Egipt rynkiem dla mniejszych graczy
W trakcie długiej rozmowy ze znanym w rejonie Grójca przedsiębiorcą eksportującym jabłka zeszliśmy na temat Węgier, Rumunii, ale przede wszystkim Egiptu. Nasz rozmówca, który chce pozostać anonimowy, wyjaśnia, iż przede wszystkim Egipt powoli staje się rynkiem coraz bardziej dostępnym dla samych sadowników. Eksportuje tam od lat i opowiada nam, jak zmieniają się realia współpracy z tamtejszymi odbiorcami.
Czym argumentuje swoje tezy? Przede wszystkim bezpośrednią lub pośrednią współpracą z egipskimi importerami, a po drugie ponoszonymi kosztami. Przykładowo, ktoś, kto ma większy obiekt i zatrudnia co najmniej kilkanaście osób, „nie zmieści się” w cenie oferowanej przez pośrednika (Egipcjanina) w Polsce. Mówiąc precyzyjnie, nie zawsze dobiją targu. Taka większa firma lub grupa musi współpracować bezpośrednio, żeby przyzwoicie zarabiać.
Z drugiej strony do wspomnianych wyżej ofert cenowych bez problemu dopasują się większe gospodarstwa, które mają nowoczesne, krajowe sortownice lub starsze, ale wydajniejsze, używane maszyny z Zachodu. Handel ułatwi pośrednik w Polsce. Dlatego złożona logistyka do egipskich portów już „nie przeraża”.
Wśród 60 krajów, do których sprzedajemy jabłka, Egipt należy do tych, które, kupując dużo, przede wszystkim odbierają tańsze owoce. Dlatego niższe koszty, na których operują gospodarstwa, mogą być dla nich czynnikiem decydującym o konkurencyjności. Zwłaszcza iż w handlu z Egiptem od lat liczy się dosłownie każdy cent.
Perspektywy na południu Europy
Podobnie jest w przypadku Węgier, Rumunii i okresowo Serbii, która w tym sezonie kupuje od nas znacznie więcej jabłek. Tu przeszkody logistyczne są już znacznie mniejsze i nie potrzeba pośredników. Zamówienia od tamtejszych hurtowników to nierzadko miks odmian na jednym aucie. To akurat żaden problem, gdy gospodarujemy w zagłębiu sadowniczym. Wówczas któryś z licznych sąsiadów i znajomych sprzeda nam 5 czy 10 ton potrzebnej odmiany. Co więcej, nierzadko wymagają rozsortowania co 0,5 cm lub choćby co 1 cm.
Równocześnie nasz rozmówca podkreśla, iż powyższe tezy nie oznaczają, iż dla dużych podmiotów nie będzie już miejsca na tamtejszych rynkach. Podkreśla, iż każdy znajdzie miejsce dla siebie oraz iż wieloletni rozwój relacji handlowych daje szansę dla kolejnych, mniejszych podmiotów. Dla przedsiębiorczych sadowników to także szansa na lepszą sprzedaż swoich owoców, a także nieduży, dodatkowy dochód wypracowany na kupionych jabłkach.

8 godzin temu












