Dubaj traci turystów, opinię bezpiecznego portu i złoto

1 godzina temu

Turystyka na Bliskim Wschodzie przeżywa załamanie, kraje Zatoki, zwłaszcza Dubaj w Zjednoczonych Emiratach Arabskich, tracą opinię „bezpiecznych portów” inwestycyjnych, problemy przeżywa choćby rynek złota – wszystko to są efekty irańskich akcji odwetowych w wojnie z USA i Izraelem.

Rynek turystyki bliskowschodniej, zwłaszcza zaś państw Zatoki Perskiej, wart 367 mld dolarów rocznie zaczyna odczuwać skutki wojny między Iranem a koalicją izraelsko-amerykańską. Wizerunek „bezpiecznego portu” inwestycyjnego i „najlepszego miejsca na wakacje” zaczął w ostatnim tygodniu ulegać gwałtownej erozji, zaś miliardowe inwestycje poczynione od Abu Zabi do Dubaju mogą okazać się tylko kosztami.

Obecnie wiadomo już, iż irańskie ataki były celowane właśnie w obiekty infrastruktury finansowej i turystycznej – uszkodzone zostało lotnisko będące jednym z największych hubów turystyczno-transportowych na świecie oraz słynny hotel Burdż Al-Arab, co spowodowało paniczne komentarze wśród turystów, którzy według Światowej Rady Podróży i Turystyki (WTO) wydali w zeszłym roku w regionie 194 mld dolarów. Uszkodzenie lotniska i stałe kilku- lub kilkunastodronowe ataki prowadzone w jego strefie spowodowały uziemienie większości samolotów, pozostawiając na ziemi nie tylko załogi i maszyny, ale też i dziesiątki tysięcy pasażerów w najgorszym kryzysie w ruchu lotniczym od czasu pandemii COVID-19.

Obecnie, według Flightradar24, od pierwszego ataku odwetowego Iranu odwołano ponad 12 300 lotów na całym świecie. Emirates Airlines, największy przewoźnik globalny, przedłużyły zawieszenie regularnych lotów do i z Dubaju do 4 marca wieczorem. Etihad Airways przedłużyły zawieszenie działania do 5 marca.

Jak stwierdza firma analityczna AirDNA, po pierwszych atakach liczba anulowanych rezerwacji wakacyjnych w Zjednoczonych Emiratach Arabskich wzrosła od 28 lutego ponad dwukrotnie, do około 8450 apartamentów. Większość anulowanych pobytów miała przy tym zaczynać się w marcu.

„Doszło do dużego załamania rezerwacji na Bliski Wschód” – przyznał 3 marca dziennikarzom Michael O’Leary, prezes tanich linii lotniczych Ryanair, zauważając, iż kryzys na Bliskim Wschodzie spowodował gwałtowny wzrost popytu na loty krótkodystansowe do takich miejsc jak Portugalia, Włochy i Grecja i to przed świętami wielkanocnymi.

Jednak, jak dodał, Bliski Wschód historycznie odbudowywał się po okresach niestabilności regionalnej.

„Podejrzewam, iż ta sytuacja nie potrwa długo i dlatego nie będzie miała długoterminowych trendów, ale nie ma wątpliwości, iż podważyła ona zaufanie do podróży lotniczych do Zatoki Perskiej” – podsumował.

Próbując odzyskać zaufanie klientów państwowe biuro turystyczne Dubaju przekazało 3 marca oświadczenie, w którym napisano, iż bezpieczeństwo odwiedzających jest jego najwyższym priorytetem, hotele zostały poproszone o wsparcie poszkodowanych gości, zaś miasto ma doświadczenie w „radzeniu sobie z okresami globalnych zakłóceń”.

Jednak straty mogą być poważne – firma konsultingowa Tourism Economics przewiduje, iż w tym roku na Bliski Wschód może podróżować od 23 do 38 mln osób mniej niż oczekiwano, przy czym jest to zależne od czasu trwania wojny Iranu z koalicją amerykańsko-izraelską.

„Obejmuje to spodziewane długotrwałe skutki dla nastrojów po okresie bezpośrednio poprzedzającym konflikt” – napisały w notatce badawczej Helen McDermott i Jessie Smith z firmy konsultingowej. Analityczki oszacowały potencjalną stratę w wydatkach turystów na około 34-56 mld dolarów.

Prezes zarządu największej niemieckiej firmy turystycznej TUI Benjamin Jacobi powiedział, iż turyści mają nadzieję na uspokojenie sytuacji, choć „na razie tego nie widać”. Wiadomo, iż choćby ceny tanich połączeń lotniczych pomiędzy Europą i Azją gwałtownie wzrosły po zamknięciu hubów transportowych na Bliskim Wschodzie, jako iż przewoźnicy zaczęli latać do Azji przez kraje Azji Środkowej.

„Z pewnością nastąpi spadek popytu. Zależy to jednak w dużej mierze od rozwoju tego konfliktu zbrojnego. W tej chwili wszystko jest bardzo niestabilne” – powiedział Jacobi, dodając, iż firma obserwuje „pewną zmianę” wśród wczasowiczów wybierających w tej chwili pobyty w zachodniej części Morza Śródziemnego.

Po pierwszych irańskich atakach, kiedy 2 marca USA nakazały Amerykanom opuszczenie Zjednoczonych Emiratów Arabskich, wycieczkowicze zaczęli masowo opuszczać kraj czarterami, głównie do Włoch. Część stwierdziła, iż mimo wojny, kiedy tylko ona się skończy, wrócą do Dubaju. Część w ogóle odmówiła powrotu. Co ciekawe, niektóre biura turystyczne i niewielkie firmy, w tym polskie, przez cały czas po głoszeniu przez MSZ, by nie podróżować do tego kraju, mimo wszystko poleciały tam. W polskim Internecie szerokim echem odbiła się sprawa dwojga influencerów podróżniczych, Jawora i Oli, którzy polecieli do Dubaju, ponieważ nie śledzili nic poza Tik-Tokiem, na którym mieli konta.

„Totalnie nie wiedzieliśmy, nie śledzimy mediów” – przyznał z rozbrajającą szczerością Jawor. Reakcja internautów była przewidywalna, choć brutalna – parze zaproponowano by m.in. wzorem biblijnym udała się w pieszy marsz do Egiptu skąd już na pewno znajdą jakieś połączenie do Europy.

Sporo turystów oświadczyło przy tym, iż mimo wojny, wojskowych samolotów i śmigłowców krążących nad miastem nie czują się w Dubaju zagrożeni.

„To mój pierwszy raz w Dubaju, ale nie czuję się niebezpiecznie. Nie sądzę, żeby mnie to zniechęciło. Cóż, na razie nie” – powiedział Reuters 42-letni brytyjski informatyk David podróżujący z żoną i dwójką dzieci.

Jak się okazało, ataki na Emiraty miały też jeszcze jeden dość nieoczekiwany skutek – spowodowały duże zakłócenia w handlu fizycznym złotem. Dubaj jest w tej chwili największym centrum handlu tym metalem na Bliskim Wschodzie, zaś masowe odwoływanie lotów z tego emiratu i do niego uniemożliwiło traderom transport kruszcu.

W Zjednoczonych Emiratach Arabskich rafinuje się złoto oraz srebro i eksportuje je do nabywców w całej Azji. Jest to także hub dla przesyłek złota ze Szwajcarii i Londynu. W efekcie częściowego zamknięcia przestrzeni powietrznej i odwoływania lotów, złoto – ale też i srebro – pozostało w lukach bagażowych samolotów pasażerskich.

Bloomberg i portale branżowe otrzymały informację, iż firmy handlowe i logistyczne wstrzymały dostawy obu metali z Dubaju i do tego emiratu „na czas nieokreślony”. w tej chwili prowadzone mają być prace nad stworzeniem tras alternatywnych, które omijałyby Dubaj w drodze do miejsc docelowych.

Warto zaznaczyć, iż transport sztabek złota drogą lądową na lotniska w innych częściach regionu jest niemożliwy, bo uznawany za zbyt ryzykowny. Złoto jest transportowane między hubami w lukach bagażowych samolotów pasażerskich za cenę poniżej 1 dolara za uncję za przelot. Tyle iż objętość, którą można przewieźć jednym lotem, jest ograniczona i jest to ograniczenie wartościowe, a nie wagowe, jako iż ubezpieczyciele ubezpieczają tylko kilka ton w jednym samolocie.

Jak powiedział Bloomberg Lars Johansson, konsultant i weteran branży logistyki metali szlachetnych, jeżeli zaplanuje się transport złota drogą lądową, to jest on znacznie bardziej skomplikowany niż transport lotniczy.

„Istnieją sposoby na zarządzanie ryzykiem. To, co technicznie mogłoby zmieścić się w jednym opancerzonym samochodzie, może zmieścić się w trzech opancerzonych samochodach. Może być eskorta uzbrojonych strażników” – powiedział, zaznaczając, iż „proces ten nie jest idealny” i nie oznacza to końca problemów m.in. przekraczanie granic z bronią przez ochronę transportu może być niedozwolone.

Tymczasem przedłużające się zawieszenie lotów z ZEA może stanowić problem dla traderów w Indiach i na innych rynkach, które pozyskują metal z tego kraju. Jak powiedział Philip Newman, dyrektor zarządzający firmy konsultingowej Metals Focus. Ceny za kruszec w Arabii Saudyjskiej znacznie wzrosły 3 marca, co prawdopodobnie wskazuje na obawy o ograniczoną dostępność metalu.

Uziemienie lotów pasażerskich stanowiło już wcześniej poważne wyzwanie dla traderów złota. Na początku pandemii w 2020 roku ograniczenia w podróżowaniu uniemożliwiły traderom szybki transport metalu między Londynem a Nowym Jorkiem, na czym najbardziej skorzystały banki, dla których, jak JPMorgan Chase & Co., otworzyło to duże możliwości arbitrażowe.

Idź do oryginalnego materiału