Za nami dziś już jedno zaskoczenie w polityce pieniężnej – RBNZ nie zmienił stóp procentowych. Inwestorzy oczekiwali, iż stopy w Nowej Zelandii wzrosną do 3%, ale tak się nie stało. Jednak uwaga rynku jest gdzieś indziej. W USA o stopach procentowych dziś decyduje Fed.
Amerykański bank centralny we wrześniu podniósł stopy procentowe po kilku latach przerwy. Dzisiejsza decyzja ma miejsce na kilka dni przed wyborami w USA, choć tak naprawdę ze względu na sposób głosowania można powiedzieć, iż w trakcie wyborów. Choć w ciągu ostatnich kilku dni notowania Republikanów marginalnie poprawiły się, przez cały czas zdecydowanie najbardziej prawdopodobnym scenariuszem pozostaje przejęcie Kongresu przez Demokratów. W tej sytuacji kolejna podwyżka stóp procentowych mogłaby zostać odebrana bardzo politycznie.
Jednak to nie dlatego FOMC dziś stóp nie podniesie. Choć nowy prezes Fed dawał jasno do zrozumienia od początku kadencji, iż będzie chciał ograniczyć komunikację ze strony banku centralnego, jego poglądy raczej w Komitecie nie są szeroko podzielane. Banki centralne nie lubią zmieniać raz obranego kursu, a lawina wypowiedzi innych członków FOMC po wrześniowej podwyżce zarysowała jasny scenariusz: bank jeszcze przynajmniej raz podniesie stopy, ale nie ma powodu do pośpiechu, więc w październiku należy spodziewać się pauzy. Tym samym podwyżka dziś byłaby przyznaniem się do bycia w trudnym położeniu, gdzie bank musi „gonić inflację” i potencjalnie mogłaby wywołać rynkowe turbulencje.
Fakty są jednak takie, iż Fed jest pod presją. Wrześniowe dane o inflacji okazały się wyższe od oczekiwań i to zarówno na poziomie inflacji ogółem (3,7%), jak i bazowej (2,6%). Ceny energii nie dają oddechu, rynek oczekuje rychłej eskalacji na Bliskim Wschodzie zaraz po wyborach, a to oznacza presję na wzrost cen ropy. Dane z gospodarki amerykańskiej pozostają solidne i choćby dołujący dotąd indeks nastrojów konsumentów odnotował wczoraj nieoczekiwane odbicie. Zatem to będzie pauza, ale powinna to być tzw. jastrzębia pauza, z jasno zarysowaną grudniową podwyżką.
Dlatego też rynki na ten moment faworyzują dolara. Po długim okresie konsolidacji indeks dolara jest w tej chwili najwyżej od wiosny 2025, zaś sam kurs EURUSD znajduje się w bardzo klarownej tendencji spadkowej, zbliżając się już do 1,11.
Taka perspektywa nie jest zbyt dobra dla złotego. Utrzymujące się przyzwoite nastroje na globalnych rynkach sprawiają, iż EURPLN pozostało względnie stabilny, ale po przełamaniu oporu na poziomie 4,37 i przy umacniającym się dolarze towarzyszy nam nieustanne ryzyko, iż przy większych zawirowaniach złoty może dynamicznie tracić.
Na razie traci do dolara. O 8:15 amerykańska waluta kosztuje już 3,96 złotego, euro 4,41 złotego, funt 5,26 złotego, zaś frank 4,77 złotego. Warto pamiętać, iż ze względu na przesunięcie czasu decyzję o stopach w USA poznamy o 19:00 naszego czasu.
Autor: dr Przemysław Kwiecień CFA, Główny Ekonomista XTB

3 godzin temu







