Na terenie lotniska, niedaleko granicy z jednostką wojskową, doszło do eksplozji w stojącej śmieciarce. Według ustaleń mediów działania służb było blokowane przez godzinę, a kierownictwo Okęcia nie ogłosiło ewakuacji.
Onet poinformował o eksplozji w śmieciarce, do jakiej doszło około 9:00 na terenie Lotniska Chopina. Pojazd w momencie wybuchu znajdował się na rampie niedaleko granicy Okęcia i 1 Bazy Lotnictwa Transportowego.
Według ustaleń Onetu na miejsce zostały wezwane służby lotniskowe, jednak przez godzinę nie pozwolono im na interwencję. Źródła portalu mówią o paraliżu decyzyjnym na lotnisku oraz, iż mimo zagrożenie nie padła decyzja o ewakuacji.
– Polskie Porty Lotnicze robią wszystko, żeby nie dopuścić do ewakuacji lotniska, ponieważ najważniejszy jest przepływ pasażerów, bo on wiąże się z dochodami. Jednak ktoś powinien tu zadbać o bezpieczeństwo ludzi – mówią rozmówcy Onetu, proszący o anonimowość.
Dwie godziny czekania
Do doniesień odniósł się Piotr Rudzki, kierownik działu komunikacji lotniska.
– Faktycznie, podczas wywozu doszło do incydentu, ale teraz wszystkie służby działają tutaj. Służby państwowe prowadzą sprawę – powiedział Onetowi.
Zaprzeczył jakoby służby przez dłuższy czas nie mogły reagować. Stwierdził, iż nie było potrzeby ewakuacji lotniska, gdyż eksplozja nie wpłynęła w żaden sposób na sytuację operacyjną lotniska.
– Aby służby mogły podjąć pełne działania, to muszą działać zgodnie z procedurami. Do tego potrzebne było co najmniej zatrzymanie ruchu do lotniska i ewakuacja okolicznych budynków. Na to nie było zgody ze strony lotniska. W końcu niemal po dwóch godzinach od wybuchu opróżniono śmieciarkę ze śmieci i służby mogły sprawdzić jej zawartość – mówi źródło Onetu, z którym portal skonfrontował słowa Rudzkiego.
Onet / Biznes Alert

2 godzin temu









