Dziś premiera nowych produktów Apple – iPhone 18 Pro i wersja składana

1 godzina temu

Dzisiejszy wieczór będzie dla Apple najbardziej obciążonym ryzykiem wydarzeniem od premiery pierwszego iPhone’a. Nie chodzi o same urządzenia, choć zapowiada się najszerszy zestaw premier w historii firmy. Chodzi o zbieg trzech okoliczności, które rzadko występują jednocześnie: debiut zupełnie nowej kategorii produktowej, pierwszy keynote pod wodzą nowego prezesa oraz notowania, które od lipcowego szczytu straciły około 10 procent, przy jednej z najwyższych wycen wśród amerykańskich gigantów technologicznych.

Konferencja „Surprise and Shine” rozpocznie się o 19:00 czasu polskiego i będzie transmitowana na stronie Apple, w serwisie YouTube oraz w aplikacji Apple TV. W chwili publikacji tego tekstu żadne urządzenie nie zostało jeszcze oficjalnie zaprezentowane, dlatego poniżej konsekwentnie rozdzielam informacje potwierdzone od doniesień branżowych.

Zmiana warty na szczycie

Fakt, który jest pewny i najważniejszy dla ładu korporacyjnego: Tim Cook przestał być prezesem Apple 1 września 2026 roku, a jego miejsce zajął John Ternus, dotychczasowy wiceprezes ds. inżynierii sprzętowej. Cook, który kierował firmą przez 15 lat, objął funkcję wykonawczego przewodniczącego rady dyrektorów, a Ternus wszedł do jej składu.

Dzisiejszy keynote będzie pierwszym, który Ternus prowadzi jako prezes. Według doniesień MacRumors Cook może nie pojawić się na scenie wcale. Dla rynku to test symboliczny, ale nie tylko – Ternus jest inżynierem sprzętowym, a nie menedżerem łańcucha dostaw, jak jego poprzednik. Bloomberg opisywał to jako początek „ery Ternusa”, otwieranej największym w historii firmy zestawem premier.

Warto mieć w pamięci punkt odniesienia. Pod rządami Cooka kapitalizacja Apple wzrosła z około 350 mld USD do poziomów przekraczających 4,6 bln USD. sukcesor przejmuje firmę u szczytu jej wartości, co jest sytuacją znacznie trudniejszą niż przejmowanie spółki w kryzysie.

Czego oczekuje rynek

Według zgodnych doniesień MacRumors, Bloomberga i innych serwisów branżowych – podkreślamy: to przecieki, nie potwierdzenia – dzisiejsza prezentacja ma objąć pierwszy składany iPhone, prawdopodobnie pod nazwą iPhone Ultra, oraz modele iPhone 18 Pro i 18 Pro Max. Do tego dochodzą Apple Watch Series 12, Apple Watch Ultra 4 i słuchawki AirPods 5, a także możliwe premiery domowego huba z siedmiocalowym ekranem, nowego Apple TV 4K i odświeżonego HomePoda mini.

Składany model ma mieć zewnętrzny ekran OLED o przekątnej około 5,5 cala, rozkładany do blisko 7,8 cala, grubość rzędu 4,5 mm w stanie otwartym i zawias z metalu ciekłego. Ze względu na brak miejsca zrezygnowano podobno z Face ID na rzecz Touch ID w przycisku bocznym oraz z obiektywu teleskopowego. Cena? Doniesienia wskazują na co najmniej 2000 USD, a dla wersji o większej pamięci choćby powyżej 2500 USD.

Istotna jest też nieobecność. Podstawowy iPhone 18 ma nie pojawić się w tym roku – Apple planuje przenieść go na wiosnę 2027 wraz z modelami 18e i iPhone Air 2. Jesienna oferta ograniczy się więc do modeli Pro i składanego. To pierwsza tak wyraźna zmiana rytmu premier od lat i oznacza, iż jesienny cykl sprzedażowy oprze się wyłącznie na najdroższych urządzeniach.

Zamówienia przedpremierowe najprawdopodobniej wystartują w sobotę 12 września, a nie w tradycyjny piątek – ten wypada 11 września, a Apple już w 2015 roku przesunęło w takiej sytuacji sprzedaż. Premiera sklepowa spodziewana jest 18 września.

Dlaczego to wydarzenie giełdowe, a nie tylko technologiczne

Apple zamknęło sesję 8 września na poziomie 316,22 USD, wobec historycznego szczytu zamknięcia 339,79 USD z 28 lipca 2026 roku. Od tego rekordu akcje straciły około 10 procent po rozczarowujących wynikach kwartalnych. Kapitalizacja spółki wynosi około 4,6 bln USD, co czyni ją drugą najcenniejszą firmą świata.

Przyczyna słabości jest paradoksalna i warto ją zrozumieć, bo pokazuje, jak działa obecny rynek. Apple przez pierwszą połowę roku zyskiwało właśnie dlatego, iż było postrzegane jako spółka „anty-AI” – nie angażująca się w kapitałochłonny wyścig o infrastrukturę obliczeniową, ale opierająca usługi AI na partnerstwach. W lipcu, gdy inwestorzy panikowali z powodu wydatków na sztuczną inteligencję, akcje Apple rosły o 6,8 procent, podczas gdy Nasdaq 100 spadał o 6,6 procent, a indeks półprzewodników SOX runął o 21 procent – najgorszy miesiąc od 2008 roku.

Potem sentyment się odwrócił. Wyniki Microsoftu, Amazona i Alphabetu rozwiały obawy o przeinwestowanie, kapitał wrócił do spółek AI, a Apple znalazło się wśród 25 najsłabszych walorów indeksu S&P 500 w ujęciu trzytygodniowym. W tym samym czasie Nasdaq 100 zyskał 6,6 procent, a SOX 10 procent.

Najciekawsza dana statystyczna z całego tego zamieszania: czterdziestodniowa korelacja Apple z indeksem S&P 500 spadła praktycznie do zera – najniżej od 2013 roku, a korelacja z indeksem półprzewodników osiągnęła najniższy poziom w danych od 1994 roku i stała się ujemna. Apple przestało poruszać się razem z rynkiem. Dla zarządzających portfelami oznacza to, iż spółka stała się odrębną klasą ekspozycji.

Pamięć, czyli ukryty koszt boomu AI

Istnieje mechanizm, przez który wydatki konkurencji na AI szkodzą Apple bezpośrednio, i to on stanowi największe ryzyko dzisiejszej premiery. Ceny układów pamięci wystrzeliły w górę wskutek popytu z centrów danych, a pamięć odpowiada szacunkowo za 10 do 20 procent kosztu wytworzenia telefona.

Apple już zareagowało. Firma podniosła w 2026 roku ceny iPadów i komputerów Mac, tłumacząc to niedoborem pamięci, a podobne ruchy wykonał Microsoft. Doniesienia wskazują na możliwy wzrost cen modeli iPhone 18 Pro od 100 do 300 USD.

Właśnie ten wątek stał się podstawą obniżki rekomendacji przez Jefferies do „underperform” – jednej z sześciu rekomendacji sprzedaży wśród 58 analityków monitorowanych przez Bloomberga, co jest najwyższą liczbą od blisko dwóch lat. Analityk Edison Lee argumentował, iż składany telefon jest „jedynym istotnym czynnikiem wzrostu średniej ceny sprzedaży i marży” w najbliższych latach, ale przy wysokich kosztach pamięci tak drogie urządzenie pozostanie produktem niszowym.

To sedno dylematu, który dziś wieczorem zostanie rozstrzygnięty. Apple potrzebuje składanego iPhone’a, by podnieść średnią cenę sprzedaży i obronić marże przed presją kosztową. Jednocześnie cena rzędu 2000-2500 USD może ograniczyć wolumeny do poziomu, przy którym wpływ na wynik skonsolidowany będzie marginalny.

Wycena nie zostawia miejsca na błąd

Ostatni element układanki jest najbardziej niewygodny. Akcje Apple wyceniane są na około 32-krotność prognozowanych zysków, co czyni je najdroższymi wśród siedmiu najcenniejszych amerykańskich spółek technologicznych, wyprzedzając Nvidię, Broadcom i Meta Platforms.

Przy takiej wycenie rynek nie wybacza rozczarowań. jeżeli premiera nie przyniesie przekonującej odpowiedzi na dwa pytania – czy składany model uzasadnia swoją cenę i czy strategia AI oparta na partnerstwach wystarczy – reakcja może być gwałtowna. W wątku AI Apple postawiło na współpracę z Google: firma ma płacić około 1 mld USD rocznie za dostosowany model Gemini o 1,2 bln parametrów, który zasili przebudowaną Siri. Nowa Siri z Apple Intelligence została zapowiedziana na WWDC w czerwcu 2026 roku.

Czego możemy się dziś spodziewać?

Historycznie akcje Apple reagowały na wrześniowe premiery umiarkowanie, a adekwatna weryfikacja przychodziła z danymi o przedsprzedaży i czasach dostaw w kolejnych dniach. W tym roku obraz komplikuje jednak zerowa korelacja spółki z rynkiem oraz wysoka baza wycenowa. Ryzyko jest asymetryczne: pozytywne zaskoczenie musi być duże, by uzasadnić 32-krotność zysków, natomiast rozczarowanie ceną lub terminami dostaw ma znacznie krótszą drogę do przełożenia się na kurs.

Idź do oryginalnego materiału