Kabina na przedniej osi, przedni WOM i TUZ, nisko osadzony silnik pomiędzy osiami i kosmiczny wręcz wygląd wzbudziły zachwyt w 1972 roku. Tak, w tym roku właśnie swoją premierę zaliczył Deutz Intrac – ciągnik, a adekwatnie pojazd systemowy niemieckiego producenta, który z miejsca stał się sensacją. I choć koncepcja tego typu pojazdów odeszła do lamusa, dzisiaj Intrac jest poszukiwanym i cennym zabytkiem techniki.
Zabytkiem? Przecież ostatnie pojazdy opuściły fabryki w 1990 roku, a przeszło 30-letnie ciągniki wciąż z powodzeniem pracują na polach. To prawda, jednak mówimy o ciągniku naprawdę osobliwym, produkowanym w niewielkich ilościach, a każdy egzemplarz, który pojawia się w ogłoszeniach budzi duże zainteresowanie, bo jest ich tam jak na lekarstwo.
Ciągnik, jakiego nie było
Wszechstronność – to idea przyświecała inżynierom Deutza podczas projektowania Intraca. Chcieli oni, aby nowy pojazd mógł wykonywać różne prace jednocześnie. Wszystko to w czasach, kiedy przedni TUZ w ciągnikach był prawdziwą rzadkością, a o WOM-ie (540 i 1000 obr./min!) można było tylko pomarzyć. Ale skoro możemy już zagregować narzędzie z przodu, warto by było, żeby operator miał na nie dobą widoczność. W tym celu (i nie tylko, o czym za chwilę) zdecydowano się zrezygnować z umieszczenia z przodu komory silnika; zamiast tego na ramie nad przednią osią osadzono kabinę, co sprawiło, iż widok do przodu był dotąd niespotykany.
No dobrze, ale gdzie w takim razie znalazło się miejsce na silnik? Ten umieszczono nieco pod ramą pomiędzy osiami. Miało to swoje konsekwencje pozytywne i negatywne. Do pierwszych należą m.in. niski środek ciężkości, co predestynowało pojazd do prac na pochyłościach, dobry rozkład masy oraz stosunkowo proste wyprowadzenie napędów. Nieco gorzej wyglądała kwestia dostępu serwisowego, bowiem część kabiny nachodziła na komorę silnika.
Kosmiczna kabina
Kabina – prawdziwy majsterszyk inżynierów Deutza. Kosmiczny design nie jest przypadkiem, bowiem podczas jej projektowania wzorowano się na module księżycowym zaprojektowanym w ramach programu Apollo.
Duża przednia szyba odpowiadała za niespotykaną dotąd widoczność na zaprzęgniętą z przodu maszynę towarzyszącą. Boczne ściany były w całości przeszklone i wyraźnie przełamane, co skutkowało wspaniałym widokiem na otoczenie wokół Intraca. Wejście do kabiny? Tylko z lewej strony, ale nie przez otwierane, ale przesuwne drzwi, które można było blokować w pozycji otwartej, co ułatwiało funkcjonowanie w upalne dni.
Co więc po prawej stronie? Dźwignie do sterowania m.in. przekładnią i hydrauliką, uznano więc, iż drzwi nie będą tu nikomu potrzebne, a zatem Deutz poszedł wówczas drogą, którą coraz częściej podążają producenci współczesnych ciągników. Kabiny Intraca ulegały na przestrzeni lat pewnym modyfikacjom. Jedną z najważniejszych była rezygnacja z czasem z pełnej deski rozdzielczej, w miejsce której wstawiono szybę dającą jeszcze lepszy obraz na przednie narzędzie.
Premiera, która przyćmiła MB-Traca
Jak podają źródła, kiedy włodarze Mercedesa dowiedzieli się o pomyśle Deutza i planowanej na 1972 rok premierze podczas targów DLG, przyspieszyli prace nad swoim pojazdem systemowym, opartym na Unimogu MB-trac 65. Zdążyli. Na nic się jednak to zdało, bowiem to Deutz skradł show i to nie tyle rozwiązaniami technicznymi, ile kosmicznym designem i kompletnie nietypowym położeniem kabiny.
Ewolucja Intraca
Pojazd produkowano przez 18 lat – do 1990 roku i doczekał się on dwóch generacji. Pierwszy Intrac 2002 pewne podzespoły dzielił z Deutzem 5006. To z tego ciągnika pochodził chłodzony powietrzem 3-cylindrowy silnik F3L 912 o mocy 48 KM oraz przekładnia 8+4. W kolejnym modelu – 2003 – stosowano już 60-konny silnik 4-cylindrowy. To jedyne pojazdy z rodziny, które można było konfigurować z napędem na tylną oś lub na cztery koła.
Marzysz o Intracu? Cena netto, ale to pozostało tanio… Fot. TraktorpoolWprowadzone w roku 1975 modele 2005 i 2006 były napędzane odpowiednio 5- lub 6-cylindrowymi silnikami o mocy do aż 116 KM. Dużą zmianą było tu przeniesienie napędu; przekładnie mechaniczne zastąpiono 2-biegową hydrostatyczną produkowaną przez Linde, umożliwiającą osiąganie bardzo wówczas wysokiej jak na ciągnik prędkości 40 km/h, jednak ze względu na wysokie straty mocy, rozwiązanie okazało się mało perspektywiczne.
Łabędzi śpiew
Deutz nie porzucił jednak idei mocnych Intrac-ów. Pod koniec lat 80. zaprezentowano modele IN-trac 6. Tym razem jednak z przekładniami mechanicznymi i 6-cylindrowymi silnikami, które w wersjach z turbodoładowaniem osiągały choćby 150 KM; w tych obszarach bazowały na konwencjonalnych modelach DX. W tej serii wykorzystano również koła o jednakowych rozmiarach z przodu i z tyłu oraz wszystko to, co mógł oferować nowoczesny ciągnik, włączając m.in. EHR czy elektrohydrauliczne załączanie funkcji.
IN-trac – biały kruk na rynku ciągników
Dzisiaj chyba każdy fan techniki rolniczej chciałby mieć Intraca w garażu. Nie będzie to jednak łatwe zadanie, szczególnie w przypadku IN-traca 6. O ile bowiem modele z serii 2000 – choć trafiają się rzadko – są względnie w zasięgu finansowym, to ceny produkowanej w bardzo małych ilościach serii 6 są równie kosmiczne, co sama koncepcja Intraca. Model 6.30 T znaleźliśmy na Traktorpoolu za… prawie 550 tys. zł. Oczywiście netto.
Tu już nie jest tanio… Fot. TraktorpoolZ kolei model Intrac 2004 z 1979 roku wystawiony na sprzedaż w Austrii wyceniono na nieco ponad 70 tys. zł netto.

2 godzin temu















