Prezydent Trump nie będzie zadowolony. Wszystko wskazuje na to, iż Komitet pod wodzą Jerome „too late” Powella w pierwszym kwartale w ogóle nie obniży stóp procentowych. Czy ten obraz mogą zmienić dzisiejsze dane o inflacji?
Patrząc na rynek walut z perspektywy ostatnich kilku miesięcy można odnieść wrażenie, iż prezydent USA robi wszystko aby podciąć gałąź, na której siedzi. A może nie on sam, bo efekty upadku nie będą już zbierane przez administrację Trumpa, ale Amerykanów przez kolejne lata. Nie ma wątpliwości co do tego, iż USA przez lata znakomicie korzystały z roli imperium posiadającego nie tylko najpotężniejszą armię, ale także walutę rezerwową. To pozwalało (i przez cały czas pozwala) na utrzymywanie permanentnego deficytu i finansowanie się zagranicznymi oszczędnościami (a zatem niższy koszt kapitału). Oczywiście taki status jest obiektem zazdrości i ambicji innych państw i nic dziwnego, iż podejmują one próby uczknięcia z tego tortu.
Wydawałoby się zatem, iż Waszyngton powinien bronić tego statusu za wszelką cenę, a można właśnie mieć wrażenie, jakby w tej chwili Biały Dom chciał się go pozbyć niczym starego sprzętu na wyprzedaży, zarówno poprzez próbę przejęcia kontroli na Fed (wywieranie nacisków na banki centralne w nadziei na korzystne efekty gospodarcze przed wyborami to jedno, ale wykorzystywanie administracji do wszczynania postępowań kryminalnych to kompletnie inny poziom), jak i nieobliczalną politykę zagraniczną.
Dane o inflacji z USA i Polski
Paradoksalnie, gdyby nie Trump, dolar miałby prawdopodobnie bardzo dobrą passę. USA ma swoje problemy, ale ewidentnie przewodzi w rewolucji AI i to tam zbierane będą najwyższe jej dywidendy (kto wie, być może inne regiony globu wręcz netto za nią zapłacą). Do tego agresywne inwestycje w infrastrukturę będą wpływać pozytywnie na koniunkturę. Będziemy mieć zatem kombinację wyższego wzrostu i – co za tym idzie – przynajmniej przejściowo nieco wyższej inflacji. A to oznacza relatywnie wyższe stopy (i frustracje prezydenta, któremu Powell nie chce ich odpowiednio obniżyć przed wyborami).
Bardzo mocne styczniowe dane z rynku pracy przesunęły oczekiwania co do kolejnej podwyżki na kwiecień, choć ważne będą jeszcze publikowane dziś dane dotyczące inflacji – przypomnijmy nieco sztucznie (do maja) zaniżonej poprzez brak październikowych danych w zakresie cen najmu. Oczekiwania są na poziomie 2,5% zarówno w zakresie inflacji ogółem, jak i bazowej.
Dane o inflacji poznamy także w Polsce (10:00), gdzie jest duża szansa na spadek poniżej 2%. Choć tak niska inflacja nie utrzyma się, daje to przestrzeń Radzie na rozważanie kolejnej obniżki i marcowy ruch cały czas wydaje się być „na stole”.
O godzinie 8:55 euro kosztuje 4,21 złotego, dolar 3,55 złotego, funt 4,84 złotego, zaś frank 4,61 złotego.
Źródło: dr Przemysław Kwiecień CFA, XTB

2 godzin temu




