Dlaczego w Polsce jest tak mało znaczących firm technologicznych?

2 godzin temu

W 2025 roku w Europejskim Rankingu Innowacyjności nasz kraj zajął bardzo odległe 23. miejsce. Gdyby przyjrzeć się podobnym badaniom innowacyjności, to co do zasady Polska jest w okolicy końca w porównaniu do innych europejskich państw. zwykle w mediach jako głównego winowajcę tego stanu rzeczy wskazuje się niedofinansowanie nauki. Oczywiście, takie oferty jak potrzeba zatrudnienia badacza z tytułem doktora w zakresie fizyki w Instytucie Fizyki Polskiej Akademii Nauk za pensję w okolicy minimalnego wynagrodzenia woła o pomstę do nieba. Jednakże problem jest bardziej złożony.

Faktem jest, iż brakuje pieniędzy na badania podstawowe, czyli z założenia niekomercyjne. Najlepszym dowodem w tej kwestii jest to, iż Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego nie przyznało pieniędzy na funkcjonowanie największego w Polsce radioteleskopu pod Toruniem. Dopiero gdy sprawa dotarła do mediów – znalazły się środki finansowe. Jednak pieniędzy nie do końca brakuje w kontekście sektora prywatnego, który otrzymuje fundusze z rozmaitych źródeł publicznych. Doprowadzając do sytuacji, iż poprzez dotacje firmy nie są do końca konkurencyjne, bo albo ich celem istnienia jest życie z dotacji, albo tworzą przewagę konkurencyjną, bo zdobyły w ten sposób kapitał. Tak, wiem – nie każdy tak robi i są firmy, które rzeczywiście chcą wdrażać komercyjne innowacje.

Jednak im bardziej zagłębimy się w problematykę dotacji, to widać oczywisty problem z komercjalizacją projektów. W raporcie: „Wpływ wsparcia działalności badawczo-rozwojowej w polityce spójności 2014–2020 na konkurencyjność i innowacyjność gospodarki” z lutego 2025 roku możemy znaleźć informację, iż w działaniu 4.4 PO IR komercjalizacja nastąpiła w mniej niż co dziesiątym projekcie. Głównym powodem tego stanu rzeczy było niższe zapotrzebowanie na rynku od zakładanego. Problem z komercjalizacją projektów nie jest nowością, zwracała na niego uwagę między innymi Najwyższa Izba Kontroli już w 2018 roku.

Jeszcze bardziej niezrozumiałe jest finansowanie przez państwo projektów, których państwo poźniej może potrzebować, ale nie chce kupować. Przykładem systemu, który może być dobrym wzorem, jest Izrael. W Izraelu istnieje bardzo specyficzny i skuteczny system, w którym państwo mocno wspiera startupy technologiczne i są to głównie rozwiązania podwójnego zastosowania, czyli do wykorzystania w wojsku lub cywilnie. Przedsiębiorstwa objęte dotacjami sprzedają swoje technologie wojsku izraelskiemu, by potem eksportować daną technologię w świat. Rozwiązuje się to najpierw małymi zamówieniami pilotażowymi, potem weryfikacją konkretnej technologii w praktyce, a dopiero po tych fazach składane są większe zamówienia. Tymczasem w Polsce pod tym względem panuje chaos i brak organizacji. Warto tutaj posłużyć się przykładem WB ELECTRONICS S.A., firmy dostającej regularnie dotacje na B+R od 2009 roku, zajmującej się produkcją między innymi dronów i technologii wykorzystywanych w wojsku. Pierwszym większym klientem, od którego WB ELECTRONICS S.A. otrzymało poważniejsze zamówienie była… Litwa. Czyli finansujemy technologię, której potrzebujemy, by następnie jej nie kupić, a przedsiębiorstwa muszą próbować sprzedać swój produkt najpierw za granicą – to wcale nie taki rzadki przypadek. Polskie państwo nie chce kupować tego, co samo finansuje, co jest wyższą formą absurdu. Ministerstwo Obrony Narodowej dopiero prawie po 4 latach wojny na Ukrainie doszło do wniosku, iż wypadałoby coś w tej kwestii zmienić i uruchomiło we wrześniu 2025 roku program współpracy przemysłu z MON w kontekście technologii podwójnego zastosowania. Straciliśmy 4 lata na próbowanie technologii w warunkach bojowych, choć lepiej późno niż wcale.

Kolejną istotną kwestią jest rynek VC (Venture Capital) w Polsce, czyli inwestycje w młode i innowacyjne firmy. W Polsce brakuje dużych prywatnych funduszy inwestycyjnych w firmy, a do tego występuje silna zależność od kapitału publicznego. Całkowita wartość inwestycji VC w Polsce w 2025 roku wyniosła 3,4 mld zł. Dla porównania w Szwecji był to 2,4 mld euro (2024 rok, ponad 10 mld zł). Mówimy tu o kraju, który jest ludnościowo trzy razy mniej liczny od Polski, a ma trzykrotnie większą wartość inwestycji VC rocznie. Potem efektem tego są próby ucieczki Polaków z pomysłami i firmami do innych krajów, w których wiedzą, iż mogą zdobyć finansowanie od sektora prywatnego. Doskonałym przykładem jest Booksy, które w tej chwili jest „unicornem” (czyli firmą wycenianą na ponad 1 mld dolarów), które zaczynało w Polsce, by następnie przenieść się do San Francisco w Stanach Zjednoczonych. W samym styczniu 2021 roku Booksy otrzymało od prywatnych inwestorów 70 mln dolarów na rozwój, mówimy tu tylko o jednej rundzie finansowania. Stąd też przedsiębiorcy mający ambicje globalne często szukają finansowania za granicą, bo od sektora prywatnego w Polsce takiego nie dostaną. Przynajmniej nie w takiej skali.

Złożoność problematyki dotyczącej małej liczby firm technologicznych w Polsce jest naprawdę duża i nie da się tego naprawić kilkoma kliknięciami oraz procedurami. Problem ma znacznie większe podłoże. Zaczynając na finansowaniu projektów, które nie maja żadnych szans (lub niewielkie) na komercjalizację, kończąc na braku kontraktacji ze strony administracji publicznej. Niezrozumiałe jest finansowanie firm technologicznych, o ile nie chce się od nich kupować. Kontrakty są ważniejsze niż dotacje, a przedsiębiorca wiedząc, iż coś sprzeda – będzie zupełnie inaczej myślał o takiej firmie. Na koniec dochodzi jeszcze problem niewielkiego rynku VC w Polsce, choć zaczyna to się zmieniać w ostatnich latach.

Felietony publikowane na naszej stronie przedstawiają poglądy autora, a nie oficjalne stanowisko Warsaw Enterprise Institute.

Idź do oryginalnego materiału