Noc z 3 na 4 listopada 2026 roku zapisze się w historii amerykańskiej polityki. Demokraci wygrali wybory połówkowe w USA 2026 z przewagą, której na początku roku nie zakładał prawie żaden analityk. Przejmują obie izby Kongresu. Wygrali też w stanach, które od dekad uchodziły za bastiony Republikanów, w tym w Teksasie. Dla Donalda Trumpa to koniec pełnej kontroli nad Waszyngtonem. Rynki zareagowały od razu: tanieją akcje spółek związanych ze sztuczną inteligencją, dolar słabnie, a inwestorzy kupują amerykańskie obligacje.
Skala zwycięstwa większa niż w sondażach
Według projekcji Demokraci zdobędą około 255 mandatów w Izbie Reprezentantów. Większość wymaga 218. Byłaby to największa przewaga tej partii od prawie dwóch dekad. Do przejęcia izby wystarczył im zysk netto trzech mandatów. Fala objęła jednak dziesiątki okręgów, w większości takich, w których Trump wygrał w 2024 roku. W Pensylwanii Demokraci pokonali czterech republikańskich kongresmenów, w tym Scotta Perry’ego, byłego szefa skrajnie prawicowego Freedom Caucus. Przegrał też Richard Hudson z Karoliny Północnej, który kierował kampanią Republikanów do Izby i odpowiadał za obronę ich większości.
Senat pozostało większą niespodzianką. Na początku roku Republikanie mieli tam przewagę 53 do 47 i mało kto uważał ją za zagrożoną. Według analizy NPR opartej na rozstrzygnięciach Associated Press Demokraci odebrali Republikanom siedem mandatów: w Karolinie Północnej, Karolinie Południowej, Ohio, Teksasie, Kansas, Iowa i Maine. W Maine po latach w Senacie przegrała Susan Collins, którą pokonał Troy Jackson. W Kansas Adam Hamilton wygrał z senatorem Rogerem Marshallem, choć Demokrata nie wygrał tam wyborów do Senatu od ponad 90 lat. Bloomberg, powołując się na NBC, podaje, iż Demokraci będą mieli prawdopodobnie 52 mandaty. Liczenie głosów jednak trwa. Na Alasce Mary Peltola prowadziła z Danem Sullivanem przy około 22 proc. policzonych głosów, a w Missisipi wynik był na razie remisowy. Ostateczny układ może się więc jeszcze zmienić.
Demokraci obronili też własne zagrożone mandaty. Jon Ossoff wyraźnie wygrał w Georgii. W Michigan, uważanym przed wyborami za najsłabszy punkt partii, prowadził Abdul El-Sayed.
Teksas zmienia barwy
Najważniejsze dla rynków wydarzenia rozegrały się w Teksasie. James Talarico pokonał w wyborach do Senatu prokuratora generalnego Kena Paxtona, którego w prawyborach poparł Trump. Przy około 87 proc. policzonych głosów prowadził 54,9 do 43,3 proc. To pierwszy demokratyczny senator z Teksasu wybrany od 1988 roku.
Jeszcze większą sensacją jest wybór gubernatora. Gina Hinojosa, stanowa kongresmenka z Austin, pokonała Grega Abbotta, który ubiegał się o rekordową czwartą kadencję. Według Associated Press Hinojosa zostanie pierwszą od ponad 30 lat demokratyczną gubernator Teksasu i pierwszą w historii Latynoską na tym stanowisku. Kampania Abbotta wydała od zeszłego roku 180 mln dolarów. Republikanów w stanie wspierał też Elon Musk. Według różnych szacunków na wybory połówkowe przeznaczył ponad 440 mln dolarów, z czego najwięcej trafiło do Teksasu.
Trump za porażkę obwinił Abbotta i zarzucił mu, iż w ostatnich miesiącach kampanii stał się „RINO”, czyli Republikaninem tylko z nazwy.
Dla inwestorów nazwisko nowej gubernator jest ważniejsze niż sam polityczny przełom. W kampanii Hinojosa krytykowała centra danych i zapowiadała moratorium na ich budowę oraz koniec ulg podatkowych dla tego sektora. Według szacunków Wells Fargo, przytaczanych przez CNBC, Teksas odpowiada za około 27 proc. mocy centrów danych w USA, liczonej w gigawatach.
Rynki: wyprzedaż AI, ucieczka do obligacji
Reakcja była natychmiastowa. Najmocniej spadały giełdy w Azji, gdzie od miesięcy hossę napędzał popyt na sprzęt dla sztucznej inteligencji. Japoński Nikkei 225 tracił w trakcie sesji do 4,8 proc. Akcje producentów chipów i spółek związanych z AI, takich jak Kioxia czy Taiyo Yuden, spadały o ponad 13 proc. SoftBank Group stracił ponad 8 proc., Disco ponad 10 proc., a Advantest i Tokyo Electron po 7-8 proc. W Korei Południowej SK Hynix tracił ponad 5 proc., a Samsung Electronics blisko 4 proc.
„Wyprzedaż w Azji to dziś efekt AI” – oceniła Alicia Garcia-Herrero, główna ekonomistka Natixis na region Azji i Pacyfiku, cytowana przez „New York Times”. Jednocześnie zastrzegła, iż nie spodziewa się, by Demokraci „zabili kurę znoszącą złote jajka”.
Kontrakty na amerykańskie indeksy także spadały, choć ich notowania mocno się wahały. Kontrakty na Nasdaq traciły w pewnym momencie ponad 2 proc., a później spadek uległ zmniejszeniu do około 0,8 proc. Kontrakty na S&P 500 traciły około 0,6 proc. Bloomberg zwracał uwagę, iż część inwestorów zaczęła kupować na spadkach. W handlu pozasesyjnym taniały Microsoft, Amazon i Nvidia. Akcje SpaceX spadały o kilka procent, a Tesli o ponad 4 proc. Akcje Trump Media & Technology traciły ponad 7 proc. Mocno zyskiwały za to spółki solarne, bo inwestorzy liczą na odwrócenie polityki Trumpa wobec branży odnawialnych źródeł energii. Kontrakty na VIX, czyli indeks strachu Wall Street, przekroczyły 20 punktów.
„Coraz bliżej jest zaostrzenie nadzoru regulacyjnego nad spółkami technologicznymi i AI, a do tego rośnie prawdopodobieństwo politycznego paraliżu” – powiedział Prashant Newnaha, starszy strateg stóp procentowych w TD Securities, w rozmowie z Reutersem.
Na wynikach wyborów najwięcej zyskały obligacje. Rentowność 10-letnich obligacji skarbowych spadła według Reutersa o około 6 punktów bazowych, do 4,906 proc. Rentowność 2-latek spadła do około 4,55 proc. Logika inwestorów jest prosta. Podzielony Waszyngton zmniejsza szanse na kolejne obniżki podatków i kosztowne programy wydatków. Ewentualne ograniczenia dla AI mogą z kolei spowolnić wzrost gospodarczy, a więc zmniejszyć potrzebę dalszego zacieśniania polityki pieniężnej. To istotne, bo Fed pod kierunkiem Kevina Warsha podniósł stopy we wrześniu, a rynek kontraktów pod koniec października wyceniał wysokie prawdopodobieństwo kolejnej podwyżki w grudniu. Inflacja CPI w USA wyniosła we wrześniu 3,7 proc. rok do roku.
Dolar traci, bezpieczne przystanie zyskują
Spadek rentowności osłabił dolara wobec wszystkich walut z grupy G10. Indeks dolara spadł o 0,37 proc., do 101,34 punktu. Kurs EUR/USD wzrósł o 0,5 proc., do 1,1249, a funt umocnił się do 1,3464 dolara. Najbardziej zyskały tradycyjne bezpieczne przystanie. Jen umocnił się o 0,7 proc., do 157,55 za dolara, a frank szwajcarski o prawie 0,8 proc., do 0,8144 za dolara. Ruch dolara w szerszym kontekście najlepiej śledzić przez indeks DXY. Indeks pozostaje blisko ważnej strefy wsparcia około 101,4 punktu.
Na rynku kryptowalut najpierw była panika, a potem szybkie odbicie. Bitcoin spadł na krótko do około 75,7 tys. dolarów, bo Kongres kontrolowany przez Demokratów jest uważany za mniej przychylny prokryptowalutowym ustawom. Według CoinDesk już po kilku godzinach kurs wrócił w okolice 77,7 tys. dolarów. Analitycy tłumaczą to tym, iż rynek pozbył się niepewności.
„Sam wynik nie był wielkim zaskoczeniem. Polymarket od dłuższego czasu dawał zwycięstwu Demokratów ponad 75 proc. Ta noc dotyczyła więc mniej samego wyniku, a bardziej tego, iż zniknęła niepewność” – ocenił Nicolas Quatravaux z Paradigm.
Trump zapowiada współpracę i weto
Ważny dla nastrojów rynkowych był też ton prezydenta. Przez ostatni rok Trump podważał wiarygodność wyborów. W wieczór wyborczy powiedział jednak „New York Timesowi”, iż jest „absolutnie gotów” zaakceptować wyniki.
„Będziemy współpracować z Demokratami i czekamy na to. Pewnie coś wypracujemy” – powiedział Trump w telefonicznej rozmowie z dziennikiem.
W tej samej rozmowie przyznał, iż wyborcy byli niezadowoleni z cen paliw. Nie żałuje jednak decyzji o wojnie z Iranem. Porażkę tłumaczył tym, iż sam nie startował w wyborach. Wspomniał też o możliwej współpracy z Demokratami w sprawie limitu zadłużenia. Jednocześnie wprost przypomniał o swoich atutach: „Mam pełną władzę weta, więc muszą przyjść do nas”. Wcześniej w podcaście „Pod Force One” zapowiadał, iż w razie porażki zostanie „Panem Weto”.
Ten wątek łatwo przeoczyć w euforii po stronie Demokratów. Prezydent przez cały czas może zawetować każdą ustawę, a do odrzucenia weta potrzeba dwóch trzecich głosów w obu izbach. Demokraci nie będą mieli takiej większości. Ich program skupiony na kosztach życia może więc w dużej mierze stać się materiałem na kampanię prezydencką w 2028 roku, a nie szybką zmianą prawa. NPR zauważa, iż partia i tak będzie musiała porozumieć się z Republikanami w sprawie 12 ustaw budżetowych finansujących rząd federalny.
Co realnie zmienia nowy Kongres
Nowy Kongres zbierze się 3 stycznia 2027 roku. Spikerem Izby ma zostać Hakeem Jeffries, pierwszy czarnoskóry polityk na tym stanowisku. Demokraci przejmą przewodnictwo w komisjach, a razem z nim prawo do wzywania świadków i prowadzenia śledztw. Robert Garcia, który ma pokierować Komisją Nadzoru, zapowiedział, iż zajmie się m.in. biznesami rodziny Trumpów, w tym projektami kryptowalutowymi, a także działaniami ICE i Departamentu Bezpieczeństwa Krajowego. Jeffries wymienił cztery priorytety: odwrócenie cięć w programie Medicaid, przedłużenie dopłat w ramach Obamacare, odzyskanie przez Kongres wpływu na cła i zakończenie wojny z Iranem.
„Amerykanie przemówili i jasno pokazali, iż mają dość ekstremizmu i dość korupcji” – mówił Jeffries do zwolenników w Waszyngtonie.
Władza w Senacie daje Demokratom inne narzędzie. Bez ich głosów Trump nie będzie mógł obsadzać stanowisk sędziowskich ani zatwierdzać ministrów. jeżeli zwolni się miejsce w Sądzie Najwyższym, nominacja będzie wymagała porozumienia ponad podziałami.
Dla rynków najważniejsze są cztery obszary, o których pisaliśmy przed wyborami, analizując sektory, w których wyborcze niespodzianki mogą poruszyć rynki. Pierwszy to infrastruktura AI i centra danych. Tu ryzyko dotyczy zarówno regulacji federalnych, jak i decyzji stanowych, zwłaszcza w Teksasie. Drugi to polityka fiskalna. Pomysły w rodzaju „Trump Dividend”, czyli 5 tys. dolarów dla wszystkich dorosłego Amerykanina, praktycznie przestały być realne, ale wraca ryzyko sporów o finansowanie rządu i limit długu. Trzeci to cła. Demokraci chcą ograniczyć prawo prezydenta do ich jednostronnego nakładania, choć bez weta-odpornej większości nie będzie to łatwe. Czwarty to regulacje banków, kryptowalut i ochrony zdrowia, gdzie tempo deregulacji wyraźnie osłabnie.
Historia każe zachować spokój
Pierwsza reakcja rynków bywa mylącym sygnałem. Christopher Hodge, główny ekonomista Natixis w Nowym Jorku, uważa, iż bezpośrednie skutki gospodarcze wyborów są ograniczone. Bardziej obawia się tego, jak Trump zareaguje na porażkę. Zwraca uwagę na możliwe zmiany w gabinecie i spekulacje o nowej, „krótkiej i intensywnej” operacji wobec Iranu, która mogłaby odwrócić uwagę od wyników wyborów.
Statystyki wyglądają uspokajająco. S&P 500 rósł w ciągu roku po każdych z 11 wyborów połówkowych w latach 1982-2022. Średni wzrost wynosił 13,7 proc. Angelo Kourkafas z Edward Jones uważa, iż zmienność wywołana wyborami może być okazją dla inwestorów długoterminowych. Dodaje jednak, iż rynki do końca roku będą napędzać przede wszystkim AI i geopolityka.
Tym razem punkt wyjścia jest jednak inny niż w większości poprzednich cykli. Wycena spółek technologicznych jest wysoka, rentowności obligacji są najwyższe od lat, Fed podnosi stopy, a trwająca od lutego wojna z Iranem utrzymuje ceny energii na wysokim poziomie. Wynik wyborów nie zmienia tych fundamentów. Dodaje jednak nowe ryzyko: polityczne zagrożenie dla branży, która w ostatnich latach odpowiadała za większość wzrostów na światowych giełdach. Scenariusze, które rozważaliśmy przed głosowaniem w tekście o tym, jak wybory w USA mogą wpłynąć na nasze portfele, właśnie się sprawdzają.
Podział władzy w Waszyngtonie to dla rynków nic nowego, bo inwestorzy znają go z wielu poprzednich kadencji. Tym razem ważniejsze od samego podziału może być to, czy Demokraci rzeczywiście spowolnią boom na AI. Na razie odpowiedzi szuka się przede wszystkim w Teksasie, a nie w Kongresie.

7 godzin temu






