźnie narusza tę narrację: słabość widać nie tylko w głównym odczycie, ale również po wyłączeniu najbardziej zmiennych kategorii.

Nie jest to jeszcze dowód recesji ani trwałego załamania wydatków gospodarstw domowych. Jest to jednak sygnał, iż przy wolniejszym wzroście zatrudnienia i przez cały czas podwyższonych cenach amerykański konsument może tracić impet szybciej, niż zakładał rynek.

Źródła: U.S. Census Bureau, Reuters

Idź do oryginalnego materiału