Przez dziesięciolecia diamenty miały być symbolem trwałej wartości: rzadkie, wieczne i coraz droższe. Dane z 2026 roku pokazują coś innego. Naturalne kamienie są o połowę tańsze niż pięć lat temu, w sklepach można kupić tańsze diamenty z laboratorium, a De Beers, który przez ponad sto lat kontrolował rynek, jest sprzedawany za ułamek dawnej wartości.
Połowa wartości w pięć lat
Spadki są duże. Według danych Rapaport Group, przytaczanych przez CNBC, przeciętny jednokaratowy diament naturalny kosztuje dziś 3898 USD. W 2021 roku kosztował średnio 8007 USD, czyli o 51% więcej. Diamond Standard Index, który śledzi ceny kamieni klasy inwestycyjnej, w sierpniu spadł do 2490 pkt. To najniższy poziom w historii indeksu, a pod koniec września był kilka wyżej. Proces opisywaliśmy w tekście o tym, jak diamenty naturalne straciły blask.
Spadki widać też na rynku hurtowym. W raporcie De Beers za II kwartał średnia cena uzyskana za karat surowych diamentów w pierwszym półroczu 2026 roku spadła o 32%, do 105 USD. Indeks cenowy firmy spadł o 16%. Przychody ze sprzedaży surowca w II kwartale wyniosły 665 mln USD, a rok wcześniej 1,2 mld USD. Spółka pisze o „wymagających” warunkach handlowych i wskazuje dwa powody: wojnę na Bliskim Wschodzie, która osłabia nastroje konsumentów, oraz diamenty syntetyczne, które odbierają popyt na tańsze kamienie naturalne.
Ten sam węgiel, inna cena
Najważniejszą zmianą na rynku są diamenty laboratoryjne. Nie są to imitacje, takie jak cyrkonie. Mają ten sam skład chemiczny i te same adekwatności fizyczne co diamenty z kopalni. Powstają z węgla w wysokiej temperaturze i pod wysokim ciśnieniem albo przez osadzanie z gazu w komorze próżniowej. Gołym okiem nie da się ich odróżnić od naturalnych.
Różnią się ceną. CNBC sprawdziło ofertę Brilliant Earth: niemal bezbarwny kamień laboratoryjny o bardzo dobrej czystości i doskonałym szlifie kosztuje 450 USD, a naturalny o tych samych parametrach 2800-3200 USD. Diament z laboratorium może być choćby o 90% tańszy od naturalnego odpowiednika. Kolczyki z diamentami laboratoryjnymi sprzedają też sieci handlowe, np. Walmart, gdzie najtańsze jednokaratowe sztyfty kosztują około 80 USD.
Konsumenci gwałtownie to wykorzystali. Według badania The Knot 2026 Real Weddings Study w 2025 roku 61% pierścionków zaręczynowych w USA miało centralny kamień z laboratorium, o 239% więcej niż w 2020 roku. Fortune Business Insights szacuje, iż rynek diamentów laboratoryjnych wzrośnie z 29,5 mld USD w 2025 roku do prawie 92 mld USD w 2034 roku.
Wartość oparta na kontroli podaży
Wysokie ceny diamentów przez większą część XX wieku wynikały z kontroli podaży. De Beers przez dziesięciolecia skupował większość światowego wydobycia i decydował, ile kamieni trafi na rynek. Pomagał mu marketing: hasło „A Diamond is Forever” z 1947 roku utrwaliło przekonanie, iż diament to dobro trwałe i niemal bezcenne, a nie zwykły towar.
Ten model kończy się na oczach rynku. Udział De Beers w światowym wydobyciu spadł do około jednej czwartej, a firma, która mogła wyznaczać ceny, dziś musi do nich dostosowywać produkcję. W lipcu ogłosiła ponad dwuletnią przerwę w wydobyciu w kopalni Venetia w RPA, a co najmniej dwie inne kopalnie na świecie zamknięto na stałe w 2026 roku.
Zmianę dobrze pokazuje proces sprzedaży samego De Beers. Według Bloomberga, Anglo American negocjuje sprzedaż 85% udziałów konsorcjum byłego prezesa De Beers Garetha Penny’ego za około 1 mld USD. W 2011 roku, gdy Anglo odkupił firmę od rodziny Oppenheimerów, De Beers wyceniano na prawie 13 mld USD. W 2001 roku na ponad 18 mld USD. Anglo w ciągu trzech lat trzykrotnie odpisywał wartość spółki.
Dlaczego diament jest słabą lokatą
Ostatnie spadki to tylko część problemu. Diamenty mają cechy, które utrudniają traktowanie ich jako inwestycji niezależnie od koniunktury. Nie ma dla nich standardowego rynku kasowego, jak dla złota czy srebra. Nie ma dwóch identycznych kamieni, więc trudno je wyceniać i porównywać. Gorzej jest z płynnością. Według raportu CaratX z lutego 2026 roku diament może czekać na rynku wtórnym na kupca ponad rok, a gdy już znajdzie nabywcę, często sprzedaje się za mniej niż połowę pierwotnej ceny detalicznej.
Diamenty laboratoryjne nie mają choćby takiej wartości odsprzedaży. Ich ceny zależą od kosztów produkcji, a te spadają wraz z rozwojem technologii. W ciągu kilku lat kamienie syntetyczne potaniały o kilkadziesiąt procent. Kupuje się je więc jako biżuterię, nie jako lokatę kapitału.
„Nie powinno się kupować diamentu z myślą, iż jest to inwestycja finansowa. Lepiej zainwestować pieniądze w srebro albo choćby w S&P 500″ – powiedział CNBC Cory Schifter, właściciel nowojorskiej firmy jubilerskiej Casale Jewelers.
Zarabiają sprzedawcy biżuterii
Kamienie z laboratorium przynoszą zyski przede wszystkim sprzedawcom biżuterii. Według Gordon Brothers marża brutto na biżuterii z diamentami laboratoryjnymi wynosi 60-65%, a na wyrobach z kamieniami naturalnymi 40-45%. Na tym korzysta m.in. Signet Jewelers, właściciel sieci Kay i Zales. Jego akcje zyskały w tym roku około 21%, a we wrześniu po podniesieniu prognozy zysku wzrosły w ciągu jednej sesji o 24%. Z tego trendu korzystają także Pandora i Brilliant Earth.
Część branży liczy na odbicie. Prezes Diamond Standard Cormac Kinney uważa, iż ograniczenie wydobycia w połączeniu z bankructwami kopalń i decyzjami De Beers już podnosi ceny hurtowe niektórych kategorii kamieni i może zapowiadać „początek ożywienia”. choćby jeżeli tak się stanie, diamenty raczej nie odzyskają pozycji aktywa, którego cena może tylko rosnąć. Dla inwestora szukającego aktywów poza giełdą lepszym wyborem są inne inwestycje alternatywne albo metale szlachetne, które mają płynny rynek i przejrzyste ceny.

3 godzin temu








